Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > LE M, gr. B: Przedostatnie mecze drużyn w grupie B

LE M, gr. B: Przedostatnie mecze drużyn w grupie B

fot. FIVB

Sobota jest przedostatnim dniem rozgrywek grupy B LE mężczyzn. W Brześciu Białoruś uległa po zaciętej walce 2:3 reprezentacji Turcji. Chorwacja pokonała Rumunię, a w meczu najlepszych drużyn Słowenia pokonała 3:1 Grecję, zapewniając sobie zwycięstwo w grupie.

Najbardziej zaciętym starciem w rywalizacji grupy B był mecz Białorusi z Turcją. Gospodarze mogą mówić o poczuciu zmarnowanej szansy, bowiem prowadząc 2:1, pozwolili rywalom w imponującym stylu wrócić do gry i ostatecznie wygrać. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było blisko dwugodzinnej rywalizacji.

W reprezentacji Białorusi już od pierwszej partii na placu gry pojawił się Olieg Achrem. Jednak to nie przyjmujący Resovi Rzeszów był najjaśniejszym punktem miejscowych. Podobnie jak we wcześniejszych meczach zespołu trenera Sidelnikowa do roli lidera wyrósł Miskewicz, tym razem mogący liczyć na wsparcie Marozau. I tak grając kompletnie i dominując w ataku, gospodarze utrzymywali przewagę na przestrzeni niemal całego seta (16:15, 21:17), wygrywając 25:20. Nie mniej zacięty był kolejny fragment meczu, jednak tym razem role się zmieniły. Turcy mogli liczyć na Toya i Gokgoza, a ten duet nie zawodził. O ile na półmetku seta obie ekipy dzielił tylko jeden punkt, to końcówka partii należała do gości. Wygrywając do 23, Turcy wyrównali stan zmagań.

Poziom widowiska nieco zaniżyły kolejne partie. O ile dwa pierwsze sety to wyrównana gra, przy wymianie sił w ataku i rywalizacji na styku, o tyle kolejne fragmenty meczu to większa liczba błędów własnych zawodników obu ekip. W trzecim secie mocno spadła skuteczność siatkarzy z Turcji, dodatkowo podopieczni Emanuele Zaniniego oddali rywalom w „prezencie” dziesięć oczek. W ataku dominował Miskewicz, i tak Białorusini w ekspresowym tempie zostawili rywali w tyle (16:8). Tej straty Turcy nie byli w stanie odrobić, nawet kolejne zagrania Metina Toya na niewiele się zdały (25:14).



To, co nie udało się Turkom kilkanaście minut wcześniej, przyniosło rezultaty w czwartym secie. Po chwilowej grze na styku tym razem Toy i jego koledzy przystąpili do ataku. Efektywność zagrań Białorusinów w tej części meczu znacząco spadła (36%), podczas gdy przyjezdni przekroczyli próg 60%. Turcy poprawili też swoją grę w bloku, sprawiając rywalom problemy swoim serwisem. Kompletna gra reprezentacji Turcji znalazła swoje odzwierciedlenie na tablicy wyników. Na tle bezbłędnych gości Białorusini sprawiali wrażenie bezradnych (13:25).

Zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break. O ile początkowo utrzymywała się gra na styku, to szybciej zareagowali podopieczni trenera Zaniniego. Toy z Gokgozem systematycznie poprawiali swoje noty w ataku i przy kolejnej serii punktowej Turków przyjezdni wypracowali czteropunktowe prowadzenie. Sytuację Białorusinów próbował jeszcze ratować Miskewicz, jednak pojedyncze zagrania lidera reprezentacji Białorusi nie wystarczyły. Końcówka seta to popis gry przyjezdnych i wygrana 15:9.

Białoruś – Turcja 2:3
(25:20, 23:25, 25:14, 13:25, 9:15)

Składy zespołów:
Białoruś: Czarapowicz (9), Busel (11), Achrem (7), Wasz (2), Marozau (17), Miskewicz (18), Budziuchin (libero) oraz Radziuk, Audoczanka (3), Haramykin, Zabarouski i Pranko
Turcja: Gokgoz (27), Aydin (4), Toy (24), Yenipazar (5), Gunes (2), Koc (8), Dengin (libero) oraz Savas (6), Unver (2) i Minici (2)


Sobotnia rywalizacja grupy B siatkarzy z Chorwacji i Rumunii to kolejny mecz, w którym zwycięzcę musiał wyłonić tie-break. Lepiej spotkanie rozpoczęli podopieczni Igora Simunicica. Tym razem w składzie Chorwatów zabrakło Ivana Raicia, mimo braku niekwestionowanego lidera miejscowi radzili sobie bardzo dobrze. Pod nieobecność Raicia ciężar gry wzięli na siebie Andrić z Galiciem. O ile początkowo Rumuni byli w stanie stawiać opór rywalom (8:6), to sytuacja dość szybko się zmieniła. Chorwaci uaktywnili się jeszcze w bloku, podczas gdy skuteczność gości nie imponowała (16:13). Końcówka seta to już popis gry miejscowych, od tego momentu Rumuni zdobyli już tylko dwa punkty, przegrywając 18:25.

W drugim secie sporo zapowiadało, że zespół trenera Pascu sprawi rywalom więcej problemów. Gra na styku trwała jednak tylko do etapu pierwszej przerwy technicznej (7:8). Jednopunktowa różnica nie była jednak dystansem sprawiającym miejscowym jakikolwiek problem. Andrić z Galiciem mogli liczyć na wsparcie Sedlacka. Oczekiwane rezultaty przyniosło też ryzyko podejmowane w polu serwisowym i tak podczas kolejnej regulaminowej przerwy w grze ekipa trenera Simuncica prowadziła 16:14. Tej szansy miejscowi już nie zmarnowali, Rumuni podali jeszcze rywalom „pomocną dłoń”, popełniając błędy na siatce. Spokojnie kontrolując sytuację, Chorwaci wygrali 25:20.

Mogło się wydawać, że przy tak grających gospodarzach Rumuni niewiele będą w stanie zdziałać. Grając kompletnie, Chorwaci utrzymywali swój rytm gry, szybko odskakując rywalom i prowadząc także w kolejnym secie – najpierw 8:4, a podczas drugiej przerwy technicznej 16:13. Sygnał do ataku dał swoim kolegom Cherbeleata, nieźle do gry wprowadzili się Lica i Dascalau. Głównie po zagrywce Dascalau Rumuni zdołali odrobić stratę, przejmując kontrolę nad przebiegiem rywalizacji (18:21). Tej szansy Rumuni już nie zmarnowali, wygrywając 25:20. Podobnie wyglądała partia czwarta, jednak tym razem goście szybciej przejęli kontrolę nad sytuacją. W decydującym fragmencie seta to Rumuni zachowali więcej pewności w swoich zagraniach. I tak po secie wygranym przez gości 25:21 zwycięzcę miał wyłonić tie-break.

Zwrotów akcji nie zabrakło także w decydującym fragmencie meczu. Przy utrzymującej się grze na styku początkowo o krok dalej byli Rumuni (5:4, 7:6). Kiedy w końcówce seta podopieczni trenera Pascu prowadzili już 10:7, wydawało się, że jest to bezpieczny dystans. Galić z Andriciem nie zamierzali jednak nic ułatwiać rywalom, kolejny zryw miejscowych doprowadził do gry na styku (12:13). Pogoń za rywalem przyniosła więc oczekiwane rezultaty. Przy końcówce seta rozstrzyganej na przewagi więcej pewności w grze utrzymali miejscowi, wygrywając 19:17.

Chorwacja – Rumunia 3:2
(25:18, 25:20, 20:25, 21:25, 19:17)

Składy zespołów:
Chorwacja: Zhukouski (9), Galić (18), Sedlacek (9), Cosić (11), Andrić (18), Mihalj (9), Sarcević (libero) oraz Peterlin (4), Zelenika i Sestan (4)
Rumunia: Olteanu (10), Cherbeleata (14), Ene (2), Bala (10), Georgescu (1), Laza (10), Kantor (libero) oraz Dascalu (6), Maries i Lica (14)


Na silny opór ze strony rywali trafili podopieczni Sotiriosa Drikosa. Słoweńcy nie raz w tegorocznej Lidze Europejskiej udowodnili, że potrafią wywiązać się z roli faworyta spotkania. Już w pierwszym secie meczu gospodarze zaprezentowali pełnię swoich możliwości w ataku. Przy 71-procentowej efektywności ekipy Andrei Gianiego Grecy sprawiali wrażenie bezradnych. Przyjezdni byli w stanie dotrzymywać kroku rywalom jedynie do etapu pierwszej przerwy technicznej, chociaż już w tej części meczu gospodarze mogli pochwalić się kilkupunktową zaliczką (8:5). Dobrze w ataku prezentował się Tine Urnaut, swojego lidera wspierał Mitja Gasparini. Do skutecznych ataków miejscowi dodali silną zagrywkę, najwięcej problemów swoją grą w tym elemencie sprawiał rywalom Gasparini. I tak w ekspresowym tempie dystans dzielący obie ekipy wzrósł do dziewięciu oczek. Tej straty goście nie byli już w stanie odrobić, przegrywając 13:25.

Początki drugiego seta mogły być jeszcze zapowiedzią powtórki z partii premierowej (8:5), jednak wyciągając wnioski z przegranej, Grecy poprawili swoje przyjęcie. I mimo spadku efektywności zagrań na siatce goście zdołali prowadzić z rywalami grę na styku. Spora w tym zasługa Apostolosa Armenakisa, skuteczny serwis najlepiej punktującego reprezentacji Grecji zrobił swoje. Tylko w tej części meczu lider Greków popisał się pięcioma asami serwisowymi. I tak po sześciopunktowej przewadze Słoweńców (21:15) niewiele zostało. O ile w elemencie zagrywki lepiej prezentowali się goście, to czujność w bloku była atutem gospodarzy. Najlepiej w zestawieniu bloków wypadli Cebulj z Urnautem. Wojnę nerwów w końcówce lepiej przetrwali Słoweńcy i to oni wygrali 26:24.

To, co nie udało się Grekom we wcześniejszych setach, przyniosło rezultaty w partii trzeciej. Podopieczni trenera Drikosa przede wszystkim poprawili swoją skuteczność w ataku. Spora w tym zasługa Armenakisa i wracającego do gry w tej części meczu Koumentakisa. Już początek seta pokazał siłę Greków (8:5), a wraz z rozwojem partii poczynania gości wyglądały coraz lepiej. Przy słabnącej skuteczności (przede wszystkim w zagraniach z pierwszej akcji) Słoweńcy nie byli w stanie przeciwstawić się rywalom. W kocówce seta Grecy prowadzili już 21:14, zryw miejscowych pozwolił nieco zmniejszyć stratę i Grecy wygrali do 18.

Dobry start Greków w czwartym secie mógł dawać sympatykom gości nadzieję na przedłużenie losów rywalizacji. Obok wciąż nieźle dysponowanego Armenakisa i Koumentakisa nie zawodzili środkowi. Dmytro Filippov nieźle radził sobie z rozrzucaniem bloku rywali. Jednak to wszystko przynosiło rezultaty tylko do czasu. Zryw miejscowych, prowadzonych do sukcesu przez Urnauta, przyniósł oczekiwane rezultaty. W końcówce seta podopieczni Andrei Gianniego dominowali na siatce, powtarzając wyczyn z dwóch pierwszych setów. Ostatecznie Słoweńcy wygrali 25:23 i w całym meczu 3:1.

Słowenia – Grecja 3:1
(25:13, 26:24, 18:25, 25:23)

Składy zespołów:
Słowenia: Pajenk (7), Gasparini (13), Vincić (3), Urnaut (23), Cebulj (16), Pavlović (4), Kovaćić (libero) oraz Sket i Kozamernik (2) 
Grecja: Armenakis (20), Petreas (9), Filippov (2), Takouridis (5), Koumentakis (12), Fragkos (2), Gkaras (libero) oraz Maroulis, Kokkinakis (6), Tzioumakas, Dalakouras i Palentzas (1)

Zobacz również:
Wyniki 5. kolejki oraz tabela gr. B Ligi Europejskiej mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-08-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved