Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > turnieje światowe > LE, gr. B: Zwycięstwa Greków, Słoweńców i Chorwatów

LE, gr. B: Zwycięstwa Greków, Słoweńców i Chorwatów

fot. CEV

Reprezentacja Grecji po raz drugi okazała się lepsza od Rumunów. W swoim pierwszym meczu komplet punktów zanotowali Słoweńcy, a w ostatnim meczu dzisiejszego dnia Chorwaci pokonali w czterech setach Białorusinów.

Rywalizację grupy B rozpoczęło starcie reprezentacji Turcji i Słowenii. Siatkarze obu ekip nie ustrzegli się nerwowości, co przekładało się na błędy własne już w początkowej fazie spotkania. Przy nierównej grze ekipa Emanuele Zaniniego zdołała nieco odskoczyć rywalom, prowadząc 8:6 na pierwszej przerwie technicznej. Na reakcję przyjezdnych nie trzeba było długo czekać, w szeregach zespołu prowadzonego przez Andreę Gianiego nie zawodził Mitja Gasparini. Gra na styku utrzymywała się do stanu po 11, kolejne potknięcia miejscowych, wykorzystywane przez gości, zmusiły Emanuele Zaniniego do reakcji. Włoski szkoleniowiec reprezentacji Turcji przywołał swoich podopiecznych do siebie. Widząc swoje szanse, Słoweńcy nie zamierzali zwalniać tempa, Gasparini mógł liczyć na wsparcie duetu Sket/Cebulj. Cierpliwa i konsekwentna gra wyprowadziła Słoweńców na prowadzenie 16:13. Decydujący fragment seta to już popis gry gości w ataku, uwagę zwracała przede wszystkim gra Alena Sketa w tej części meczu (67%). To właśnie Sket zakończył seta, zapewniając triumf swojemu zespołowi 25:21.

Drugi set spotkania był niemal bliźniaczo podobny do partii premierowej. Także tym razem odmłodzona reprezentacja Turcji rozpoczęła mocnym akcentem (8:7), ale pozwoliła dojść do głosu rywalom. W tej części spotkania Emanuele Zanini szukając skuteczności na skrzydłach, rotował jeszcze składem, kiedy zmiany nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, Włoch poprosił o przerwę. Pojedyncze zagrania rywali nie wybiły z rytmu przyjezdnych. Znakomita 76-procentowa efektywność zagrań Słoweńców w tej części była tym, co zrobiło różnicę. O ile podczas drugiej regulaminowej przerwy w grze Słoweńcy prowadzili tylko dwoma punktami, o tyle wraz z rozwojem meczu dominacja gości była coraz bardziej widoczna. Przy stanie 19:23 trener Zanini ponownie przywołał swoich podopiecznych do siebie, sytuację swojego zespołu próbował ratować Minici, jednak lider gospodarzy był osamotniony w ataku. Słoweńców do triumfu poprowadził Mitja Gasparini (21:25).

Wykorzystując swoje atuty, Słoweńcy tym razem nie pozwolili rywalom na tak mocny start. Przy kolejnej wymianie sił w ataku ekipa Andrei Gianiego szybko wypracowała czteropunktową zaliczkę – 8:4. Mimo kolejnych prób miejscowych siatkarze z Turcji nie byli w stanie znaleźć sposobu na powstrzymanie Mitji Gaspariniego. Gra w bloku była jedną ze słabości miejscowych, na przestrzeni całego meczu Turcy zdobyli tylko 3 punkty w ten sposób. Kiedy na drugiej przerwie technicznej goście prowadzili 16:12, niemal pewne było, że tej przewagi nie pozwolą sobie już odebrać. Konsekwentnie grający Słoweńcy wykorzystali tę szansę, triumfując 25:19 i w całym meczu 3:0.



Pozytywnie poczynania swoich podopiecznych ocenił Andrea Giani.Graliśmy bardzo dobrze, cieszy też sam wynik. W pierwszym secie poprawiliśmy jakość swojej gry, co nie było bez znaczenia. Teraz czekamy na kolejny mecz, aby zobaczyć, co możemy zrobić, chcąc ponownie wygrać – podkreślił szkoleniowiec. Powodów do satysfakcji nie miał Emanuele Zanini, uznał on za to klasę rywala. – Słowenia dysponowała mocnym blokiem i silną zagrywką. Dla nas to poziom, do którego musimy dążyć, przed nami sporo pracy, aby coś zmienić – podsumował trener miejscowych.

Turcja – Słowenia 0:3
(21:25, 21:25, 19:25)

Składy zespołów:
Turcja: Unver (9), Aydin (5), Gunes (4), Yenipazar, Minici (15), Koc (2), Dengin (libero) oraz Peksen (1), Gokgoz (1) i Yucel (3)
Słowenia: Pajenk (5), Sket (13), Gasparini (16), Vincic (2), Koncilja (4), Cebulj (12), Kovacic (libero) oraz Urnaut


Drugim meczem z reprezentacją Rumunii siatkarze z Grecji potwierdzili, że ich piątkowe zwycięstwo nie było przypadkowe. Podopieczni Drikosa Sotiriosa także tym razem zdominowali rywali, pozwalając Rumunom na wygranie tylko jednego seta. Także tym razem miano najlepiej punktującego miejscowych przypadło Andreasowi Fragkosowi. Bohater dwumeczu tym razem mógł liczyć na spore wsparcie swojego kapitana, na siatce nie zawodził bowiem Menelaos Kokkinakis. Początek spotkania to dość wyrównana gra siatkarzy obu ekip, minimalnie lepiej prezentowali się gospodarze (8:7). Rywalizacja na styku utrzymywała się do stanu 14:12. Po raz kolejny szczęśliwe dla Greków okazało się ustawienie z Fragkosem w polu serwisowym. Seria skutecznych zagrywek lidera Greków wyprowadziła ich na prowadzenie 22:12. Rozstrzygnięcie tej partii na swoją korzyść przez podopiecznych trenera Sotiriosa okazało się formalnością (25:17).

W odsłonie kolejnej Danut Pascu wprowadził kilka zmian. Zmiennicy zaprezentowali się z dobrej strony, co miało przełożenie na tablicy wyników. Dobre wejście zanotował Ene, który już w partii premierowej zaprezentował się z dobrej strony. Tym razem Rumuni nie pozwolili rywalom na tak wiele, Grecy na drugiej przerwie technicznej prowadzili tylko jednym punktem (16:15). Tym razem szybciej zareagowali przyjezdni, grając konsekwentnie i nie marnując szans w kontrach, Rumuni odskoczyli nieco rywalom (19:23). W końcówce partii Grecy przekonali się jeszcze o sile serwisu Oltenu, który zakończył seta asem serwisowym (25:20).

Przy stanie 1:1 gra rozpoczęła się niemal od nowa. Widząc, jak niebezpieczne może być prowadzenie z Rumunami gry na styku, tym razem Grecy nie pozwolili rywalom na tak wiele. Przystępując do ataku od pierwszych akcji partii trzeciej, gospodarze zbudowali kilkupunktowy dystans jeszcze przed pierwszą regulaminową przerwą w grze. Obok Fragkosa i Kokkinakisa swoje noty systematycznie poprawiał Petreas (8:4). Była to jedynie próbka możliwości Greków, którzy przy kolejnej serii punktowej odskoczyli rywalom (16:7, 21:8). Przyjezdnych nie było już stać na zbyt wiele, kolejne ataki Ene jedynie zmniejszyły rozmiar porażki (12:25).

Zupełnie inny przebieg miała partia czwarta, jednak podobnie jak w secie trzecim to Grecy występowali w roli zespołu kontrolującego sytuację. Podopieczni trenera Sotiriosa po mocnym początku partii prowadzili już 7:2. Spora w tym zasługa gości, którzy nie ustrzegli się niewymuszonych błędów własnych. Praktycznie początek seta ustawił całą rywalizację. Wypracowanej w tej części partii przewagi Grecy już nie oddali, budując dystans (16:6) i finalnie wygrywając 25:18 i w całym meczu 3:1.

Drikos Sotirios pozytywnie ocenił dotychczasową grę swojego zespołu. – W dwóch kolejnych meczach z Rumunią graliśmy z nowym atakującym i środkowym. Myślę, że patrząc na wyniki i nasz dorobek sześciu punktów, a więc pełnej puli, możemy być zadowoleni. Może z wyjątkiem drugiej partii, gdzie straciliśmy skupienie i koncentrację. Teraz skupiamy się na meczach z Turcją – przyznał szkoleniowiec. Powodów do optymizmu nie miał natomiast trener gości. – To był dla nas kolejny zły dzień, podobnie jak wczoraj mieliśmy problemy z przyjęciem. Jedynym pozytywem jest wygrana jednego seta. W tej chwili mam jasny obraz zespołu i myślę, że to mi pomoże – podkreślił Danut Pascu.

Grecja – Rumunia 3:1
(25:17, 20:25, 25:12, 25:18)

Składy zespołów:
Grecja: Petreas (10), Filippov (3), Kokkinakis (13), Tzioumkas (4), Takourids (9), Fragkos (15), Tampouratzis (libero) oraz Armenakis (7), Maroulis, Pelekoudas, Koumentakis i Dalakouras (1)
Rumunia: Ghionea (1), Gheorghita (3), Bala (9), Bartha (2), Lica (8), Borota (2), Maries (libero) oraz Balhaceanu (6), Olteanu (6), Ene (11) i Gontariu (4)


Białorusinom nie udał się debiut w tegorocznej Lidze Europejskiej. W starciu z dobrze dysponowanymi Chorwatami podopieczni Wiktora Sidelnikowa ugrali tylko jednego seta. Nie brakowało nerwowości, jednak w trudnych sytuacjach lepiej radzili sobie miejscowi. To właśnie startujący z pozycji faworyta spotkania Chorwaci rozpoczęli mecz mocnym uderzeniem, budując pierwszy dystans punktowy (8:7). Na reakcję gości nie trzeba było długo czekać, kolejne zagrania Radziuka i Antanowicza na siatce zniwelowały dystans, a przy słabszych chwilach miejscowych Białorusini wyszli nawet na prowadzenie – 16:13. Nie była to jednak bezpieczna przewaga, kiedy przyjmujący gości przekonali się o sile zagrywki rywali, siatkarze obu ekip wrócili do gry na styku. Decydujący fragment seta to więcej konsekwencji w zagraniach Chorwatów, prowadzonych do triumfu przez Ivana Raicia (25:23).

Po dobrej końcówce pierwszego seta miejscowi odsłonę kolejną rozpoczęli nerwowo, w znacznym stopniu dzięki seriami popełnianymi przez ekipę trenera Simunica błędom Białorusini zdołali zbudować kilkupunktowe prowadzenie. Tym razem zryw Chorwatów przyszedł za późno, nie pomogły kolejne zmiany i finalnie goście wygrali swojego pierwszego seta t w tegorocznej Lidze Europejskiej (19:25).

Po dość niespodziewanej porażce gospodarze przede wszystkim wzmocnili siłę swojego serwisu. Ten manewr się opłacił i tak w kolejnych setach to właśnie Chorwaci kontrolowali przebieg zmagań. Najwięcej, bo aż sześć asów serwisowych na swoim koncie zapisał Zhukouski, rywalom o sile swojego serwisu dość często przypominał Ivan Raić. O ile w pierwszych akcjach trzeciego seta siatkarze z Białorusi początkowo byli w stanie stawiać opór rywalom, prowadząc nawet na pierwszej przerwie technicznej, o tyle były to jedynie chwilowe zrywy gości. Mimo dobrej dyspozycji Radziuka z Antanowiczem siatkarze z Białorusi z trudem odpierali ataki rywali. W obu fragmentach meczu na etapie drugich przerw technicznych dystans punktowy wzrastał do 3-4 oczek i tej przewagi siatkarze z Chorwacji nie pozwolili sobie już odebrać. Kontrolując sytuację, pewnie wygrali kolejne sety do 18 i 19, a cały mecz 3:1.

W ocenie rywalizacji Igor Simunic nie zapomniał o przegranej przez swój zespół drugiej partii meczu. – W drugim secie straciliśmy koncentrację, mieliśmy problemy z przestojami w grze – mówił szkoleniowiec, dodając. – Przed rozpoczęciem Ligi Europejskiej nie mieliśmy wystarczającej liczby meczów towarzyskich, a to pokazuje, jak ważne jest przygotowanie fizyczne i psychiczne – podsumował szkoleniowiec. Do rywalizacji krótko odniósł się trener gości. – Nie rozpaczamy, nic nie jest jeszcze stracone, przed nami kolejny mecz – dodał Wiktor Sidelnikow.

Chorwacja – Białoruś 3:1
(25:23, 19:25, 25:18, 25:19)

Składy zespołów:
Chorwacja: Zhukouski (7), Galić (14), Raić (18), Cosić (10), Kovacević (13), Mihalj (9), Sarcević (libero) oraz Sestan (1), Andrić (2) i Mocic
Białoruś: Radziuk (17), Antanowicz (16), Haramykin (1), Pranko (8), Marozau (7), Miskewicz (8), Likhard (libero) oraz Charapowicz, Aplewicz, Wasz i Budziukin

Zobacz również:
Wyniki 1. kolejki i tabela grupy B Ligi Europejskiej

źródło: cev.lu, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-07-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved