Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G: Chińczycy najlepsi na turnieju w Tepic

LŚ, gr. G: Chińczycy najlepsi na turnieju w Tepic

fot. FIVB

Zakończył się pierwszy turniej grupy G Ligi Światowej w meksykańskim Tepic. Najlepsi okazali się siatkarze z Chin, którzy w ostatnim meczu pokonali 3:0 Meksyk. Niezwykle zacięty tie-break decydował o wygranej w meczu Słowaków z Grekami.

Podobnie jak w rywalizacji z Chinami reprezentacji Słowacji również w konfrontacji z Grecją nie wystarczyło prowadzenie 2:0. Mimo zdecydowanej przewagi w początkowej fazie meczu podopieczni Flavio Gulinellego pozwolili dojść do głosu rywalom, tej szansy Grecy nie zmarnowali, triumfując po tie-breaku. Już od pierwszych akcji meczu toczyła się wyrównana gra, na efektowne bloki w wykonaniu Georgiosa Petreasa Masny odpowiedział kiwką z drugiej piłki i było 5:4. Nie przerwało to serii siatkarzy z Grecji, najpierw asem serwisowym popisał się Petreas, po chwili w polu rywali zameldował się Koumentakis, znacznie podwyższając dystans punktów (11:7). Słowacy sprawiali wrażenie nieco wybitych z rytmu, przy słabszych chwilach swoich kolegów na boisku ciężar gry na siebie wziął Martin Sopko. Skrzydłowy naszych południowych sąsiadów nie miał problemów z obijaniem bloku rywali (13:13). Trener Sotirios przywołał jeszcze swoich podopiecznych do siebie, przerwa jednak nie pomogła. Problemy z przebiciem się przez blok rywali miał Protopsaltis, błędów nie ustrzegł się Filippov i w końcówce seta było już 21:17 dla Słowaków. Tej przewagi ekipa Flavio Gulinellego nie pozwoliła sobie odebrać, wygrywając 25:20 po skutecznym zagraniu Ogurcaka.

Podrażnieni takim rozwojem sytuacji Grecy mocnym akcentem rozpoczęli odsłonę kolejną (3:0). Nadzieje rywali rozwiał jednak Emanuel Kohut. Środkowy reprezentacji Słowacji bezbłędnie odczytywał intencje rywali, popisując się kolejnymi blokami (4:3). Od tego momentu rozpoczęła się gra na styku. Efektowne zagrania na siatce przeplatały potknięcia zawodników obu ekip (7:7, 12:12). Szybciej do ataku przystąpili siatkarze ze Słowacji, zryw podopiecznych Flavio Gulinellego przyniósł oczekiwane rezultaty, w postaci przewagi podczas kolejnej regulaminowej przerwy w grze (16:14). Michal Masny nie miał większych problemów z rozrzucaniem bloku rywala, na skrzydłach obok Martina Sopko coraz lepiej radził sobie Milan Bencz. To właśnie zagrania atakującego Słowaków sprawiały rywalom coraz więcej problemów w decydującej fazie seta. Tak skuteczny jak we wcześniejszym meczach nie był Protopsaltis (18:14). Podopieczni trenera Sotiriosa nie ustrzegli się także błędów własnych, tym samym podając „pomocną dłoń” rywalom. Przy serii potknięć przeciwników pewni swego nasi południowi sąsiedzi nie tracili koncentracji, przy znakomitej serii wygrywając 25:15.

Nie był to jednak koniec walki po greckiej stronie siatki, co najlepiej pokazały początki partii kolejnej. W ekspresowym tempie podopieczni trenera Sotiriosa uciekli rywalom, po bloku Petreasa prowadząc 5:1. Wraz z rozwojem seta Grecy nie tracili rytmu gry, wykorzystując kolejne szanse w kontrach, budowali dystans punktowy. Podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze Petreas i jego koledzy mogli pochwalić się już sześciopunktowym prowadzeniem – 8:2. Słowaków próbował ratować z opresji Milan Bencz, na niewiele się to jednak zdało, wciąż ekipą dyktującą warunki gry w tej części meczu była reprezentacja Grecji. Szukając skuteczności na skrzydłach, Flavio Gulinelli w miejsce Ogurcaka wprowadził Pataka. Rotacje nieco ożywiły grę naszych południowych sąsiadów, jednak nie w stopniu pozwalającym uratować wynik. Podczas drugiej przerwy technicznej dominacja ekipy trenera Sotiriosa była zdecydowana (16:9). W kluczowym fragmencie partii problemy z przyjęciem serwisu rywala miał Martin Sopko, doświadczony skrzydłowy odwdzięczył się chwilę później rywalom, posyłając asa serwisowego. Zryw Słowaków wystarczył już tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki (20:25).



Odsłona czwarta to powrót do gry na styku. Po stronie naszych południowych sąsiadów nieźle prezentowali się Bencz z Sopko, utrzymując kontakt punktowy z rywalami. Szybciej zareagowali jednak Grecy, problemów z przebiciem się przez ręce blokujących rywali nie miał Koumentakis, dając swojej drużynie minimalne prowadzenie – 14:13. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, przy niewielkim dystansie punktowym obie drużyny zamiennie odzyskiwały i traciły przewagę. Efektownymi zagraniami na siatce popisywał się Milan Bencz i to właśnie atakujący zespołu prowadzonego przez Flavio Gulinellego był wyróżniającą się postacią reprezentacji Słowacji (16:16). Wciąż jednak przełamanie Greków wydawało się trudnym zadaniem, po kolejnym ataku Koumentakisa Flavio Gulinelli przywołał swoich podopiecznych do siebie. Kiedy to nie pomogło, w końcówce seta do gry wrócił Frantisek Ogurcak, jednak seria bloków Greków (Andreasa Dimitriosa) rozstrzygnęła tę partię na korzyść Greków – 25:20.

Greków czekał więc trzeci tie-break w rywalizacjach pierwszego weekendu grupy G. Podobnie jak w konfrontacji z Meksykiem, także tym razem z opresji wyszli zawodnicy trenera Sotiriosa. Początki tej partii to jeszcze dobra gra Słowaków, blokiem na rywalach popisał się Emanuel Kohut, ale nie wystarczyło to do zbudowania wyższej przewagi. Przy wymianie ciosów na siatce wciąż trwała gra punkt za punkt (8:8, 10:10). Widowiskowe zagrania Sopko nie wystarczyły do odzyskania przewagi. W kluczowym momencie błędu nie ustrzegł się Bencz i przy stanie 14:13 Grecy mieli pierwszą piłkę meczową. Popis gry środkowych (Cerven/Kohut) pozwolił Słowakom wybronić kolejne akcje i prowadzić 17:16. Tej szansy nasi południowi sąsiedzi nie wykorzystali, kilka minut później z triumfu mogli cieszyć się Grecy – 19:17.

Słowacja – Grecja 2:3
(25:20, 25:15, 20:25, 20:25, 17:19)

Składy zespołów:
Słowacja: Bencz (22), Kohut (15), Sopko (9), Kasper (6), Patak (2), Masny (1), Kubs (libero) oraz Ogurcak (7), Cerven (2), Hornik (2), Patuc i Palgut
Grecja: Armenakis (14), Koumentakis (12), Petreas (9), Tzioumakas (5), Protopsaltis (3), Filippov (1), Tampouratzis (libero) oraz Fragkos (19), Kokkinakis (3) i Angelopoulos


Drugie spotkanie ostatniego dnia rywalizacji w grupie G nie było już tak emocjonujące, chociaż ambitni gospodarze starali się postawić trudne warunki rywalom z Chin. Finalnie wystarczyło im to jedynie do przekroczenia progu 20 oczek zdobytych w poszczególnych setach. Już pierwsze akcje meczu pokazały, że niepokonani dotychczas Chińczycy nie zamierzają nic ułatwiać rywalom (4:1). Wraz z rozwojem seta dystans dzielący obie ekipy wrastał i tak na pierwszej przerwie technicznej przewaga gości wynosiła już 8:4. Dobre zagrania Duarte i Barajasa przywróciły nadzieję gospodarzom (10:10). Taki stan rzeczy nie trwał jednak długo. Na siatce dzielił i rządził Dai, systematycznie pomagając swojej drużynie w odzyskaniu dominacji. Plan został zrealizowany kilka minut później, kiedy to Chińczycy prowadzili 16:13. Waleczni miejscowi szukali jeszcze swoich szans w meczu, po bloku Julina Duarte wydawać się mogło, że ekipa trenera Vilchesa odnalazła swój rytm gry (21:19). Zryw przyszedł jednak za późno i spokojnie utrzymując prowadzenie, Chińczycy wygrali 25:21.

Także partię drugą pewniej rozpoczęli przyjezdni, szans w ataku nie marnował Zheija Zhang, bezlitośnie obijając ręce próbujących go zatrzymać rywali. Przebieg początkowej fazy seta był więc bliźniaczo podobny do partii premierowej, to goście byli w lepszej sytuacji podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze (5:8). Przy problemach z wyprowadzeniem skutecznego ataku w pierwszej akcji miejscowi kolejne punkty oddawali rywalom po zepsutych zagrywkach. Potknięcia w polu serwisowym nie omijały także Chińczyków. Sygnał do ataku dał swoim kolegom dopiero Dorian Raya, efektownym blokiem niwelując dystans (13:15). Kolejne zagrania kończyli Rangel i Aguilera i tak cierpliwa gra opłaciła się gospodarzom (20:19). W końcówce partii nie brakowało emocji, finalnie jednak swojej szansy nie zmarnowali siatkarze z Chin. Atak Rangela na 22:23 był ostatnim skutecznym zagraniem ekipy trenera Vilchesa w tym secie. Ponownie lepsi okazali się Chińczycy, wygrywając 25:22.

Odsłona trzecia zaczęła się dla miejscowych nieco lepiej, spora w tym zasługa Daniela Vargasa, który nie marnował otrzymanych szans w ataku. Także siatkarze z Chin mieli swojego asa i w tej części meczu nie zawodził Jianjun Cui (8:7). Tym razem gościom nie udało się zbudować tak wysokiej przewagi, jak miało to miejsce we wcześniejszych fragmentach meczu. Opór rywalom stawiał Aguilera, kolejnymi zagraniami ratując swój zespół z opresji (9:10). Gra na styku przy wymianie sił w ataku toczyła się do stanu po 15. Po raz kolejny kluczowy fragment seta to pokaz możliwości gości, przy słabnącej sile siatkarzy z Meksyku. Trener Vilches próbując ratować sytuację, poprosił jeszcze o czas (19:17). Przerwa na niewiele się zdała, nieźle atakował Zhi Yuan, szkoleniowiec gości swobodnie rotował też składem i przy stanie 24:21 Chińczycy mieli w górze pierwszą piłkę meczową. Tę szansę bezbłędnie wykorzystał Chen Zhang, kończąc seta (21:25) i całe spotkanie.

Meksyk – Chiny 0:3
(21:25, 22:25, 21:25)

Składy zespołów:
Meksyk: Barajas (9), Duarte (8), Vargas (7), Aguilera (7), Rangel P. (2), Martinez (1), Rangel J. (libero) oraz Raya (5) i Nava (4)
Chiny: Zhejia Zhang (13), Chen Zhang (11), Xin Geng (10), Qingyao Dai (4), Runming Li (2), Jianjun Cui (2), Jiahua Tong (libero) oraz Zhi Yuan (11), Shuhan Rao i Junhuang Ke (libero)

Zobacz również:
Wyniki 1. turnieju oraz tabela gr. G Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved