Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. F: Zwycięstwo Portoryko i Turcji na koniec fazy grupowej

LŚ, gr. F: Zwycięstwo Portoryko i Turcji na koniec fazy grupowej

fot. FIVB

Zespoły grające w III dywizji Ligi Światowej dziś kończą swoje zmagania. Mimo braku szans na pozycję lidera maksimum swoich możliwości pokazali Portorykańczycy, 3:1 pokonując Tunezję. Natomiast Turcy po pięciu setach byli lepsi od reprezentacji Czarnogóry.

Ostatni dzień zmagań rywalizacji grupy F rozpoczęło spotkanie reprezentacji Tunezji i Portoryko. Mecz lepiej rozpoczęli Portorykańczycy, po ataku Romana prowadząc 6:4. Wraz z rozwojem partii gra siatkarzy Portoryko wyglądała coraz lepiej, w ataku nie mylił się Garcia. Jednak także Tunezyjczycy mieli swoje argumenty, mogąc liczyć na swojego lidera. Do zagrań w ataku Othmen dodał punktowy serwis, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Portorykańczycy nie ustrzegli się błędów własnych, ułatwiając rywalom utrzymanie prowadzenia (12:14). To właśnie błąd dotknięcia siatki był najczęściej popełnianym przez reprezentantów Portoryko w tej częśći meczu. Sytuację swojego zespołu próbował ratować Hector Soto i to właśnie atak lidera Portoryko dał podopiecznym Javiera Gaspara prowadzenie – 15:13. Tunezyjczycy po raz kolejny podjęli próbę powrotu do gry na styku, wyrównując stan zmagań (18:18). Był to dopiero przedsmak emocji, przy wymianie sił w ataku w decydującym secie utrzymywała się gra punkt za punkt (23:23, 25:25). W kluczowych akcjach Tunezyjczycy nie poradzili sobie z grą pod presją, popełniając proste błędy własne. Niedociągnięcia rywali bezbłędnie wykorzystali Portorykańczycy, triumfując 29:27.

Nie pozwalając rywalom na tak wiele w kolejnej partii, podopieczni Javiera Gaspara rozpoczęli mocnym akcentem. W tej części meczu znakomicie w ataku prezentował się Rivera, w obronie dwoił się i troił Del Vanne. Grając kompletnie, pewni swego Portorykańczycy prowadzili już 6:0. Dopiero pomyłka Ortiza w ataku dała Tunezyjczykom pierwsze oczko w secie. Nie wybiło to z rytmu siatkarzy Portoryko, dominacja na siatce była zdecydowana, swoje noty w ataku, ale też i w elemencie zagrywki poprawiał jeszcze Ortiz. Portorykańczycy utrzymując prowadzenie, mogli cieszyć się z kilkupunktowej zaliczki (13:8). Szukając szans dla swojego zespołu, trener reprezentacji Tunezji rotował jeszcze składem, na placu gry pojawił się Moalla. Zmiana nie odmieniła znacząco obrazu gry Tunezyjczyków, wciąż w roli zespołu dyktującego warunki było Portoryko. Tunezyjczycy mieli coraz większe problemy z zatrzymaniem Hectora Soto, a ten nie marnował otrzymanych szans (17:12). Kilka prostych błędów Portorykańczyków zniwelowało co prawda dystans, jednak nie na tyle, aby siatkarze z Tunezji byli w stanie realnie zagrozić rywalom. Tym razem utrzymując spokojnie przewagę, podopieczni Javiera Gaspara wygrali 25:16, obejmując prowadzenie w meczu 2:0.

Nieco bardziej wyrównany niż w odsłonie drugiej był początek partii kolejnej. Przy grze na styku niezłymi atakami popisywał się Ortiz, podobnie jak we wcześniejszych fragmentach meczu gnębiąc rywali swoją zagrywką. To właśnie po punktowym serwisie Ortiza podopieczni Javiera Gaspara prowadzili 8:7 podczas pierwszej przerwy technicznej. Nie poddając się, Tunezyjczycy po raz kolejny wyrównali stan zmagań, mocnymi zagraniami w ataku popisywał się Kaabi (11:11). Przez dłuższy czas utrzymywała się gra na styku, „pomocną dłoń” rywalom podali siatkarze z Portoryko. To właśnie dzięki błędom własnym Portorykańczyków reprezentacja Tunezji wypracowała dwupunktową zaliczkę. Serię rywali przerwał dopiero Ortiz (17:15), jednak nie było to w stanie powstrzymać rozpędzonych Tunezyjczyków. Widząc swoje szanse, Karamosli i jego koledzy nie zwalniali tempa. Przy prowadzeniu rywali 22:15 Javier Gaspar przywołał swoich podopiecznych do siebie. Przerwa nie uratowała już Portoryko, triumfując 25:18, Tunezyjczycy przedłużyli swoje szanse w meczu.



Podobnie jak wcześniejsze fragmenty meczu, także tego seta pewnie rozpoczęli Portorykańczycy, po dwubloku Goasa z Romanem prowadząc 4:2. Ponownie jednak podopieczni Javiera Gaspara nie ustrzegli się błędów własnych, dzięki którym Tunezyjczycy zdołali doprowadzić do remisu. Gra na styku trwała jednak tylko do stanu 10:10. Portorykańczycy po raz kolejny zdołali wyjść z opresji, czujność w bloku zapoczątkowała budowanie dystansu punktowego. Kolejne ataki Moralesa i Soto dały nieco spokoju siatkarzom Portoryko (14:10). Po asie serwisowym Goasa przewaga Portorykańczyków wzrosła do pięciu oczek. Tej przewagi podopieczni Javiera Gaspara już nie zmarnowali. Kolejny zryw Tunezji i ataki Karamosliego nieco odmieniły sytuację (18:23), jednak kolejne błędy Tunezyjczyków zakończyły partię i całe spotkanie. Portoryko wygrało 25:19 i w całym meczu 3:1.

Tunezja – Portoryko 1:3
(27:29, 16:25, 25:18, 19:25)

Składy zespołów:
Tunezja: Garci (16), Karamosli (16), Miladi (11), Tara (7), Agrebi (6), Slimene (2), Korbosli (libero) oraz Kaabi (12), M’Rabet, Moalla, Hassine i Hmissi
Portoryko: Ortiz (21), Soto (15), Rivera Ja. (15), Morales (10), Roman (8), Goas (5), Del Valle (libero) oraz Torres (6), Sierra (1), Rivera Jo., Perez i Guzman


Ostatni mecz rywalizacji grupy F mógł być starciem o być albo nie być dla obu ekip. Potknięcia Turków w pierwszym turnieju grupowym dały jednak Czarnogórcom szansę, której Marko Bojić i jego koledzy nie zmarnowali. Tym samym już sobotnia wygrana z Portoryko zapewniła Czarnogórze awans do Final Four III dywizji Ligi Światowej. Mimo to siatkarze obu ekip do meczu przystąpili w pełni skoncentrowani, nieco więcej nerwowości w swoich poczynaniach mieli gospodarze i tak przy stanie 0:4 Emanuele Zanini musiał wykorzystać swoją pierwszą przerwę na żądanie. Po przerwie Włoch rozpoczął rotacje w składzie i tak Gokgoza zmienił Yucel. Przy kolejnych błędach Czarnogórców Turcy zdobywali swoje pierwsze punkty w secie. Na pierwszej przerwie technicznej goście prowadzili już 8:2. Po wznowieniu gry tureccy zawodnicy nieco się rozbudzili, spora w tym zasługa Gungora, który bezbłędnie powstrzymywał ataki rywali, swoje na siatce dodał jeszcze Cin i dystans dzielący obie ekipy zmalał (9:12). Kontynuując pogoń za rywalem, gospodarze zdołali odzyskać prowadzenie, po ataku Cacicia to miejscowi byli w lepszej sytuacji podczas drugiej regulaminowej przerwy w grze (16:15). Przy stanie 19:17 to Slobodan Boskan musiał reagować, znakomite zagrania Yucela zrobiły jednak swoje. Pewni swego Turcy wygrali po ataku Gungora 25:21.

Partia kolejna już od pierwszych akcji była zdecydowanie bardziej wyrównana. Na kolejne zagrania Cina równie skutecznie odpowiadał Cacić. Przy rywalizacji na styku o krok dalej byli Turcy (8:7). W reakcji na sytuację na boisku Slobodan Boskan w miejsce Bojicia wprowadził Vukasinovicia. Pogoń za rywalem przyniosła Czarnogórcom oczekiwane rezultaty (10:10) i tym razem to trener Zanini musiał szukać zmian. Na placu gry pojawił się Toy. Wymiana sił w ataku utrzymywała się na dłuższej przestrzeni seta. Swój zespół na prowadzenie wyprowadził Culafić (15:13). Także sportowe szczęście było po stronie Czarnogórców. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i po raz kolejny do roli bohatera swojego zespołu wyrósł Gungor (19:18). Tym razem nie było happy endu dla reprezentacji Turcji. Przy kolejnych zagraniach Strugara ekipa Slobodana Boskana odzyskała przewagę, zagrania Culaficia umacniały Czarnogórców na prowadzeniu (23:21). W kluczowym momencie na zagrywce pomylił się Gokgoz i wygrywając 25:23, goście wyrównali stan zmagań.

Poddenerwowani takim rozwojem wypadków miejscowi w kolejnej odsłonie nie pozwolili rywalom „rozwinąć skrzydeł”. Zapędy rywali skutecznie tłumił Dagci i to miejscowi prowadzili kilkoma oczkami na pierwszej przerwie technicznej (8:5). Po wznowieniu gry podopieczni Emanuele Zaniniego nie stracili rytmu, dopiero błąd własny Turków przerwał serię punktową gospodarzy (13:9). Sytuację swojego zespołu starał się ratować Jecmenica, jednak punkty zdobywane przez Czarnogórców były jedynie tłem dla oczek zapisywanych na koncie reprezentacji Turcji. Tym bardziej, że goście wciąż nie znaleźli sposobu na zatrzymanie Gungora, as Turków nie zawodził (16:11). Podopieczni Emanuele Zaniniego nie ustrzegli się jednak przestojów i o mało nie przypłacili tego przegraną. Czarnogórcy po ataku Cacicia odzyskali kontakt punktowy z rywalami (17:16, 18:18). W kluczowym momencie gospodarze mogli liczyć na Gungora, Kiyak bez zawahania kolejne piłki posyłał do swojego lidera, a ten nie zawodził, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie – 20:18. Czujnością w bloku popisywał się jeszcze Dagci i przy stanie 24:20 Turcy mieli przed sobą kilka piłek setowych. Zryw Czarnogórców zasiał nieco niepewności w szeregach miejscowych (24:23), jednak sami goście nie sprostali temu wyzwaniu. Błąd Culaficia w polu serwisowym dał miejscowym 25 punkt (25:23).

Porażka nie zniechęciła gości, którzy już od pierwszych akcji kolejnego seta przystąpili do ataku. W ataku nie mylił się Culafić, jednak także Turcy mieli swoich liderów, wraz z rozwojem meczu coraz lepiej prezentował się Gokgoz, inteligentnymi zagraniami popisywał się Toy. Wypracowana w początkowej fazie seta jednopunktowa zaliczka podopiecznych trenera Zaniniego utrzymywała się (6:5, 8:7). Kiedy asem serwisowym popisał się Gunes, prowadzenie miejscowych wzrosło do dwóch oczek, równie szybko przyjezdni wrócili do gry i przy prowadzeniu Czarnogórców 13:12 włoski szkoleniowiec reprezentacji Turcji musiał reagować. Kiedy po ataku Toya miejscowi zapisali na swoim koncie 13 punkt, wszystko wskazywało, że są na najlepszej drodze do odzyskania prowadzenia. Szybciej zareagowali goście i to oni mogli cieszyć się z trzypunktowej przewagi na drugiej przerwie technicznej – 16:13. Trener Zanini zdecydował się na zmianę reżysera gry – Kiyaka zmienił Ramazanoglu. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i po kilku minutach przy stanie 16:17 to Slobodan Boskan przywołał swoich podopiecznych do siebie. W końcówce seta Czarnogórcy kolejno odzyskiwali (21:19) i tracili prowadzenie (21:21). Tę wojnę nerwów lepiej przetrzymali podopieczni Slobodana Boskana, triumfując po emocjonującej końcówce 25:23.

W partii decydującej Turcy nie pozwolili sobie już na potknięcia, zaczynając mocnym akcentem. Bezbłędnie intencje rywali odczytywał Gunes, w ataku nie mylił się Toy. W ekspresowym tempie podopieczni Emanuele Zaniniego odskoczyli rywalom, prowadząc 6:2. Do skutecznych zagrań na siatce Gunes dodał punktowy serwis i dystans dzielący obie ekipy jeszcze się zwiększył (7:2). Po zmianie stron boiska wciąż to miejscowi narzucali tempo gry. W szeregach Czarnogórców uaktywnił się jeszcze Cuk i przy efektownej pogoni za rywalem Czarnogórcy zmniejszyli stratę (9:11). Serię rywali przerwał Gungor (12:9) i finalnie przy grze punkt za punkt kilkupunktowe prowadzenie utrzymali Turcy (15:12). Podopieczni Emanuele Zaniniego wygraną 3:2 nad reprezentacją Czarnogóry kończą swoją tegoroczną przygodę z Ligą Światową.

Turcja – Czarnogóra 3:2
(25:21, 23:25, 25:23, 23:25, 15:12)

Składy zespołów:
Turcja: Gungor (26), Gunes (8), Hayirli (6), Gakgoz (4), Cin (3), Kiyak (2), Sahin (libero) oraz Toy (17), Yucel (9), Dagci (5), Ramazanoglu i Yenipazar
Czarnogóra: Culafić (22), Bojić (14), Cacić (11), Cuk (7), Jecmenica (5), Strugar (1), Rasović (libero) oraz Vukasinović (6), Dabović (4), Minić (3) i Milić (2)

 

Zobacz również:
Wyniki 2. kolejki oraz tabela grupy F Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved