Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. A: Porażka Włochów z Australią, cenne zwycięstwo Serbii

LŚ, gr. A: Porażka Włochów z Australią, cenne zwycięstwo Serbii

fot. FIVB

Do niespodzianki doszło w meczu pomiędzy Włochami a reprezentacją Australii. Siatkarze z Półwyspu Apenińskiego ulegli ekipie z Antypodów 0:3. Niczym feniks z popiołów powstali siatkarze Serbii, którzy wygrali 3:2 z Brazylią, choć przegrywali już 0:2.

W porównaniu z wcześniejszymi spotkaniami tegorocznej Ligi Światowej w pierwszej szóstce Azzurrich zaszła jedna kluczowa zmiana. Tym razem już od pierwszej piłki swój zespół miał wspierać Ivan Zaytsev. Roberto Santilli nie zdecydował się na radykalne zmiany, Australijczycy rozpoczęli więc składem, do jakiego przyzwyczaili swoich sympatyków już po pierwszym meczach rozgrywek. Zdecydowanie lepszy start zanotowali goście, prowadzeni przez Edgara dość szybko odskoczyli rywalom na kilka oczek. Tym samym podczas pierwszej przerwy technicznej ekipa trenera Santillego zdołała wypracować niemałą zaliczkę punktową (8:4). Po wznowieniu gra Włochów wciąż była nierówna, problemy z przebiciem się przez blok rywali miał Zaytsev, błędów nie ustrzegł się Luca Vettori, dzięki czemu dystans dzielący obie ekipy systematycznie wzrastał (11:6). Kiedy kolejna akcja padła łupem gości, cierpliwość Mauro Berruto się skończyła i szkoleniowiec przywołał swoich podopiecznych do siebie. Po przerwie pechową serię przerwał Vettori, jednak w odpowiedzi na zagrania atakującego Azzurrich równie pewnie radzili sobie Edgar z Sandersem. Gra punkt za punkt doprowadziła przyjezdnych do przewagi 16:9 na kolejnej regulaminowej przerwie w grze. Decydująca faza seta to niemal bezbłędna gra Australijczyków, którzy po ataku Sandersona z drugiej linii prowadzili już 19:11. Podopieczni Mauro Berruto zdołali nieco odrobić straty, dzięki dobrej zagrywce Dragana Travicy (13:21), na niewiele się to jednak zdało. Pogoń za rywalem przyszła za późno, kontrolując sytuację, siatkarze z Australii wygrali 25:16.

Podobnie jak w partii premierowej, także w drugim secie lepiej do gry wprowadzili się zawodnicy Roberto Santillego. Prym w ataku wiódł Edgar, w szeregach Azzurrich potknięć nie ustrzegł się Randazzo (2:4). Goście nie uniknęli co prawda błędów własnych, w aut atakował nawet Edgar, jednak pojedyncze błędy nie odebrały Australijczykom prowadzenia. As przyjezdnych szybko zrehabilitował się za swoje potknięcie, uspokajając nieco grę (8:4). Włosi grali zrywami, skuteczne zagrania na siatce przeplatały proste błędy, Edgar do skutecznych ataków dodał jeszcze punktowy serwis, stawiając rywali w nieciekawej sytuacji. Przy prowadzeniu reprezentacji Australii 13:8 Mauro Berruto poprosił o czas, jednak na reakcję ekipy z Półwyspu Apenińskiego trzeba było nieco poczekać. Dopiero po drugiej przerwie technicznej, na której 16:11 prowadzili goście, sytuacja zaczęła się zmieniać. Kluczem do tego było ustawienie z Vettorim w polu serwisowym, atakujący reprezentacji Włoch nie zawodził w kontrataku, niwelując straty do dwóch oczek (14:16). Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i po asie serwisowym Walkera, widowiskowych obronach i konsekwencji w grze podopieczni Roberto Santillego ponownie zdołali uciec rywalom (20:15). Także sportowe szczęście było po stronie gości, swoje zrobiła czujność w obronie i tak atak wprowadzonego chwilę wcześniej Peacocka zakończył ten fragment meczu (25:18).

Przy kolejnej próbie zmiany stylu gry Mauro Berruto zdecydował się dać szansę młodemu rozgrywającemu mistrza Włoch. Na boisku w roli reżysera gry pojawił się więc Simone Giannelli. Grając bez kompleksów, 19-latek bezbłędnie rozrzucał blok rywali, a jego koledzy nie marnowali otrzymanych szans. Już od początku była to najbardziej wyrównana ze wszystkich partii. Azzurri nie pozwolili rywalom na tak wiele, wystrzegając się błędów z wcześniejszych fragmentów meczu. Tym razem to ekipa z Półwyspu Apenińskiego utrzymywała zaliczkę punktową (8:7, 9:7). Nadzieję sympatykom reprezentacji Australii przywracał jednak Edgar, to głównie zagrania asa przyjezdnych pozwalały utrzymywać kontakt z grającymi chwilowo dobrą siatkówkę Włochami. Cierpliwość podopiecznych Roberto Santillego opłaciła się, do momentu drugiej przerwy technicznej to ekipa z Półwyspu Apenińskiego dyktowała warunki gry. Przy dłuższej wymianie, zakończonej efektownym blokiem na Randazzo, goście rozpoczęli swój atak (15:16). Podobnie jak we wcześniejszych partiach, także tym razem reakcja Australijczyków była bezbłędna i przy stanie 17:21 Azzurri znaleźli się w opresji. Próbując ratować sytuację, Mauro Berruto wykorzystał jeszcze przerwę na żądanie, na niewiele się to jednak zdało, prowadząc grę punkt za punkt, goście pewnie zmierzali do końca seta i meczu, wygrywając 25:21 i w całym meczu 3:0.

Włochy – Australia 0:3
(16:25, 18:25, 21:25)

Składy zespołów:
Włochy: Vettori (15), Botto (6), Birarelli (4), Anzani (3), Zaytsev (1), Travica (1), Colaci (libero) oraz Radanzo (8), Giannelli (2) i Rosini (libero)
Australia: Edgar (22), Anderson (12), Walker (8), Guymer (6), Mote (5), Sukoczew (2), Perry (libero) oraz Roberts, Peacock i Hodges




Zgodnie z przewidywaniami spotkanie Serbów z Brazylijczykami rozpoczęło się od wyrównanej walki. Początkowo utrzymywała się gra na styku (5:4), jednak do czasu. Niezła zagrywka Lucarellego i potknięcia gospodarzy pozwoliły Canarinhos kontrolować sytuację. Miejscowi już w początkowej fazie meczu przekonali się o sile serwisu rywali, po zagraniach Lucasa przewaga wzrosła do trzech oczek – 11:8. Wraz z rozwojem partii problemy podopiecznych Nikoli Grbicia w przyjęciu były coraz bardziej widoczne, goście natomiast nie marnowali kolejnych szans w kontrach, utrzymując bezpieczne prowadzenie (16:12). Kolejne zagrania znanego z plusligowych parkietów środkowego reprezentacji Serbii – Srećko Lisinaca zniwelowały nieco dystans (13:16). Jednak po chwili punktowym serwisem popisał się Wallace i wciąż to Serbowie pozostawali w roli zespołu goniącego rywali. Po stronie gospodarzy dwoił i troił się Atanasijević, cierpliwa gra miejscowych opłaciła się i tak po bloku Petricia z Lisinacem gospodarze tracili do Canarinhos tylko dwa oczka (19:21). Mimo ambitnej walki Serbowie nie byli w stanie znaleźć sposobu na Wallace’a, a ten poprawił swoje noty także w bloku, błąd Petricia w polu serwisowym dał Brazylii pierwszą piłkę setową (24:21). Tej szansy goście nie zmarnowali, kropkę nad i postawił Lucarelli.

Będący na fali goście także kolejny fragment meczu rozpoczęli mocnym akcentem, prowadząc 3:1. Nie pozwalając rywalom na tak wiele jak w partii premierowej, podopieczni Nikoli Grbicia przerwali serię rywali, a po punktowej zagrywce Podrascanina odzyskali kontakt punktowy z rywalami, będąc nawet o krok dalej (5:4). Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i tak chwilę później minimalna zaliczka punktowa była po stronie gości (8:6). Szukając skuteczności na skrzydłach, Nikola Grbić przystąpił do rotowania składem, i tak na placu gry pojawił się Nikola Kovacević. Siła ataku miejscowych spoczywała jednak na Atanasijeviciu, o mocy swojego serwisu przypomniał rywalom Lisinac i obie ekipy wróciły do gry na styku. Canarinhos zdołali jeszcze kilkukrotnie odskoczyć rywalom na 2-3 punkty, jednak tę stratę miejscowi byli w stanie zniwelować jeszcze przed wkroczeniem w kluczowy fragment seta (19:19). Zapowiadała się więc emocjonująca końcówka seta. Powtórzył się jednak scenariusz z partii premierowej – w najważniejszych fragmentach gry miejscowi nie ustrzegli się błędów własnych. Błędy Serbów w polu serwisowym przeplatały skuteczne zagrania gości, którzy w końcówce seta prowadzili 24:21 (po autowym serwisie Atanasijevicia). Przerwa na żądanie Nikoli Grbicia ożywiła jeszcze grę miejscowych, Serbom do szczęścia zabrakło niewiele, jednak finalnie goście nie stracili koncentracji, wygrywając 25:23.

Mimo nie najlepszej sytuacji po dwóch partiach Serbowie nie zamierzali nic ułatwiać rywalom, czego potwierdzeniem był początek trzeciego seta. Wymiana siły w ataku, przy grze na styku, mogła kibicom reprezentacji Serbii dawać jeszcze nadzieje na przedłużenie losów rywalizacji. Co prawda podczas pierwszej przerwy technicznej minimalna przewaga – 8:7 – przemawiała na korzyść Canarinhos, jednak do tej pory żadna z ekip nie była w stanie wypracować wyższej niż jednopunktowa przewagi. Serbowie mogli liczyć na Petricia w ataku, podobnie jak przed tygodniem do gry znakomicie wprowadził się Nikola Kovacević. To właśnie zagrania doświadczonego przyjmującego reprezentacji Serbii wyprowadziły Plavich na pierwsze, wyższe prowadzenie (16:13). Próbując ożywić grę swojego zespołu, Bernardo Rezende przystąpił do rotacji składem, na placu gry pojawiło się kilku nowych zawodników. Nie był to zatem koniec emocji, sprytnym zagraniem popisał się William i dystans ponownie zmalał do jednego oczka (17:18). Wciąż jednak tempo gry narzucali miejscowi, kiedy przewaga Serbów znowu wzrosła, trener Canarinhos poprosił o czas (21:19). Mimo ambitnej walki Brazylijczycy nie byli już w stanie wyrwać rywalom prowadzenia, triumfując 25:23, Serbowie przedłużyli rywalizację.

W odsłonie czwartej do gry wrócił Marko Ivović. Były przyjmujący Resovii Rzeszów zmienił Nikolę Kovacevicia. Przy niezłych zagraniach Ivovicia w ataku Serbowie wyszli na pierwsze prowadzenie w tej partii, szybko jednak tracąc tę zaliczkę (5:5). Przy prawdziwej siatkarskiej wojnie i wymianie sił w ataku trudno było którejkolwiek z ekip wypracować wyższe niż jednopunktowe prowadzenie. Praktycznie do drugiej przerwy technicznej utrzymywała się gra na styku (16:15). Dopiero po wznowieniu rywalizacji, przy punktowej zagrywce Lisinaca to ekipa Nikoli Grbicia znalazła się w nieco lepszej sytuacji (17:15). Próbując uspokoić grę swojego zespołu, Bernardo Rezende poprosił o czas (16:18). Canarinhos grając pod presją, popełniali kolejne błędy, pozwalając uciec rywalom (22:19). W ekspresowym tempie trener Rezende ponownie przywołał swoich podopiecznych do siebie. Nie wybiło to z rytmu Marko Ivovicia, który popisał się jeszcze efektownym atakiem z drugiej linii (23:19). Brazylijczycy zdołali wybronić pierwszą piłkę setową, jednak na więcej nie pozwolili im miejscowi, triumfując 25:21 i doprowadzając do tie-breaka.

Pierwsze akcje decydującego seta to dość szarpana gra obu ekip. Efektowne zagrania na siatce przeplatały bowiem proste błędy własne (3:3, 5:5). Szybciej swoją grę uspokoili podopieczni Nikoli Grbicia i to oni prowadzili 8:6 przy zmianie stron boiska. Na korzyść gospodarzy przemawiała nie tylko skuteczność w zagraniach z pierwszej akcji, szkoleniowiec Plavich popisał się czujnością, prosząc o wideoweryfikację. Przy prowadzeniu Serbów 10:8 i pewności miejscowych w grze wszystko wskazywało, że tej szansy gospodarze spotkania już nie zmarnują. Tak też się stało, grając konsekwentnie na siatce, gospodarze utrzymali prowadzenie, triumfując po autowym serwisie Fontelesa 15:13 i w całym meczu 3:2.

Serbia – Brazylia 3:2
(22:25, 23:25, 25:23, 25:21, 15:13)

Składy zespołów:
Serbia: Atanasijević (20), Petrić (13), Podrascanin (12), Lisinac (12), Ivović (10), Jovović (1), Majstorović (libero) oraz Kovacević (6), Katić, Okolić i Starović
Brazylia: Wallace (24), Lucarelli (14), Isac Santos (11), Lucas Saatkamp (10), Murilo (4), Bruno (2), Dutra Santos (libero) oraz Wiliam Arjona (2), Leonardo Vissotto (1), Fonteles i Pires Roibeiro

Zobacz również:
Wyniki 3. kolejki i tabela gr. A Ligi Światowej

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, turnieje światowe

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved