Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Michal Masny: Chciałbym zaapelować do kibiców o cierpliwość

Michal Masny: Chciałbym zaapelować do kibiców o cierpliwość

fot. Joanna Skólimowska

- Będąc w Jastrzębskim Węglu, zostaję prawie w domu, w otoczeniu, które znam, co też miało duży wpływ na moją decyzję - o pozostaniu w Jastrzębskim Węglu, przyczynach swojej decyzji i sezonie reprezentacyjnym Strefie Siatkówki mówił Michal Masny.

Nieco ponad tydzień temu Jastrzębski Węgiel potwierdził oficjalnie, że zostajesz w klubie. Przy aktualnej sytuacji klubu, podobnie jak Michał Łasko, miałeś opcje odejścia, mimo ważnego kontraktu. Skąd więc decyzja o pozostaniu?

Michal Masny: Rozważałem to i nie ukrywam, że miałem dwie całkiem interesujące oferty, z czego jedną z Turcji. Analizowałem sytuację, wszystkie plusy i minusy zostania i odejścia. Zdecydowałem się zostać na warunkach, jakie zaproponował prezes. Miałem kontrakt jeszcze na rok, oczywiście przez sytuację, jaka pojawiła się na koniec sezonu, musieliśmy trochę negocjować kontrakt. W końcu udało nam się ustalić warunki, które zaakceptowały obie strony. Później tylko rozważałem, co będzie lepsze, zostanie w Jastrzębiu czy też wybór którejś z otrzymanych ofert.

Jakie plusy zostania w Jastrzębskim Węglu były więc kluczowe? Wciąż bowiem nie wiemy, jak będzie wyglądał pełen skład zespołu, a co za tym idzie – o jakie cele będzie walczył.



– Porównywałem warunki pod względem ambicji danych zespołów, ale i ofert pod względem finansowym. I powiedzmy, że główne propozycje z Turcji i Jastrzębia-Zdroju były finansowo porównywalne. Co do zespołu? Tak naprawdę jak na razie nie wiem, jak to będzie wyglądało, trudno więc cokolwiek mówić. Podobnie jednak mogłoby być w Turcji, gdzie owszem, mielibyśmy 2-3 obcokrajowców, ale generalnie trzon zespołu mieliby stanowić Turcy. Więc wszystko zależałoby od jakości gry prezentowanej przez tych zawodników. Nie ukrywam też, że będąc w Jastrzębskim Węglu, zostaję prawie w domu, w otoczeniu, które znam, co też miało duży wpływ.

Na ile znaczenie miało kontynuowanie zagranicznej myśli szkoleniowej. Po Roberto Piazzy przychodzi Mark Lebedew, ten aspekt również brałeś pod uwagę przed podjęciem ostatecznej decyzji?

– Oczywiście, że tak. Z Markiem Lebedewem co prawda nigdy nie pracowałem, nie znam go też osobiście, jednak z tego co widziałem i słyszałem, to powiedzmy, że trochę tej wiedzy jest. Tym bardziej, że przed ostatnim sezonem graliśmy z prowadzonym przez niego zespołem z Berlina sparingi, więc nie jest takim do końca nieznanym mi szkoleniowcem pod względem stylu pracy.

Pod względem sportowym uzasadnione mogą być obawy dotyczące przeskoku zespołu walczącego do tej pory w strefie medalowej…

– Owszem, sukces jest połączony z finansami. Większy budżet pozwala stworzyć zespół liczący się w walce o medale. Teraz tych finansów będzie trochę mniej i powstanie zespół na miarę tych możliwości. Myślę, że najważniejsze jest, żebyśmy nawet z tym średnim zespołem grali dobrą siatkówkę. Tutaj można użyć przykładu AZS-u Politechniki Warszawskiej, gdzie grano młodymi zawodnikami, bez większego doświadczenia, jednak wizerunek zespołu był nieco inny. Będziemy starali się zbudować drużynę, która może nie będzie walczyła o medale, ale będzie zespołem, o którym będzie się mówić.

Myślisz, że może być to okres przejściowy długości jednego sezonu na przetrwanie gorszych chwil?

– Trudno powiedzieć, czy to będzie jeden sezon, bo ten okres przejściowy może trwać jeden, dwa, trzy, a może nawet cztery sezony. I później znów uda się zbudować większy budżet, tak aby Jastrzębski Węgiel był potęgą, tak jak wcześniej. To trochę tak jak w życiu, raz jest człowiek u góry, czasem niżej albo i na samym dnie. Także na tę chwilę ciężko powiedzieć, ile to będzie trwało.

Będzie to więc test cierpliwości dla sympatyków Jastrzębskiego Węgla, którzy przez te lata przyzwyczaili się właśnie do miejsca swojego zespołu w ligowej czołówce. To właśnie o cierpliwość trzeba będzie apelować do fanów zespołu?

– Osobiście chciałbym się zwrócić do kibiców w odniesieniu do dwóch aspektów. Pierwszy to szacunek dla chłopaków, którzy odeszli, bo wiadomo, że to jest nasze życie, każdy rozważa plusy i minusy w odniesieniu do sytuacji swojej i swojej rodziny. Dlatego bardzo bym chciał, żeby kibice nie mieli żalu do zawodników, którzy odeszli. Nie róbmy też niewiadomo kogo z tych, którzy zostali, bo nie o to chodzi. Drugi aspekt w odniesieniu do tego sezonu to fakt, że będziemy potrzebowali trochę czasu. I kibice będą musieli się do tego dostosować, bo wiadomo, że umiejętności zawodników, którzy będą w zespole, mogą być nieco inne od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni. My postaramy się, aby ta drużyna prezentowała się jak najlepiej. Pod tym względem chciałbym zaapelować do naszych kibiców, żeby byli cierpliwi.

Zanim wrócisz na ligowe parkiety, przed tobą niełatwy sezon reprezentacyjny. Aktualnie walczycie w Lidze Światowej, w rywalizacji III dywizji. Słowacja jest też organizatorem Final Four. Mimo różnych ocen względem LŚ i tej ostatniej dywizji dla was te rozgrywki są jednak ważne? Jakie jest podejście, jakie macie cele? Początek rozgrywek to w waszym wykonaniu jednak falstart.

– Liga Światowa dla Słowacji jest bardzo ważna, chcielibyśmy awansować do tej wyższej dywizji. Też z tego względu, że to daje szanse gry z czołówką Europy. Chcielibyśmy tam grać, rywalizując z dobrymi zespołami, aby zdobywać to doświadczenie. Myślę, że to mogłoby zaowocować w innych imprezach, a co za tym idzie moglibyśmy odnieść jeszcze jakiś sukces. W dotychczasowych meczach tej edycji Ligi Światowej było różnie. Powiedziałbym, że w obu turniejach pokazaliśmy dwa oblicza gry. Z jednej strony były pierwsze sety, gdzie graliśmy bardzo dobrze, wygrywaliśmy, później przychodziły kolejne dwa sety, gdzie graliśmy fatalnie, trochę tak, jakbyśmy zapomnieli, jak powinno się grać w siatkówkę. W tie-breaku wracała ta niezła gra, jednak nie wystarczało to do zwycięstwa w tych tie-breakach.

Z czego mógł wynikać ten powtarzający się schemat? Macie na swoim koncie rekord III dywizji – chyba żadna inna reprezentacja w tak krótkim czasie nie rozegrała tylko spotkań rozstrzyganych w tie-breakach.

– Dla nas to też była i w pewnym stopniu wciąż jest zagadka – co się stało. Wiadomo, że patrząc na statystyki czy też nasze reakcje od trzeciego seta, łatwo byłoby zauważyć, że zaczęliśmy popełniać błędy w przyjęciu, ataku, nie broniliśmy piłek, które powinniśmy podbić. Jaki był więc powód przegranych – wiemy. Nie jesteśmy w tej chwili w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ta sytuacja się powtarzała i wracały te przestoje. Teraz musimy o tym wszystkim zapomnieć, mamy czas, żeby przygotować się do Final Four. Osobiście nie myślę po tych czterech meczach, że mamy jakiś kompleks i prowadząc,  nie potrafimy wygrać danego meczu. To były tylko dwa turnieje, teraz zaczynamy walczyć na nowo.

Skład Final Four (Egipt, Chiny, Czarnogóra, Słowacja jako gospodarz – przyp. red) jest dla ciebie zaskoczeniem?

– Szczerze mówiąc, w ogóle się tym nie interesowałem. Nie analizowałem, kto miałby lub mógłby awansować. Tak więc nie jestem zaskoczony, nie powiem też, że moje typy się sprawdziły. Osobiście te dwa turnieje traktowałem jak przygotowanie się do Final Four w oczekiwaniu na rywali. Patrząc na skład turnieju: Egipt to zespół w naszym zasięgu, jeżeli utrzymamy swój dobry poziom gry, to jesteśmy na najlepszej drodze do awansu do finału i wygranej, a co za tym idzie awansu do II dywizji. Musimy tylko utrzymać swoją siatkówkę do końca meczu, a nie tylko przez dwa pierwsze sety.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved