Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Maciej Pałka: Nie jest tak, że Włosi są najlepsi we wszystkim, cz. 2

Maciej Pałka: Nie jest tak, że Włosi są najlepsi we wszystkim, cz. 2

fot. Joanna Skólimowska

- Zawodnik, który grał we Włoszech czy w Polsce, jest bardziej wymagający, praca z nim jest ciekawsza, bo to zawodnik, który wie, czego chce i czego ja od niego oczekuję - mówi w II części wywiadu o współpracy z zawodnikami z czołowych lig Maciej Pałka.

Nie narzekasz na nadmiar wolnego czasu, a dodatkowo zajmujesz się jeszcze prowadzeniem szkoleń dla trenerów. Możesz nieco przybliżyć ten temat, jak to wygląda, kiedy zrodził się pomysł?

Maciej Pałka:Wszystko zaczęło się przez człowieka, z którym współpracowałem w Trento – Massimo Di Vette. Można powiedzieć, że to jest pewnego rodzaju mój mentor. Ponieważ praktycznie całej pracy, jaką wykonuję w sporcie, nauczyłem się od niego. On mnie polecił, żebym mógł prowadzić takie kursy. To był mój trzeci rok pracy w Trento i tak się to zaczęło, i od około 4-5 lat kilka razy w roku prowadzę szkolenia dla trenerów pierwszego stopnia w zakresie kontuzji i prewencji dla zawodników. Na początku prowadziłem szkolenia tylko w Trento, teraz w Trento i Bolzano. Są to kursy dla trenerów, takie „abc”, podstawy – czyli jak rozpoznać kontuzję, jak postępować, czego nie robić w danej sytuacji. Takie szkolenia odbywają się 3-4 razy do roku, nie jest to jakoś szczególnie często. Moim zdaniem szkolenie trenera we Włoszech przebiega trochę inaczej niż w Polsce, tutaj szkolenie ma różne etapy i szkolenia, które ja prowadzę, są jednym z etapów. Później dany uczestnik zdaj egzamin, przy czym mój dział jest w tym wszystkim dość skąpy, jest sporo egzaminów sprawnościowych, z zakresu psychologii siatkówki, ale też i podejścia do zawodników. Niestety nie jest to aż tak rozbudowane jak w Polsce, taki trener kończąc to szkolenie, jest już teoretycznie gotowy prowadzić samodzielnie drużynę, nie jest prowadzony przez kogoś z większym doświadczeniem, co moim zdaniem nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo popełnianych jest sporo błędów.

Dotychczas twoja praca koncentrowała się raczej na Italii, skąd więc współpraca z reprezentacją Słowacji?



Pierwszy kontakt był przez ówczesnego trenera reprezentacji Słowacji – Flavio Gulinellego, jeszcze w zeszłym roku, jednak wtedy nie udało się nam pogodzić pewnych rzeczy. W tym roku Flavio również zadzwonił dosyć nagle, wiadomość była krótka i decyzję trzeba było podjąć wyjątkowo szybko, więc nie zastanawiałem się długo.

Jednym z celów Słowaków na ten sezon była wygrana w Final Four III dywizji Ligi Światowej. Finalnie skończyło się trzecim miejscem i brakiem awansu do wyższej dywizji. Cele i ambicje zespołu były większe, trzeba więc przyznać, że ten turniej nie był udany?

Nie powiedziałbym, żeby turniej całkiem się nie udał, bo mimo wszystko medal jest. Owszem, były bardzo duże oczekiwania i bardzo dużo pracy, oczywiście liczyliśmy na złoto i ten niesmak, że to się nie udało i nie ma tego awansu, jest u bardzo wielu osób. Ta wygrana otworzyłaby na pewno drogę wielu ludziom. Jeżeli mówimy o zawodnikach i staffie, to każdy z nas liczył na awans do dywizji B. I mówiąc szczerze, przychodząc pracować z tym zespołem, przyszedłem dla tego medalu, drugorzędną sprawą były aspekty ekonomiczne. Chciałem wywalczyć złoty medal, bo to jest w pewnym sensie taka wizytówka człowieka w tym sporcie. Rozgoryczenie było duże, jednak mimo wszystko jest brąz, a więc nie jest najgorzej.

Nie obyło się jednak bez konsekwencji, krótko po turnieju praktycznie cały sztab szkoleniowy został zmieniony. Jako jeden z nielicznych – ty zostałeś. Po raz kolejny dało o sobie znać doświadczenie z Włoch i marka wypracowana w Trento? Fakt, że nowym trenerem jest Alberto Giuliani, od lat pracujący w Serie A nie był chyba bez znaczenia?

Kiedy dowiedziałem się, że wszyscy inni zostali odwołani, poczułem się bardzo dziwnie. Nie do końca czułem się z tym dobrze, bo spędzając tyle czasu w tej grupie, byliśmy bardzo związani, także jest mi przykro, że ich nie będzie. Przez moment miałem wątpliwości co dalej, jednak miałem obowiązujący kontrakt. Mimo wszystko cieszę się, że mi zaufano, doceniono moją dotychczasową pracę, czego efektem jest utrzymanie mojego kontraktu. Znam Giulianiego, więc myślę, że w nowym sztabie nie będę się czuł jakoś wyobcowany. Z Alberto Giulianim miałem kontakt już wcześniej, pracowałem z nim podobnie jak z Flavio Gulinellim w U-23. Co do ogólnej zmiany zaskoczyło mnie to. Flavio wiedział już, jak się poruszać w danym środowisku, był trenerem, który znał tę grupę. Jednak na pewno zarówno jeden, jak i drugi trener jest bardzo dobrym szkoleniowcem. Zobaczymy więc, co przyniesie ta zmiana.

Wracając do przebiegu twojej dotychczasowej współpracy z reprezentacją Słowacji. Jak dokładnie wyglądała praca z zespołem i dotychczasowe przygotowania?

Przygotowanie było dość ciężkie, zawodnicy przyszli z klubów, będąc w trudnej sytuacji fizycznej. Cały staff starał się dopiąć wszystko na ostatni guzik, tak aby zawodnikom stworzyć możliwie najbardziej komfortowe warunki pracy. Tej pracy z zawodnikami było naprawdę bardzo dużo, zaczynając od pracy na starych kontuzjach i zapobieganiu nowym. Cały sztab nad tym się koncentrował, praca trenerów też była bardzo ciężka. Naprawdę każdy włożył w to bardzo dużo wysiłku. Ku mojemu dużemu zaskoczeniu była naprawdę duża współpraca ze strony zawodników, zarówno podczas treningów, jak i mówiąc o dyspozycyjności do pracy poza treningami. A to rzecz mało spotykana.

Widziałeś różnicę w podejściu zawodników mających doświadczenie z gry w PlusLidze czy Serie A, a tych, którzy nie mieli dotychczas kontaktu z grą w czołowych ligach?

Tak, jest to bardzo zauważalne. Człowiek, który nie miał styczność z tym wyższym poziomem, nie wie, po co się robi niektóre rzeczy. Trzeba mu to wszystko wytłumaczyć i jak raz to zrozumie, to jest ok. Kiedy zacznie zauważać, że są jakieś efekty, a dane działanie przynosi pozytywne rezultaty, wtedy jest bardzo chętny do współpracy. Zawodnik, który grał we Włoszech czy w Polsce, jest bardziej wymagający, praca z nim jest ciekawsza, bo to zawodnik, który wie, czego chce i czego ja od niego oczekuję, umie lepiej sprecyzować swój stan kontuzji, czy też określić, czego potrzebuje. Co do zawodników grających, powiedzmy na niższych poziomach, to trzeba ich trochę prowadzić za rękę, oni nie potrafią jeszcze słuchać własnego ciała.

Czyli coś w tym jest że Słowacy jeszcze dążą do tego profesjonalizmu…?

Moim zdaniem są na dobrej drodze, ale przed nimi dużo pracy. Są bardzo otwarci na współpracę i bardzo fajnie się z nimi pracuje. Są gotowi pracować, trzeba im jeszcze trochę pomagać (mówię o zawodnikach), ale ta obustronna współpraca jest i to chyba najważniejsze.

Po tak krótkim czasie, jaki spędziłeś z tym zespołem, jesteś w stanie powiedzieć, jakim narodem są Słowacy?

Krótki to dość relatywne pojęcie, bo teoretycznie krótki, ale po 24 godziny na dobę. Więc w tym czasie spędzałem z nimi więcej czasu niż z rodziną. Słowacy są narodem bardzo otwartym i pracowitym, ale też bardzo honorowym. W tym momencie nie mógłbym w odniesieniu do nich powiedzieć nic negatywnego. Mogę mówić wyłącznie w samych superlatywach. Zostałem bardzo miło przyjęty. Jak na to, że to kadra niewielkiego kalibru, nie jest to Polska czy Włochy, to wszystko tutaj jest znakomicie przygotowane.

Pierwsza część wywiadu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved