Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G: Pewne zwycięstwo Słowaków, kolejny tie-break dla Chin

LŚ, gr. G: Pewne zwycięstwo Słowaków, kolejny tie-break dla Chin

fot. archiwum

Po falstarcie z pierwszego dnia zmagań grupy G reprezentacja Słowacji odbudowała się, nie dając jakichkolwiek szans rywalom z Meksyku. Nieco więcej emocji było w drugim meczu tej grupy, gdzie dopiero po pięciu setach triumfowali Chińczycy.

Po potknięciu w pierwszym meczu turnieju w Meksyku podopieczni Flavio Gulinellego w kolejnym spotkaniu zagrali bezbłędnie. Zasadniczą zmianą w wyjściowym składzie naszych południowych sąsiadów było pojawienie się Michala Červeňa w miejsce Petera Kaspera. Podobnie jednak jak w meczu z Chinami Słowacy spotkanie rozpoczęli dość ospale, po początkowej grze na styku (3:3) efektywne bloki gospodarzy i atak Vargasa dały miejscowym zaliczkę punktową na pierwszej przerwie technicznej (8:5). Sytuacja szybko się unormowała, w ataku ręki nie zwalniał Emanuel Kohút, środkowy reprezentacji Słowacji równie skutecznie odczytywał intencje rwali, popisując się kolejnymi blokami. Kiedy w polu serwisowym pojawił się Matej Paták i dystans wzrósł do trzech oczek, trener Vilches poprosił o przerwę. Po wznowieniu gry Słowacy nie zwalniali tempa, swoją dobrą grę kontynuował Kohút, mając spore wsparcie ze strony Sopko (16:12). Dwa kolejne bloki w wykonaniu Patáka zrobiły swoje (19:13) i nawet zryw gospodarzy i zagrania Daniela Vargasa i Jose Martineza nie były w stanie powstrzymać podopiecznych Flavio Gulinellego. Pewni swego Słowacy wygrali ten fragment meczu 25:21.

Druga partii to początkowo również rywalizacja punkt za punkt. Przyjezdni nie ustrzegli się błędów, jednak także siatkarze z Meksyku mieli swoje problemy. Jako pierwszy sygnał do ataku dał swoim kolegom Matej Paták, wyprowadzając reprezentację Słowacji na prowadzenie – 8:6. Chwilę później rywalom o swojej obecności na boisku dwoma asami serwisowymi przypomniał Milan Bencz i Słowacy prowadzili już 10:6. Na tym etapie rywalizacji podopiecznym Flavio Gulinellego wychodziło praktycznie wszystko, czego efektem było dość pewne prowadzenie – 15:9. Szukając skuteczności na skrzydłach, trener gospodarzy desygnował do gry jeszcze Jesusa Serrano w miejsce Pedro Rangela. Rotacje w składzie przyniosły jedynie krótkotrwałe rezultaty, podopieczni trenera Vilchesa zbliżyli się co prawda do rywali (14:17), nie byli jednak w stanie odzyskać kontaktu punktowego. W końcówce seta po przerwie na żądanie trenera gości Słowacy popełnili dwa proste błędy, nie rzutowało to jednak na wynik, kropkę nad i atakiem ze skrzydła postawił Matej Paták i Słowacy wygrali 25:19.

Trzecią partię mocnym akcentem otworzyli gospodarze, spora w tym zasługa Jorge Barajasa, który gnębił słowackich przyjmujących znakomitymi zagrywkami. Nieźle prezentował się blok reprezentacji Meksyku i to ekipa trenera Vilchesa była początkowo w lepszej sytuacji (5:4, 7:5). Przy nieco podobnym scenariuszu do meczu z Chinami, gdzie właśnie w trzecim secie podopieczni Flavio Gulinellego pozwolili odrodzić się rywalom, tym razem Słowacy ustrzegli się tego typu błędów. Pomocną dłoń rywalom podał Barajas i jego koledzy i to Słowacy odzyskali kontrolę nad przebiegiem zmagań, prowadząc 10:9. Kolejne zrywy miejscowych zasiały nieco niepewności w szeregach reprezentacji naszych południowych sąsiadów, jednak atak Kohúta ze środka rozpoczął szczęśliwą serię (14:16). W końcówce seta trener Vilches rotował jeszcze składem, na niewiele się to zdało, pewni swego Słowacy nie pozwolili wyrwać sobie zwycięstwa. W końcówce partii widowiskowym atakiem popisał się Martin Sopko, a spotkanie punktową zagrywką zakończył Michal Masný. Słowacy wygrali 25:19 i w całym meczu 3:0.



Słowacja – Meksyk 3:0
(25:21, 25:19, 25:19)

Składy zespołów:
Słowacja: Masný (4), Bencz (10), Paták (7), Kohút (14), M. Sopko st. (7), Červeň (8), Kubš (libero) oraz Ogurčák
Meksyk: Barajas (6), Vargas (13), Aguillera (2), Duarte (5), P. Rangel (3), Martinez (6), J. Rangel (libero) oraz Aragon, Acosta i Rincon


Drugie spotkanie grupy G było zdecydowanie bardziej zacięte. Już od pierwszych piłek toczyła się bowiem gra na styku. Nieco więcej pewności w grze prezentowali siatkarze z Chin, spora w tym zasługa Genga Xin, który wyprowadził swój zespół na pierwsze, kilkupunktowe prowadzenie (9:7). Kiedy dystans dzielący obie drużyny systematycznie wzrastał, serię rywali postanowił przerwać Drikos Sotirios (12:9). Nie przyniosło to jednak oczekiwanych rezultatów, do zagrań w ataku Chińczycy dodali punktowe bloki, podwyższając prowadzenie do pięciu oczek. Grecy wciąż nie byli w stanie znaleźć sposobu na Genga Xin. Grając pewnie, wystrzegając się błędów własnych i obijając ręce blokujących rywali, Chińczycy na drugiej regulaminowej przerwie w grze prowadzili już 16:11. W decydującej części meczu Grecy sprawiali wrażenie walczących nie tylko z rywalem, ale i samym sobą, pojedyncze efektywne zagrania ekipy trenera Sotiriosa przeplatały bowiem proste błędy własne. Sytuację swojego zespołu starał się jeszcze ratować bohater z sobotniego pojedynku – Athanasios Protopsaltis, jednak był w stanie już tylko zmniejszyć rozmiar porażki. Finalnie Chińczycy wygrali 25:22.

Grecy szybko wyciągnęli wnioski z porażki. Odsłona kolejna to zupełnie inny obraz gry tego zespołu, widowiskowymi obronami popisywał się Apostolos Armenakis, a jego koledzy wykorzystywali szanse w kontrach. Mylić zaczęli się też reprezentanci Chin, po autowym ataku Zheija Zhanga dystans utrzymywał się (7:6). Gra na styku trwała do stanu po 13, następnie czujnością w bloku popisał się Dmytro Filippov, w ataku ręki nie zwalniał Protopsaltis i siatkarze z Grecji zdołali zbudować niemałą przewagę, prowadząc już 17:14. Xie Guochen przywołał jeszcze swoich podopiecznych do siebie, przerwa nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów. W tej części meczu to siatkarze z Grecji sprawiali wrażenie zespołu kompletnego, w ataku wciąż nieźle spisywał się Protopsaltis, do zagrań swojego kolegi punktowe serwisy dodał Armenakis i w końcówce seta było już 23:17. Tej szansy reprezentanci Grecji nie zmarnowali, triumfując 25:20 i wyrównując stan rywalizacji.

Podrażnieni takim rozwojem wypadków Chińczycy partię kolejną rozpoczęli z wysokiego C, prowadząc 4:1. Znakomitym serwisem popisywał się Jianjun Cui i problemy z przyjęciem Greków miały swoje przełożenie na tablicy wyników (6:2). Tym samym jeszcze przed pierwszą regulaminową przerwą w grze trener Sotirios przywołał swoich podopiecznych do siebie. Po wznowieniu gry Grecy zdołali przerwać serię rywali, a kiedy w polu serwisowym pojawił się Rafail Koumentakis, obie ekipy wróciły do gry na styku (6:6). Praktycznie na przestrzeni całego seta utrzymywała się gra na styku, tym razem lepiej reagowali Grecy, którzy w trudnych momentach mogli liczyć na Armenakisa w ataku (12:10). Wraz z rozwojem seta Chińczycy sprawiali wrażenie bardziej pogubionych. Reprezentanci Grecji wykorzystali bezbłędnie potknięcia rywali, triumfując 25:18.

Odsłona czwarta miała bliźniaczo podobny przebieg do partii wcześniejszej, po niezłym początku w wykonaniu reprezentacji Chin Grecy wyrównali stan zmagań, prowadząc grę punkt za punkt. Po chińskiej stronie siatki nie zawodził Ghen Zhan, znakomity obronami popisywał się libero – Ton (12:11). W szeregach Greków nie zawodzili Kokkinakis z Koumentakisem, jednak wciąż żadna z ekip nie była w stanie wywalczyć wyższej niż dwupunktowa przewagi (17:16, 20:18). Ta partia była najbardziej wyrównaną ze wszystkich w spotkaniu, widowiskowe ataki i efektowne obrony sprawiały, że trudno było wskazać faworyta do zwycięstwa. Kiedy w końcówce seta wszystko wskazywało, że tej szansy Chińczycy już nie zmarnują (24:22), rywalom o swojej obecności przypomniał Protopsaltis. Zwycięzcę miała więc wyłonić gra na przewagi, lepiej w tej sytuacji odnaleźli się siatkarze z Chin, wygrywając 30:28.

Po blisko dwugodzinnej walce obie drużyny musiały rozegrać tie-breaka. Przy dobrej zagrywce Armenakisa i kontrach kończonych przez Koumentakisa lepiej decydującą partię rozpoczęli Grecy, prowadząc 4:1. Chińczycy mogli liczyć na Genga Xin, a także czujność w bloku i tak w ekspresowym tempie siatkarze obu ekip wrócili do gry na styku (6:6). Przy zmianie stron boiska w minimalnie lepszej sytuacji byli Chińczycy, jednak tej przewagi już nie oddali. Problemy z przebiciem się przez ścianę bloku rywali miał nawet Protopsaltis. Końcówka seta to konsekwentna gra Chińczyków i wygrana 15:13 po ataku Shuhana Rao.

Chiny – Grecja 3:2
(25:22, 20:25, 18:25, 30:28, 15:13)

Składy zespołów:
Chiny: Zhang Zheija (8), Dai (8), Ji (6), Geng (6), Song (3), Li Runming, Tong (libero) oraz Yuan (12), Zhang Chen (10), Cui (3), Rao (3), Li Yuanbo (1) i Jiao (1)
Grecja: Koumentakis (22), Protopsaltis (18), Armenakis (13), Tzioumakas (9), Petreas (8), Filippov (3), Tampouratzis (libero) oraz Kokkinakis

Zobacz również:
Wyniki 1. kolejki i tabela gr. G Ligi Światowej

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved