Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. C: Kanadyjczycy wciąż niepokonani, pierwszy triumf Kuby

LŚ, gr. C: Kanadyjczycy wciąż niepokonani, pierwszy triumf Kuby

fot. FIVB

W sobotę, w pojedynku grupy C Ligi Światowej, Bułgarzy w czterech setach ulegli zespołowi Glenna Hoaga. Dzięki temu zwycięstwu Kanadyjczycy umocnili się na prowadzeniu w tabeli. Kilka godzin później Kubańczycy wygrali po raz pierwszy w turnieju.

Spotkanie zostało otwarte wyrównaną walką po obu stronach siatki – ze środka punktował Justin Duff, któremu odpowiadał Teodor Todorow, natomiast na skrzydłach zbicia wymieniali Toontje van Lankvelt z Nikołajem Penczewem. Przyjezdnym udało się odskoczyć na kilka oczek po błędach dotknięcia siatki rywali, ale o zmniejszenie dystansu dzielącego dwa teamy z pola serwisowego postarał się Todor Skrimow (8:6). Kanadyjczycy utrzymywali jednak przewagę dzięki zagraniom Gavina Schmitta, który mądrze czekał na potrójny blok ustawiony przez miejscowych. W tym samym czasie po drugiej stronie boiska coraz wyraźniejsze stawały się niedociągnięcia gospodarzy, którzy budowali przewagę oponentów poprzez słabość własnej zagrywki (10:13). Mimo tego, że goście podali dłoń Bułgarom poprzez spadek efektywności przyjęcia, to zespół Plamena Konstantinowa nie potrafił skorzystać z mnożących się prezentów. Kiedy w ofensywie ponownie uaktywnił się atakujący z Ameryki Północnej, stało się jasne, że nawet nierówno grający podopieczni Glenna Hoaga wciąż są lepiej dysponowani od gospodarzy (19:15). Dodatkowo chwilę później Tyler Sanders swoim serwisem utrudnił grę przeciwnikom, co dodało skrzydeł Johnowi Gordonowi Perrinowi i to właśnie jego udane akcje wprowadziły zespół z Kraju Klonowego Liścia w ostatnią fazę seta (23:18). Szalę zwycięstwa na stronę przyjezdnych przesunęli Walentin Bratojew pomyłką zza dziewiątego metra oraz mocnym zbiciem Schmitt (25:20).

Otwarcie kolejnego starcia było sporym testem dla Penczewa, którego przytomność w defensywie była raz po raz testowana przez rywali (1:4). Młody zawodnik Resovii starał się zrekompensować swoją niedyspozycję w przyjęciu poprzez taktyczne zagrania na siatce, ale przy ciekawych plasach van Lankvelta, asach Schmitta i blokach Kanadyjczyków było to jednak za mało (4:8). Taka przewaga pozwoliła Sandersowi na wyprowadzenie coraz bardziej skomplikowanych akcji, których pokłosiem była przerwa wzięta na życzenie trenera Konstantinowa. Nie zmieniła ona jednak wiele, ponieważ jego podopieczni nadal oddawali oponentom oczka za darmo i pozwalali atakującemu rywali szybować nad ich własnym, nierównym blokiem (7:12). Prowadzenie przyjezdnych rosło z każdą minutą – z drugiej linii punktował Perrin, na ich konto padały kolejne oczka z pola serwisowego, a na środku i w zagrywce swoje trzy grosze dokładał Duff (18:10). Zdesperowany sztab szkoleniowy Bułgarów ponownie zdecydował o wpuszczeniu na boisko Penczewa. Ten ruch pozwolił odrobić miejscowym nieco strat, ale wzbudzony zapał gospodarzy chwilę później na prawym skrzydle ugasił Schmitt (13:20). Finalnie trochę świeżości w grę swojego teamu wlał Georgi Bratojew, lecz aktywność drużyny trenera Hoaga w obronie po kilku udanych zbiciach rywali wydała swoje dobre owoce w postaci kończących zagrań Perrina i Schmitta (25:19).

Zmiana na pozycji rozgrywającego niewątpliwie przysłużyła się Bułgarom – trzecią partię otworzyli dwoma punktami przewagi, o których niwelowanie pokusił się Schmitt (4:3). W powrocie do dobrej dyspozycji pomógł im duet Aleksjew/Nikołow, jednak wciąż nie był on w stanie przeciwstawić się temu, co van Lankvelt wyczyniał na lewym skrzydle (8:7). Chwilę później as serwisowy Penczewa dał remis w secie (9:9), a stan ten był początkiem zaciętych batalii na siatce, których największym bohaterem okazał się Sanders (14:14). Mimo tego przyjezdni nie uniknęli błędów, które usadzały ich rywali na fotelu lidera – takimi zagraniami były pomyłki przyjmujących gości w polu serwisowym (15:16). Jedynym ogniwem spajającym ofensywę Kanadyjczyków w tym momencie był Schmitt, który raz po raz wykorzystywał swoją przewagę fizyczną nad przeciwnikami (19:19). Nie ulegało wątpliwości, że w natarciu byli podopieczni trenera Konstantinowa, dla których była to ostatnia szansa na przedłużenie pojedynku (22:21). W dziele tym niezbędny okazał się Salparow broniący zagrania Vigrassa, a także Skrimow, który dał swojemu zespołowi pierwszą piłkę setową (24:22). Kropkę nad i w tej partii postawił blokiem Aleksjew (25:22)



Siatkarski gwóźdź Todorowa, skuteczny Nikołow oraz nieszczelny blok gości – te właśnie czynniki przełożyły się na prowadzenie gospodarzy na początku czwartej odsłony meczu (5:3). Dopiero przesunięcie ciężaru gry na Perrina pozwoliło odbudować się reprezentacji Kanady i dać jej niewielką przewagę na pierwszej przerwie technicznej (8:7). Wydaje się, że mimo wszystko największym błędem zespołu Glenna Hoaga był fakt, że zawodnicy nie zmienili swoich preferencji w polu serwisowym i wciąż zagrywali na Penczewa, który w tym momencie seta był wyjątkowo skuteczny w defensywie (11:11). Im dalej w pojedynek, tym coraz bardziej spadało tempo rozegrania i tym dłuższe były akcje – nieco emocji dodały dopiero dwa bloki przyjezdnych, ale przez ich słabą dyspozycję przy wprowadzaniu piłki do gry na tablicy wyników znów pokazał się remis (17:17). Złą serię przerwał Schmitt, wzmacniając swoje zagrania zza dziewiątego metra i zdobywając dwa asy, które stały się początkiem drogi do wygranej gości (21:18). W samej końcówce to właśnie zbicia atakującego i Frederica Wintersa okazały się decydujące i finalnie to ich team cieszył się z trzeciego zwycięstwa w tegorocznej Lidze Światowej (25:21).

Bułgaria – Kanada 1:3
(20:25, 19:25, 25:22, 21:25)

Składy zespołów:
Bułgaria: Nikołow W. (20), Agoncew, Todorow (11), Skrimow (6), Penczew (8), Nikołow N. (8), Salparow (libero) oraz Bratojew W. (1), Aleksjew (9) i Bratojew G. (2)
Kanada: Duff (8), Schmitt (26), van Lankvelt (15), Vigrass (7), Sanders (3), Perrin (13), Bann (libero) oraz Verhoeff, Berkel i Winters


Sobotni mecz reprezentacji Argentyny i Kuby rozpoczął się inaczej niż ten rozgrywany dzień wcześniej. Tym razem oba zespoły prezentowały się porównywalnie, choć gdyby nie błędy dotknięcia siatki, to w natarciu byliby przyjezdni (6:6). Widać było, że goście są wyjątkowo zmotywowani, żeby sięgnąć po pierwsze zwycięstwo w Lidze Światowej. Pomóc im miał w tym Rolando Cepeda, do którego rozgrywano piłki w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Jego dobre akcje niwelowane były jednak przez Jose Luisa Gonzaleza, który wraz z Nicolasem Bruno dbał o argentyńską ofensywę (13:13). Po dłuższym okresie wymiany ciosów miejscowi zaczęli budować swoją przewagę, na co pozwoliły im kolejne pomyłki mało doświadczonych rywali oraz dwa punkty zdobyte przez środkowych (16:13). Jasnym się stało, że przyjezdni mają spore problemy ze swoją dyspozycją – nie potrafili właściwie zorganizować się w defensywie, a dodatkowo siatka po ich stronie raz po raz drżała. Paradoksalnie, w im trudniejszej sytuacji w ataku byli, tym większe prawdopodobieństwo, że zdobędą punkt (15:22). Na drugiej stronie boiska popisywał się natomiast Martin Ramos, który czujnie czekał na przeciwników na środku i wprowadził swój zespół w ostatnią fazę seta (23:16). Gościom nie pomogły ciekawe zagrania z lewego skrzydła Javiera Jimeneza i po sprytnym zbiciu Gonzaleza Argentyńczycy wygrali pierwszą partię (25:17).

Mocnym akcentem rozpoczęli drugie rozdanie Kubańczycy – po udanych uderzeniach Livana Osorii i zwiększeniu siły w polu serwisowym prowadzili już 4:0. Cepeda był w tym momencie niemalże w każdej przestrzeni na boisku – zagrywał, bronił, atakował, co zbiegło się z kolejnymi błędami Gonzaleza, które poskutkowały już drugą przerwą na żądanie Julio Velasco (7:0). Pierwsze oczka padły na konto gospodarzy po kiwce Demiana Gonzaleza i błędzie przy wprowadzaniu piłki do gry Jimeneza (2:8). Zdesperowany trener miejscowych postawił na zmianę na pozycji atakującego, jednak Federico Martina wiele nie zmienił, bowiem kapitan przyjezdnych raz po raz karcił na lewym skrzydle niedociągnięcia drużyny przeciwnej (5:12). Światełko w tunelu dla miejscowych pojawiło się dopiero po uruchomieniu ich punktowego bloku, ale przewaga oponentów wciąż była imponująca (9:16). W ostatniej fazie seta mimo dobrego rozegrania Ricardo Calvo Manzano kadra Kuby zaczęła tracić oczka, choć nie wydawało się, żeby Argentyńczycy byli w stanie odrobić straty (22:14). Po serii zepsutych zagrywek podopieczni Rodolfo Sancheza doprowadzili do remisu w setach (25:17).

Trzeba przyznać, że Kubańczycy grali widowiskowo, kiedy nie popełniali błędów, co było widać w pierwszych piłkach trzeciej odsłony meczu, choć tym razem ich przeciwnicy dotrzymywali im kroku (5:5). Dużo dały zmiany zarządzone w poprzedniej partii przez trenera Velasco – Rodrigo Villalba dbał o szczelność defensywy miejscowych, co przełożyło się na dwupunktowe prowadzenie jego teamu na pierwszej przerwie technicznej. Obie drużyny postawiły na agresywną zagrywkę, w tym momencie boju bardziej opłacającą się przyjezdnym, bowiem mimo błędów własnych potrafili ponownie wyjść na prowadzenie (12:10). Z chwilowego kryzysu chciał swój zespół wyprowadzić Martina, lecz duet Osmany Uriarte/Rolando Cepeda skutecznie mu to uniemożliwił. Warto dodać, że kapitan gości imponował swoją dyspozycją i tym, że po raz kolejny doprowadził do sytuacji, w której jego drużyna wchodziła w końcówkę meczu z dużą przewagą (20:16). Co prawda gospodarzom udało się odrobić kilka oczek po zagraniach Pablo Crera oraz Gonzaleza, lecz podopiecznym trenera Sancheza wystarczyło determinacji i umiejętności, żeby finalnie pokonać rywali. Dokonali tego po asie Uriarte i ataku Cepedy (25:21).

Kluczowymi postaciami otwarcia czwartego rozdania byli Martin Ramos oraz kapitan przyjezdnych, którzy raz za razem dostarczali punkty swoim drużynom (4:3). Po atakach Martiny i Bruno Argentyńczycy zaczęli budować swoją przewagę, która dała im asumpt do tego, żeby po pierwszej przerwie technicznej spokojnie kontrolować przebieg meczu (8:4). Widać było, że rozgrywanie do Cepedy przestało zdawać egzamin, bowiem defensywa gospodarzy bez problemów odczytywała jego zagrania. Po drugiej stronie siatki natomiast gra się nakręcała – brylowali Villalba, Luciano Zornetta i po raz kolejny Bruno, których ataki zmusiły Rodolfo Sancheza do chwilowego przerwania walki (12:7). Nie ulegało wątpliwości, że tak grających miejscowych bardzo trudno będzie zatrzymać (16:10). Wychodziło im dosłownie wszystko – nie mieli konkurencji na siatce, stawiali opór zagrywce Uriarte, a ich rozgrywający pozwalał sobie na coraz bardziej taktyczne zagrania (21:14). Pierwszy tie-break w grupie C stał się faktem po błędzie gości (16:25).

Początek piątej partii pokazał, że do samego końca będzie trudno wyłonić zwycięzcę pojedynku (3:3). Wydawało się, że kluczowymi postaciami po obu stronach będą „motory napędowe” obu drużyn z poprzednich setów, czyli Bruno i Cepeda, którzy raz za razem wymieniali siatkarskie ciosy. Nie wolno jednak umniejszyć roli Sebastiana Clostera w tie-breaku, bowiem bez jego udziału Argentyńczycy nie daliby rady przeciwstawić się naporowi ofensywy przyjezdnych (8:7). Niestety, jego postawa nie wystarczyła do tego, żeby zespół trenera Velasco wyeliminował ze swojej gry mnożące się błędy i Kubańczycy wypracowali sobie cztery oczka przewagi (11:7). Na nic zdały się interwencje sztabu szkoleniowego gospodarzy i czerwona kartka dla Jimeneza – to team Rodolfo Sancheza cieszył się z pierwszego zwycięstwa w tegorocznej Lidze Światowej (15:10).

Argentyna – Kuba 2:3
(25:17, 17:25, 21:25, 25:16, 10:15)

Składy zespołów:
Argentyna: Bruno (16), Ramos (12), Crer (9), Gonzalez J. (3), Poglajen (1), Gonzalez D., Closter (libero) oraz Martina (10), Zornetta (5), Villalba (4) i Chirivino
Kuba: Cepeda (28), Santiago (17), Jimenez (15), Osoria (7), Albo (3), Calvo (2), Garcia (libero) oraz Rivera (1) i Gonzalez

Zobacz również:
Wyniki 2. kolejki i tabela gr. C LŚ

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved