Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. C: Zacięte starcie dla Bułgarów, Kubańczycy ze zwycięstwem

LŚ, gr. C: Zacięte starcie dla Bułgarów, Kubańczycy ze zwycięstwem

fot. FIVB

W pojedynkach grupy C nie zabrakło emocji. Grający na własnym terenie Kanadyjczycy ulegli reprezentacji Bułgarii dopiero w tie-breaku, natomiast na Kubie wyższość gospodarzy uznać musieli siatkarze z Argentyny, przegrywając 1:3.

Początek spotkania bogaty był w zbicia po obu stronach siatki – mocnymi uderzeniami popisywali się Frederic Winters oraz Todor Skrimow (3:3). Po raz pierwszy w tym meczu Kanadyjczycy wyszli na prowadzenie na przerwie technicznej, kiedy po błędzie Nikołaja Penczewa Graham Vigrass wbił siatkarskiego gwoździa rywalom (8:7). Kolejne nieudane zagranie Bułgarów przerodziło się w punkt zdobyty przez kapitana gospodarzy – to wystarczyło, żeby o czas poprosił Plamen Konstantinow (10:7). Interwencja ta zmotywowała jego podopiecznych, którym udało się odrobić kilka oczek – ich jedynym problemem pozostawał brylujący na siatce Gavin Schmitt, dzięki któremu miejscowi utrzymywali przewagę (14:12). Kiedy dołączył się do niego John Gordon Perrin, stało się jasne, że przyjezdnym będzie bardzo trudno dogonić rywali (18:15). Nie za wiele wniosła też zmiana Mirosława Gradinarowa za Teodora Todorowa oraz Stanisława Petkowa za Andreja Żekowa – Perrin doprowadził swoją drużynę do wygranej w pierwszej partii (25:20).

Po krótkiej przerwie w natarciu byli jednak Bułgarzy, dzięki ich atakującemu – Danaiłowi Miluszewowi, który raz za razem obijał piłkę o blok rywali, lecz błędy serwisowe po stronie jego teamu pozwoliły reprezentantom Kanady na pozostawanie tylko o krok od rywali (7:8). Mimo tego, że Perrin starał się nadrobić poniesione straty, to w pojedynkę nie był w stanie tego uczynić, co poskutkowało roszadami w szeregach miejscowych, bowiem na boisku pojawił się Toontje van Lankvelt oraz Steven Marshall (12:15). Odpowiedzią na zmiany oponentów okazało się przesuniecie ciężaru ataku na Penczewa, z czym młody przyjmujący poradził sobie znakomicie – najpierw wykorzystał niedociągnięcia defensywy rywali, a następnie stanowił przeszkodę na siatce dla ich ogniw (21:16). Trudno było oczekiwać, że w emocjonującej końcówce gospodarzom uda się wyrównać stan meczu. Podjęli się jednak tej próby, na boisko wrócił nawet Schmitt, dzięki któremu zbliżyli się do siatkarzy trenera Konstantinowa na trzy oczka (18:21). Okazało się, że to jednak za mało, bowiem rozpędzeni przyjezdni pod wodzą Miluszewa dopięli swego i w setach nastał remis (25:19).

Mimo tego, że Bułgarzy udanie rozpoczęli kolejne rozdanie (od asa Penczewa), nie byli oni w stanie zapanować nad ofensywą rywali. Nic nie dały im challenge sprawdzające ilość odbić po stronie rywala oraz dyskusje z sędziami (za które Wiktor Josifow został ukarany żółtą kartką), bowiem dzięki duetowi Schmitt/Duff miejscowi wypracowali sobie niewielką przewagę (8:5). To właśnie środkowy wraz z Dustinem Schneiderem siali postrach na siatce, a ich widowiskowe bloki oddziaływały na pewność siebie oponentów (10:7). W tym momencie ponownie uaktywnił się zawodnik Resovii Rzeszów, który zarówno zagrywką, jak i zbiciami na skrzydle dorzucił trzy grosze do dorobku punktowego swojego zespołu (14:15). Uderzenia te były na tyle skuteczne, że wybiły team trenera Hoaga z rytmu i na tablicy wyników pojawił się remis (17:17). Odpowiedzią na taki stan rzeczy obu szkoleniowców były zmiany – pojawili się Casey Schouten, Georgi Manczew i ponownie Gradinarow, lecz roszady te nie wyłoniły liderów (22:22). W samej końcówce znów doszła do głosu para Duff/Schmitt, a blok van Lankvelta przechylił szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy (25:22).



Ich pewność siebie wystarczyła na pierwszą część czwartej odsłony meczu, prowadzili już 6:3. Remedium na stagnację, która pojawiła się po stronie ich rywali, była zmiana na pozycji rozgrywającego – na boisku ponownie zagościł Agoncew zamiast Żekowa (7:7). Nie uchroniło ich to jednak od błędów, gdyż po niepoprawnym bloku Petkowa Kanadyjczycy znów uzyskali oczko zaliczki (10:9). Od tej chwili można było jednak mówić o wymianach punkt za punkt, w których na prowadzenie wychodziła raz jedna, raz druga drużyna (15:15). Dopiero zagrania Gradinarowa zdołały zwolnić tempo rozegrania po stronie podopiecznych Glenna Hoaga i set przestał się układać po ich myśli. Budowanie swojej przewagi Bułgarzy rozpoczęli od staniu 21:20, by kilka piłek później ją stracić (23:23). W kryzysowej sytuacji miejscowi popisali się ciekawymi zagraniami z drugiej linii, które pozwoliły im na zachowanie szans w walce o szybkie zakończenie meczu (25:25). Finalnie jednak to przyjezdni po błędach rywali doprowadzili do tie-breaka (27:25).

Wydawało się, że w piątym secie przewaga stopniowo budowana przez gospodarzy wyda swoje owoce w ostatniej fazie zmagań, jednak tak się nie stało. Kanadyjczycy prowadzili już 6:4, żeby dzięki Todorowi utracić zaliczkę i z aż trzema punktami starty zmienić stronę boiska (5:8). Trener Hoag postawił więc na swojego asa, Frederica Wintersa, ale nawet on nie potrafił poradzić sobie z mocną ofensywą przeciwników. Przyjezdni szybko doprowadzili do pierwszej piłki meczowej (14:11), a szalę zwycięstwa na ich korzyść przechylił Skrimow (15:12).

Kanada – Bułgaria 2:3
(25:20, 19:25, 25:22, 25:27, 12:15)

Składy zespołów:
Kanada: Schmitt (15), Perrin (13), Duff (12), Vigrass (11), Winters (9), Schneider (1), Bann (libero) oraz van Lankvelt (5), Marshall (1), Sanders i Schouten
Bułgaria: Miluszew (17), Todorow (14), Penczew (12), Skrimow (11), Josifow (10), Żekow (3), Salparow (libero) oraz Gradinarow (7), Petkow (6), Manczew i Agoncew


Jedynie pół godziny potrzebowali podopieczni Rodolfo Sancheza, żeby wygrać pierwszego seta w meczu z Argentyńczykami. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach pierwsza szóstka graczy była taka sama. Z całą pewnością jednak Ricardo Calvo Manzano szukał lidera w swojej drużynie – na początku batalii stał się nim Javier Jimenez, który skutecznymi i bardzo dynamicznymi blokami powstrzymywał Pablo Crera i Cristiana Poglajena (8:7). Kiedy dołączył się do niego największy „motor napędowy” drużyny ze słonecznej Kuby, stało się jasne, że zawodnikom z Ameryki Południowej będzie bardzo trudno o zwycięstwo w tym meczu. Rolando Cepeda ponownie przyjął na swoje barki ciężar odpowiedzialności za zdobywanie punktów w drużynie i dzięki jego doświadczeniu gospodarze zaczęli budować swoją przewagę (13:10). Trzeba dodać, że ten mecz miał się stać dla miejscowych okazją do popisu przed własną publicznością, więc także i po drugiej przerwie technicznej widać było, jak bardzo zmotywowana wyszła na boisko ta młoda reprezentacja. Po kolejnych udanych próbach Cepedy i Osmany Uriarte Kubańczycy wypracowali sobie pierwszą piłkę meczową (24:20), którą chwilę później wykorzystali (25:20).

Podobny przebieg miało kolejne rozdanie, w którym bohaterzy po stronie miejscowych byli ci sami (3:3). Trener gości starał się co prawda wprowadzić element zaskoczenia do gry (na boisku pojawili się Luciano Zornetta oraz Rodrigo Villalba), ale było to za mało na pewnie i nieszablonowo grających rywali (7:5). Dużo swojemu zespołowi nie dał także znany z parkietów PlusLigi Jose Luiz Gonzalez, którego skuteczność na siatce pozostawiała wiele do życzenia. Warto zaznaczyć, że przewagę miejscowi utrzymywali też dzięki duetowi Daniel Albo/Livan Osoria, który stanowił nie lada przeszkodę dla oponentów (16:14). Po asie Cepedy oraz taktycznej kiwce Uriarte stało się jasne, że trzeci set dla Argentyńczyków będzie ostatnią szansą w walce z ambitnie grającymi przeciwnikami (25:21).

Za nadmierne rozluźnienie Kubańczycy przypłacili utratą trzeciego rozdania – tak można podsumować to, co wydarzyło się w kolejnej partii. Na wyniku zaważyły także zmiany, które wprowadził Rodolfo Sanchez, bowiem dał on odpocząć bardzo eksploatowanym ogniwom swojej drużyny, a na boisku pojawił się między innymi Luis Elioan Estrada, który nie udźwignął ciążącej na nim odpowiedzialności. Zawodnikiem kluczowym, decydującym po stronie przyjezdnych o wyniku był Crer, który w parze z Nicolasem Bruno i przy asyście Martina Ramosa powodował, że cały czas w ofensywie byli właśnie goście (18:17). To ich doświadczenie spowodowało, że w końcówce partii zespół kubański stanął w miejscu, a błąd za błędem w obronie popełniał Tam Garcia. Kropkę nad i w tej odsłonie batalii postawił Federico Martina (25:20). Wykorzystawszy swoją szansę, zawodnicy z Ameryki Południowej postawili na wzmocnienie swojej pracy na siatce – to zdało egzamin, bowiem przez dłuższy czas „szli łeb w łeb” z rywalami (8:8). Kubańczycy pokazali jednak, że motywacji do zwycięstwa im nie brakuje. Dzięki powracającym Uriarte i Cepedzie udało im się mocno odskoczyć od rywali na drugiej przerwie technicznej (19:16). Najbardziej widowiskowe były zbicia z lewego skrzydła kapitana gospodarzy, który po raz kolejny wyrastał na indywidualnego bohatera pojedynku podopiecznych trenera Sancheza. To właśnie po jego zagraniu gospodarze cieszyli się z zapisania kolejnych trzech punktów do tabeli grupy C Ligi Światowej (25:21).

Kuba – Argentyna 3:1
(25:20, 25:21, 20:25, 25:21)

Składy zespołów:
Kuba: Cepeda (21), Uriarte (18), Osoria (10), Albo (10), Jimenez (7), Mazano (3), Garcia (libero) oraz Gonzalez (1), Estrada (1), Suarez, Sanchez, Arredondo i Salazar (libero)
Argentyna: Crer (15), Bruno (10), Poglajen (8), Ramos (7), Martina (6), González D. (2), Santucci (libero) oraz Zornetta (9), Villalba (2), Chirivino i Gonzalez J.

Zobacz również:
Wyniki 3. kolejki oraz tabela grupy C Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved