Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Roberto Piazza: Nie raz myślałem o tym, żeby zostać w Polsce

Roberto Piazza: Nie raz myślałem o tym, żeby zostać w Polsce

fot. Adrian Sawko

- Ja żyję siatkówką i w tym momencie Polska pod tym względem jest jednym z najlepszych miejsc na świecie - o swojej przygodzie z PlusLigą, niełatwym sezonie, stylu pracy i przyszłości w rozmowie ze Strefą Siatkówki mówił Roberto Piazza.

Jastrzębski Węgiel sezon ligowy zakończył na 4. miejscu. Graliście w turnieju finałowym Pucharu Polski, awans do play-off LM też nie jest złym wynikiem. Twoim zdaniem to był dobry sezon? Po ostatnim meczu czułeś ulgę, szczęście, a może rozczarowanie, że mogło być lepiej?

Roberto Piazza: Myślę, że to był pozytywny sezon, patrząc na to, co udało nam się osiągnąć: dostaliśmy się do czołowej czwórki w rozgrywkach ligowych, graliśmy też w Final Four rywalizacji o Puchar Polski. Moje myśli wciąż jednak koncentrują się na tym, czego zabrakło, aby było lepiej, żebyśmy przynajmniej wygrali walkę o brązowy medal PlusLigi. Ale musiałbym zacząć analizy dużo wcześniej, od punktów traconych przez nas niepotrzebnie, w głupi sposób, w meczach fazy zasadniczej, to były spotkania decydujące o tym, kto i z jakiego miejsca awansuje do play-off.

Wracając do decydującego spotkania w rywalizacji o medale, myślisz, że mogłeś coś zmienić w tym meczu? Do końcowego sukcesu zabrakło niewiele, w konfrontacji ze Skrą o tym, kto zdobył brąz, decydowały szczegóły.



Wierzę, że zarówno w tym meczu, jak i przez całe rozgrywki zrobiłem wszystko, co mogłem. Wprowadzane zmiany przynosiły rezultaty, jednak nie na tyle, żeby wygrać mecz. Niestety tak jak wielokrotnie w tym sezonie, zabrakło nam „instynktu zabójcy”. Pamiętam ten drugi set, w którym to było widać, chociaż nie lubię mówić o jednostkach czy indywidualnościach w moim zespole. Popełniliśmy błędy, które pozwoliły Skrze wrócić do gry. Wierzę, że brąz był jeszcze w naszym zasięgu.

Po ostatnim meczu Michał Łasko powiedział, że nie potrafi zrozumieć wszystkich twoich decyzji. Łasko wiele razy udowadniał, że jest liderem tego zespołu, dlaczego więc w kluczowym momencie nie zdecydowałeś się wprowadzić go do gry?

Miło dowiadywać się tego typu informacji od mediów, a nie bezpośrednio od zawodnika. Nie wydaje mi się, żebym musiał uzasadniać tę decyzję, jednak jeśli się pomyliłem, to na pewno nie ze złym zamiarem, chciałem pomóc drużynie. Zresztą jak zawsze! Michał jest kapitanem, nigdy nie decydowałem się na zdjęcie go z boiska, nie mając powodu.

Rywalizacja o brąz była wyjątkowo nerwowa. Po dwóch przegranych meczach chyba mało kto wierzył, że możecie jeszcze wygrać…

– Być może lepiej by było zapytać o to samych zawodników, a nie mnie. Ja zawsze wierzyłem, że możemy wygrać ze Skrą (przede wszystkim w końcówce sezonu). Jednak mówiąc to teraz, mogę być uznany za zarozumiałego. Pamiętam, jak po drugim meczu rywalizacji o brąz, kiedy Jastrzębski Węgiel przegrał 0:3, jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy mamy jeszcze szanse… Nie wierzę, żebym mógł mylić się, odpowiadając.

Nie spoczywała na was jednak szczególna presja, że musicie wygrać? Zgodnie w opinii ogółu Skra była faworytem i to bełchatowianie byli tymi, którzy „muszą”, od was oczekiwano przede wszystkim dobrej gry.

Tym, co mnie zaskoczyło, była sytuacja po przegranym meczu 25 kwietnia. A dokładniej mówiąc widok obu zespołów robiących sobie wspólne zdjęcia po meczu, zupełnie jakby rywalizacja się kończyła automatycznie po trzecim meczu. Moim celem, jako trenera, jest to, aby mój zespół zawsze grał dobrą siatkówkę, oczywiście z szacunkiem dla rywala. Presja… myślę, że wystarczy ta, którą wywieram sam na sobie każdego dnia.

Kiedy przychodziłeś do Jastrzębskiego Węgla, skład był już praktycznie skompletowany. Zwykle to szkoleniowiec buduje zespół, decydując o transferach. Ty musiałeś pracować z drużyną, którą już zastałeś. Nie jest to sytuacja komfortowa, tym bardziej kiedy odpowiadasz za wyniki?

Ubiegły rok był nieco wyjątkowy… Zespół został zbudowany przez mojego poprzednika (Lorenzo Bernardiego). Jednak później stracił jednego z zawodników, który był blisko Lorenzo, stąd więc decyzja o zmianie. Naturalnie, że w tym momencie nie można zrobić nic. Trener zawsze jest odpowiedzialny i rozliczany z tego, co robi, oczywiście z uwzględnieniem bazy zawodników, jakich ma do dyspozycji.

W Jastrzębiu nie było łatwo, sytuację skomplikowały kolejne urazy zawodników. Przychodząc tutaj, spodziewałeś się, że może być aż tak trudno?

Szczerze mówiąc, nie był to mój najszczęśliwszy rok, patrząc na nagłe wypadki. Nie możemy zapominać o tym, że w całym okresie poprzedzającym ostateczną rywalizację o brąz mieliśmy kolejny problem – uraz łydki Patryka Czarnowskiego. Stąd też mecz, w którym ten zawodnik był poza meczową dwunastką. Myślę jednak, że mimo tego wszystkiego zespół prezentował najwyższy poziom gry, jaki mógł na ten czas.

To był długi sezon, czy jest jednak jakiś mecz, który szczególnie zapadł ci w pamięć?

Pamiętam wszystkie mecze, od pierwszego przeciwko BBTS-owi Bielsko-Biała w domu u siebie, po ostatni mecz ze Skrą. Pod względem emocji z odczuwalną atmosferą budowaną przez kibiców na pewno wyjątkowe były mecze u siebie rozgrywane w Lidze Mistrzów – mam na myśli rywalizację przeciwko Perugii czy ekipie z Nowosybirska. Później podobny był czwarty mecz rywalizacji o brąz, przeciwko bełchatowianom. To spotkanie zapisze się w mojej pamięci jako cudowne i niezapomniane. Dziękuję fanom, że pozwolili mi poczuć to ciepło i wierzę, że choć w niewielkim stopniu zdołałem się za to odwdzięczyć.

Zmieniłeś Serie A na PlusLigę, gorącą Italię na zimną Polskę. Z perspektywy czasu nie żałujesz tej decyzji?

Bardzo się cieszę z tego doświadczenia i gdybym miał decydować jeszcze raz, zrobiłbym to samo natychmiast. Ja żyję siatkówką i w tym momencie Polska pod tym względem jest jednym z najlepszych miejsc na świecie. Ciepło czy zimno… w hali czy siłowni temperatura zawsze jest taka sama, około 21 stopni. (śmiech)

Możesz powiedzieć coś więcej o swoim stylu pracy podczas treningów. Długie ponad 2-2,5 godzinne treningi były u ciebie normą? Czy to nie reguła, a praca dostosowana do danego zespołu?

– Moja praca jest zawsze określana w zależności od zespołu, z którym trenuję. Myślę, że powinniśmy trenować więcej i lepiej… na pewno w tym sezonie nie byłem w stanie robić wszystkiego co chcę lub chciałem. Ale to wszystko wynikało z urazów, jakie pojawiały się dość nagle.

Jakim więc typem trenera jest Roberto Piazza, stanowczym i wymagającym czy raczej trenerem-przyjacielem?

Lepiej byłoby zapytać o to zawodników… Jak to się mówi we Włoszech – czasem bardziej sprawdza się kij, a czasem marchewka. (śmiech)

Masz opinię trenera podchodzącego do pracy z pasją. Czym dla ciebie jest siatkówka?

– Siatkówka jest moim życiem!!!

Pasja i zaangażowanie jest tym, czego szukasz u swoich zawodników?

– Zawodnicy przede wszystkim powinni grać dobrze (za to im się płaci), ale muszą też dawać z siebie coraz więcej. Teraz nie wystarczy już bycie profesjonalistą. Świat się cały czas zmienia, nawet sportu. Zawodowcy muszą pracować ciężej i jeszcze lepiej, to ten aspekt, o którym wspomniałem w odniesieniu do długości treningów u mnie. Czasami się myśli, że wystarczy iść na siłownię. Jednak tam trzeba pracować, nie tylko fizycznie, to wszystko należy robić z głową i sercem.

Znalazłeś to w Jastrzębskim Węglu?

– W Jastrzębiu znalazłem dobrą grupę ludzi, jednak to, czego szukam, zobaczyłem tylko w kilku meczach.

Czego więc zabrakło?

– To coś, o czym moi zawodnicy wiedzą bardzo dobrze. Jednak są sprawy, które muszą zostać w szatni.

Pracując przez cały sezon z nowym zespołem, na pewno sporo nauczyłeś zawodników. Ale czy jest coś, czego ty nauczyłeś się podczas pobytu i pracy w Polsce?

– O tym czy, co i na ile zdołałem nauczyć czegoś moich zawodników musieliby powiedzieć sami. Mogę zapewnić, że zawsze dawałem swoim zawodnikom 100% z siebie. Jeśli chodzi o to, co ja poznałem, to przede wszystkim niesamowite rozgrywki. Bardzo wyrównaną ligę, z zespołami trenującymi bardzo dobrze i potrafiącymi grać piękną siatkówkę.

Po zakończeniu kontraktu szybko zapadła decyzja, że nie zostaniesz w Jastrzębskim Węglu. Możesz powiedzieć, czym było to podyktowane, nie chciałeś kontynuować pracy?

– Mój kontrakt wygasł. Ale o tym, że nie zostanę, wiedziałem dużo wcześniej przed ostatnim meczem. Reszta nie ma znaczenia…

Nie były to kwestie finansowe? Wiemy, że Jastrzębski Węgiel ma mieć nieco niższy budżet niż dotychczas…

Nie sądzę, by miało to jakiekolwiek znaczenie. Tym, co jest natomiast prawdziwe, jest fakt, że ten sezon podzielił się na trzy części. W klubie są zadowoleni z tego, jak zespół zdołał zagrać mimo trudności wywołanych kolejnymi urazami.

Myślałeś o pozostaniu w PlusLidze? A może raczej o powrocie do Serie A, gdzie kluby z czołówki wciąż szukają trenerów?

– Myślałem o tym, żeby zostać w Polsce i to nie raz. To wspaniałe rozgrywki, a stawka w każdym meczu jest najwyższa. Lubię trenować, czy w Polsce, czy w Rosji, czy w Italii – to nie robi różnicy. Mogę tylko powiedzieć, że kilka dni temu otrzymałem pewną propozycję. Nie wywołała jednak ona u mnie reakcji, jaką byłoby podniesienie walizki, aby od razu się tam udać. Może nadszedł czas, żeby się zatrzymać… Byłem blisko tego już w zeszłym roku, ale otrzymałem telefon z Polski i odpowiedziałem na niego.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved