Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. C: Przełamanie Argentyńczyków, druga wygrana Bułgarów

LŚ, gr. C: Przełamanie Argentyńczyków, druga wygrana Bułgarów

fot. FIVB

Kanadyjczycy doznali drugiej porażki w tegorocznej Lidze Światowej - na własnym boisku, dzięki doskonałym zmianom trenera Alvareza, pokonała ich reprezentacja Argentyny. Drugi raz z rzędu z osłabionymi Kubańczykami wygrali Bułgarzy.

Już pierwsze piłki sobotniego meczu pokazały, że Kanadyjczycy są głodni kolejnych zwycięstw – od dwóch mocnych zbić rozpoczął Gavin Schmitt, asa serwisowego zagrał Steven Marshall, a Toontje van Lankvelt sprowadził swój zespół z czterema oczkami przewagi na pierwszą przerwę techniczną. Ekipie z Ameryki Południowej nie pozostało nic innego, jak próbować doścignąć przodujących rywali. Najwięcej serca na parkiecie zostawili szalejący na siatce Pablo Crer i Federico Martina, lecz było to za mało, żeby sprostać wymaganiom, które narzucił im atakujący z Kraju Klonowego Liścia (12:16). Kluczem do powrotu na właściwe tory gości okazały się zmiany – na boisku pojawili się Maximiliano Chirivino, Cristian Poglajen oraz Jose Luis Gonzalez, których gra (w szczególności w polu serwisowym) zbliżyła do siebie drużyny na dwa oczka (17:19). Chwilę później po bloku Martina Ramosa doszło do pierwszego remisu w pojedynku (20:20), co zmusiło Glenna Hoaga do zmian – boisko opuścił Justin Duff, który ustąpił miejsca Casseyowi Shoutenowi. W samej końcówce gospodarze znaleźli jednak swojego lidera. Stał się nim Rudy Verhoeff, który przy asyście van Lankvelta dał swojemu teamowi pierwszą piłkę setową, wykorzystaną za drugim podejściem (25:23).

Początek drugiej partii pokazał jednak, że miejscowi nie powinni liczyć na taryfę ulgową w meczu z Argentyńczykami – naprzemiennymi zbiciami wymieniali się Ramos i Duff, a dobrymi obronami popisali się Facundo Santucci i Verhoeff (7:7). Rywalizacja nabrała rumieńców, bowiem doszło do swoistego pojedynku atakujących, w którym widowiskowo zagrywał raz jeden, raz drugi zawodnik. Co więcej, na siatce groźnym rywalem stał się mierzący 182 cm Luciano Zornetta, a jego dobra prezencja poskutkowała czteropunktowym prowadzeniem gości, na co trener Hoag zareagował poprzez wzięcie czasu (12:8). Nie oznaczało to jednak, że gospodarze stracili nadzieję na powrót do meczu, wręcz przeciwnie – Graham Vigrass wzmocnił siłę swoich zagrań, co zbliżyło do siebie oba teamy (14:15). Kanadyjczycy, niesieni siłą ramienia Schmitta, w końcu dogonili oponentów (20:20), co znów wywołało lawinę zmian w ekipach. Ku niezadowoleniu miejscowej publiczności dobre zagrywki Dustina Schneidera były ostatnimi poprawnymi zagraniami dla ich ulubieńców (22:23). Set zakończył się atakiem i blokiem Ramosa (25:22).

Zirytowani porażką w poprzednim rozdaniu Kanadyjczycy w kolejnym postawili na grę do przyjmujących – swoje pięć minut na siatce doskonale wykorzystał Marshall, co poskutkowało przerwą na życzenie trenera Alvareza (4:1). Nie zmieniło to jednak wiele, bowiem to wciąż gospodarze byli w natarciu, ponownie mając za swojego lidera Verhoeffa, czemu zapobiec nie potrafił nawet tak doświadczony gracz jak Nicolas Bruno (8:5). Rozwiązanie znalazł za to Crer i po chwili na tablicy pojawił się wynik 11:10. Oznaczało to dopiero początek emocji, gdyż gra obu zespołów zaczęła falować. Raz na trzypunktowe prowadzenie wychodzili goście, chwilę później miejscowi, a oliwy do ognia dolewały coraz dłuższe konwersacje na temat zasadności przyznawania oczek danej ekipie za poszczególne zagrania (16:15). Mimo tego, że Argentyńczycy dobrze grali na siatce, to wciąż Kanadyjczycy utrzymywali niewielkie prowadzenie (21:20). Chwilę później po ataku Verhoeffa było już 23:20, a szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy przechylił Marshall (25:21).



Czwarta partia została otwarta niewielką przewagą przyjezdnych (4:1), którą jednak błyskawicznie zniwelował van Lankvelt (5:6). Im dalej w set, tym aktywniejszy na skrzydle był Gonzalez i tym więcej błędów popełniali gospodarze – Marshall nie radził sobie w obronie, a jego koledzy raz za razem byli zaskakiwani przez brylującego na środku Demiana Gonzaleza (10:13). Kiedy dołączył do niego Crer, było już 16:11, ale chwilę później miejscowym znów udało się odrobić trzy oczka i trener Alvarez poprosił o czas (16:14). Nawet zbicia Schmitta, Marshalla i Vigrassa nie powstrzymały jednak Argentyńczyków przed utrzymywaniem prowadzenia – wciąż to oni zasiadali na stołku lidera. Finalnie wykorzystali także brak doświadczenia Maxa Burta, co przyczyniło się do tego, że goście wywalczyli tie-breaka w meczu (25:19).

Piąte partie w tegorocznej Lidze Światowej zdecydowanie nie idą po myśli podopiecznych Glenna Hoaga i tak też było tym razem. Nie pomogły pojawienie się na boisku Frederica Wintersa, efektowne wymiany na linii van Lankvelt-Ramos ani także próby zatrzymania na siatce Bruno – goście szybko wypracowali sobie kilkupunktową przewagę, której gospodarze nie odrobili (8:4). Zmiany, które zachodziły po stronie Argentyny, były wykonywane w bardzo dobrych momentach, a ich owoców nie niwelowały widowiskowe zagrania kapitana miejscowych (10:7). Kropkę nad i postawił Ramos, dwukrotnie wykorzystując brak przytomności oponentów w defensywie (15:9).

Kanada – Argentyna 2:3
(25:23, 22:25, 25:21, 19:25, 9:15)

Składy zespołów:
Kanada: Marshall (20), Schmitt (17), van Lankvelt (10), Verhoeff (9), Duff (1), Schneider (1), Bann (libero) oraz Vigrass (4), Winters (3), Schouten (2), Sanders i Burt
Argentyna: Bruno (18), Crer (17), Ramos (17), Zornetta (7), Martina (6), Gonzalez D. (1), Santucci (libero) oraz Poglajen (7), Gonzalez (3), Chirivino i Franetovich


Własna ziemia drugi raz z rzędu nie okazała się łaskawa dla Kubańczyków osłabionych ostatnimi wnioskami o azyl polityczny. Największymi atutami, które pomogły podopiecznym Plamena Konstantinowa wygrać z ambitnym i młodym zespołem gospodarzy, była przede wszystkim szczelniejsza obrona oraz Danaił Miluszew, który w pojedynkę odpowiadał w tym meczu Rolando Cepedzie. Spotkanie korzystniej dla siebie rozpoczęli jednak gospodarze – szybko wyszli na prowadzenie (8:6). W ich szeregach nie brakowało zawodników, którzy obok ich kapitana potrafili „ciągnąć” grę swoich kolegów do przodu – jednym z nich był Osmany Uriarte (13:10). Duetowi starczyło sił i już po chwili to właśnie ich reprezentacja miała szansę wygrać pierwszego seta. Tak też się stało po błędzie własnym ich przeciwników (25:18). Kolejne starcie dobrze otworzyli rozpędzeni miejscowi – ich gra na siatce imponowała, a przytomność w obronie skutkowała wyjątkową dynamiką ich ruchów. Coś jednak zaczęło się nie zgadzać w ich grze w momencie, kiedy do głosu doszła ich słabsza postawa w defensywie – Tam Garcia nie radził sobie z presją wywieraną przez zagrywki Stanislawa Petkowa, a trudną sytuację miejscowych pogorszył fakt, że mieli także problemy z postawieniem bloku na Nikołaju Penczewie. Ku niezadowoleniu zgromadzonej w hali publiczności także ich atakującemu zdarzało się pomylić na siatce, co doprowadziło do kilku punktów zaliczki na korzyść Bułgarów (18:14). W samej końcówce tej odsłony starcia można było mówić o popisie duetu Manchew-Georgiew, który przechylił szalę zwycięstwa na korzyść przyjezdnych (25:20).

Wzorem poprzednich batalii Kuby i Bułgarii nie można było uniknąć jednego wyrównanego seta. Była nim właśnie trzecia partia, w której raz do głosu dochodzili gospodarze, aby po kilku akcjach ustąpić miejsca rywalom. Mocno rezerwowy skład drużyny trenera Konstantinowa dobrze radził sobie jednak z przodującym na skrzydle Javierem Jimenezem i przewagę zdobytą na przerwie technicznej spokojnie utrzymywał przez większość tego seta. W końcówce, przez niedociągnięcia po obu stronach i większą agresywność zagrań gospodarzy, sytuacja się wyrównała, a tym, co zapisało to rozdanie na koncie przyjezdnych, było ich większe doświadczenie (26:24). Podobnie układała się gra chwilę później, bowiem zmotywowani do działania podopieczni Rodolfo Sancheza bardzo chcieli doprowadzić do tie-breaka. Prezentowali się jednak chaotycznie i nie mogli znaleźć swojego lidera, bowiem z pogłębiającym się kryzysem mierzyli się Cepeda i Uriarte. W tej sytuacji pomógł im dopiero Ricardo Calvo Manzano, będący jedynym spójnym ogniwem w polu serwisowym, zaskakujący także swoich rywali z drugiej piłki (18:17). W finalnym rozrachunku górą byli jednak gracze z Europy, którzy odnieśli swoje kolejne zwycięstwo w Lidze Światowej (25:23).

Kuba – Bułgaria 1:3
(25:18, 20:25, 24:26, 23:25)

Składy zespołów:
Kuba: Cepeda (21), Uriarte (16), Jimenez (5), Osoria (5), Albo (5), Calvo (3), Garcia (libero) oraz Gonzalez i Riviera
Bułgaria: Miluszew (18), Petkow (14), Manchew (11), Georgiew (10), Palijski (7), Penczew (2), Iwanow (libero) oraz Skrimow (1) i Gradinarow

Zobacz również:
Tabela gr. C i wyniki 3. kolejki LŚ

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved