Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G: Wymęczone zwycięstwo Chińczyków, trzy punkty Greków

LŚ, gr. G: Wymęczone zwycięstwo Chińczyków, trzy punkty Greków

fot. FIVB

Od wygranej drugi weekend rywalizacji grupy G rozpoczęli siatkarze z Chin. Słowacy po raz kolejny nie wykorzystali prowadzenia 2:0, ulegając rywalom po tie-breaku. W drugim meczu tej grupy Grecja pokonała Meksyk 3:0.

Po nie najlepszym początku rywalizacji na parkietach Ligi Światowej podopieczni Flavio Gulinellego postanowili zrewanżować się rywalom w kolejnym turnieju grupy G. Już początki piątkowej rywalizacji z Chinami to pokaz sił naszych południowych sąsiadów. Po znakomitym początku Słowaków, zwieńczonym atakiem Martina Sopko, ekipa trenera Gulinellego prowadziła już 4:1. Podobnie jak we wcześniejszych meczach Chińczycy mogli jednak liczyć na Chen Zhanga i tak przy serii punktowej siatkarzy z Chin obie ekipy rozpoczęły grę na styku (6:7). Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, przy dobrych zagraniach Zheija Zhanga to siatkarze z Chin zdołali wypracować kilka oczek prowadzenia – 14:11. Reakcja trenera Gulinellego był natychmiastowa, Włoch przywołał swoich podopiecznych do siebie. Skuteczne ataki Mateja Pataka i kolejne kontry pozwoliły Słowakom wrócić do gry. Na siatce swoje noty systematyczne poprawiał też Emanuel Kohut, jednak nie wystarczyło to do zbudowania wyższej przewagi (16:15, 19:18). W kluczowym fragmencie meczu potknięcia nie ustrzegł się Matej Patak, atakując w aut. Słowacy zdołali jednak utrzymać odpowiedni poziom koncentracji, po raz kolejny odzyskując prowadzenie. Odsłonę skutecznym blokiem zakończył Kasper (25:20).

Rywalizacja na styku utrzymywała się już od pierwszych akcji odsłony kolejnej. Jako pierwszy sygnał do ataku dał swoim kolegom Milan Bencz, kolejne zagrania atakującego reprezentacji Słowacji dały podopiecznym Flavio Gulinellego kilkupunktowy dystans. Po drugiej stronie siatki nie mylił się Daoshuai Ji (5:4). Podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze wciąż w lepszej sytuacji byli nasi południowi sąsiedzi (8:7), jednak jednopunktowy dystans nie był bezpiecznym prowadzeniem. Po kolejnych zagraniach Zhi Yuana Chińczycy wyrwali rywalom minimalną zaliczkę – 12:11. Sytuacji nie odmieniła nawet przerwa na żądanie Flavio Gulinellego. Yuan nie miał problemów na siatce, celując w rywali również zagrywką. Tym samym w ekspresowym tempie reprezentacja Chin uciekła rywalom na kilka oczek (11:15). Z opresji swój zespół pomógł wyprowadzić Emanuel Kohut, po kolejnym zagraniu środkowego reprezentacji Słowacji było już 16:17. Kluczowy fragment partii to pogoń podopiecznych Flavio Gulinellego za rywalem (20:20). Końcówka seta to już pokaz gry naszych południowych sąsiadów, którzy utrzymując prowadzenie, wygrali 25:20.

Przy prowadzeniu 2:0 w szeregi reprezentacji Słowacji wkradło się rozluźnienie. Chińczycy mogli natomiast liczyć na Zhejia Zhanga (3:5). Wystrzegając się błędów z wcześniejszych meczów, podopieczni Flavio Gulinellego nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł. Ustawienie z Michalem Masnym w polu serwisowym i trafne zagrywki kapitana reprezentacji naszych południowych sąsiadów zrobiły swoje (8:8). W ataku nie mylił się Martin Sopko i przy stanie 10:8 trener Xie Guochen musiał poprosić o przerwę. Po wznowieniu gry w polu rywali zameldował się jeszcze Martin Sopko (11:9). Nie był to koniec emocji w tej części meczu, po raz kolejny pogoń za rywalem udała się reprezentantom Chin. Po ataku Jianwei Songa znów był remis (12:12). Nie było to jednak ostatnie słowo Chińczyków, pomocną dłoń podał rywalom Martin Sopko, atakując w aut (14:16). Przy rosnącym prowadzeniu rywali Flavio Gulinelli próbował jeszcze reagować, jednak na niewiele się to zdało. Po ataku Jianweisa było już 16:20. W końcówce seta na placu gry pojawił się jeszcze Ogurcak, jednak nawet on nie zdołał uchronić swojego zespołu od porażki. Partię autowym serwisem zakończył Milan Bencz (19:25).



Gubiąc swój rytm gry, także w kolejnym fragmencie meczu Słowacy pozwolili rywalom na zbyt wiele. Bezlitośnie mankamenty rywali w elemencie przyjęcia zagrywki uwidaczniał Jianwei Song. Kolejne serwisy Chińczyka sprawiały naszym południowym sąsiadom sporo problemów. Przy braku możliwości rozegrania kombinacyjnych akcji ze strony Słowaków to Chińczycy kontrolowali sytuację. Flavio Gulinelli próbował jeszcze przerwać serię rywali, prosząc o czas (1:4). Na niewiele się to zdało, kontynuując imponującą serię, siatkarze z Chin prowadzili 8:1. Pojedyncze zagrania w ataku pomogły Słowakom nieco się odbudować, jednak wciąż punkty zdobywane przez naszych południowych sąsiadów były tłem dla oczek seriami zdobywanych przez gospodarzy. Wypracowana przez siatkarzy z Chin przewaga utrzymywała się (13:5, 16:8). Kiedy po ataku Zheija Zhanga ekipa trenera Xie Guochena prowadziła 18:10, wydawało się, że nic nie jest w stanie im zagrozić. Nic bardziej mylnego, sygnał do ataku dał swoim kolegom Frantisek Ogurcak i przy kolejnej pogoni za rywalem Słowacy zmniejszyli straty w końcówce seta (19:21). Zryw przyszedł za późno, bowiem tej szansy siatkarze z Chin już nie zmarnowali, wygrywając 25:20.

Tym samym w rywalizacji grupy G przy siedmiu dotychczas rozegranych spotkaniach po raz piąty triumfatora miał wyłonić tie-break. Przy niezłych zagraniach Zhanga i Genga to Chińczycy szybciej odnaleźli właściwym rytm gry, przystępując do budowania dystansu (1:0, 5:3). Sytuację swojego zespołu próbował co prawda ratować Emanuel Kohut, jednak przy zmianie stron boiska wciąż w lepszej sytuacji byli siatkarze z Chin (8:5). Przy ponad dwugodzinnej walce więcej pewności w swoich poczynaniach zachowywali Chińczycy. Tej szansy zawodnicy Xie Guochena nie zmarnowali, podobnie jak przed tygodniem mimo prowadzenia rywali 2:0 triumfowali 3:2.

Słowacja – Chiny 3:2
(25:20, 25:23, 19:25, 20:25,13:15)

Składy zespołów:
Słowacja: Sopko (19), Bencz (15), Kohut (14), Patak (9), Kasper (6), Masny (5), Kubs (libero) oraz Cerven (3), Hornik (3), Ogurcak (2) i Skladany
Chiny: Ch. Zhang (17), Z. Zhang (11), Geng (10), Ji (5), Dai (1), Li,  Tong (libero) oraz Yuan (17), Song (13), Jiao (2) i Cui


W porównaniu z rywalizacją w Meksyku zasadnicza zmiana zaszła w wyjściowym składzie Greków. W szeregi gospodarzy wrócił Mitar Djurić. As swojego zespołu zameldował się na boisku już w pierwszych akcjach spotkania. To właśnie do Djuricia Filippov kierował najwięcej piłek. W zespole gości nie zawodził Luiz De La Cruz i tak początkowo toczyła się gra na styku (4:3). Przy utrzymującym się kontakcie punktowym wciąż jednak o krok dalej byli miejscowi. Kolejne ataki Fragkosa i Djuricia nieco uspokoiły grę (12:10), jednak nie na długo. Tym razem punktował Ruiz De La Cruz, doprowadzając do remisu po 12. Na tym jednak zakończyła się gra punkt za punkt, jako pierwszy sygnał do ataku dał swoim kolegom Fragkos, chwilę później w jego ślady poszedł Koumentakis (16:14). W kluczowym fragmencie seta miejscowi nie marnując swoich szans, popisali się jeszcze pięciopunktową serią. Przy stanie 20:14 Juan Vilches poprosił o czas, siatkarze z Meksyku nie byli jednak już w stanie odmienić losów seta. Spotkanie widowiskowym atakiem zakończył Mitar Djurić (25:16).

Także odsłona druga już od pierwszych piłek była wyjątkowo zacięta. Rywali swoimi atakami gnębił Mitar Djurić, as Greków nie zwalniał tempa (3:1). Pojedyncze zagrania Meksyku były jedynie tłem dla oczek seriami zapisywanych na koncie Greków (6:4, 8:4). O ile początkowo goście mogli liczyć na ataki Vargasa, o tyle w tej części meczu Grecy znaleźli sposób na powstrzymanie tego zawodnika na siatce. Problemów ze skutecznością nie miał natomiast Koumentakis. Grający swobodnie gospodarze szybko uciekli więc rywalom, zwiększając różnicę punktową do sześciu oczek (16:10). Na tak grających Greków przyjezdni nie byli w stanie znaleźć sposobu. Tym bardziej, że Filippov bezbłędnie rozrzucał blok rywali. Obok Djuricia coraz częściej punktował Koumentkis (18:11). Tej straty podopieczni trenera Vilchesa nie byli w stanie już odrobić. W kluczowym momencie błąd w polu serwisowym popełnił Pedro Rangel (25:18).

Podenerwowani takim rozwojem sytuacji goście mocnym akcentem rozpoczęli partię kolejną (3:0), chwilę później złudzenia rywali rozwiał Petreas, doprowadzając do remisu po 3. Kiedy przy kolejnych zagraniach Greków ze skrzydeł dystans punktowy ponownie wzrósł, trener Vilches musiał zareagować (7:6). Po przerwie na żądanie szkoleniowca Meksyku błędów nie ustrzegł się Koumentakis, prowadzeni przez Vargasa goście zdołali wypracować dwupunktową zaliczkę – 14:12. Konsekwentni w swoich zagraniach goście po ataku Aguilery prowadzili 16:13 podczas drugiej przerwy technicznej. Zawodnicy trenera Sotiriosa nie zamierzali nic ułatwiać rywalom i tak po ataku Petreasa i potknięciu Aguilery miejscowi odzyskali kontakt punktowy z rywalem (15:16). Jak się szybko okazało, był to dopiero przedsmak emocji. Wystrzegając się błędów z poprzednich partii, tym razem podopieczni trenera Vilchesa zdołali utrzymywać kontakt z rywalem aż do decydujących fragmentów seta (21:20, 23:21, 24:24). Triumfatora miała więc wyłonić gra na przewagi. W trudnych chwilach Grecy mogli liczyć na Koumentakisa, czujnością na siatce popisał się natomiast Tzioumakas (28:27). Gości nie było już stać na kolejny zryw, blok na Vargasie dał Grekom wygraną 30:28 i w całym meczu 3:0.

Grecja – Meksyk 3:0

(25:16, 25:18, 30:28)

Składy zespołów:
Grecja: Koumentakis (15), Tzourits (11), Fragkos (7), Petreas (6), Tzioumakas (6), Filippow (1), Tampouratzis (libero) oraz Armenakis (5), Kokkinakis (3) i Takouridis
Meksyk: Vargas (14), Barajas (10), Aguilera (8), Martinez (5), De La Cruz (5), P. Rangel (2), J. Rangel (libero) oraz Aragon, Nava, Raya i Duarte

Zobacz również:
Tabela i wyniki 2. kolejki Ligi Światowej, gr. G

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved