Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > D. Kwapisiewicz: Za dużo narzekamy, a od siebie za mało wymagamy

D. Kwapisiewicz: Za dużo narzekamy, a od siebie za mało wymagamy

fot. archiwum

- Ten wyjazd pokazał mi, że droga, którą podążam, nie jest ślepą uliczką. A całkiem dobrze ugruntowaną drogą, która na pewno potrzebuje jeszcze kilku pasów ruchu, aby stać się autostradą - mówi o wyjeździe do USA Dominik Kwapisiewicz, trener Warty Zawiercie.

Miał pan przyjemność obserwowania zgrupowań zarówno męskiej, jak i żeńskiej reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Czy to, co pan zobaczył, uświadomiło panu, skąd biorą się sukcesy w amerykańskiej siatkówce?

Dominik Kwapisiewicz: – Nie tyle uświadomiło, co utwierdziło w moim toku myślenia, gdzie te sukcesy obu reprezentacji się rodzą. Jest to naprawdę ciężka, ale zarazem przemyślana i bardzo detaliczna praca. W USA zwracają uwagę na każdy najmniejszy szczegół i zaraz następuje korekta. Nie ma takiej opcji, aby trener cokolwiek odpuścił, gdy widzi, że coś jest nie po jego myśli. Gdy zawodnik robi coś źle technicznie, a trener nie reaguje – jest to nie do pomyślenia. Zawodnicy doskonale o tym wiedzą. Jak to powszechnie się mówi – diabeł tkwi w szczegółach i według mnie ta drobiazgowość, te detale sprawiają, że obie reprezentacje są tak wysoko. Tam na każdym treningu zawodnik dąży do perfekcji, on doskonale wie, po co przyszedł do hali. Na pewno nie po to, aby trening się odbył, tylko po to, aby na nim rzetelnie popracować.



Co dał panu wyjazd do USA?

– Ten wyjazd pokazał mi, że droga, którą podążam, nie jest ślepą uliczką, a całkiem dobrze ugruntowaną drogą, która na pewno potrzebuje jeszcze kilku pasów ruchu, aby stać się autostradą, jednakże już można nią dość sprawnie podróżować. Nie bez powodu tak odpowiadam na to pytanie, ponieważ jednej, jedynej i na dodatek właściwej drogi w siatkówce nie ma. To, co dla jednaj grupy zawodników będzie najlepsze, dla drugiej już niekoniecznie. Nie raz rozmawiając z Andreą Anastasim, słyszałem, że to jest jego punkt widzenia i sposób na daną sytuację, ale czy jest to najlepsze rozwiązanie i jedyne? Twierdził, że niekoniecznie. Podobnego zdania jest Karch Kilary, z którym mogłem swobodnie porozmawiać o różnych aspektach czysto siatkarskich, jak i również o sprawach mentalnych i drużynowych. Siatkówka zaczyna się na kontaktach między ludzkich, na budowaniu odpowiedniej więzi, relacji na linii zawodnik – trener, ale także na linii zawodnik – zawodnik, a nie w czterech ścianach hali gimnastycznej. Właśnie takie rozmowy w cztery oczy z Karchem czy też Johnem Sperawem dały mi najwięcej. Poznanie ich filozofii na temat siatkówki to jest doświadczenie, którego nie da się kupić czy nagrać na kamerę video. Dokładnie w pierwszej kolejności po to jechałem do USA.

Co na panu zrobiło największe wrażenie?

– Bez wątpienia sporym zaskoczeniem było to, jaką pracę potrafią oni wykonać bez dłuższej przerwy. Proszę sobie wyobrazić 7:45-9:00 siłownia; 9:00-11:30 hala, a już od 13:00 zaczynały się treningi indywidualne. Czasami konkretna zawodniczka wychodziła z hali między 15:00 a 16:00. Podobnie to wszystko wygląda u mężczyzn. Również bardzo ciekawie funkcjonuje tam cały sztab trenerski. Każdy jest odpowiedzialny za jakąś część, którą wcześniej ustala I trener. Jest sporo dyskusji i wymiany zdań między nimi, wszystko po to, aby wyłapać każdy niuans, który może pomóc drużynie. Przy dzisiejszej siatkówce i wyrównanych drużynach decyduje jedna, dwie akcje o tym, jakim wynikiem zakończy się mecz. A przecież jedna osoba w postaci head coacha nie jest w stanie ogarnąć 26-28 zawodników. Stąd właśnie u nich taki nacisk na każdy detal, o którym wyżej wspomniałem.

A w czym tkwi największa różnica w polskim i amerykańskim podejściu do treningu?

– O mentalności nie będę mówił, ponieważ ten temat jest już powszechnie znany. Jednakże pod względem świadomości naprawdę sporo różnimy się od Amerykanów. Po prostu za dużo narzekamy na wszystko wokół. A sami od siebie za mało wymagamy. Często nie chcemy brać odpowiedzialności za to, co robimy, tylko szukamy winnych wkoło i jeszcze ta spychologia. Nie raz możemy usłyszeć od zawodnika lub zawodniczki, że trener im nie dał szansy na pokazanie pełni swoich możliwości. A ja się zapytam – czy aby na pewno? Każdy dzień, każdy trening i każda minuta spędzona w hali jest właśnie tą szansą dla danego zawodnika. Jak da z siebie naprawdę 100% i ono wystarczy, aby być lepszym od kogoś drugiego, to ta szansa na zaprezentowanie się w meczu na pewno nadejdzie. W Stanach ci zawodnicy i zawodniczki mają ogromną świadomość tego, że jeśli nie będą dawali z siebie maksa, to za chwilę ktoś inny zajmie ich miejsce. Nie do pomyślenia jest sytuacja, w której ktoś odpuszcza i szuka wymówki przez pryzmat kogoś z boku. Tam każdy bezwzględnie jest skupiony na sobie i na doskonaleniu samego siebie, co w konsekwencji przekłada się na lepszą jakość całego zespołu. Dla nich to jest ogromny honor i wyróżnienie, aby „walczyć” dla swojego kraju, a u nas, zwłaszcza w żeńskiej siatkówce, różnie z tym bywało. Tam nikt nie narzeka, że za dużo czy za mocno pracują. A ktoś, kto ma pewne braki i jest tego świadomy, zostaje sam z trenerem w hali i stara się je poprawić. Nie marudzi, tylko właśnie bierze swój los we własne ręce, aby ta szansa dla niego nadeszła jak najszybciej. Proszę mi wierzyć… sama nie przyjdzie.

Dużo elementów podejrzanych w USA zamierza pan wprowadzić do swojego warsztatu trenerskiego?

– Jeśli chodzi o sam warsztat treningu w hali czy siłowni, to zawsze można coś dla siebie wyciągnąć, coś dodać, coś zmienić. Na tym właśnie polega rozwój trenera. I na pewno dzięki temu wyjazdowi mój warsztat stał się bogatszy. Chociaż wiele aspektów, które tam zobaczyłem, miało miejsce na moich zajęciach. Również, a może nawet przede wszystkim mogłem się przekonać, jak pewne techniki psychologiczne najlepszych trenerów na świecie oddziałują na zespół. Jak zachować się w pewnych ściśle określonych sytuacjach podczas treningu. To jest z całą pewnością doświadczenie ważniejsze niż niejedno czysto siatkarskie ćwiczenie. Jednakże na pewno niczego nie będę dosłownie kopiował, ponieważ ksero kadry amerykańskiej na mojej obecnej drużynie z Zawiercia mogłoby się po prostu zaciąć i finalnie nie dać tak wyrazistego obrazu, jakim jest oryginał.

W Polsce organizowane są różne kursokonferencje dla trenerów, polscy szkoleniowcy sami wyjeżdżają za granicę na kursy, a jednak w PlusLidze mało ich pracuje. Skąd bierze się moda na zagranicznych trenerów?

– Może zacznę od wyjazdów za granicę. Tak naprawdę systematycznie niewielu polskich trenerów wyjeżdża na kursy czy staże zagraniczne. Nie dlatego, że im się nie chce, ale z prostego powodu – nie każdego trenera, zwłaszcza pierwszoligowego, na to stać. Taki wyjazd, np. do Stanów Zjednoczonych, to koszt ponad kilku tysięcy złotych. Z drugiej strony czym jest taka kwota w skali roku dla klubu, gdy chce się mieć trenera, który coś znaczy i chce się rozwijać. Na szczęście na mojej drodze pojawił się pan Kryspin Baran, prezes klubu z Zawiercia, który w znacznej części sfinansował mój pobyt w USA. Jestem jemu za to bardzo wdzięczny, bo przecież absolutnie nie musiał, a chciał. Na początku naszej współpracy dowiedziałem się, że dla prezesa ważna jest chęć rozwoju klubu, a przecież my trenerzy jesteśmy jego nieodzowną częścią. Jak widać, nie przeszkadzało mu to, że dziś jestem w Zawierciu, a jutro gdzieś indziej. Dlatego uważam, że klub z Zawiercia to idealne miejsce dla trenerów, którzy chcą iść do przodu i czują potrzebę ciągłego rozwoju. Tu się o to dba. A skąd moda na zagranicznych trenerów? Nie mam pojęcia, pewnie przyszła z zachodu. (śmiech) A że Espadon Szczecin to klub najbardziej wysunięty na zachód na polskiej mapie siatkarskiej, to pewnie dlatego ma trenera zagranicznego. (śmiech) Bardziej poważnie – to pewnie dlatego, że ciągle panuje przekonanie o tym, że co obce, to musi być lepsze. Dlatego osobiście bardzo cieszę się z sukcesów Andrzeja Kowala, ponieważ pokazuje on, że my Polacy też potrafimy. Nie możemy zapominać o spalskiej młodzieży. Tam też pracują polscy trenerzy i jakoś potrafią. Zatem panowie prezesi – więcej wiary i wsparcia dla rodzimych szkoleniowców.


 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn, inne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-06-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved