Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Aleksandra Chyła: Ten sezon dużo nas nauczył

Aleksandra Chyła: Ten sezon dużo nas nauczył

fot. archiwum

Aleksandra Chyła i Karolina Kirszensztein sprawiły jedną z największych niespodzianek Plaży Open w Gdańsku, docierając aż do finału. - Wiele osób nie wierzyło, że możemy coś osiągnąć, bo nie mamy imponujących warunków - przyznała Kirszensztein.

W Gdańsku zaskoczyłyście chyba wszystkich, zdobywając srebrne medale ostatniego turnieju Plaży Open w tym roku. To wasz największy sukces odniesiony na piasku?

Aleksandra Chyła: – Może to zabrzmi trochę śmiesznie, ale gramy ze sobą na piasku dopiero pierwszy sezon. Dla mnie jest to także pierwszy sezon grania „na poważnie”. Co prawda dwa lata temu już zaczęłam swoją przygodę z plażówką, ale było to bardziej granie amatorskie. Teraz jednak udało nam się zebrać troszkę pieniędzy od sponsorów, zajął się nami nasz trener Rafał i stwierdziłyśmy, że spróbujemy swoich sił w większych turniejach. Byłyśmy praktycznie na wszystkich zawodach Plaży Open, poza dwoma pierwszymi.

Jednak w siatkówkę, nie tylko tą plażową, gracie od dawna…



Aleksandra Chyła: – Ja przez 10 lat grałam w Gedanii w Gdańsku. Tam miałyśmy osiągnięcia, ale gra w hali to zupełnie inna dyscyplina, więc musiałam się dużo nauczyć.

Karolina Kirszensztein: – Ja na plaży grałam trzy lata temu z Olą Zdon. Wtedy udawało nam się zajmować miejsca 5-6, zdarzyło się również, że stanęłyśmy na podium w zawodach Projektu Plażówka. Jeśli chodzi o halowe rozgrywki, to występowałyśmy także w TPS-ie Rumia w II lidze, gdzie się poznałyśmy i tam również grała Ola Theis.

Mistrzostwa Polski dla wielu par są już zakończeniem sezonu, planujecie za rok kontynuować obraną drogę?

Aleksandra Chyła: Mamy taki zamiar. Zobaczyłyśmy, że przyniosło to jakiś efekt, że możemy coś „ugrać”. Ten sezon był dla nas trudny, trener Rafał wszedł do drużyny, sporo w naszej grze poprzestawiał. Ja nie jestem najwyższą zawodniczką, ale zdecydowaliśmy, że gram na bloku. Wielu rzeczy musiałam się na początku nauczyć. Ja mam taki charakter, że szybko się denerwuję, bardzo chciałam, żeby wyniki przyszły jak najszybciej…

…a te przyszły dopiero w miejscu, z którego pochodzicie…

Karolina Kirszensztein: Musiałyśmy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na ten sukces, który przyszedł dopiero w Gdańsku. Trener uświadamiał nam, że musimy małymi kroczkami dążyć do celu i ta nasza praca w końcu zaowocuje. Przestrzegał nas, że w połowie sezonu może przyjść spadek formy i tak też było na turnieju w Rybniku. Jednak udało nam się zdobyć medal w Gdańsku i dzięki temu też mamy motywację do tego, by pracować i w przyszłym roku odnosić kolejne sukcesy.

Przed własną publicznością pokazałyście, że dzięki waleczności i ambicji niejednokrotnie możecie zagrozić nawet bardziej doświadczonym parom…

Karolina Kirszensztein: Wiele osób nie wierzyło, że możemy coś osiągnąć, bo nie mamy imponujących warunków fizycznych, obie jesteśmy niskie. Chciałyśmy udowodnić wszystkim zawodniczkom czy trenerom, że niskie dziewczyny też mogą z powodzeniem grać w siatkówkę plażową.

Wiele osób mówiło, że w Gdańsku to wiatr bardzo często wypaczał wyniki spotkań, ale to nie umniejsza waszemu osiągnięciu…

Aleksandra Chyła: Można powiedzieć, że rzeczywiście tak było pod koniec pierwszego dnia turnieju. Jednak my wtedy grałyśmy z Dorotą Strąg i Katarzyną Kociołek i dziewczyny z kadry pokazały, że radzą sobie w takich warunkach doskonale. Z kolei w meczu przeciwko Agnieszce Wołoszyn i Aleksandrze Zdon, gdzie sprawiłyśmy niespodziankę, tego wiatru już nie było, dlatego wydaje mi się, że zasłużenie wygrałyśmy. Wszyscy mówią, że pomógł nam wiatr, a Joanna Wiatr była wtedy z dziewczynami na zupełnie innym turnieju. (śmiech)

W mistrzostwach Polski pomimo walki poniosłyście dwie porażki. Zżarła was troszeczkę trema i oczekiwania?

Aleksandra Chyła: Myślę, że mogło tak trochę być. Tym bardziej, że akurat pierwszy mecz grałyśmy z Olą Theis, a to jest nasza koleżanka, z którą wcześniej trenowałyśmy. Jesteśmy młodymi zawodniczkami, być może ten sukces nas troszkę przerósł. Dla mnie ten stres to jest nowość, bo w hali grałam na pozycji libero, gdzie odpowiedzialność za całą drużynę była dużo mniejsza. Tutaj jesteśmy tylko we dwie, wszystko zależy od nas. Myślę jednak, że ten sezon nas tak dużo nauczył, że kolejny będzie zupełnie inny. My robimy to dla siebie, z pasji, nie jesteśmy zawodniczkami kadrowymi, wkładamy w to całe serce i ciężką pracę.

Czy nie obawiacie się, że nadchodząca przerwa w sezonie plażowym może was nieco wybić z rytmu, wpłynąć niekorzystnie na waszą formę?

Karolina Kirszensztein: Myślę, że nas nie wybije. Ola miała teraz roczną przerwę od gry w hali. Ja z kolei przez półtora roku nie grałam, bo już drugi raz zerwałam więzadła krzyżowe. Chciałyśmy udowodnić, że pomimo tej przerwy dzięki motywacji i ambicji da się wygrywać nawet z bardzo dobrymi parami. My nie mamy takich warunków jak niektóre dziewczyny, nie trenujemy cały rok, bo nie mamy takiej możliwości. Wyszłyśmy na piasek od marca i zaczęłyśmy się przygotowywać.

W trakcie sezonu pojawiały się różne opinie na temat cyklu Plaża Open, ale dla was możliwość wystąpienia w tych rozgrywkach jest chyba nie do przecenienia…

Aleksandra Chyła: – Patrząc z perspektywy czasu, Plaża Open bardzo się rozwinęła. Jesteśmy bardzo zadowolone z organizacji. Gdyby nie ten cykl, nie miałybyśmy szans się zaprezentować czy wystąpić w turnieju finałowym MP. Same wiemy, że znalezienie sponsorów nie jest łatwym zadaniem. Cieszmy się z tego, co mamy w Polsce, że mamy gdzie grać, a siatkówka plażowa staje się coraz bardziej popularna.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved