Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. A: Udana inauguracja Włochów i Brazylijczyków

LŚ, gr. A: Udana inauguracja Włochów i Brazylijczyków

fot. FIVB

Na inaugurację zmagań w grupie A Ligi Światowej obyło się bez niespodzianki. Grająca w nie najsilniejszym składzie reprezentacja Włoch ograła na wyjeździe Australijczyków. Pięciu setów potrzebowali Brazylijczycy, żeby pokonać Serbów.

Reprezentacje Włoch i Australii zainaugurowały zmagania grupy A Ligi Światowej. Faworytem rywalizacji byli Azzurri, z respektem podchodząc do rywala, Mauro Berruto postawił na mieszankę młodości z doświadczeniem. I tak w wyjściowym składzie Italii pojawili się Lanza, Travica, Antonov, Sabbi, Anzani, a na libero zagrał Colaci. Mocniejszy start zanotowali gospodarze. Przy dobrej zagrywce Gumyera miejscowi rozpoczęli budowanie zaliczki punktowej. Na siatce nieźle prezentowali się Edgar z Sandersonem i przy grze punkt za punkt siatkarze z Australii zdołali utrzymywać kilkupunktową przewagę (3:2, 6:4). Azzurri mieli problemy ze skutecznym wykończeniem zagrań z pierwszej akcji, „pomocną dłoń” rywalom podali Australijczycy nie ustrzegając się niewymuszonych błędów własnych. Na pierwszej przerwie technicznej wciąż w lepszej sytuacji byli gospodarze, prowadząc 8:6. Przyjezdni szybko jednak przestąpili do ataku i odrabiania strat, czujnością na siatce wykazał się Anzani, chwilę później rywalom o swojej obecności przypomniał Antonov i jeszcze przed kolejną regulaminową przerwą w grze role się odwróciły. Azzurri prowadzili 15:13, utrzymując trzypunktową przewagę. Efektywne zagrania Włochów przeplatały kolejne błędy gospodarzy, tym samym podopieczni Mauro Berruto prowadzili w końcówce 21:16. Końcówka seta to już popis gry siatkarzy z Półwyspu Apenińskiego, męki swojego zespołu skrócił Douglas-Powell, popełniając błąd bezpośrednio w polu serwisowym (19:25).

Odsłona kolejna miała nieco inny przebieg, już od pierwszych akcji partii toczyła się gra na styku przy wymianie sił w ataku. Po stronie miejscowych brylował Douglas-Powell, Azzurri mogli liczyć na Giulio Sabbiego. Minimalnie lepsi na pierwszej przerwie technicznej byli Australijczycy (8:7). Przy kolejnych zwrotach akcji obie ekipy kolejno „wymieniały się” prowadzeniem. Na skrzydłach w ekipie Mauro Berruto nie zawodził Filippo Lanza, przyjmujący reprezentacji Włoch bezbłędnie obijał ręce próbujących go zablokować rywali. Włosi nie ustrzegli się jednak potknięć, (błąd Travicy), a chwile dekoncentracji w szeregach gości znalazły odzwierciedlenie na tablicy wyników (12:10). Jeszcze przed drugą regulaminową przerwą w grze goście zdołali ustabilizować sytuację, swoje noty w ataku poprawił jeszcze Alletti i było już 16:15 dla reprezentacji Włoch. Przy wzrastającej przewadze przyjezdnych w końcówce seta, sporo wskazywało, że ten fragment może być powtórką z partii premierowej. Azzurri prowadzili bowiem 18:15, a w końcówce 20:17. Skuteczny blok w wykonaniu Passiera, a następnie atak Edgara pozwoliły gospodarzom w imponującym stylu wrócić do gry. Przy stanie po 20 Mauro Berruto przywołał swoich podopiecznych do siebie. W końcówce seta więcej „zimnej krwi” zachowali Australijczycy, triumfując 25:22 i wyrównując stan zmagań.

Poddenerwowani takim rozwojem wypadków Azzurri w kolejnym secie rozpoczęli z wysokiego „C”, w ekspresowym tempie odskakując rywalom i prowadząc 6:2. Sytuację nieco ustabilizowali Edgar i Passier, po skutecznym bloku duetu z Australii dystans nieco zmalał (5:7). Włosi odwdzięczyli się rywalom, a o sile bloku Azzurrich przekonał się Edgar. Przewaga gości systematycznie wzrastała i po ataku Antonova ekipa Mauro Berruto prowadziła już 14:9, aby przy kolejnej serii punktowej zwiększyć dystans na drugiej przerwie technicznej do sześciu oczek. Australijczycy nie zamierzali jednak ułatwiać sytuacji rywalom, cierpliwa gra i wykorzystywanie szans w kontrach opłaciły się. Przewaga Włochów systematycznie topniała i po autowym ataku Sabbiego było już 15:18. Reagując na sytuację na boisku, przy stanie 20:21 Mauro Berruto zdecydował się na zmiany, desygnując do gry Vettoriego w miejsce Sabbiego. Kolejne błędy Australijczyków i imponująca seria Włochów pozwoliły gościom uspokoić nieco grę, partię efektownym atakiem zakończył Lanza (25:21).



Skrzydłowy Azzurrich także w pierwszych akcjach kolejnej partii bezbłędnie omijał blok rywali. W dużym stopniu dzięki zagraniom Lanzy Azzurri wypracowali kilka oczek zaliczki punktowej jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną. Przy prowadzeniu rywali 5:2 Roberto Santilli poprosił o pierwszy czas na żądanie. Przerwa nie dała zbyt wiele, wciąż nie mylił się Lanza, a do swojej dobrej gry wrócił Sabbi (8:4). Australijczycy zdołali jeszcze zbliżyć się do rywali, jednak gra na styku nie trwała długo. Niesamowitą czujnością na siatce wykazywał się Anzani, pogubieni miejscowi oddawali kolejny punkty rywalom „w prezencie”. Po ataku Edgara w siatkę ekipa Mauro Berruto prowadziła już 16:9. Kontrolując sytuację na boisku, Włosi utrzymywali kilkupunktową zaliczkę, do czasu aż w polu serwisowym nie pojawił się Sanderson. I tak w końcówce seta dystans zmalał do dwóch oczek (18:20). Podobnie jednak jak w partii wcześniejszej, Azzurri nie zmarnowali swojej szansy, wygrywając 25:20 i w całym meczu 3:1.

Australia – Włochy 1:3
(19:25, 25:22, 21:25, 20:25)

Składy zespołów
Australia:
Guymer (3), Sanderson (16), Passier (7), Edgar (20), Peacock (3), Douglas-Powell (2), Perry (libero) oraz Walker (9), Sukohev (2), Williams (2), Mote (2) i Roberts (1)
Włochy:
Lanza (18), Travica (5), Antonow (11), Sabbi (13), Anzani (11), Alletti (8), Colaci (libero) oraz Mengozzi, Botto, Giannelli, Vettori i Bossi


Interesująco zapowiadało się drugie spotkanie w rywalizacji grupy A. Zgodnie z oczekiwaniami, już od pierwszych akcji obie ekipy zaprezentowały dobrą siatkówkę. Przy wymianie sił w ataku kluczowa okazała się przewaga Canarinhos w bloku, dzięki czujności Lucasa miejscowi wypracowali pierwszą kilkupunktową zaliczkę (6:4). Przez punktową zagrywkę Jovovicia sytuacja się unormowała (6:6). Gra na styku nie trwała jednak długo, ponownie szybciej zareagowali gospodarze. Nie zawodził Lucarelli (12:11). Przy zmienności prowadzenia, obie ekipy utrzymywały kontakt punktowy. Efektowne zagrania na siatce przeplatały niewymuszone błędy własne. Momentem kluczowym okazało się ustawienie Serbów z Podrascaninem w polu serwisowym. Punktowa zagrywka środkowego gości dała im przewagę. W kontratakach nie zawodzili Uros Kovacević ze Staroviciem i w końcówce seta Serbowie prowadzili już 21:19. Siła skrzydeł reprezentacji Serbii nie wystarczyła jednak do utrzymania zaliczki punktowej. Nie był to bowiem koniec emocji, podopieczni Bernardo Rezende doprowadzili jeszcze do remisu (po 23). Końcówka seta to jednak pokaz możliwości Serbów, w kluczowym momencie nie zawiódł Marko Ivović i to Serbia wygrała na przewagi (26:24).

Druga partia rozpoczęła się podobnie do odsłony premierowej, także tym razem początkowo tempo gry rywalom narzucili Brazylijczycy. Po ataku Vissotto na pojedynczym bloku miejscowi prowadzili 8:6. Po wznowieniu gry podopieczni Bernardo Rezende nie zwalniali tempa, dzięki dobrej grze obronnej miejscowi mieli kolejne kontry, a tych szans nie marnował Lucarelli. Serię rywali przerwał dopiero Ivović (7:9). Cierpliwość i uaktywnienie środkowych opłaciło się Serbom, po zagraniach Podrascanina dystans nieco się zmniejszył (8:10). Taki stan rzeczy nie trwał długo, sygnał do ataku dał swoim kolegom Vissotto, chwilę później błąd popełnił Kovacević i trener Nikola Grbić musiał zareagować. Pięciopunktowa przewaga Canarinhos utrzymywała się na dłuższej przestrzeni seta, duet Lucarelli/Vissotto nie wstrzymywał rąk w ataku. Rywalom o swojej obecności przypomniał jeszcze Fonteles, popisując się niezłą zagrywką. Serwis nie sprzyjał natomiast Serbom, po autowej zagrywce Srećko Lisinaca to Brazylijczycy byli w lepszej sytuacji podczas drugiej regulaminowej przerwy w grze (16:11). Skuteczny blok Serbów dawał jeszcze nadzieję sympatykom ekipy Nikoli Grbicia, jednak skuteczną pogoń za rywalem wstrzymał brak efektywności na skrzydłach. Problemy z przełamaniem się miał Kovacević. Będący pewnym punktem swojego zespołu w partii premierowej, skrzydłowy reprezentacji Serbii tym razem nie był tak niezawodny. Po kolejnym autowym ataku rywali Canarinhos prowadzili 21:14. Decydująca faza seta to jeszcze pokaz siły gospodarzy, nie zawodził Vissotto, prowadząc swój zespół do triumfu (24:16). Przyjezdni, po ataku Starovicia, wybronili jeszcze pierwszą piłkę setową, aby po ataku Fontelesa z drugiej linii uznać wyższość rywali (25:17).

W odsłonie trzeciej nieco dłużej utrzymywała się gra na styku. W początkowej fazie seta żadna z ekip nie była w stanie wypracować wyższej przewagi. Szybciej kontrolę nad grą stracili Serbowie, po kolejnych błędach własnych oddając punkty rywalom w „prezencie”. Najpierw od bloku rywali odbił się Starović, po chwili w ataku z sytuacyjnej piłki w aut zaatakował Kovacević. Przy stanie 12:9 dla Canarinhos Nikola Grbić przywołał swoich podopiecznych do siebie. Po wznowieniu gry do błędów swoich kolegów kolejny (w rozegraniu) dodał Jovović. Serię Brazylijczyków przerwał dopiero autowy serwis Lucarellego. Serbowie zniwelowali jeszcze dystans punktowy (15:16), jednak przy kolejnych zagraniach Wallace’a Brazylijczycy utrzymywali przewagę. Sytuację swojego zespołu próbował jeszcze ratować Kovacević, zryw Serbów przyszedł jednak za późno. Partię zakończył Fonteles punktowym serwisem (25:22).

Rywalizacja na styku rozpoczęła również odsłonę czwartą. O ile początkowo przy dobrej zagrywce Lucarellego miejscowi byli w lepszej sytuacji (4:2), o tyle w ekspresowym tempie siatkarze z Serbii zniwelowali dystans punktowy (5:4). Po serbskiej stronie siatki nie zawodził Aleksandar Atanasijević, efektownymi zagraniami odpowiadając na ataki rywali. Gra na styku trwała do stanu po 10, później nieco większy dystans wypracowali przyjezdni, prowadząc 16:14 na drugiej przerwie technicznej. Po kolejnych blokach Stankovicia goście zwiększyli prowadzenie do czterech oczek (20:16). Reagując na sytuację na boisku, Bernardo Rezende poprosił jeszcze o czas. Cierpliwość i konsekwencja w zagraniach opłaciły się i kilka minut później to Nikola Grbić zmuszony był do wykorzystania przerwy na żądanie (20:18). Pogoń Canarinhos przyniosła rezultaty w decydującej fazie seta, od stanu po 23 gra rozpoczęła się praktycznie od nowa. Siatkarską wojnę nerwów w emocjonującej końcówce wygrali goście. Partię rozstrzyganą na przewagi zakończył Atanasijević – triumfując 28:26, Serbowie doprowadzili do tie-breaka.

Decydująca partia to początkowo również wymiany punkt za punkt (4:3). Także tym razem szybciej zareagowali gospodarze i jeszcze przed zmianą stron boiska zbudowali dwupunktowe prowadzenie (7:5). Gorsze chwile na boisku mieli skrzydłowi Serbii. Po ataku Ivovicia w antenkę było już 8:5. Przyjezdni poprosili jeszcze o challenge, sugerując przejście środkowej linii boiska przez rywali, wideoweryfikacja rozwiała złudzenia Serbów, decyzja została podtrzymana. Podopieczni Nikoli Grbicia zdołali jeszcze zbliżyć się do rywali (9:10), jednak seriami popełniane błędy własne przyjezdnych (zepsuta zagrywka Atansijevicia, atak Kovacevicia w antenkę) oraz mocny serwis Fontelesa nie zostawiły złudzeń – 14:10. Spotkanie zakończył serwis Urosa Kovacevicia w środek siatki (15:11).

Brazylia – Serbia 3:2
(24:26, 25:17, 25:22, 26:28, 15:11)

Składy zespołów:
Brazylia: Vissotto (18), Lucarelli (16), Fonteles (15), Lucas (15), Santos (11), Raphael (1), Felipe (libero) oraz Wallace (2), William i Loh
Serbia: Kovacević (17), Ivović (17), Starović (10), Lisinać (10), Podrascanin (5), Jovović (1), Rosić (libero) oraz Atanasijević (5), Stanković (2), Brdjović (1) i Cupković

Zobacz również
Wyniki 1. kolejki oraz tabela grupy A Ligi Światowej

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved