Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Mariusz Sordyl: Lenia można spotkać i w Polsce, i w Katarze

Mariusz Sordyl: Lenia można spotkać i w Polsce, i w Katarze

fot. archiwum

- Jestem przekonany, że nadejdzie czas, kiedy ponownie będę częścią siatkarskiego widowiska w Polsce - powiedział Strefie Siatkówki jeden z pionierów polskiej myśli szkoleniowej w Katarze, Mariusz Sordyl, planujący spędzić kolejny sezon w klubie za granicą.

Jak podsumowałby pan swój ostatni sezon spędzony w Katarze?

Mariusz Sordyl: – Sezon był trudny i borykaliśmy się z wieloma przeciwnościami losu. Latem rozpoczął się remont generalny naszego klubu, co spowodowało emigrację z naszej hali do sali szkolnej, w której warunki treningowe były, delikatnie mówiąc, bardzo trudne. Dodatkowo aby zbilansować nasz budżet, wypożyczyliśmy trzech podstawowych zawodników do innych zespołów. Jednak pomimo problemów powtórzyliśmy ubiegłoroczny rezultat – 5. miejsce i mamy w związku z tym wiele powodów do satysfakcji.

Na początku roku powiedział pan o lidze katarskiej – 4 mocne zespoły, my na pograniczu i reszta klubów, która ma problemy finansowe. Czy sytuacja nadal tak wygląda? W jakim kierunku idzie rozwój dyscypliny w Katarze?



– W Katarze drużyny nie mają problemów finansowych, po prostu są zespoły, które pieniędzy mają więcej, a inne mniej. W dalszym ciągu pierwsza czwórka przewyższa pozostałych potencjałem personalno-finansowym, jednak w zakończonym sezonie dało się zauważyć znaczny wzrost poziomu sportowego zespołów z dolnej części tabeli. Siatkówka w Katarze się rozwija, a ja się cieszę, że mogę być częścią tego projektu.

Czy ściąganie gwiazd, typu Wilfredo Leon, Mariusz Wlazły, na puchary działa korzystnie na ligę, bo popularyzuje ją na świecie? Może pogłębia istniejące w niej różnice spowodowane finansami – kluby z mniejszym budżetem mają niewielkie szanse na walkę z potentatami?

– Maj to miesiąc, w którym bardzo dużo mówi się w świecie o katarskiej siatkówce. Dzieje się to za sprawą gwiazd, które pojawiają się w tym kraju po zakończeniu sezonu w macierzystych klubach, aby zagrać o zwycięstwo w Pucharze Kataru oraz Pucharze Emira, które rangą wręcz przewyższają wygraną w rozgrywkach ligowych. Nie sądzę jednak, aby najlepsi zawodnicy w najbliższym czasie zdecydowali się na przeprowadzkę do Kataru na cały sezon, po pierwsze ze względu na kwestie finansowe (zawodnicy opłacani są lepiej w Europie), po drugie ze względu na poziom sportowy, który mimo iż jest ciekawy, nie zaspokajałby jednak ambicji najlepszych zawodników na świecie.

Nie doceniono pana w Polsce, za to za granicą odniósł pan sukces. Czuje pan, że zagrał nieco na nosie wszystkim krytykom deprecjonującym polskich trenerów?

– Nic nikomu nie mam zamiaru i nie muszę udowadniać. Ja swoją wartość znam i nie mam żadnych kompleksów związanych z brakiem propozycji pracy w PlusLidze. Od kilku lat pracuję poza Polską i cieszę się, że moi współpracownicy doceniają mnie za to, jakim jestem trenerem. Jeżeli na biurku mojego prezesa leżą dziesiątki trenerskich CV, a on chce kontynuować naszą współpracę, to jest to dla mnie najlepsza ocena podjętego przeze mnie wysiłku.

Pyta się o to wiele znawców, ale ja bym chciała zapytać pana – dlaczego w Polsce jest takie niewielkie zainteresowanie polską myślą szkoleniową? Trenerzy nie są wystarczająco kompetentni, czy „cudze chwalimy, swego nie znając”?

– W Polsce trenerzy są, uczą się, chcą się rozwijać. Smutne jest to, że tak niewielu prezesów decyduje się, aby obdarzyć ich zaufaniem, stać za ich plecami, nie tylko w sytuacjach łatwych i przyjemnych, ale wspierać również w tych trudnych. Tylko tyle i aż tyle… Zanim do tego dojdzie, w co mocno wierzę, zdecydowanie namawiam kolegów trenerów z Polski do emigracji. Wielu z nich w zagranicznej rzeczywistości upewni się, że są świetnymi fachowcami.

Czy po tym, co udało się panu wywalczyć za granicą (Puchar Rumunii, mistrzostwo tego kraju, udany start w lidze katarskiej), czuje pan, że zainteresowanie pana osobą w Polsce wzrasta?

– Oczywiście to wszystko zostało zauważone, jednak nie przesadzałbym z jakimś wielkim wzrostem moich notowań na giełdzie trenerów w PlusLidze. Dla mnie to sukcesy, z których się cieszę, które utwierdzają mnie w przekonaniu o słuszności mojego zawodowego wyboru i które również pozwalają mi przesuwać się w górę na listach transferowych poza Polską.

W jakim stopniu polskiego trenera, wychowanego na europejskiej siatkówce, wzbogaca praca w tak egzotycznym miejscu? Jakie są największe plusy, a jakie minusy pracy w takich krajach, które pan obrał?

– W pracy, czy to w Rumunii, czy w Katarze, na pewno przeszkadza „lekki” organizacyjny chaos, potrafiący bardzo utrudnić przygotowania zespołu. Co więcej, brakuje polskich kibiców, którzy są wspaniali i tworzą świetną niepowtarzalną atmosferę. To, co jest największym wyzwaniem, to relacje interpersonalne w zespole. Grupa, w której grają zawodnicy z dziewięciu różnych państw, wymaga bardzo dużo gimnastyki mentalnej, emocjonalnej, aby ich przekonać do własnej osoby oraz do pracy na określonych zasadach, często bardzo odmiennych od wcześniejszych. To wszystko sprawia, że każdy sezon to poligon w ekstremalnych warunkach, po którym czuję się mocniejszy, odporniejszy i gotowy do pokonywania jeszcze większych przeszkód.

Od obcokrajowców w zespołach zawsze wymaga się dużo. Czy tak samo jest w Katarze? Wysoko postawiono panu poprzeczkę?

– Zazwyczaj obcokrajowcy są motorem napędowym drużyny, więc również wymagania są większe. Podobna sytuacja jest w moim klubie. Ważny jest fakt, że zarząd jest świadomy naszych mocnych oraz słabych stron i poprzeczkę ustawia wysoko, jednak w takim miejscu, gdzie solidnie pracując, można ją pokonać.

Mówi się także, że ze względu na to, że w Katarze to piłka nożna jest koronnym sportem, to siatkarze aż tak wiele od siebie nie wymagają. To prawda? Są trudniejsi we współpracy niż na przykład polscy zawodnicy?

– To prawda, że przed wyjazdem obawiałem się zbyt lekkiego podejścia zawodników do treningu. Rzeczywistość odbiegała jednak znacznie od stereotypu. Lenia na swojej drodze można spotkać i w Polsce, i w Katarze, i w piłce nożnej, i w siatkówce. To od trenera zależy, jak poprowadzi zawodnika, aby dał drużynie jak najwięcej. Jeżeli szkoleniowiec posiada charyzmę, wypracuje sobie szacunek zespołu, to praca w każdym miejscu będzie dla niego przyjemnością.

Jak bardzo liczy się dla pana powrót do trenowania w przyszłości polskich zespołów?

– Nic za wszelką cenę. Mam ten komfort, że nie muszę siedzieć i czekać z niecierpliwością na telefon z PlusLigi. Jestem jednak przekonany, że nadejdzie czas, kiedy ponownie będę częścią siatkarskiego widowiska w Polsce.

Z jakim klubem będzie pan związany w przyszłym sezonie?

– Wracam do Kataru. Al Ahli to dzisiaj miejsce, gdzie wszyscy czujemy się ze sobą bardzo dobrze i chcemy wspólnie podejmować oraz realizować nowe wyzwania.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved