Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G: Falstart Słowaków, dobre początki Chin i Grecji

LŚ, gr. G: Falstart Słowaków, dobre początki Chin i Grecji

fot. archiwum

Podopieczni Flavio Gulinellego od porażki rozpoczęli swoją rywalizację na parkietach LŚ. Słowacy mimo prowadzenia w meczu 2:0 pozwolili rywalom z Chin wrócić do gry. W drugim spotkaniu tej grupy Grecja pokonała Meksyk w identycznym wymiarze.

Spotkanie pewniej rozpoczęli Słowacy, a w początkowych fragmentach meczu na siatce nie mylił się Emanuel Kohut, na skrzydłach nie zawodził Matej Patak (8:6). Przewaga podopiecznych Flavio Gulinellego jeszcze wzrosła, po zagraniu Kaspera (10:7). Reakcja rywali była jednak natychmiastowa, seria dobrych zagrywek Chińczyków i problemy naszych południowych sąsiadów z przyjęciem miały swoje przełożenie na tablicy wyników. Systematycznie odrabiając straty, siatkarze z Chin wypracowali nawet minimalne prowadzenie – 15:14. Stabilnym serwisem mógł jednak pochwalić się Martin Sopko, w kontrach szans nie marnował Bencz i podczas drugiej regulaminowej przerwy w grze to reprezentanci Słowacji byli w lepszej sytuacji (16:15). W końcówce seta skutecznym blokiem popisał się jeszcze Michal Masny i było już 23:21. Nadzieję swoim kolegom próbował co prawda przywrócić Geng Xin, jednak przy grze punkt za punkt nasi południowi sąsiedzi nie pozwolili wyrwać sobie zwycięstwa.

W drugiej partii gra była nieco bardziej wyrównana, chociaż sam początek seta nie mógł tego zapowiadać. Po raz kolejny rywalom o sile swojego serwisu przypomniał Martin Sopko, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie (3:0). Chińczycy nie zamierzali nic ułatwiać rywalom i tak sytuację unormował Zhang Chen, niwelując dystans punktowy. Przez dłuższy fragment seta toczyła się więc gra na styku, przy wymianie sił w ataku. Siatkarze z Chin nieźle odczytywali intencje rywali, poprawiając tym samym swoje noty w bloku (9:8). Dobrze w ataku spisywał się Milan Bencz, jednak wciąż żadna z ekip nie była w stanie wypracować zaliczki wyższej niż jednopunktowa. Kiedy na prowadzenie 14:13 wyszli Chińczycy, Flavio Gulinelli przywołał swoich podopiecznych do siebie. Przerwa wyraźnie zadziałała, bowiem kilka minut później Bencz wyprowadził swój zespół na prowadzenie (18:16). W kluczowym fragmencie seta podopieczni Xie Guochena nieco się pogubili, popełniając kolejne błędy własne (23:21) i to szkoleniowiec reprezentacji Chin musiał wykorzystać przerwę na żądanie. Na niewiele się to zdało, kropkę nad i postawił Milan Bencz (25:21)

Nasi południowi sąsiedzi nie utrzymali jednak tego poziomu koncentracji, co bezbłędnie wykorzystali rywale. Już początki odsłony kolejnej, przy zagraniach Zhang Chena, pozwoliły Chińczykom objąć prowadzenie. To, co przynosiło punkty Słowakom we wcześniejszych fragmentach meczu, tym razem przemawiało na korzyść ekipy Xie Guochena (7:10). Wraz z rozwojem seta prowadzenie Chińczyków systematycznie wzrastało, a pojedynczo zdobywane przez Milana Bencza i jego kolegów punkty były jedynie tłem dla oczek seriami zapisywanymi na koncie reprezentacji Chin. Czołową postacią swojego zespołu był Zhang Chen, to właśnie on swoimi atakami sprawiał najwięcej problemów Słowakom (9:14). Nadzieję sympatykom reprezentacji Słowacji przywrócił jeszcze Emanuel Kohut, popisując się punktowym serwisem, jednak wciąż to siatkarze z Chin kontrolowali sytuację, ciesząc się z przewagi 16:12. Tej szansy Chińczycy już nie zmarnowali, bezlitośnie obijając ręce próbujących ich zatrzymać rywali. Triumfując 25:17, Zhang Chen i jego koledzy pozostali w grze.



Problemy z przyjęciem i odparciem zagrań rywali gnębiły naszych południowych sąsiadów również w odsłonie kolejnej. Także tym razem to podopieczni Xie Guochena lepiej weszli w seta. Przebieg tej partii był niemal bliźniaczo podobny do odsłony wcześniejszej. Podopieczni Flavio Gulinellego byli w stanie dotrzymywać kroku rywalom jedynie do etapu pierwszej przerwy technicznej (6:8). Na siatce uaktywnił się jeszcze Dai, a przy czujnej grze na siatce ręce blokujących reprezentacji Chin wydawały się być dla Słowaków ścianą nie do przebicia (7:13). W tej części meczu zawodnikom Xie Guochena wychodziło praktycznie wszystko, a w kluczowym fragmencie dystans dzielący obie drużyny wzrósł do dziewięciu punktów (11:20). Swój zespół próbował poderwać do walki Milan Bencz, jednak pogoń za rywalem przyszła za późno. Podobnie jak w trzecim secie, ten fragment meczu padł łupem reprezentacji Chin, która wygrała 25:17.

Triumfatora pierwszego meczu grupy G miał więc wyłonić tie-break. Pewniejszy start zanotowali Słowacy, przy dobrym serwisie Kaspera i ataku Pataka prowadząc 7:5. Zhan Zhejia szybko jednak zniwelował dystans i od stanu po 7 toczyła się gra na styku. Tę wojnę nerwów lepiej przetrzymali Chińczycy, podczas gdy nasi południowi sąsiedzi znów mieli problemy ze skończeniem ataków w pierwszej akcji. Przy prowadzeniu rywali 14:11 Flavio Gulinelli poprosił o czas, przerwa na żądanie Włocha okazała się zbawienna, bowiem po wznowieniu gry czujność w bloku pozwoliła Słowakom wyrównać stan zmagań (14:14). Spora w tym zasługa Emanuela Kohuta. Nie wystarczyło to jednak do końcowego sukcesu, kilka minut później triumfując na przewagi 17:15, z końcowego sukcesu mogła cieszyć się reprezentacja Chin.

Słowacja – Chiny 2:3
(25:23, 25:21, 17:25, 17:25, 15:17)

Składy zespołów:
Słowacja: Masný (3), Bencz (18), Paták (12,) Kohút (11), Kašper (10), M. Sopko st.( 4), Kubš (libero) oraz Ogurčák (3), Palgut (1), A. Patúc i Horník
Chiny: Dai (14), Z. Zhang (12), Song (12), Geng (8), Li (5), Ji (3), Tong a Ke (libero) oraz C. Zhang (14), Jiao (1), Yuan (2) i Rao


Drugie spotkanie rywalizacji grupy G również przyniosło sporo emocji i zwrotów akcji. Bliscy sprawienia niespodzianki byli gospodarze, finalnie jednak ulegając Grekom 2:3. Reprezentacja Grecji do meczu przystąpiła bez swojego najlepszego zawodnika – Mitara Djuricia. Mimo braku swojego asa to Grecy rozpoczęli pewniej. Już pierwsze akcje spotkania to popis gry przyjezdnych, na pierwsze prowadzenie swój zespół wyprowadził Apostolos Armenakis. Wraz z rozwojem partii dominacja gości nie słabła, a wyrastający do roli lider swojego zespołu Armenakis nie zwalniał ręki w ataku (10:7). Kiedy wydawało się, że to właśnie Grecy kontrolują przebieg zmagań, a o zryw miejscowych będzie trudno, podopieczni Sotirisa Drikosa podali rywalom „pomocną dłoń”. Kolejne błędy przyjezdnych wyrównały stan zmagań (14:14). Niesieni dopingiem publiczności reprezentanci Meksyku tej szansy nie zmarnowali, przy serii punktowej uzyskując pierwsze, wyższe prowadzenie w meczu (17:14). Reakcja trenera Grecji była natychmiastowa, szkoleniowiec poprosił o czas. Przerwa nie wybiła z rytmu zdeterminowanych gospodarzy, którzy nie pozwolili wyrwać sobie prowadzenia, triumfując 25:20.

Będący na fali gospodarze także odsłonę drugą rozpoczęli pewnie, prowadząc 2:0 po zagrywkach Daniela Vargasa. Goście szybko zniwelowali tę stratę, Dmytro Filippov coraz częściej uaktywniał swoich środkowych, a ci nie marnowali otrzymanych szans. Tym samym obie ekipy wróciły do gry na styku, chociaż wciąż o krok dalej byli miejscowi. Po meksykańskiej stronie siatki nie mylił się Pedro Rangel, grając konsekwentnie i wykorzystując niedociągnięcia w grze rywali, gospodarze jeszcze przed kolejną przerwą techniczną wypracowali kilkupunktową zaliczkę – 11:8. Grę swojego zespołu uspokoił nieco Athanasios Protopsaltis, po kolejnych zagraniach skrzydłowego reprezentacji Grecji strata przyjezdnych zmalała do dwóch oczek (12:14). Wciąż jednak to miejscowi narzucali tempo gry. Kiedy przy stanie 17:13 wydawało się, że nic nie jest w stanie zagrozić podopiecznym trenera Vilchesa, kolejny zryw Greków przyniósł oczekiwane rezultaty (18:17). Odzyskanie kontaktu punktowego na niewiele się zdało, także tym razem siatkarze z Meksyku przetrwali napór rywali, triumfując przy niezłej grze w końcówce seta (25:21).

Sytuacja reprezentacji Grecji nie była więc szczególnie ciekawa, podopieczni Sotirisa Drikosa nie zamierzali jednak nic ułatwiać rywalom. Już pierwsze akcje trzeciego seta to popis gry Greków w bloku. Miejscowi nie ustrzegli się także błędów własnych, pomagając rywalom w budowaniu dystansu (11:7). Przyjezdnym przytrafił się jednak spadek koncentracji, co bezbłędnie wykorzystał Barajas i jego koledzy (12:12), odbierając rywalom czteropunktowe prowadzenie. Gra na styku nie trwała jednak długo, o swojej obecności na siatce przypomniał bowiem Georgios Petreas i na drugiej przerwie technicznej to Grecy byli w lepszej sytuacji, prowadząc 16:14. Siła ataku pozwalała drużynie Sotirisa Drikosa utrzymywać tę zaliczkę, chociaż wciąż Grecy nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Jorge Barajasa. W pojedynkę as reprezentacji Meksyku nie był jednak w stanie zaszkodzić rywalom, spokojnie prowadząc, goście wygrali 25:21 i nadal pozostawali w grze.

Jak się szybko okazało, była to dopiero próbka umiejętności gości. Widząc swoje szanse w spotkaniu, przyjezdni mocnym akcentem rozpoczęli partię kolejną (8:5). Podobnie jak we wcześniejszej odsłonie nie zawodził Athanesios Protopsaltis i identycznie jak w trzecim secie budowaną przewagę zniwelowały błędy własne Greków (11:11). Protopsaltis i jego koledzy w ekspresowym tempie zrehabilitowali się za potknięcie, wytwarzając presję na rywalach. Początkowo jeszcze z sukcesem opór rywalom stawiał Pedro Rangel, jednak do czasu. Jeszcze przed drugą regulaminową przerwą w grze goście odskoczyli rywalom na kilka oczek. Decydująca faza seta to już spokojna gra przyjezdnych, prowadzonych do triumfu przez Protopsaltisa. Miejscowi wciąż nie byli w stanie znaleźć sposobu na wyjątkowo skocznego skrzydłowego rywali (20:16). Przy stanie 21:17 trener Vilches próbując ratować sytuację, przywołał jeszcze swoich podopiecznych do siebie. Nie wybiło to z rytmu pewnych swego Greków, którzy wygrywając 25:19, doprowadzili do tie-breaka.

Partia decydująca to prawdziwa wymiana sił w ataku, już od pierwszej piłki trwała bowiem gra na styku. Co prawda zagrania Koumentakisa wyprowadziły Greków na dwupunktowe prowadzenie (5:3), jednak kilka kolejnych kontr pozwoliło miejscowym wrócić do gry (6:6). Podobnie jak we wcześniejszych fragmentach meczu sygnał do ataku dał swoim kolegom Athanasios Protopsaltis (10:7). W końcówce seta Grecy prowadzili już 13:9, czujność w bloku ekipy trenera Vilchesa i ataki Juliana Duarte odmieniły sytuację (13:13). Triumfatora finalnie miała więc wyłonić gra na przewagi, w kluczowej akcji w ataku pomylił się Duarte i to Grecy wygrywając 16:14 i w całym meczu 3:2, zanotowali swoje pierwsze zwycięstwo w tegorocznej Lidze Światowej.

Meksyk – Grecja 2:3
(25:20, 25:21, 21:25, 19:25, 14:16)

Zobacz również:
Wyniki 1. kolejki i tabela gr. G Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved