Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Agata Turbak: Brązowy medal to dla mnie duży sukces

Agata Turbak: Brązowy medal to dla mnie duży sukces

fot. Sokol Frydek-Mistek

Złote medale czeskiej ekstraklasy znów trafiły do siatkarek Agelu Prostejov, natomiast brązowy krążek z Sokolem Frydek-Mistek zdobyła Polka, Agata Turbak. Spełniłyśmy nasze małe marzenia i wypełniłyśmy cele - uznała środkowa trzeciej drużyny ligi czeskiej.

W zakończonych nie tak dawno rozgrywkach czeskiej ekstraklasy zdobyłaś brązowy medal z Sokolem Frydek-Mistek. Jak z perspektywy czasu patrzysz na ten sukces?

Agata Turbak: – Dla mnie jest to naprawdę duże osiągnięcie. Do tej pory nie miałam na swoim koncie żadnego medalu z ekstraklasy, więc bardzo się cieszę z tego sukcesu. Przed startem rozgrywek działacze klubu z Frydka-Mistka zapowiedzieli, że oczekują od nas zdobycia medalu. Choć początek rozgrywek miałyśmy bardzo nierówny i grałyśmy w kratkę, to później udało nam się wejść na dobrą drogę i dążyłyśmy do wyznaczonego celu. Rywalizację o trzecie miejsce wygrałyśmy, spełniłyśmy oczekiwania zarządu, nasze małe marzenia i z tego się cieszymy.

Dla przeciętnego siatkarskiego kibica czeska ekstraklasa jest czymś raczej nieznanym i egzotycznym. Czy możesz powiedzieć coś więcej o systemie rozgrywek w tym kraju?



– Czeska ekstraklasa kobiet składa się z dziewięciu zespołów. W pierwszej fazie wszystkie zespoły rywalizują ze sobą systemem mecz i rewanż, dokładnie tak samo jak w Orlen Lidze, a następnie tabela dzieli się na dwie części – pięć najlepszych zespołów trafia do jednej grupy, a cztery słabsze do drugiej i znów każdy gra z każdym mecz i rewanż. Po tych dwóch rundach tabela znów się łączy i najlepsza ósemka rozgrywa rundę play-off, a drużyna z miejsca 9. nie kontynuuje już rywalizacji. Nie wiem jak ocenić taki system rozgrywek, bo w pewnym sensie jest on dla mnie trochę niejasny, ale może w jakiś sposób to zwiększa atrakcyjność tej ligi. W każdym razie grania jest naprawdę dużo.

Patrząc teraz na wyniki osiągane przez Sokola na przestrzeni całego sezonu, można zauważyć, że najsłabszym okresem w waszym wykonaniu była pierwsza runda rozgrywek. Zanotowałyście 9 zwycięstw i 7 porażek, w tym dwie dosyć kompromitujące z ostatnim w tabeli zespołem z Brna i przedostatnim ze Sternberku.

– Nie chcę jednoznacznie oceniać co wtedy było główną przyczyną naszej nierównej postawy. Po tym słabszym okresie z zespołu odeszła trenerka i może to był jakiś impuls. Osobiście pracowało mi się dobrze zarówno z naszą trenerką z początku rozgrywek Aleksandrą Dedkovą, jak i jej następcą Pavlem Kozuchem. W drugiej części sezonu jeszcze bardziej wzięłyśmy się za siebie, zmobilizowałyśmy się i powiedziałyśmy sobie, że musi być lepiej i możemy pokazać lepszą siatkówkę. Dałyśmy z siebie 100 procent, bo trzeba było ratować ten sezon, by móc wypełnić postawione przed nami cele i wyzwania. Udało się, zaczęłyśmy grać jak z nut i nawet udało nam się wygrać z mocnym teamem z Pragi, który jest w Czechach numerem dwa za zdecydowanymi faworytkami, Agelem Prostejov.

Prawdziwy wiatr w żagle złapałyście w drugiej fazie grupowej, przez którą przeszłyście bardzo pewnie i zajęłyście ostatecznie 3. miejsce po fazie zasadniczej. Niespodziankę zgotowałyście kibicom w ćwierćfinale – pierwszy mecz przeciwko SK UP Olomouc przegrałyście 2:3. To znów podcięło wam skrzydła?

– Zespół z Ołomuńca był bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Według mnie był to najtrudniejszy rywal z tych, na których w tej fazie rozgrywek mogłyśmy trafić, ponieważ ta ekipa co roku biła się o medale i możliwość występowania w Europejskich Pucharach. Chociaż w tabeli były niżej od nas, to pokazały bardzo ciekawą siatkówkę i widać było, że są zdeterminowane. Rozmawiałam z jedną ze swoich znajomych z czasów gry w Stali Mielec i mówiła mi, że przed tymi ćwierćfinałami w ich szeregach panowała naprawdę wielka motywacja. Wydaje mi się, że to był dla nas najcięższy moment w całym sezonie. Przegrana w pierwszym meczu ćwierćfinałowym była dla nas kolejnym punktem zwrotnym, bo zdałyśmy sobie sprawę, że do czwórki jest nam naprawdę bardzo niedaleko i musimy się bardziej postarać. W trzecim spotkaniu przegrywałyśmy nawet 0:2, ale wyszłyśmy z opresji i wygrałyśmy po tie-breaku, co utwierdziło nas w przekonaniu, że medal jest w naszym zasięgu. Udało się awansować do półfinałów po czterech meczach i to kolejny powód do radości.

Wasze organizmy najbardziej pamiętać będą półfinałową rywalizację z Olympem Praga – z pięciu rozegranych spotkań aż cztery kończyły się tie-breakami. W tej rozgrywce kluczowe było przygotowanie fizyczne i wygrała ta ekipa, która lepiej zniosła trudy tak wyczerpującej rywalizacji?

– Faktycznie, mecze półfinałowe z zespołem z Pragi były dla nas zabójcze. Boleć może to, że wygrywałyśmy 2:1 w meczach, miałyśmy nawet w górze piłkę na awans do finału, jednak nie wykorzystałyśmy tej szansy i to rywalki zagrały o złoto. Wydaje mi się, że jeśli gra się w tak zaawansowanym etapie rozgrywek pięć meczów półfinałowych, z czego prawie każdy to tie-break, to nie można mówić, że ktoś jest lepiej przygotowany fizycznie i kondycyjnie. Oprócz umiejętności i lepszej dyspozycji dnia swoje odegrało także sportowe szczęście. Wszystkie tie-breaki były bardzo zacięte i o wygranej zazwyczaj decydowały 2-3 piłki. W jednym meczu nam dopisało więcej szczęścia, w kolejnym chłodniejsze głowy zachowały przeciwniczki. Jedno jest pewne – zespół z Pragi wiedział o co gra, bo od kilku sezonów finał ligi czeskiej wygląda tak samo i mierzy się w nim Agel i Olymp. Prażanki to stosunkowo młode dziewczyny, ale na pewno są ograne i to nie tylko na arenie czeskiej, ale także w rozgrywkach międzynarodowych, bo jest tam kilka reprezentantek kraju.

Brązowy medal wywalczyłaś prawie w Polsce, bo waszymi rywalkami były siatkarki z Ostrawy. W hali VK Ostrawa pojawiło się wielu twoich bliskich, żeby być świadkiem tego sukcesu?

– Wiedziałyśmy, że mecz z ekipą z Ostrawy na pewno będzie łatwiejszy, bo dla nas to był mniej wymagający przeciwnik niż chociażby Ołomuniec. Z drugiej strony nie było to łatwe spotkanie chociażby dlatego, że pomiędzy Sokolem a VK rozgrywają się czeskie derby z racji bliskiej odległości między miastami. Bardzo cieszyłam się, że to właśnie ten team wygrał swoje wcześniejsze mecze i mogłam powalczyć o brązowy medal właśnie w Ostrawie, bo przyjechali moi bliscy, znajomi, rodzina. Na pewno było milej zakończyć ten sezon, mając wsparcie swoich „kibiców” z Polski.

W Sokole Frydek-Mistek nie byłaś jedyną siatkarką z zagranicy, w zespole znalazło się też miejsce dla Marty Kędzi oraz trzech Słowaczek i Bułgarki. Taka mieszanka nie powodowała problemów z komunikacją? Szybko znalazłyście wspólny język na boisku i poza nim?

– Sokol był w minionym sezonie zespołem pół czeskim, pół zagranicznym. Razem ze mną przyjechała libero Marta Kędzia, w składzie były też trzy reprezentantki Słowacji: Andrea Štrbová, Paula Kubová i Katerina Dudová oraz znana z polskich boisk Bułgarka Kristina Jordanska. Na początku faktycznie był w zespole taki miszmasz, był problem z dogadaniem się. Największy kłopot miałyśmy my Polki oraz Kristina, bo Słowaczki i Czeszki szybciej potrafiły się dogadać niż my z nimi. Początkowo była ta bariera językowa, ale potem wszystko zaczęło się nieźle układać. Miło to wspominam, bo przytrafiło się kilka śmiesznych sytuacji wynikających z różnic czy podobieństw w naszych językach.

Podczas swojej przygody w Czechach miałaś okazję pracować z dwójką trenerów, innych mogłaś oglądać przez siatkę jako szkoleniowców swoich rywalek. Co sądzisz o poziomie przygotowania tamtejszych trenerów w porównaniu do tych z Polski?

– Jeśli chodzi o trenerów, z którymi ja pracowałam w Sokole, to były to zdecydowanie dwie inne szkoły trenerskie. Trenerka Dedkova bardziej skupiała się na sprawach taktycznych, była zawsze dobrze przygotowana i swoim stylem pracy bardziej przypominała to, co spotyka się u nas w kraju, a także korzystała z pomocy innych trenerów i asystentów. Trener Kozuch praktykował starszą szkołę trenerską. W jednej z ekip opiekunem był Amerykanin i też dało się zauważyć różnicę w prowadzeniu zespołu czy jego przygotowaniu w porównaniu do teamów prowadzonych przez Czechów. Mimo wszystko wydaje mi się, że nasi trenerzy w porównaniu do Czechów są lepiej przygotowani. Chyba jest to spowodowane tym, że dla nas siatkówka to jeden z najważniejszych sportów, a u naszych sąsiadów nie jest to jedna z najpopularniejszych dyscyplin. Nie chciałabym tu wyjść na przemądrzałą, ale takie jest po prostu moje zdanie.

Jak zapowiada się twoja sportowa przyszłość?

– Tuż po zakończeniu rozgrywek w Czechach byłam zdecydowana, żeby zostać w tamtejszej lidze, bo pomimo ciężkiego początku udało mi się zaaklimatyzować, poznałam jej siłę, mocne i słabe strony i spodobało mi się tam. Po opadnięciu emocji doszłam do wniosku, że nie mogę wykluczyć powrotu do Polski. Powoli jakieś decyzje podejmuję, zobaczymy jak to wszystko się ułoży i gdzie ostatecznie zagram. Mam parę ofert z Polski i kilka dni, żeby zastanowić się nad wyborem najlepszego rozwiązania i sfinalizowania negocjacji, a potem udać się w końcu na zasłużone wakacje.

 

źródło: sokol.frydek-mistek

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved