Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Izabela Śliwa: Siatkówką zaraziłam się od mamy

Izabela Śliwa: Siatkówką zaraziłam się od mamy

fot. archiwum

Izabela Śliwa wraca do Polski, by w przyszłym sezonie występować w barwach Muszynianki. - Moje dwa sezony za granicą były diametralnie różne, ale łączy je to, że zebrałam dużo doświadczenia - tego negatywnego też, ale nie żałuję niczego - mówi "Pestka".

Ostatnie dwa sezony spędziłaś, grając w Niemczech, najpierw w drużynie Aurubis Hamburg, ostatnio w VC Wiesbaden, z którym wywalczyłaś brązowy medal ligi niemieckiej. Czy jesteś zadowolona z tych dwóch lat, z tego jak rozwinęłaś się jako zawodniczka?

Izabela Śliwa: Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że dwa lata temu podjęłam dobrą decyzję, wyjeżdżając do Niemiec. O ile pierwszy rok był bardzo trudny mentalnie, ponieważ nie wygrałyśmy nawet jednego meczu ligowego, o tyle drugi sezon zrekompensował mi wszystko z nadwyżką. Hamburg chyba już nigdy nie będzie mi się dobrze kojarzyć… Zawsze można znaleźć motywację, ale kiedy po sezonie zasadniczym ma się na koncie 4 punkty w tabeli, to już jest o to bardzo trudno. W Wiesbaden za to czułam się świetnie, to był naprawdę dobry rok – pod każdym względem. Drużyna funkcjonowała doskonale, klub i ludzie, którzy go tworzyli, kibice… po prostu rewelacja. Nie miałam żadnych problemów, zespół tworzyli wspaniali przyjaciele zarówno na boisku, jak i poza nim. Jestem wdzięczna, że mogłam przeżyć coś takiego, bo rzadko zdarza się, żeby dzień w dzień przychodzić na trening z totalną euforią i uśmiechem na twarzy. W Niemczech podobało mi się to, że nikt nie patrzył na mnie przez pryzmat nazwiska. Na co dzień nie brakuje przecież uszczypliwych komentarzy, a za granicą oceniali mnie po prostu za to, co robię i jak gram, a nie jak się nazywam. Moje dwa sezony za granicą były diametralnie różne, ale łączy je na pewno to, że zebrałam dużo doświadczenia – tego negatywnego niestety też, ale nie żałuję niczego.

Grasz jako libero, a na tej pozycji w Polsce jest ogromna konkurencja. To właśnie tym podyktowana była twoja decyzja o wyjeździe i spróbowaniu swoich sił za naszą zachodnią granicą?



– Tak, to był na pewno jeden z kluczowych powodów, dla którego zdecydowałam się wyjechać. Zawsze miałam ambicje do grania, a wiadomo, że na pozycji libero, gdzie rzadko gra się ze zmienniczką, szanse na to granie malały – w Polsce było dużo znakomitych dziewczyn, a klaskanie – mimo że w lepszym klubie – mnie nie interesowało, wolałam pograć. Wyszło mi to na pewno na dobre.

Wracasz do Polski, do drużyny, która w tym sezonie zajęła trzecie miejsce w kraju. Czym przekonała cię do siebie oferta Muszynianki?

Myślę, że w Muszynie stworzono super warunki do rozwoju. Podobało mi się, że skład się komponuje z młodych, ambitnych dziewcząt. Taką ciekawą drużynę można było oglądać w minionym sezonie, mało kto stawiał przecież, że będzie w czołówce, a jednak dziewczyny utarły nosa niejednym niedowiarkom.

Miałaś okazję występować w Orlen Lidze w barwach Atomu Trefla Sopot, zdobywając wicemistrzostwo Polski, jednak wtedy nie miałaś zbyt wiele okazji, by pojawić się na boisku. Teraz jednak będziesz podstawową zawodniczką w ekipie z Muszyny. Można powiedzieć, że to będzie taki drugi „debiut”?

– No tak, właściwie można tak powiedzieć. Nie licząc tego jednego roku, w którym nie dostałam wielu szans na grę, to można to nazwać w pewnym sensie debiutem.

W ostatnim sezonie w Orlen Lidze zaszło wiele zmian organizacyjnych, rozgrywki zostały poszerzone o kolejne dwa zespoły, a ligę zamknięto. Czy miałaś okazję śledzić miniony sezon Orlen Ligi? Jakie są twoim zdaniem największe różnice dzielące obie ligi?

Tak, oczywiście śledziłam to, co się działo na krajowym podwórku. Gdybym miała porównać obie ligi, to zdecydowanie w Polsce wygląda to bardziej profesjonalnie, jest więcej utytułowanych zawodniczek, co wynika oczywiście z lepszych warunków finansowych i przede wszystkim siatkówka jest wszędzie – medialnie jesteśmy zdecydowanie numerem jeden. W Niemczech natomiast ogromnym plusem jest frekwencja na meczach, hale są praktycznie zawsze zapełnione do ostatniego miejsca, mimo że każdy mecz można oglądnąć na żywo w Internecie. Oprawa i organizacja meczów jest zawsze bardzo widowiskowa, to trzeba przyznać. Ciężko mi tak bezpośrednio ocenić różnicę w poziomie sportowym, ale w tamtejszej lidze również można spotkać naprawdę bardzo ciekawe, młode i ambitne zawodniczki, co czyni trenowanie i granie naprawdę fajnym przeżyciem na dobrym poziomie.

Jaki wpływ na wybór twojej drogi życiowej miała kariera twojej mamy, Magdaleny Śliwy?

– Nie da się ukryć, że siatkówką zaraziłam się od mamy. Podobno zabrała mnie na swój pierwszy obóz z reprezentacją, jak skończyłam rok, ale ja tego nie wiem, nie pamiętam. (uśmiech) Później pamiętam, jak biegałam z piłkami po hali i marudziłam, że dziewczyny już skończyły trenować, a ja akurat jestem w trakcie jakiejś super zabawy… Wolałam się bawić piłkami niż lalkami, a wyobraźnia małego dziecka jest naprawdę nieograniczona, kiedy samo się musi zająć sobą w czasie, kiedy dorośli trenują… A tym bardziej, że dookoła jest sześćdziesiąt piłek. (uśmiech) Później w domu rozgrywałam mecze sama ze sobą, tłukąc piłką o schody lub ściany, a rodzicom to niespecjalnie przeszkadzało… A przynajmniej tego nie okazywali. Wspierali, pytali jaki wynik i czy mogę sobie zrobić przerwę na obiad. Po obiedzie był rewanż. I tak w kółko. Robiłam sobie przerwę tylko wtedy, kiedy przegrałam ze schodami dwa razy z rzędu. Później szliśmy z tatą na mecz mamy albo oglądaliśmy ją przed telewizorem. W końcu doczekałam się swojego pierwszego „prawdziwego” treningu no i tak już zostało. Nikt mnie tam nigdy nie zaciągnął siłą, nikt mi niczego nie załatwił ani nikt mnie do niczego nie zmuszał. To było bardzo fajne. Jaki wpływ na wybór mojej drogi życiowej miała kariera mamy? Ogromny. (uśmiech)

Słyszałem, że twoim boiskowym pseudonimem jest „Pestka”. Domyślam się, że pochodzi on od twojego nazwiska, jednak czy wiąże się z nim jakaś historia?

Kiedyś jak byłam jeszcze młodziczką, dostałam powołanie na turniej ze starszymi dziewczynami, a tam już była jedna Iza. Pewnego wieczoru trenerka powiedziała, że tak nie może być, bo nigdy nie wiadomo, którą woła i zdecydowała – Ty będziesz „Pestka”. Bardzo mi się to nie podobało, więc dziewczyny specjalnie tak na mnie wołały, żeby się ze mną droczyć. Tak się przyjęło, że nawet niektórzy nauczyciele w liceum nie używali mojego imienia, a dziewczyny z drużyny w ogóle o nim zapomniały. Tak właśnie zostałam „Pestką”…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved