Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Grzegorz Kosok: Jestem głodny gry

Grzegorz Kosok: Jestem głodny gry

fot. Arkadiusz Kogut / Jastrzębski Węgiel

- Mam nadzieję, że obie strony będą z niej zadowolone i nasza współpraca potrwa trochę dłużej - mówi Grzegorz Kosok. Środkowy opuścił szeregi Jastrzębskiego Węgla i od nowego sezonu będzie bronić barw Transferu Bydgoszcz.

Dlaczego wybór padł na Transfer i jak doszło do rozmów?

Grzegorz Kosok:Był to jeden z niewielu klubów, które się do mnie zgłosiły. Inne ośrodki mają już graczy na moją pozycję. Uważam, że wybrałem jedną z najlepszych opcji. Jestem wdzięczny trenerowi z Bydgoszczy, że się ze mną skontaktował.

Był pan tym zaskoczony?



Może nie tyle zaskoczony, co szczęśliwy, że dostałem konkretną propozycję.

Nie było już opcji pozostania na kolejne miesiące w Jastrzębiu-Zdroju?

Sprawy nabrały tempa w związku z ogólnie znaną sytuacją w spółce Jastrzębski Węgiel, którą dopadły strajki pracowników i która wymusiła na zawodnikach podjęcie pewnych działań. Firma zaczęła szukać oszczędności i zmniejszyła środki na sponsoring. Sport odczuł to boleśnie. Musieliśmy zgodzić się na obniżenie pensji lub rozwiązywać kontrakty. Większość siatkarzy musiała więc zmienić kluby. Cieszę się, że udało mi się uzgodnić wszelkie kwestie z Transferem. Podpisałem z bydgoskim klubem roczną umowę. Mam nadzieję, że obie strony będą z niej zadowolone i nasza współpraca potrwa trochę dłużej. Jestem głodny gry. Dam z siebie wszystko, żeby trenerzy, sponsorzy i kibice byli zadowoleni z mojego przyjścia.

Kadra Transferu jest prawie skompletowana. Jak pan ocenia nową drużyną i jej możliwości?

Wiem, że celem zespołu będzie pierwsza czwórka. Podoba mi się takie postawienie sprawy i to też skłoniło mnie do podpisania kontraktu. Jeśli chodzi o zespół, zaczynając od atakującego, Jakuba Jarosza zna każdy. Potrafi rozegrać świetne spotkania, co pokazał ostatnio w reprezentacji Polski. Na środku jest już nas czterech. Z Jankiem Nowakowskim poznałem się w kadrze B. Gra Wojciecha Jurkiewicza mówi sama za siebie, a Mateusz Siwicki dopiero wchodzi do zespołu. Na przyjęciu mamy Wojciecha Ferensa, Dawida Murka i dwóch kolejnych młodych chłopaków. Do tego dochodzi rozgrywający z Brazylii Murilo Radke, chociaż o jego grze niewiele jestem w stanie powiedzieć; najważniejsze, że trener ma o nim dobre zdanie. Są w kadrze jeszcze inni wartościowi gracze, więc kadrę oceniam na plus.

Pan też miejsce w czwórce uważa za realne?

Z nowym sezonem zmieniają się zasady gry, nie będzie wydłużonej fazy play-off i każdy mecz będzie bardzo ważny, każdy punkt bardzo cenny i można pokusić się o dobrą lokatę. Co roku pojawia się zespół, który jest w stanie pokrzyżować szyki najlepszym. Liczę, że tym zespołem będziemy właśnie my. Jeśli odpowiednio przyłożymy się do gry, możemy dokonać bardzo wiele.

Sukcesów na pana koncie jest cała lista. Który z tych wyników ceni pan szczególnie?

Na pewno mistrzostwo kraju wywalczone z Asseco Resovią w 2012 roku. Natomiast wszystkie osiągnięcia w kadrze wspominam bardzo mile. Każdy turniej jest inny, w każdym mieliśmy jakiś cel i jeśli udaje się go zrealizować, to każdy medal smakuje tak samo.

Wraca pan czasami do igrzysk olimpijskich z 2012 roku, w których miejsca w czołówce akurat zabrakło?

Tak, oczywiście. Szkoda, że zgubiliśmy superformę, którą mieliśmy przed turniejem i nie graliśmy już tak skutecznie. Ale taki występ dał materiał do analizy. Każdy spadek formy czegoś uczy. Można było się zastanowić, co należy poprawić, zmienić. I dziś możemy się cieszyć z kolejnych dobrych rezultatów, a w zeszłym roku z mistrzostwa świata.

Jakie obecnie widzi pan dla siebie miejsce w polskiej siatkówce, bo zapewne po igrzyskach europejskich w Baku, gdzie w meczu o brąz przegraliście z Rosją, marzy się panu powrót do pierwszej reprezentacji…?

Jestem typem człowieka, który cieszy się z tego, co ma, lecz do tej najlepszej kadry zawsze mocno ciągnie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że co roku do gry pod siatką kandydują następni zawodnicy. Teraz ciężko będzie się znaleźć w tej kadrze. Nie składam jednak broni. Wierzę, że grając w bydgoskim zespole, będę w stanie pokazać swoją wartość.

W minionym sezonie pana drużyna stoczyła szalenie zażartą walkę o trzecie miejsce ze Skrą Bełchatów. Po dwóch porażkach podnieśliście się z kolan i byliście o krok od brązowego medalu…

Łatwo się nie poddaliśmy. Byliśmy w stanie stawić czoła jednej z najlepszych polskich ekip, a bynajmniej napsuć jej trochę krwi. Na pewno żałowaliśmy szansy, która się przed nami otworzyła. Wracając po meczu, w autokarze panowała kompletna cisza. Po tych spotkaniach sądziłem, że dalej będę grał w Jastrzębskim Węglu. Ale stało się inaczej. Z pewnością na drużynę wpłynęły też problemy z głównym sponsorem. Tamten rok był wyjątkowo trudny. Nie wiadomo, jak to będzie w kolejnym sezonie. Wiem tylko tyle, że drużyna bez dużych wzmocnień będzie dalej walczyć w najwyższej klasie rozgrywkowej. Biorąc pod uwagę środki finansowe, poziom sportowy może pójść trochę w dół. Aczkolwiek mam nadzieję, że tak się nie stanie.

Grzegorz Kosok prywatnie?

Żonaty, a w czerwcu przyszła na świat córka Amelia. Czeka nas więc poważna wyprowadzka. Zmiany idą pełną parą! Myślę, że pomalutku żona będzie zabierała córkę na spotkania i przybędzie mi na trybunach dodatkowo dwóch kibiców… A ja już postaram się nie zawieść wszystkich fanów siatkówki.

Rozmawiał: Marcin Karpiński

źródło: Express Bydgoski

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-07-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved