Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jędrzej Maćkowiak: Klucz do sukcesu to ciężka praca

Jędrzej Maćkowiak: Klucz do sukcesu to ciężka praca

fot. Joanna Skólimowska

Jędrzej Maćkowiak, wychowanek PGE Skry, opowiedział o swoich wrażeniach z pierwszego turnieju EKS-a Plaża Open, pobycie w Effectorze Kielce i koledze z zespołu, uznanym w tym sezonie odkryciem reprezentacji, Mateuszu Bieńku.

Jak podsumujesz pierwszy turniej cyklu EKS-a Plaża Open? W premierowej odsłonie zawodów zagrałeś w parze z Pawłem Wieczorkowskim, to był jednorazowy występ?

Jędrzej Maćkowiak: – Zamierzamy wystartować także w kolejnych częściach tego turnieju, bo jest bardzo fajnie zorganizowany. Chciałbym pochwalić organizatorów, którzy naprawdę bardzo dobrze go przygotowali i rozgłośnili. Co do samego turnieju to wydaje mi się, że poziom był całkiem niezły. Przyjechało kilku zawodników spoza regionu bełchatowskiego, z Łodzi czy Piotrkowa. Cieszę się, że udało się pograć rekreacyjnie. Można było się spotkać, porozmawiać i sprawdzić swoje siły.

O wysokim poziomie turnieju chyba najlepiej świadczy fakt, że wraz z Pawłem Wieczorkowskim zajęliście czwarte miejsce.



– Najgorsze miejsce. Dobrze, że na dziesięć zespołów, także nie było tak źle. Razem z Pawłem spotkaliśmy się pierwszy raz na plaży, bez żadnych treningów. Pomimo że ja trenuję, Paweł też kiedyś grał w siatkówkę, to na piasku jest to zupełnie inna siatkówka. Cieszy, że nasza gra nie wyglądała źle.

Jak spędzasz wakacje od czasu zakończenia ostatniego sezonu do momentu startu przygotowań do kolejnych rozgrywek?

– Brałem udział w Grand Prix Miasta Bełchatowa i rozglądam się po województwie, żeby nie zmarnować okresu wakacyjnego. To najgorsze, co może być. Chodzę na siłownię, jeżdżę na rowerze, spędzam czas aktywnie, żeby nie przesiedzieć. Chcę być w jak najlepszej dyspozycji przed okresem przygotowawczym. Z przygotowaniami w klubie startujemy 10 sierpnia, ale jeśli turnieje EKS-a Plaża Open są zaplanowane na weekendy, to będę przyjeżdżać. Chciałbym dokończyć ten cykl.

Jak wrażenia po pierwszym sezonie w Effectorze Kielce?

– Jestem bardzo mile zaskoczony. Szedłem tam z myślą, żeby grać. Wiedziałem, że będzie konkurencja w osobach Mateusza Bieńka i Andreasa Takvama i że będzie ciężko. Psychicznie przygotowywałem się na grzanie ławy albo wejścia na zagrywkę. Rzeczywistość okazała się inna. Szczęście w nieszczęściu – Andreas Takvam zmagał się przez cały sezon z różnymi urazami. Kiedy jedną kontuzję wyleczył i wracał do formy, to łapał kolejną. Te urazy ciągnęły się za nim przez cały sezon. Dzięki temu miałem szansę na grę w szóstce, co mnie bardzo cieszy. Czuję, że zrobiłem postęp. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie również tak będzie.

Czy po Bieńku rzeczywiście już na treningach było widać, że jest wyróżniającym się zawodnikiem, czy jego powołanie do kadry trochę cię zaskoczyło i sam byłeś ciekawy, jak sobie poradzi?

– Od momentu, gdy przyszedłem na pierwszy trening w sierpniu, widziałem, że ten chłopak ma wielki potencjał. Naprawdę jest bardzo pracowity i zawsze daje z siebie na treningu maksa. Co najlepsze – poza oczywiście warunkami fizycznymi – ma bardzo dobre, zdrowe podejście. Nie daje się zjeść nerwom. Nie myśli długo nad tym, że coś nie wyszło, tylko głową prze do przodu i reszta nie ma znaczenia. To jest w jego wieku naprawdę godne podziwu. Pokazał to już w debiucie z Rosją przy pełnej hali. Bardzo trzymam za niego kciuki.

Jak układa się wasza współpraca na boisku i poza nim?

– Na boisku zawsze się wspieramy. Staramy się sobie pomagać, oglądamy naszą grę i komentujemy: "Mateusz, zrobiłeś nie tak to i to, możesz zrobić to lepiej", "tutaj szybciej, tutaj wolniej" i odwrotnie. Jest to bardzo pomocne. Nasz trener Daszkiewicz powiedział, żeby obserwować siebie nawzajem i wymieniać się radami. To jest bardzo ważne. Poza boiskiem to chłopak, którego nie da się nie lubić. Zawsze można wyjść na kawę czy obiad i pogadać. Sodówka nie uderza mu do głowy. Zobaczymy, jak będzie teraz. (śmiech) To byłoby jak grom z jasnego nieba, gdyby tak się stało. Nie wierzę w to. Mateusz to naprawdę bardzo dobrze wychowany chłopak.

W następnym sezonie również będziecie kolegami w zespole. Nazwisko Bieńka jest łakomym kąskiem na giełdzie transferowej, ale ma on ważny kontrakt z kieleckim klubem.

– Pewnie były propozycje wykupienia jego kontraktu, ale nie doszły do skutku i Mateusz wypełni swój trzyletni kontrakt w Kielcach. Ja się cieszę, bo będę grać z bardzo dobrym zawodnikiem, reprezentantem kraju. Będę mógł podpatrywać jego grę i uczyć się od niego, choć jestem dwa lata starszy, ale staż gry mamy chyba taki sam. Cieszę się, że będę mógł z nim grać i przebywać, bo to bardzo w porządku człowiek.

Jego przykład chyba najlepiej pokazuje, że każdy ma szansę trafić do reprezentacji, czy to z PGE Skry, czy z Effectora.

– Tak, każdy wyróżniający się zawodnik. Tylko trzeba ciężko pracować. To klucz do sukcesu.

źródło: skra.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-07-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved