Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Świata > Władimir Alekno: Nie mogę pozwolić na to, żeby nas bili

Władimir Alekno: Nie mogę pozwolić na to, żeby nas bili

fot. archiwum

W ekipie Rosji można zauważyć, że tak na treningach, jak i poza salą panuje dobra atmosfera. Przyczynił się do tego Władimir Alekno, który przejął drużynę w krytycznym momencie, zaraz po odejściu poprzedniego szkoleniowca, spowodowanym serią porażek.

W trakcie naszych rozmów zaraz po igrzyskach olimpijskich w Londynie nigdy nie wspomniał pan o tym, że nie wróci do trenerskiego sztabu reprezentacji. I ponownie tak się stało. Już trzeci raz. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, że nadszedł czas na to, aby ponownie wejść do drużyny? Czy było to podczas oglądania meczów Ligi Światowej w Kazaniu? A może już wcześniej?

Władimir Alekno:Na początku chciałbym wyjaśnić zaistniałą sytuację. Nie po raz pierwszy miałem okazję widzieć różne warianty opuszczenia reprezentacji przez trenerów. Niektórzy na zawsze chcieli pozostać triumfatorami i porzucali swoje stanowiska zaraz po wielkich zwycięstwach. Jeszcze inni znajdowali się na samym szczycie, później jednak zostawali zmuszeni, aby opuścić to zaszczytne miejsce. Ja nigdy nie powiedziałem „nigdy więcej”. Po Londynie, kiedy skumulowało się psychiczne i naturalne zmęczenie, postanowiłem skoncentrować się na pracy w klubie i osiągnąć wspólnie z kazańskim Zenitem jak najlepsze rezultaty. Jestem osobą emocjonalną, o porażkach pamiętam przez kilka tygodni, a o zwycięstwach przez kilka godzin. Dlatego też w pewnym momencie poczułem, że nie jestem w stanie osiągnąć takiego sukcesu, jakiego ode mnie oczekiwano. W moim przypadku były to nowe sukcesy na wszystkich frontach. Nie spałem miesiącami, przeżywałem, analizowałem, a głowę zaprzątała mi każda nieznacząca nawet porażka. W pewnym momencie poczułem, że to może za mało… To ogólna przyczyna, z powodu której trzy lata temu postanowiłem odejść z reprezentacji. Były też inne mniej znaczące. Jeśli chodzi o mój powrót do reprezentacji, nie myślałem o nim do tego momentu, w którym reprezentacja zaczęła przegrywać czerwcowe mecze w Kazaniu. Oprócz tego większość znajomych jak również nieznajomych widząc to, co dzieje się z reprezentacją, zaczęła interesować się moim powrotem na stanowisko głównego szkoleniowca. Za każdym razem odpowiadałem, że reprezentacja posiada już trenera, który na koncie ma kilka udanych występów – zwycięstwo w Lidze Światowej, zdobycie mistrzostwa Europy. Przed sezonem uważałem, że pomimo trudnej grupy drużyna powinna była podążać do finałowej części Ligi Światowej w Rio. Reprezentacja była w stanie pokonać zarówno Polaków, Amerykanów, nie mówiąc już o Iranie. Oglądając mecze z Kazania, nie widziałem drużyny – na boisku znajdowali się znajomi gracze, ale nie było gry. Wtedy postanowiłem: „tak dłużej być nie może”, trzeba dołączyć do zespołu i naprawić sytuację. W życiu zawsze przychodzi czas na to, aby coś udowodnić. Przede wszystkim sobie samemu, kolegom, zawodnikom i wam – dziennikarzom. Nie uważam się za geniusza, jestem jak każdy inny trener. Dla mnie jest to wielki zaszczyt – ponownie stać na czele drużyny narodowej.

Jak został pan przywitany w drużynie?



Można zapytać zawodników, oni potwierdzą to, że już na pierwszym zebraniu powiedziałem: wszyscy powinni zapomnieć o swoich tytułach i stopniach. Mistrzami olimpijskimi możemy nazywać tych, których z nami nie ma – Wołkow, Chtiej, Sokołow, Bierieżko… Podstępna myśl o tym, że jesteś silniejszy, nieświadomie nawiedzała każdego z nas. A to przeszkadzało – zaczęli nas bić. Na to nie możemy pozwolić. Nigdy nie przegrałem z Iranem. To niedopuszczalne. I już nigdy nie przegramy z tą drużyną. Ale na to trzeba pracować każdego dnia i zapomnieć o wszystkim.

Jak rodzina odniosła się do pana powrotu do reprezentacji?

Zawsze byli gotowi na moje nadzwyczajne kroki. Tym razem nie usłyszałem żadnych zarzutów z ich strony. Nikt oczywiście nie skakał z radości, ponieważ rozumieli to, że w zbliżających się dwóch latach w najlepszym wypadku będziemy mogli być razem jedynie tydzień w roku, nie więcej. Takie są zasady naszego życia.

Co zmieniło się w pana trenerskim spojrzeniu w ciągu tych trzech lat, kiedy nie pracował pan z reprezentacją? Być może patrzy pan zupełnie inaczej na to, co się teraz dzieje – chociaż siatkówka jest konserwatywna, to wciąż się zmienia?

Tak, ogólnie rzecz biorąc, nic zasadniczo nowego się nie wydarzyło. Praca, którą wykonywaliśmy i wykonujemy od lat, dawała i daje rezultaty. Najważniejsze jest to, by wprowadzić dyscyplinę i porządek, nawiązać dobre relacje z chłopakami. Dla mnie ważne jest to, aby oni zrozumieli to, że płyniemy na jednej łódce. Nie muszę zdobywać autorytetu u swoich zawodników, nie chciałbym też, żeby się mnie bali – z tym już koniec, od dawna – od czasu pracy w moskiewskim Dynamie. Po pierwsze ważne jest, aby mówić: „Jesteśmy razem, my to jedna całość”, a po drugie zrozumieć istotę tego pojęcia. Na dzień dzisiejszy uważam, że zawodnicy przesiąkli właśnie tą istotą. Większość zawodników przyjechała tu z rodzinami – to była ich prośba, a ja na to pozwoliłem. Mamy jednak umowę, kiedy zaczniemy już przygotowania do trzeciego etapu, poczynając od przejazdu do bazy w Nowogorsku – zawodnicy powinni zapomnieć o wszystkim, co dotyczy ich własnych kontuzji, chorych rodziców, kochanych żon i dzieci. Wszystko po to, aby na miesiąc (do 24 września) myśleć tylko i wyłącznie o siatkówce. Dziś możecie obwiniać ich za zbyt małe starania w trakcie rozgrywania meczów w Lidze Światowej, myślicie, że nie chcieli dojść do finału? Nie, nikt nie ma prawa rzucić w nich kamieniem. Jeżeli będziemy ciągle powracać do jednej myśli – „musimy wygrać”, to nic się nie uda. Musimy oczyścić umysły. Dlatego że każda z 11 drużyn, która przyjedzie do Japonii, ma jeden określony cel – dostać prawo do wystąpienia w IO. Według mnie ważnym czynnikiem zaufania jest fakt, że prawie wszyscy zawodnicy zwracają się do mnie – Romanowicz [od Władimir Romanowicz Alekno – przyp. red.]. Zwracają się tak wszyscy oprócz młodzieży i debiutantów, którzy nie pozwalają sobie na takie zwroty. Pomimo 30-stopniowego upału zawodnicy wykonują wszystkie zadania, nie zważając na trudne warunki pracy np. na piasku. Bardzo cieszy mnie fakt, że pokonują własne zmęczenie.

Przyglądając się treningom, można zauważyć, że także zawodnicy są zadowoleni z wykonanej pracy.

Nie może być inaczej. Jesteśmy w tej sytuacji, kiedy to rywal przekonał się o tym, że może nas ograć. Teraz należy poprawić sytuację. Można mieć nadzieję na to, że powracający do reprezentacji Tietiuchin jeszcze raz uratuje nas w kluczowym momencie, tak jak to miało miejsce w londyńskim finale. Ale to nie jest dobre myślenie. Tak, Siergiej jest z nami, jest filarem i podstawą drużyny, ale bez Grankina, Wolwicza, Siwożeleza i Muserskiego – niczego nie można osiągnąć. To zawodnicy wychodzą na boisko i osiągają rezultaty, ze swojej strony ja mogę jedynie tylko coś podpowiedzieć, naprawić.

W zespole jest kilku nowych graczy, całkiem młodych, z którymi jeszcze nie miał pan przyjemności pracować. Jak prezentują się na tle bardziej doświadczonych partnerów?

Dołączył do nas Wolwicz po przeprowadzce z Ufy do Nowosybirska. Trzeba pochwalić sybirski sztab trenerski za to, że Artiom Wolwicz stał się zawodnikiem na poziomie międzynarodowym. Własow i Kurkajew – to nasza przyszłość. Pracowali z nami jeszcze Kliuka i Kowaliow – niczego złego powiedzieć o nich nie mogę, ale na razie nie są gotowi, aby zmierzyć się z wielkimi zadaniami. Teraz bardzo ważne jest to, jak będą pracować w klubach.

Czy widzi pan już tych 14 zawodników, którzy pojadą na Puchar Świata?

Ogólnie tak. Właściwie jest to kwestia dwóch graczy, którzy pozostaną w domu. Tak jak już wcześniej mówiłem – do pracy potrzebuję 16 siatkarzy. Obecnie wszyscy trenują. Będzie trzeba się rozstać z kimś na pozycji środkowego i z jednym przyjmującym – mamy ich pięciu. I to nie będzie łatwe zadanie. Jestem zadowolony z blokujących Własowa i Kurkajewa. Zrozumiałe jest to, że dla debiutantów ogranie Włochów czy Stanów Zjednoczonych nie będzie łatwe. Ale są oni w pełni gotowi na to, aby w niektórych meczach zastąpić Muserskiego i Wolwicza. Proszę tylko nie pytać, na którego postawię, nie mam póki co odpowiedzi na to pytanie.

Czy istnieje wariant, w którym to Muserski miałby grać na pozycji atakującego?

Rozmawiałem z Dimą na ten temat i nie ujrzałem w jego oczach ognia. Oczywiście odpowiedział, że zgodziłby się na to w przypadku, kiedy byłoby to postanowienie sztabu trenerskiego. Tak więc jeśli to działanie dojdzie do skutku, to będzie miało charakter jednorazowy, tylko w razie konieczności. Zespół medyczny również nie zaleca temu zawodnikowi grania na tej pozycji – przyczyną są problemy z kręgosłupem. Nawiasem mówiąc, problemu nie należy szukać na pozycji atakującego, po prostu może okazać się, że Michajłow będzie potrzebny w czwartej strefie. Tak więc ta opcja nie jest wykluczona.

źródło: championat.com, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Świata, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved