Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Artykuły > VolleyBox 5: Ukłon w stronę legendy

VolleyBox 5: Ukłon w stronę legendy

fot. Michał Ślusarski

Siatkówka nigdy więcej nie będzie już taka sama. Przynajmniej w Polsce, przynajmniej dla mnie. Karierę sportową zakończyła (a być może jedynie zawiesiła) Małgorzata Glinka-Mogentale, co jest końcem pewnej epoki w kobiecej siatkówce. Bo odchodzi legenda.

Patryku,

w tym tygodniu nie będę zanudzał ciebie i naszych czytelników długimi wywodami na temat naszej ulubionej dyscypliny. Zachowam się jak nie ja i postaram się zawrzeć wszystko, co chcę przekazać, w kilkunastu zdaniach. Nie będzie to łatwe, bo chcę porozmawiać o osobie, która przerasta mnie nie tylko wysokością swojego ciała, ale także ogromem swych osiągnięć, laurów, potęgą osobowości, charakterem ciągnącym ją ku kolejnym wyzwaniom i sukcesom, a przede wszystkim aurą niesamowitości, którą chcąc nie chcąc roztacza wokół siebie i emanuje nią na innych. Mówię oczywiście o Małgorzacie Glince-Mogentale, która podjęła decyzję o zawieszeniu butów na kołek.

Łzy same cisną mi się do oczu. Takie sytuacje nie zdarzają się często, bo przecież jestem mężczyzną, twardzielem, takim polskim Jaenem Claudem van Dammem. Facetom nie wypada mazać się z tak błahego powodu. A jednak u mnie wyszły na światło dzienne spore emocje, bo przed oczami pojawiło mi się kilka obrazków z mojej młodości, z dzieciństwa, sprzed kilku lat. We wszystkich tych wspomnieniach związanych właśnie z Maggie dominuje u mnie obraz wielkiej liderki i kobiety sukcesu, która swoim uporem, determinacją i z jasno wyznaczonym celem pnie się schodek po schodku w górę, aż do samego szczytu.



Rok 2003, mistrzostwa Europy w Turcji. Andrzej Niemczyk i jego stosunkowo młody, ale niezwykle ciekawy zespół idzie przez turniej jak burza. Furorę robią niemal wszystkie nasze zawodniczki – Dorota Świeniewicz, Masza Liktoras, Agata Mróz, Magdalena Śliwa. Moje oczy wędrują jednak w kierunku tej siatkarki, do której trafiają piłki niewygodne, trudne, sytuacyjne i te, które naznaczone są największym ciężarem gatunkowym. Gosia Glinka jest autentyczną liderką, klasą samą w sobie. Już wtedy wiedziałem, że medal będzie nasz, nie przypuszczałem tylko, że sięgniemy po złoto. Teraz jestem w stanie powiedzieć, że bez Glinki nie było „Złotek”. Byłyby może „Sreberka” albo „Brąziki”, ale nie byłoby historii pisanej wielkimi złotymi literami. I nie byłoby kolejnego tytułu mistrzyń Europy w 2005 roku, bo tam nasza skrzydłowa również była wiodącą postacią. To aż nie do pomyślenia, ale w 2003 czy 2005 roku, gdy nasi panowie dalecy byli od sukcesów i medali, personifikacją polskiej siatkówki była właśnie Gosia Glinka. Oczywiście był Gruszka, Ignaczak, Murek czy Gołaś, ale to o Glinkę biły się najlepsze kluby świata, to ona była ikoną. Potwierdziła to, zdobywając liczne trofea i medale w klubach z Włoch, Francji, Hiszpanii i Turcji.

Niedawno na profilu jednego z portali społecznościowych mój znajomy dodał zdjęcie pomnika Michaela Jordana wystawionego przed United Center. Za oceanem gwiazdy koszykówki, baseballa czy hokeja są ustawiane na piedestale, wystawia im się pomniki. O ile słowo „gwiazda” dla wielu osób ma różne znaczenie i pomników w rok mogłoby się nad Wisłą bardzo namnożyć, o tyle jestem zdania, że legendom pomnik się po prostu należy. A do tej wąskiej i elitarnej grupy Małgorzatę Glinkę trzeba włączyć, bo dla kobiecej siatkówki w Polsce zrobiła więcej niż całe pokolenia. Panowie burmistrzowie, prezydenci miast, zarządcy obiektów, działacze PZPS-u – według mnie macie misję do wykonania. Pomnik Małgorzaty Glinki przed piękną halą w Szczecinie lub na Placu Dwóch Miast według mnie byłby niezłym pomysłem i ukoronowaniem całokształtu kariery Małgorzaty Glinki.

Chociaż może z tym pomnikiem to się jeszcze pospieszyłem, tak samo jak z tymi butami na kołek. Nasza złota Gosia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i jak sama przyznała w jednym z wywiadów, niczego jeszcze nie kończy, a po prostu chce trochę odpocząć. Więc odpoczywaj nasza legendo, ale spodziewaj się, że jeśli uda się polecieć do Rio, to wszyscy chórem zawołamy: „Maggie, wróć!”.


Przemku,

zaskoczyłeś mnie nieco, gdyż okazało się, że zostałeś obdarzony przez Boga wyższymi uczuciami. Nieprawdopodobne, a jednak. Z poprzednich moich volleyboxowych rozważań można było wywnioskować, że nie jestem fanem żeńskiej siatkówki. Kto przypuszczał, że się coś w tej kwestii zmieniło, niestety jest w błędzie, ale… Postaci Małgorzaty Glinki-Mogentale nie sposób nie znać. Jej wkład w rozwój dyscypliny i sukcesy odniesione zarówno na poziomie rozgrywek klubowych, jak i reprezentacyjnych niechybnie są powodem do dumy dla każdego kibica siatkówki w Polsce. Dlatego Przemku – łączę się z tobą w „bulu i nadzieji”, jak mawiał (lub raczej pisał) klasyk, że jeszcze zobaczysz swoją ukochaną na siatkarskich parkietach.

Swoją drogą – jak już lecimy tak całkiem nostalgicznie – to ciekawym zjawiskiem jest to, jak siatkarze lub siatkarki wpływają niejako obecnością na kibiców swoich drużyn. Wiadomo, że pamięta się głównie zwycięzców, tych, którzy walczą od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego o każdą piłkę. Tych ekspresyjnych, tych, którzy nigdy nie odpędzali od siebie kibiców. Tych, którzy zawsze mieli dla nich czas. Tak jak ty, drogi Przemku, teraz płaczesz za Maggie Glinką, tak kiedyś Rzeszów płakał za Georgiem Grozerem. Przypuszczam, że gdybyś dzisiaj przyszedł na Podpromie i zapytał pierwszego z brzegu kibica (bez względu na to, że w składzie są już takie tuzy siatkówki jak Jochen Schöps i Bartek Kurek), czy życzył by sobie powrotu Dżordża do rzeszowskiej drużyny – to gwarantuję, że 8 na 10 odpowiedziałoby twierdząco.

Ostatnio podobną sytuację przeżywali kibice ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Dick Kooy przez dwa sezony w dużej mierze stanowił o ataku tej drużyny, która była niejako uzależniona od jego dobrej postawy. Podobnie jak w przypadku Grozera, tak w przypadku Kooya owa dobra postawa została wynagrodzona lukratywnym kontraktem w bogatszym klubie. Obaj oddani z żalem przez kibiców swoich drużyn. Niejedna fanka, a może i fan uronił/a łzę na ich pożegnaniu lub na wieść o ich odejściu. Czy świat się skończył? NIE, absolutnie nie. Życie nie znosi próżni – co może brzmi banalnie, ale faktycznie tak jest. Odeszła jedna gwiazda, przyszła inna. Tak działa sport.

Nawiązując do twojej wypowiedzi i niejako peanu na cześć Małgorzaty Glinki-Mogentale, wyrażam głęboką nadzieję, że wszyscy, absolutnie wszyscy dostaną to, czego mogą wymagać od siatkarskiego świata. I szczerze tego wszystkim życzę – tobie Przemku, byś mógł cieszyć się z powrotu Maggie z siatkarskiej emerytury, a kibicom z Rzeszowa i Kędzierzyna-Koźla powrotów niegdysiejszych idoli do składów drużyn z tych miast.*

*Wskazanie przeze mnie postaci Georga Grozera i Dicka Kooya ma charakter wyłącznie przykładowy, gdyż jak wiadomo, w praktycznie każdym klubie można wskazać osoby, które darzy się szczególnym szacunkiem.

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Zapraszamy na naszego strefowego facebooka!

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
Artykuły, inne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved