Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > PGE Atom Trefl po sezonie: Niewiele zabrakło do pełni szczęścia

PGE Atom Trefl po sezonie: Niewiele zabrakło do pełni szczęścia

fot. Dariusz Stoński

Zakończony sezon był dla sopocianek udany, bo po raz pierwszy w historii zdobyły Puchar Polski, a poza tym wystąpiły w finałach mistrzostw Polski i Pucharu CEV. W kluczowych momentach zabrakło jednak zwykłego szczęścia, aby srebro zamieniło się w złoto.

Od momentu zawitania do najwyższej klasy rozgrywkowej sopocki Atom Trefl nie schodzi z tzw. pudła. Już w pierwszym roku gry w ówczesnej PlusLidze Kobiet zajął drugie miejsce w mistrzostwach Polski. W kolejnych dwóch latach to on rządził na krajowym podwórku. W poprzednim sezonie atomówki dopadła jednak lekka zadyszka, co doprowadziło jedynie do brązowego medalu Orlen Ligi, chociaż apetyty były większe. Ta sytuacja wyeliminowała sopocianki z gry w prestiżowej Lidze Mistrzyń 2014/2015. Z tego względu atrakcyjność klubu dla światowej klasy zawodniczek znacznie spadła. Mimo tego udało się zarządowi zatrzymać filary zespołu, a więc kapitan Izabelę Bełcik, Annę Miros, Zuzannę Efimienko, Klaudię Kaczorowską i Charlotte Leys. Całkowita zmiana nastąpiła na pozycji libero – do Chemika Police przeniosła się Mariola Zenik, a jej następczynią została Agata Durajczyk. Po kilku latach wróciła też do Sopotu środkowa Maja Tokarska. Atom Trefl Sopot sprowadził również Katarzynę Zaroślińską z MKS-u Dąbrowa Górnicza oraz zakontraktował kilka zagranicznych siatkarek, które co prawda nie miały wielkich nazwisk, ale miały być gwarantem pewnej i stabilnej gry. Później rzeczywistość wszystko zweryfikowała… Najważniejszą pozycją do obsadzenia przed sezonem była funkcja szkoleniowca. Warto wspomnieć, że w poprzednich rozgrywkach atomówki prowadził Holender Teun Buijs, który przed kluczowymi meczami o brąz ligi zrezygnował ze swojej roli, pozostawiając zespół asystentowi. Atom Trefl Sopot nie próżnował i związał się umową z Lorenzo Micellim – doświadczonym Włochem, który prowadził w swojej karierze światowe giganty, jak Eczacibasi Stambuł czy Foppapedretti Bergamo, i miał już na swoim koncie wiele medali. To on miał być gwarantem powrotu na złotą ścieżkę sukcesów sopockiego Atomu.

Już w pierwszych meczach ligowych widoczna była ogromna praca Włocha włożona w grę i funkcjonowanie drużyny. Szkoleniowiec stawiał przede wszystkim na zespołowość oraz atmosferę w szatni. Miał on wielkie pole manewru, bo od dawna w Sopocie nie stworzono zespołu złożonego z zawodniczek na równym, wysokim poziomie. W pierwszej części sezonu zasadniczego atomówki przegrały jedynie dwa spotkania – pierwsze z Chemikiem Police po tie-breaku, a następne z Polskim Cukrem Muszynianką Muszyna i ten drugi wynik dotkliwej odczuły sopocianki, bo okazał się on bardzo niespodziewany. Reszcie przeciwników nie pozostawiły złudzeń i z meczów wychodziły zwycięsko. Ich równa forma imponowała, ale niektóre zawodniczki wydawały się bardziej związane z kwadratem dla rezerwowych niż z boiskiem. Z tego względu już w pierwszej części sezonu z drużyną pożegnały się Jana Matiasowska-Agajewa, która nie spełniła pokładanych w niej nadziei, oraz Milena Rosner. W miejsce azerskiej przyjmującej do zespołu dołączyła Amerykanka Falyn Fonoimoana, która z czasem pokazała swoje atuty i okazała się bohaterką w kilku meczach. W klubie pozostały Deja McClendon i Justyna Łukasik, mimo że nie miały wielu okazji do zaprezentowania się. Tak przemeblowany zespół kontynuował sezon, a układał się on dla sopocianek pomyślnie, bowiem przegrały one jedynie mecz z Chemikiem Police 0:3 w rundzie rewanżowej fazy zasadniczej Orlen Ligi, a w dodatku świetnie radziły sobie w Pucharze Polski oraz Pucharze CEV. Zespół z Sopotu nie miewał długich przestojów w grze, a to niewątpliwie był jeden z najważniejszych aspektów dobrych występów atomówek – przez to wiele spotkań wygrały w stosunku 3:0. Atom Trefl Sopot zajął na koniec pierwszej części sezonu drugie miejsce w tabeli, co skutkowało lepszym rozstawieniem w fazie play-off.

Zanim jednak sopocianki przystąpiły do najważniejszej części sezonu ligowego, toczyły boje również w Pucharze Polski oraz Pucharze CEV. Przed awansem do finałów w rozgrywkach o krajowe trofeum rozegrały jedynie spotkanie z MKS-em Banimexem Dąbrowa Górnicza, które wygrały pewnie 3:0. W półfinale ich rywalem był zespół z Łodzi, który sprawił małą niespodziankę, eliminując z gry o Puchar Polski Muszyniankę Muszyna. Atomówki z Budowlanymi nie miały większych problemów i po raz kolejny w swojej historii dotarły do ścisłego finału, gdzie czekał już na nie Chemik Police. Do tego momentu sopocianki z policzankami miały ujemny bilans meczowy, więc spotkanie zapowiadało się tym bardziej emocjonująco. Atom Trefl Sopot nie miał jeszcze w swojej kolekcji Pucharu Polski, mimo iż w finale tych rozgrywek grał dwukrotnie. Tym razem sprawdziło się przysłowie „do trzech razy sztuka”. Sopocianki wygrały z Chemikiem Police po tie-breaku, a dużą rolę w tym zwycięstwie odegrała właśnie Amerykanka Fonoimoana oraz Klaudia Kaczorowska, która później została wybrana najlepszą zawodniczką Final Four. W ten sposób atomówki wzniosły po raz pierwszy do góry Puchar Polski.



Radość nie mogła trwać jednak długo. Przed sopockim zespołem były kolejne wyzwania, tym razem w europejskich rozgrywkach. Ich początek dla Atomu Trefla był bardzo udany i niezbyt wymagający. Drużyna w 1/16 nie rozegrała żadnego meczu, bowiem przeciwnik z Ukrainy wycofał się z powodów politycznych. Tak naprawdę atomówki rozpoczęły swoją przygodę z Pucharem CEV od 1/8 i spotkań z Gea Happel Zoersel, ale Belgijki nie postawiły dużego oporu przed utytułowanym polskim klubem. Dopiero w 1/4 na drodze sopocianek stanął mocny rywal – naszpikowany gwiazdami światowego formatu Prosecco Doc-Imoco Conegliano. We Włoszech Atom Trefl Sopot musiał uznać wyższość gospodarza, ale w rewanżu pokazał pełnię swoich umiejętności i pokonując 3:0 oraz w złotym secie 15:9 włoską ekipę, zameldował się w kolejnej rundzie Pucharu CEV, a była to faza challenge. W niej atomówki zagrały z rumuńską Stiintą Bacau. Jednak zespół, który spadł do Pucharu CEV z Ligi Mistrzyń, nie był wielkim wyzwaniem dla Polek. Dwukrotne wygrane w trzech setach zagwarantowały sopociankom grę w półfinale europejskich rozgrywek, gdzie nie było już słabych przeciwników. O finał atomówki zagrały z tureckim Galatasaray Stambuł, z którym szybko rozprawiły się we własnej hali, ale na wyjeździe stoczyły prawdziwy bój, który dopiero w pięciu setach wyłonił finalistę. Atom Trefl Sopot pokazał więcej woli walki oraz zespołowość na boisku i to on miał być rywalem Dynama Krasnodar o puchar konfederacji. Pierwszy mecz w Rosji totalnie sopociankom nie wyszedł, rywal pokazał siłę na skrzydłach, a Tatiana Koszeliewa była wręcz nie do zatrzymania. W meczu rewanżowym w Ergo Arenie gospodynie miały wszystko, aby odwrócić wynik na własną korzyść. Przy wspaniałej publiczności atomówki grały bardzo walecznie i główne spotkanie wygrały 3:1. Jednak o tym, kto zgarnie trofeum, zadecydował złoty set. W nim to Rosjanki okazały się lepsze i to one mogły płakać ze szczęścia po ostatnim gwizdku. Atomówkom zabrakło bardzo niewiele, ale z dnia na dzień łzy smutku zamieniały się w srebrne łzy radości, bo przed startem rozgrywek mało kto przypuszczał, że polski zespół zagra w finale.

Tymczasem rozpoczęła się również faza play-off Orlen Ligi, a więc sopocka ekipa miała wielkie natężenie gier, a mimo tego wytrzymała je bez żadnych większych kontuzji. Po pewnej wygranej z Budowlanymi Łódź w pierwszej rundzie na drodze atomówek stanął zespół z Muszyny. Rewelacja Orlen Ligi już w pierwszym spotkaniu sprawiła niespodziankę, pokonując Atom Trefl w trzech setach. W drugim to jednak sopocianki dały lekcję mineralnym i pokonały je w takim samym stosunku. Kiedy rywalizacja przeniosła się do Muszyny, brązowe medalistki poprzedniego sezonu Orlen Ligi pokazały swoją najlepszą siatkówkę i nawet dobrze grające przeciwniczki nie mogły odebrać im awansu do finału mistrzostw Polski. Bohaterką tamtych spotkań była zdecydowanie Katarzyna Zaroślińska, która rozgrywała chyba najlepszy sezon w swojej karierze. W finale atomówki nie mogły spotkać się z nikim innym oprócz Chemika Police – te dwa zespoły dominowały w polskiej lidze w tym sezonie i gra o mistrzostwo im się jak najbardziej należała. Drużyna z wielkimi nazwiskami kontra zespołowość atomówek – to zwiastowało wielkie emocje i wspaniałe widowiska. Tak faktycznie było, ale tylko w Policach, bowiem w pierwszym meczu Atom Trefl wygrał 3:1, czym postraszył gospodynie, a w kolejnym spotkaniu policzanki wygrały w takim samym stosunku setów. Mecze te były bardzo zacięte i pełne walki, chociaż w drugim pojedynku po sopociankach widać było lekkie zmęczenie. Spadek formy był również widoczny w dwóch kolejnych meczach w Ergo Arenie. Szczególnie pierwsze spotkanie gospodynie przegrały wysoko, tym samym policzanki zyskały przewagę w play-off. – Nie myślimy o mistrzostwie, wyjdziemy po prostu jak na każdy kolejny mecz. Jak człowiek się spieszy, to nic z tego zwykle dobrego nie wychodzi. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby zakończyć tę rywalizację już w czwartym spotkaniu, ale trzeba będzie uważać, bo Atom Trefl Sopot na pewno nie podda się bez walki – mówiła Strefie Siatkówki Małgorzata Glinka-Mogentale po trzecim meczu finałowym. Doświadczona siatkarka miała wiele racji – atomówki w kolejnym pojedynku walczyły jak o życie. Przegrywały już 0:2, ale udało im się doprowadzić do tie-breaka. W nim jednak mistrzynie Polski nie dały sobie wyrwać tytułu i obroniły mistrzostwo. Długi i męczący sezon zakończył się dla Atomu Trefla Sopot srebrem.

To był zdecydowanie udany sezon sopockiej drużyny. Może nie udało się zdobyć złotych medali mistrzostw Polski i Pucharu CEV, które były na wyciągnięcie ręki, ale atomówki wywalczyły po raz pierwszy w historii klubu Puchar Polski. Sam awans do finałów polskiej ligi i europejskich rozgrywek również jest sukcesem tego zespołu. Podczas całego sezonu w oczy rzucało się zgranie między zawodniczkami oraz dobra atmosfera panująca nie tylko na boisku, ale także poza nim. Zespołowość i szeroka kadra była wielkim atutem Atomu Trefla Sopot. Trener Micelli nie trzymał się kurczowo pierwszej szóstki, nie bał się dokonywać zmian, bo siatkarki z kwadratu dla rezerwowych dawały nową jakość na boisku. Zwieńczeniem dobrych wyników atomówek była ilość powołań do reprezentacji Polski dokonywanych przez trenera Jacka Nawrockiego. W kadrze znalazło się aż 7 zawodniczek klubu z Sopotu. Jednak nie wiadomo, czy wszystkie z nich będą broniły barw Atomu Trefla w następnym sezonie. Spośród nich umowy swoje przedłużyły już Zaroślińska, Efimienko i Tokarska. Na pewno z drużyny odejdzie Izabela Bełcik, wieloletnia kapitan, którą na pozycji rozgrywającej zastąpi młoda Danica Radenković, która prowadziła w minionych rozgrywkach Muszyniankę Muszyna. Przetasowania mogą również nastąpić na pozycji przyjmujących – do Turcji przenosi się bowiem Charlotte Leys, a kuszona przez polskie kluby jest Kaczorowska. W Sopocie mogą pozostać za to świetnie spisująca się podczas całego sezonu w obronie Agata Durajczyk oraz druga rozgrywająca Anna Kaczmar. Wciąż niewiadoma jest przyszłość pozostałych zagranicznych zawodniczek. Jeśli jednak Atom Trefl Sopot chce w przyszłym sezonie równie dobrze spisać się w Lidze Mistrzyń jak w Pucharze CEV, musi wzmocnić przyjęcie i ustabilizować skład, bo zgranie zawodniczek będzie najważniejszym aspektem w osiąganiu dobrych wyników.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved