Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > LE, gr. B: Słowenia odebrała Grekom marzenia o Final Four

LE, gr. B: Słowenia odebrała Grekom marzenia o Final Four

fot. CEV

Pokonując po raz drugi reprezentację Grecji, Słowenia odebrała jej szansę na grę w Final Four. W Wałbrzychu zagrają Macedończycy, którzy jako drużyna z drugiego miejsca grupy A ma o jeden punkt więcej. Swoje mecze wygrały też Białoruś i Chorwacja.

Niekwestionowany lider grupy B swoje ostatnie spotkanie fazy grupowej rozpoczął bezbłędnie, mimo pewnego awansu do Final Four Andrea Giani nie zdecydował się na szczególne rotacje w składzie. Początek meczu to wymiana sił w ataku, przy rywalizacji na styku minimalnie lepiej prezentowali się goście (8:7). Słoweńcy nie imponowali co prawda skutecznością, jednak w budowaniu dystansu pomogli rywalom Grecy. Podopieczni Sotiriosa Drikosa tylko w tej części meczu oddali przeciwnikom 13 oczek po niewymuszonych błędach własnych. Przy tak grających rywalach utrzymywanie dystansu punktowego nie stanowiło problemu dla gospodarzy. Nieco niepewności w szeregach reprezentacji Słowenii zasiał jeszcze Georgios Tzioumakas. Pogoń Greków za rywalem przyszła jednak za późno i w tej części meczu triumfowali miejscowi (25:23).

Podobnie układał się kolejny fragment meczu. Tym razem jednak goście poprawiając swoją skuteczność na siatce, nie mylili się tak często. Niemal od pierwszych akcji meczu toczyła się gra na styku. O sile ataku miejscowych stanowił Mitja Gasparini, wsparciem dla swojego atakującego był Alen Pajenk. Środkowy reprezentacji Słowenii obok imponującej stuprocentowej skuteczności zagrań w ataku (utrzymywanej w dwóch pierwszych setach) imponował czujnością w bloku. Na dłuższej przestrzeni seta żadna z ekip nie była w stanie wypracować wyższej niż jednopunktowa przewagi. Grecy zdołali przełamać rywali, prowadząc 16:15 podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze. Końcówka seta to jednak popis gry gospodarzy, w tej części meczu uaktywnili się jeszcze Urnaut ze Sketem (21:17). Tej przewagi miejscowi nie pozwolili sobie już wyrwać, wygrywając 25:20.

Kiedy wszystko wskazywało, że podopieczni Andrei Gianiego pewnie zmierzają do wygranej w trzech setach, goście zareagowali odpowiednio. Na siatce sporym wsparciem dla Tzioumakasa był Koumentakis i tak niemal od pierwszych akcji seta to Grecy dyktowali warunki gry (6:8). Przyjezdni uaktywnili się również w bloku, grając konsekwentnie, goście zdołali wypracować pięciopunktową zaliczkę (16:11). Nie była to jednak bezpieczna przewaga. Kolejne ataki Gaspariniego z Urnautem i pogoń za rywalem nieco odmieniły sytuację. Ze stanu 16:20 podopieczni Andrei Gianiego doprowadzili do wyniku 20:21. Mimo ambitnej walki Słoweńcy nie zdołali tym razem przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę (23:25).



To, co nie udało się gospodarzom w trzecim secie, przyniosło rezultaty chwilę później. Chociaż początki partii czwartej i mocny start Greków mogły być jeszcze zapowiedzią tie-breaka (2:8). Tym razem jednak Gasparini i jego koledzy szybciej przystąpili do niwelowania straty punktowej i już podczas drugiej przerwy technicznej to Słoweńcy byli w roli zespołu kontrolującego sytuację (16:15). Jednopunktowa przewaga nie była jednak bezpiecznym dystansem. Przy rywalizacji na styku zwycięzcę miała wyłonić emocjonująca końcówka. W grze na przewagi więcej zimnej krwi zachowali zawodnicy ze Słowenii, wygrywając 26:24 i w całym meczu 3:1.

Słowenia – Grecja 3:1
(25:23, 25:20, 23:25, 26:24)

Składy zespołów:
Słowenia: Pajenk (10), Sket (10), Gasparini (16), Vincić (6), Kozamernik (7), Urnaut (13), Kovaćić (libero) oraz Hribar, Pokersnik i Ropret

Grecja: Petreas (15), Filippov (4), Kokkinakis (7), Tzioumakas (15), Takouridis (1), Koumentakis (16), Gkaras (libero) oraz Armenakis (8), Fragkos (1) i Palentzas


Po pięciosetowym horrorze w sobotnim meczu tym razem Turcy nie sprawili tylu problemów rywalom z Białorusi. Przy braku większej stawki tej rywalizacji Emanuele Zanini dość mocno rotował składem, dając szanse zaprezentowania się w dłuższym wymiarze młodszym zawodnikom. Finalnie jednak odmłodzona reprezentacja Turcji zdołała ugrać tylko jedną partię. Do wyjściowego składu Białorusinów po przerwie wrócił Andrej Radziuk. Lider gospodarzy szybko zameldował się na boisku, wyprowadzając swój zespół na kilkupunktowe prowadzenie (8:4). Nie tylko siła ataku, ale również dobra gra w bloku była atutem w grze miejscowych. W tym elemencie imponował Busei, na przestrzeni całego meczu powstrzymując zagrania rywali 8 razy. Przy grających konsekwentnie Białorusinach Turcy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia (16:12). Zryw gości zasiał jeszcze nieco niepewności w szeregach zespołu trenera Sidelnikowa (21:20), jednak końcówka to popis gry miejscowych i wygrana 25:22.

Widząc swoje szanse w meczu, Turcy nieźle zaczęli kolejny fragment meczu. Przyjezdni utrzymali skuteczność z końcówki pierwszego seta. Zgodnie z oczekiwaniami pewnym punktem swojego zespołu był Metin Toy, nie zawodził również Gokgoz (4:8). Rezultaty zaczęło też przynosić ryzyko podejmowane przez Turków w polu serwisowym. Regularnie swoje noty w tym elemencie poprawiał Gunes. Przy kolejnej serii punktowej goście zdołali jeszcze zwiększyć dystans (12:16). Tej straty Białorusini nie zdołali już odrobić, trener Sidelnikow szukając skuteczności na skrzydłach, dokonywał kolejnych zmian. Na placu gry pojawił się m.in. Olieg Achrem, jednak nawet zmiennicy nie zdołali uchronić swojego zespołu przed porażką (22:25).

Trzeci set to powrót reprezentantów Białorusi do gry na poziomie podobnym do prezentowanego w pierwszym secie spotkania. Przy przewadze w ataku i niezłej czujności w bloku podopieczni Wiktora Sidelnikowa szybko zostawili rywali w tyle (8:4). Miejscowi znaleźli sposób na zatrzymanie również Toya, przez co odrobienie dystansu przychodziło gościom z większym trudem, niż miało to miejsce w partii premierowej. W tym secie zawodnicy Emanuele Zaniniego nie byli w stanie realnie zagrozić rywalom. Kolejne skuteczne zagrania Turków wystarczyły jedynie do zmniejszenia rozmiarów porażki. Spokojnie kontynuując swoją grę, gospodarze wygrali 25:19, obejmując prowadzenie w meczu.

Ambitnie walczący Turcy nie zamierzali jednak nic ułatwiać rywalom, nie był to więc koniec emocji i zwrotów akcji w spotkaniu. W kolejnej partii siła ataku przemawiała bowiem na korzyść reprezentacji Turcji. Przy nieco słabszych notach swoich liderów w ataku Białorusini straty niwelowali swoją grą w bloku. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie (6:8, 16:13). Pogoń Turków za rywalami po raz kolejny przyniosła oczekiwane rezultaty. Cierpliwa gra zawodników trenera Zaniniego doprowadziła do końcówki rozstrzyganej na przewagi (24:24). Przy wymianie ciosów w ataku lepiej zaprezentowali się jednak siatkarze z Białorusi, wygrywając 26:24 i triumfem kończąc swoją przygodę z tegoroczną edycją Ligi Europejskiej.

Białoruś – Turcja 3:1
(25:22, 22:25, 25:19, 26:24)

Składy zespołów:
Białoruś: Radziuk (20), Charapowicz (14), Busel (12), Wasz (5), Marozau (12), Miskewicz (15), Budziuchin (libero) oraz Audochanka (1), Achrem, Zabarouski i Haramykin

Turcja: Savas (10), Gokgoz (18), Aydin (14), Toy (21), Yenipazar (2), Gunes (2), Ozdemir (libero) oraz Unver, Minici i Koc (1)


Rywalizację fazy grupowej zakończyli siatkarze z Chorwacji i Rumunii. Tym razem Chorwaci nie zostawili większych złudzeń rywalom. Już pierwsze akcje meczu to pokaz siły gospodarzy, przy braku reakcji Rumunów Chorwaci prowadzili już 8:3. Siłą i atutem miejscowych był rozkład sił w ataku. Tym razem po stronie Chorwacji nie było jednego, zdecydowanego lidera. Podobny poziom skuteczności utrzymywali Sedlacek z Andriciem. Po drugiej stronie siatki nie zawodził Cherbeleata, dzięki któremu waleczni Rumuni zdołali nieco zbliżyć się jeszcze do rywali (16:14). Tej przewagi Chorwaci nie pozwoli sobie wyrwać, uspokajając grę i pewnie zmierzając do końca seta, wygranego 25:23.

Wraz z rozwojem spotkania podopieczni Igora Simuncica prezentowali się coraz lepiej. Nie bez znaczenia była liczba błędów popełnianych przez gości. W odsłonie drugiej, poza dominacją w ataku, Chorwaci mogli pochwalić się skutecznością swojej zagrywki. Najmocniej rywali gnębili Mocić z Andriciem. O ile podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze obie ekipy dzieliły tylko dwa oczka (8:6), to kolejny fragment seta to już popis gry miejscowych. Po stronie Rumunów coś się wyraźnie zacięło i tak przy przestoju po stronie gości Chorwaci prowadzili już 16:8. Tym razem przyjezdnych nie było stać już na jakikolwiek zryw, nawet Cherbeleata nie był w stanie uchronić swojej drużyny przed porażką (25:17).

Trzeci set meczu był już tylko formalnością. Podopiecznym Igora Simuncica wychodziło praktycznie wszystko, podczas gdy po stronie reprezentacji Rumunii skuteczne zagrania w ataku przeplatały proste błędy własne. Powtórzył się więc scenariusz z odsłony drugiej, przy kolejnych problemach gości z wyprowadzeniem skutecznego ataku miejscowi zbudowali kilkupunktowy dystans (8:2, 16:5). Punktowe serwisy gości i pojedyncze efektywne zagrania w ataku pozwoliły ekipie trenera Pascu przekroczyć próg dziesięciu oczek zdobytych w secie. Jednak nawet przez chwilę Rumuni nie byli w stanie realnie zagrozić rywalom, którzy wygrywając 25:14, pokazali swoją siłę.

Chorwacja – Rumunia 3:0
(25:23, 25:17, 25:14)

Składy zespołów:
Chorwacja: Sedlacek (12), Cosić (8), Peterlin (7), Andrić (12), Mocić (6), Mihajl (3), Sarcević (libero) oraz Dirlic, Zelenka (3) i Sestan (2)

Rumunia: Ghionea (2), Dascalu, Cherbeleata (11), Ene (7), Bala, Laza (8), Kantor (libero) oraz Olteanu (1), Maries, Lica (5) i Georgescu

Zobacz również:
Wyniki 5. kolejki oraz tabela gr. B Ligi Europejskiej

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved