Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Asseco Resovia Rzeszów po sezonie: Królowa wróciła na tron

Asseco Resovia Rzeszów po sezonie: Królowa wróciła na tron

fot. plusliga.pl

To był bez wątpienia jeden z najlepszych sezonów w bogatej historii Resovii Rzeszów. Podopieczni Andrzeja Kowala do zdobytego w kwietniu mistrzostwa Polski, dołożyli srebro Ligi Mistrzów. Dużym niedosytem była jednak porażka w finale Pucharu Polski.

Po sezonie 2013/2014, w którym to rzeszowianie nie mieli nic do powiedzenia w finałowej potyczce z PGE Skrą Bełchatów, w drużynie doszło do kilku istotnych zmian. Z podkarpacką ekipą pożegnali się: Peter Veres, Wojciech Grzyb i Grzegorz Kosok. Na naukę w SMS-ie zdecydował się zaś utalentowany libero, Mateusz Masłowski. Największy niedosyt pozostawił po sobie węgierski przyjmujący. 35-latek przychodził do Resovii jako niekwestionowana gwiazda, ale od początku nie radził sobie tak, jakby tego oczekiwali włodarze klubu czy przede wszystkim kibice. Lukę po Veresu miał wypełnić serbski zawodnik, Marko Ivović. Po zakontraktowaniu reprezentanta „Plavich” pojawiały się różne głosy. Jedni byli umiarkowanie zadowoleni, drudzy narzekali i przewidywali kolejny z rzędu nieudany zagraniczny transfer rzeszowskiej drużyny. Ponadto do ekipy „Pasiaków” z wypożyczenia powrócił świeżo upieczony mistrz świata, Rafał Buszek, a także Dawid Dryja. Konkurentem dla Krzysztofa Ignaczaka miał być zaś olsztyński nabytek, Michał Żurek. W ostatniej chwili zakontraktowano też amerykańskiego środkowego, Russella Holmesa.

Początek nowego sezonu był dla rzeszowskiego zespołu udany. Może gra podopiecznych trenera Kowala była daleka od ideału, ale wicemistrzowie Polski kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa. Po dziesięciu wygranych z rzędu i stracie tylko jednego punktu, w 11. kolejce Resovia zmierzyła się na wyjeździe z rewelacją rozgrywek, Lotosem Trefl Gdańsk. Siatkarze Andrei Anastasiego już wtedy plasowali się na trzeciej pozycji w tabeli, ustępując tylko wielkiej dwójce – PGE Skrze i Asseco Resovii. Podkarpaccy zawodnicy, po niezwykle zaciętym meczu, musieli uznać wyższość gdańszczan i zanotowali pierwszą porażkę w rozgrywkach. W ostatniej kolejce I rundy podopieczni Andrzeja Kowala przegrali jeszcze w trzech setach z bełchatowską Skrą i pierwszą część sezonu zakończyli na drugiej pozycji. Liga pędziła jak szalona. W europejskich pucharach rzeszowianie zdążyli zagrać dwa pojedynki – obydwa zwycięskie. Pod koniec roku wicemistrzów Polski dopadła wyraźna zadyszka. Resovia najpierw sensacyjnie, w trzech setach, uległa na własnym boisku ekipie Berlin RV w Lidze Mistrzów, by parę dni później przegrać, także w hali Podpromie, z beniaminkiem rozgrywek, Cuprum Lubin. Pozytywnym aspektem porażki z Cuprum była jednak świetna postawa Marko Ivovicia. To od tego momentu szkoleniowiec rzeszowskiej ekipy zaczął stawiać na Serba. – W tym spotkaniu Marko udowodnił, że ma wielki potencjał, ale o tym wiedzieliśmy. Na pewno dostanie swoją szansę – mówił trener Kowal. I rzeczywiście, w kolejnych spotkaniach Marko Ivović był wiodącą postacią w rzeszowskich szeregach.

Chwilę potem kryzys został zażegnany. Resovia ponownie wskoczyła na właściwe tory i rzutem na taśmę zakończyła rundę zasadniczą PlusLigi na fotelu lidera. W Lidze Mistrzów rzeszowianie obronili się przed atakiem berlińczyków i dzięki wygraniu grupy C byli zespołem rozstawionym w losowaniu przed I rundą play-off, w której to na początku zmierzyli się z nieobliczalnym VfB Friedrichshafen. Po wyjazdowym zwycięstwie w pięciu setach i udanym rewanżu siatkarze trenera Kowala zameldowali się w II rundzie, gdzie czekało ich nie lada wyzwanie. Resovia miała bowiem zmierzyć się z rosyjskim Lokomotiwem Nowosybirsk. Niewielu spodziewało się, że pierwszy pojedynek w Rosji potoczy się w ten sposób. Rzeszowianie, na czele których stał Marko Ivović, pokonali w odległej Syberii rywali 3:1 i postawili milowy krok w kierunku Final Four. Siatkarze z Podkarpacia zwieńczyli dzieło po wygraniu dwóch setów rewanżowego pojedynku i myśli wszystkich skierowane były w stronę berlińskiego turnieju finałowego Ligi Mistrzów. W tzw. międzyczasie rzeszowski walec przejechał w półfinale PlusLigi ekipę Jastrzębskiego Węgla, wcześniej odprawiając z kwitkiem Czarnych Radom. Oprócz Marko Ivovicia prym w rzeszowskich szeregach wiódł niemiecki atakujący, Jochen Schoeps, który przez cały sezon pokazywał kapitalną formę, nie pozwalając często prezentować się na boisku Dawidowi Konarskiemu. Po trzecim triumfie nad ekipą z Górnego Śląska podopieczni trenera Kowala mieli tydzień na doszlifowanie formy na półfinałową potyczkę Final Four ze Skrą Bełchatów. Jak się później okazało, Marko Ivović i spółka nie pozostawili złudzeń zespołowi Miguela Falaski. Trzysetowe zwycięstwo zapewniło im upragniony awans do finału rozgrywek Ligi Mistrzów. I chociaż Zenit Kazań okazał się przeszkodą nie do przejścia, to srebrny medal elitarnych rozgrywek był przez wszystkich przyjęty jako sukces. Pewien niedosyt z pewnością pozostał, ale tak grający Zenit na czele z Wilfredo Leonem był w tym dniu „nie do ruszenia”.



Po emocjach związanych z Ligą Mistrzów Resovia przez dwa tygodnie mogła odreagować i w spokoju przygotowywać się do finału mistrzostw Polski z rewelacją sezonu PlusLigi, Lotosem Trefl Gdańsk. Pierwszy pojedynek zakończył się bez większej historii – rzeszowianie wygrali 3:0 i w ich głowach był już kolejny cel – Puchar Polski, rozgrywany nietypowo, bo w przerwie między spotkaniami finałowymi o mistrzostwo Polski. Półfinałowa wygrana z Jastrzębskim Węglem 3:1 pozwoliła rzeszowskiej ekipie awansować do kolejnego w tym sezonie finału. W drugim spotkaniu Lotos ograł Skrę i znowu Resovia miała spotkać się z gdańszczanami, by walczyć o krajowe trofeum. Nikt w Rzeszowie nie dopuszczał do siebie myśli, że ich ulubieńcy mogą przegrać, bowiem ostatni Puchar Polski był wywalczony przez rzeszowską drużynę w 1987 roku. Klątwa pucharowa nie została jednak przełamana. W Ergo Arenie, w obecności ponad 10 tysięcy kibiców, triumfowali gospodarze i podkarpaccy gracze o kolejny rok musieli odłożyć marzenia o Pucharze Polski. Srebrni medaliści Ligi Mistrzów zrewanżowali się rywalom w drugim pojedynku finałowym PlusLigi – wygrana 3:2 sprawiła, że Resovia mogła zakończyć tę rywalizację już w trzecim meczu, który miał być rozegrany w hali Podpromie. Podopieczni trenera Kowala nie zawiedli. Wysoka porażka w pierwszym secie zmobilizowała ich w stu procentach. Kolejne trzy partie padły już łupem gospodarzy, którzy po ostatnim gwizdku sędziego wpadli w szał radości i mogli cieszyć się z powrotu na mistrzowski tron, po jednym sezonie nieobecności.

Liderami rzeszowian w sezonie 2014/2015 byli bez wątpienia Marko Ivović i Jochen Schoeps. W dodatku ten drugi został wybrany najlepszym zawodnikiem PlusLigi w 41. rankingu Przeglądu Sportowego. Niemiec w ciągu rozgrywek zgromadził na swoim koncie 505 punktów, co było szóstym wynikiem wśród wszystkich zawodników PlusLigi. W dodatku uplasował się na piątej pozycji wśród atakujących i zagrywających. Ivović w indywidualnych statystykach nie był widoczną postacią, ale należy pamiętać, że na początku sezonu wcale nie był pewnym punktem u Andrzeja Kowala i często oglądał mecze z kwadratu dla rezerwowych. Serb z pewnością dał rzeszowianom jakość i rozstrzygnął swoją grą niejeden pojedynek. Dobry sezon rozegrał także Piotr Nowakowski (drugie miejsce wśród blokujących) oraz Fabian Drzyzga, a z roli drugiego przyjmującego znakomicie wywiązał się również Nikołaj Penczew. Swoje zrobił Krzysztof Ignaczak, który niejednokrotnie zadziwiał kibiców efektownymi obronami. Ogólnie rzecz biorąc sezon 2014/2015 był znakomity dla zawodników Resovii – kolejne mistrzostwo Polski czy srebrny medal Ligi Mistrzów sprawiły, że był on jednym z najlepszych w historii „Dumy Podkarpacia”, która w następnym sezonie może pokusić się o zdobycie potrójnej korony.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved