Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > LE M, gr B: Słowenia i Turcja zwycięskie, porażka Grecji

LE M, gr B: Słowenia i Turcja zwycięskie, porażka Grecji

fot. CEV

Reprezentacja Słowenii wygrała swoje kolejne spotkanie w grupie B Ligi Europejskiej i pozostaje niepokonana. Cenne dwa punkty zapisała na swoje konto Turcja, która wygrała 3:2 z Chorwacją. Niespodziewanej porażki doznała Grecja.

Ponad dwóch godzin potrzebowali podopieczni Emanuele Zaniniego, żeby rozprawić się z rywalami z Chorwacji. Początki spotkania to praktycznie od pierwszych akcji gra na styku. Przy rywalizacji punkt za punkt minimalnie lepiej rozpoczęli Chorwaci. Spora w tym zasługa Ivana Raicia, który szybko wyrósł do roli lidera swojego zespołu (7:8). Nieco więcej pewności w ataku zachowali przyjezdni, w ekspresowym tempie odskakując rywalom, tym samym na drugiej przerwie technicznej podopieczni Igora Simuncica prowadzili już 16:11. Nie była to jednak pełnia możliwości gospodarzy, Turcy w trudnych chwilach mogli liczyć na Gokgoza, trafna okazała się też zmiana z Minicim. Przy pogoni za rywalem gospodarze zdołali zniwelować dystans do trzech oczek (19:21). Pogoń przyszła za późno, obok Raicia dobrze prezentował się Galić i mimo ambitnej walki miejscowych tę partię na swoją korzyść rozstrzygnęli Chorwaci.

Wyciągając wnioski z partii premierowej, w odsłonie kolejnej Turcy poprawili przede wszystkim skuteczność swoich zagrań w ataku. Na boisku od pierwszych akcji pozostał Minici, który w pierwszym secie zmienił Metina Toya. Przy mocniejszym starcie w tej części meczu już podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze w lepszej sytuacji byli gospodarze (8:6). Nie był to jednak dystans będący bezpieczną przewagą, także Chorwaci poprawili swoją skuteczność w ataku. Obok niezawodnego Raicia i sprawiającego rywalom już wcześniej sporo problemów Galicia uaktywnili się Cosić i Mihalj. To właśnie rozkład sił w ataku był atutem przyjezdnych, a przy cierpliwej i konsekwentnej grze Chorwaci byli w stanie dotrzymywać kroku rywalom (16:15). Mimo że w kluczowym fragmencie seta podopieczni Emanuele Zaniniego prowadzili już 21:18, nie był to koniec emocji. Przy zrywie przyjezdnych triumfatora miała wyłonić gra na przewagi. W tej lepiej odnalazł się Gokgoz i jego koledzy, wygrywając 27:25.

To, co było zmorą Turków od początku meczu, nie mijało. I tak liczbie punktów oddawanych rywalom po błędach własnych gospodarze zawdzięczają porażkę w trzecim secie. Tylko w tej partii miejscowi oddali rywalom w prezencie 10 oczek, co przy słabnącej skuteczności zagrań okazało się kluczowe. Przy falstarcie w wykonaniu Turków trener Zanini szybko musiał szukać zmian, do gry wrócił m.in. Metin Toy. Wciąż jednak siła ataku Turków opierała się głównie na Gokgozie, a ten bez większego wsparcia kolegów nie był w stanie w pojedynkę zbyt wiele zdziałać. Podczas drugiej przerwy technicznej Chorwaci prowadzili 16:13 i nie był to koniec, przy imponującej serii podopieczni Igora Simunicica podwyższyli prowadzenie na 21:15, aby spokojnie utrzymać prowadzenie do końca seta. Bez większych trudności Chorwaci wygrywając 25:18, objęli prowadzenie w meczu.

W czwartej partii podopieczni Emanuele Zaniniego wciąż popełniali sporo błędów, jednak tym razem była to pochodna ryzyka podejmowanego w polu serwisowym. A to opłaciło się, bowiem tylko w tej partii Turcy zanotowali cztery asy serwisowe. Najwięcej problemów sprawił rywalom Gokgoz. Mimo siły serwisu miejscowych początki seta nie zapowiadały jeszcze takiego rozwoju wypadków. Po lepszym starcie to Chorwaci prowadzili 8:4, a przy stanie 10:16 wydawało się, że goście kontrolują przebieg zmagań. Cierpliwa i konsekwentna gra miejscowych opłaciła się i przy zwrocie sytuacji w końcówce seta to podopieczni Emanuele Zaniniego prowadzili 21:19. Tej szansy miejscowi już nie zmarnowali, utrzymując kilkupunktowy dystans do końca seta (25:23).

Triumfatora miał więc wyłonić tie-break, a w tym dominacja we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła przemawiała na korzyść reprezentacji Turcji. Tylko do stanu 4:5 toczyła się gra na styku, jednak jeszcze przed zmianą stron boiska ekipa trenera Zaniniego przystąpiła do ataku. Poza dominacją Turków w ataku miejscowi uaktywnili się jeszcze w bloku. Pewni siebie Turcy prowadzeni przez Gokgoza nie zostawili złudzeń rywalom, prowadząc w końcówce partii 12:8. W tej części meczu skuteczności z wcześniejszych fragmentów meczu nie utrzymał Raić. Spokojnie grając, Turcy triumfowali 15:10 i w całym meczu 3:2.

Turcja – Chorwacja 3:2
(23:25, 27:25, 18:25, 25:23, 15:10)

Składy zespołów:
Turcja: Peksen (4), Savas (6), Gokgoz (23), Unver (9), Toy (10), Koc (10), Dengin (libero) oraz Aydin (1), Yenipazar (2), Gunes (3), Minici (13) i Ozdemir
Chorwacja: Zhukouski (3), Galić (13), Raić (24), Kosić (4), Peterlin, Mihalj (11), Sarcević (libero) oraz Sestan, Andrić i Mocic


Bez niespodzianki obyło się w meczu lidera grupy B z reprezentacją Rumunii. Spotkanie nie miało większej historii, a podopieczni Danuta Pascu nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Jedynie w drugim secie meczu Rumuni stawili rywalom nieco większy opór. Początki mogły jeszcze dawać nadzieję sympatykom miejscowych. Od początku spotkania utrzymywała się gra punkt za punkt, gdzie efektowne zagrania na siatce przeplatały proste błędy własne (8:7). Słoweńcy nie pozwolili jednak rywalom „rozwinąć skrzydeł”, szybko przystępując do ataku. Trener Giani nie unikał rotacji składem, odpoczywali m.in. Vincić i Cebulj, którzy pojawiali się na boisku w roli zmienników. Najpewniejszym punktem swojego zespołu był Stern. Jeszcze przed drugą przerwą techniczną przyjezdni odskoczyli rywalom (11:16). Końcówka seta to już popis gry Słoweńców i wygrana 25:14.

Partia kolejna miała bliźniaczo podobny przebieg. Po stronie Rumunów nie obyło się bez zmian. Na placu gry pojawił się Dascalu. Siła ataku wciąż jednak spoczywała na duecie Lica/Gheorghita. Także tym razem Rumuni byli w stanie stawiać opór rywalom tylko do pierwszej przerwy technicznej. Ponownie przy serii punktowej podopieczni Andrei Gianiego odskoczyli rywalom na kilka oczek. Czteropunktowy dystans (12:16) tym razem nie był jednak tak pewną dominacją Słoweńców. W decydujących fragmentach partii przyjezdni mogli jednak liczyć na znakomicie dysponowanego Urnauta. Siatkarze ze Słowenii uaktywnili się jeszcze w bloku, po raz kolejny odskakując rywalom. Zryw miejscowych w końcówce seta nieco jeszcze wyrównał stan rywalizacji. Więcej pewności w końcówce zachowali jednak zawodnicy trenera Gianiego, triumfując 25:22.

Trzeci set okazał się tyko formalnością. Praktycznie od początku seta to Słoweńcy kontrolowali sytuację. Miejscowi poprawili co prawda swoją skuteczność zagrań w ataku, jednak to nie wystarczyło. Słoweńcy punktowali też serwisem, tutaj największą regularność utrzymywał Pavlović. Systematycznie budując dystans przyjezdni prowadzili kolejno 8:6 i 16:13. W końcówce seta co prawda gospodarze przez dłuższy czas nie pozwalali rywalom wypracować takiej przewagi, jak miało to miejsce chociażby w pierwszej partii spotkania, taki stan rzeczy nie trwał jednak długo. Po stronie gości obok skrzydłowych dobrze prezentował się Alen Pajenk, środkowy reprezentacji Słowenii zanotował 9 punktów, przy imponującej 75-procentowej skuteczności zagrań. Końcówka seta to już popis gry gości, którzy od stanu 16:21 pozwolili rywalom zdobyć już tylko jeden punkt, finalnie triumfując 25:17 i zgarniając komplet oczek.

Rumunia – Słowenia 0:3
(14:25, 22:25, 17:25)

Składy zespołów:
Rumunia: Ene (4), Gheorghita (12), Bala (7), Lica (13), Spinu (3), Georgescu, Maries (libero) oraz Dascalu, Balhaceanu, Borota i Laza
Słowenia: Pajenk (9), Sket (8), Ropret (2), Urnaut (11), Stern (13), Pavlović (9) Kovacić (libero) oraz Vincić, Klobucar i Cebulj (1)




Białorusini zrewanżowali się Grekom za porażkę w piątkowym meczu. Podopieczni Wiktora Sidelnikowa wygrali w identycznym wymiarze, jak dzień wcześniej rywale, nie pozwalając Grekom na ugranie choćby seta. Tym razem już w wyjściowym składzie reprezentacji Białorusi wystąpił Olieg Achrem. Przyjmujący Resovii Rzeszów nie rozegrał najlepszego meczu, nie przeszkodziło to gościom w triumfie. Początki meczu nie zapowiadały jeszcze takiego rozwoju wypadków. Lepiej wystartowali bowiem Grecy, prowadzeni przez duet Petreas/Fragkos. Wraz z rozwojem seta przewaga ekipy Sotiriosa Drikosa nie malała, spora w tym zasługa bloków Petreasa. Podczas drugiej przerwy technicznej miejscowi utrzymywali jeszcze zaliczkę wypracowaną w początkowej fazie partii (16:13). Nie wystarczyło to do zwycięstwa, po stronie gości w ataku uaktywnili się Radziuk z Marozau i tak Białorusini prowadzili w końcówce 21:20. Tę minimalną przewagę przyjezdni utrzymywali w końcówce seta, konsekwencja zagrań w ataku doprowadziła podopiecznych trenera Sidelnikowa do wygranej – 25:23.

Drugi set spotkania to powtórka z partii premierowej. Słabnącą efektywność zagrań w ataku Grecy niwelowali skutecznymi blokami. Dmytro Filippow nieźle rozrzucał blok rywali, co też nie było bez znaczenia w budowaniu zaliczki punktowej. Po greckiej stronie siatki dobrze do gry wprowadził się Protopsaltis, wspierający Fragkosa na siatce. Na półmetku rywalizacji Grecy prowadzili 16:12. Przy pewnych swego gospodarzach wszystko wskazywało, że Fragkos i jego koledzy pewnie zmierzają do końca tego seta. Identycznie jak w odsłonie wcześniejszej miejscowi zgubili koncentrację, podając rywalom pomocną dłoń. Kolejne błędy własne siatkarzy z Grecji i skuteczne zagrania Radziuka z Miskewiczem zrobiły swoje i ponownie przyjezdni rozpoczęli pogoń za rywalami (19:21). Grecy nieco dłużej stawiali opór przeciwnikom, jednak finalnie także tym razem końcówka seta należała do gości (21:25).

W trzeciej partii już od pierwszych minut seta to goście kontrolowali sytuację. Siła ataku Greków wyraźnie słabła, podczas gdy Radziuk i jego koledzy nie zwalniali tempa. Już podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze o krok dalej byli siatkarze z Białorusi (6:8). Była to jedynie próbka możliwości gości. Blok, będący atutem miejscowych we wcześniejszych fragmentach meczu, tym razem przemawiał na korzyść zespołu trenera Sidelnikowa. Wraz z rozwojem seta dystans dzielący obie ekipy systematycznie wzrastał. Przy sześciopunktowej różnicy (10:16) sytuacja Greków nie była już najlepsza. Nie pomogły nawet rotacje w składzie, ekipa trenera Drikosa na tle pewnych swego rywali sprawiała wrażenie bezradnych. W tej części meczu gospodarze byli w stanie już tylko zmniejszyć rozmiar porażki (16:25).

Grecja – Białoruś 0:3
(23:25, 21:25, 16:25)

Składy zespołów:

Grecja: Armenkais (4), Petreas (9), Filippow (2), Kokkinakis (2), Takouridis (5), Fragkos (8), Gkaras (libero) oraz Maroulis, Protopsaltis (7), Tzioumakas (6), Pelekoudas i Koumentakis (3)
Białoruś: Radziuk (11), Charapowicz (2), Busel (9), Achrem (6), Wasz, Marozau (12), Budziuchin (libero) oraz Zabarouski, Chamarykin (1) i Miskiewicz (13)

 

Zobacz również:
Wyniki 4. kolejki i tabela grupy B Ligi Europejskiej mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-07-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved