Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Maciej Pałka: Nie jest tak, że Włosi są najlepsi we wszystkim, cz. 1

Maciej Pałka: Nie jest tak, że Włosi są najlepsi we wszystkim, cz. 1

fot. Joanna Skólimowska

- Zostawiłem dokumenty i nawet nie zdążyłem wrócić do domu, kiedy zadzwonił do mnie Giuseppe Cormio z pytaniem, czy mógłbym jeszcze wrócić na rozmowę do klubu - opowiada o początkach w Trentino Volley Maciej Pałka, obecnie fizjoterapeuta reprezentacji Słowacji.

Twoja zawodowa przygoda w siatkówce rozpoczęła się dość interesująco, bo w jednej z najlepszych lig na świecie – włoskiej Serie A i czołowym klubie, jakim jest Diatec Trentino. Jak trafiłeś do Trentino, kiedy pojawiła się pierwsza myśl na spróbowanie swoich sił we Włoszech i czy praca w Trento od początku była planem numer jeden, a może jedną z opcji?

Maciej Pałka:Pierwsza myśl była wtedy, kiedy w Polsce nie można było znaleźć pracy. Co prawda po znajomościach mogłem dostać się na staż, po którym mógłbym pracować w szpitalu, jednak zawsze chciałem pracować w wojsku albo w sporcie. W wojsku w Polsce też było ciężko, bo nie miałem żadnego punktu zaczepienia. Postanowiłem więc spróbować szczęścia we Włoszech. Decydując się na pracę we Włoszech, nie kierowałem się typowo miastem, tylko miejscem, gdzie mógłbym pracować w sporcie. Szukając miejsca, sprawdzałem więc, ile w danym mieście jest klubów sportowych i jak bogaty jest dany klub, aby wiedzieć, na ile może sobie pozwolić. Bo wiadomo, że nie każdy klub może mieć tak liczny staff. Na początku mojej przygody we Włoszech pracowałem w ośrodku leczniczym, dopiero później, kiedy trochę się ustabilizowałem, postanowiłem coś zmienić. Poszedłem bezpośrednio do Trentino Volley z CV, zostawiłem dokumenty i nawet nie zdążyłem wrócić do domu, kiedy zadzwonił do mnie Giuseppe Cormio z pytaniem, czy mógłbym jeszcze wrócić na rozmowę do klubu.

Pracowałeś w Trento w złotych dla gialloblu latach, kiedy zespół sięgał po kolejne tytuły mistrzowskie. Czego nauczyła cię ta strona pracy?



Ogromnej pokory i cierpliwości. System pracy, jaki został mi tam przedstawiony, jest z jednej strony okrutnie brutalny, a z drugiej niesamowicie skuteczny. To, jak wszyscy musieli współpracować, było czymś mocno wyczerpującym, ale i bardzo konstruktywnym. Nie było sytuacji, że ktoś nie mógł czegoś zrobić lub komuś się nie chciało. To przynosiło rezultaty, nie zawsze, bo Trento też sporo przegrało, ale trzeba przyznać, że te wyniki i osiągnięcia były. Cały system pracy, jaki się tam skonstruował i jaki poznałem w Trento, staram się przenosić wszędzie, gdzie idę pracować.

Praca z takim trenerem jak Radostin Stojczew czy zawodnikami będącymi gwiazdami światowej siatkówki jest z twojej perspektywy łatwiejsza, czy mimo wszystko trudniej przekonać ich do swoich racji?

Przede wszystkim bardzo trudno jest ich przekonać do czegokolwiek. Z Radem też pracuje się ciężko, a to wynika z tego, że jest bardzo wymagający. Ale to, co w nim podziwiam, to fakt, że zawsze kiedy obierze sobie jakiś cel, zrobi absolutnie wszystko, aby go osiągnąć. To czy później to wyjdzie czy nie, jest czymś innym, na to wpływa wiele innych czynników. Jednak to trener, który wyciągnie absolutnie wszystko z każdej osoby, żeby ten cel osiągnąć.

W Trento pracowałeś pięć lat, czy jest jakiś mecz lub turniej, który szczególnie zapadł ci w pamięć?

Są dwa mecze, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Pierwszy – to mój pierwszy finał scudetto: Trento kontra Piacenza, gdzie było 2:0 dla nas i myślałem, że już jesteśmy w domu i wszystko się rozstrzygnie na naszą korzyść… ale kiedy Piacenza zaczęła grać, było wielkie rozczarowanie i pierwsze gorzkie łzy porażki. Drugi mecz to było Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi. To było coś niesamowitego, kiedy wszedłem do hali, która była pełna pięknych kibiców, uważam że w Polsce kibice naprawdę bardzo dobrze kibicują, a siatkówka jest czymś wyjątkowym. I kiedy wszyscy zaczęli dopingować, to było coś nie do opisania. Również stanąć na podium w Polsce dla mnie osobiście było czymś bardzo ważnym. Polska nigdy nie dała mi tej możliwości, aby tam móc pracować, więc zdobycie tego mistrzostwa bardzo wiele dla mnie znaczyło.

Masz żal do polskich klubów czy Polskiego Związku Piłki Siatkowej o ten brak szansy czy możliwości pracy w Polsce?

Nie wiem, czy to jest żal, w pewnym momencie trochę może i tak. Jednak patrzyłem na to nieco inaczej. Byłem zadowolony, że ktoś inny dał mi możliwość pracy i działania. Dostałem bardzo duży kredyt zaufania, także jakieś niesnaski powodowane tym, że w Polsce mi się nie udało, były rekompensowane tym, że mimo wszystko i tak jakąś satysfakcję mam.

W Trentino miałeś okazję współpracować m.in. z Łukaszem Żygadło. Praca z Polakami nieco ułatwiła ci te początki za granicą?

Zdecydowanie. Łukasz jest bardzo inteligentnym człowiekiem. Oczywiście jak to zwykle bywa potrzebowaliśmy czasu, żeby nawiązać jakąś relację. Kiedy przyszedłem do Trento, miałem jeszcze to szczęście, że poznałem również Michała Winiarskiego. I ten pierwszy rok w Trento z nimi w składzie będę bardzo miło wspominał. I myślę, że nie tylko ja, co najlepiej potwierdza to, że później Żygadło wrócił do Trento, mnie już wtedy co prawda w klubie nie było, ale to, że Trento go chciało z powrotem, także wiele znaczyło.

Włosi więc wyjątkowo cenią sobie Polaków jako współpracowników?

Tak, Polak jest człowiekiem, który najpierw zrobi, a później zapyta dlaczego. Jest to naprawdę pracownik, szczególnie kiedy zauważy, jak ten system pracy jest ułożony. Nawet kiedy są pewne ciężkie sytuacje, to naprawdę Polacy chętnie współpracują. Moim zdaniem między innymi z tego powodu, w zestawieniu z innymi zawodnikami, polscy siatkarze są bardzo cenieni za granicą.

Po pięciu latach pracy rozstałeś się z Trentino. Skąd decyzja o zakończeniu tej współpracy po jednak niekrótkim okresie czasu, zwieńczonym sporymi sukcesami?

Zaszły tam zbyt duże zmiany wewnętrzne, a moje możliwości też się wyczerpały. Została mi odebrana pewna szansa i droga rozwoju. Uznałem więc, że na tym etapie ta współpraca raczej powinna się zakończyć. Mimo wszystko te pięć lat w Trento naprawdę dużo mi dały.

W ostatnich latach sporo mówi się o kryzysie ligi włoskiej. Coraz częściej pojawiają się też opinie, że polska PlusLiga jest już na podobnym poziomie. Jak porównałbyś realia pracy w Polsce i Italii ze swojej perspektywy?

Co do poziomu pracy nie jestem pewien, jednak to tylko moje wewnętrzne odczucie. Moim zdaniem polski zawodnik jest bardziej wytrzymały, podczas gdy Włoch jest bardziej leniwy. Tam gdzie Polak zaciśnie zęby i będzie grał – Włoch marudzi. Jest bardzo duża różnica pomiędzy zawodnikami, co do pracy – może już nie ma tej przepaści, jednak myślę, że ta różnica wciąż jest widoczna i odczuwalna. Nie jest tak, że Włosi są najlepsi we wszystkim, jednak myślę, że po prostu pewne możliwości, które mieli, wykorzystali lepiej. Siatkówka jest na tyle dziwnym sportem, że nie można zatrzymać się ani na chwilę, mówiąc sobie: „już jestem najlepszy”, bo zawsze za plecami jest ktoś, kto cię goni.

Po zakończeniu pracy w Trento miałeś chwilę odpoczynku od siatkówki…

Nie bardzo długą, ale ta chwila była. W tym czasie otworzyłem swoją działalność, jednak odpoczynek od siatkówki nie trwał długo. W grudniu rozpocząłem współpracę z żeńskim klubem, o wiele mniej intensywnie niż z Trentino, ale ta praca też przynosiła mi satysfakcję i współpraca trwa zresztą do dnia dzisiejszego. Już w tym roku klub grał w serie A2. Więc za nami awans. Tak trochę się przyzwyczaiłem, że gdzie nie idę, tam się wygrywa. (śmiech) A tak poważnie myślę, że to jednak zbieg okoliczności, bo w wielu miejscach znalazłem się w odpowiednim momencie. Do Trento trafiłem, kiedy wygrywali, później byłem na pojedynczych turniejach, gdzie też udało się coś wygrać. W klubie, do którego poszedłem, zdobyliśmy Puchar Włoch i wygraliśmy promocję. Także jest jakieś szczęście, które za mną idzie.

Na drugą część wywiadu zapraszamy jutro.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved