Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Lotos Trefl Gdańsk po sezonie: Zrobili swoje

Lotos Trefl Gdańsk po sezonie: Zrobili swoje

fot. Arkadiusz Buczyński

Największym sukcesem, jakim mógł się poszczycić do tej pory zespół z Gdańska, był awans do fazy play-off. Tym razem żółto-czarni nie dość, że zagrali w najlepszej ósemce ligi, to jeszcze zakończyli sezon na podium, ustępując jedynie Asseco Resovii Rzeszów.

Lotos Trefl Gdańsk awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2011 roku. Jednak przez pierwsze trzy sezony próżno szukać było jego dobrych wyników. Wydawać by się mogło, że problem nie tkwił w kwestiach czysto sportowych, bo w drużynie występowali zarówno doświadczeni zawodnicy, jak i trenerzy. Co roku następowały zmiany, a rezultat końcowy wciąż był taki sam. Zarząd nie potrafił znaleźć na tę sytuację wytłumaczenia. Kiedy w drugim roku występów w PlusLidze gdańszczanie awansowali do fazy play-off, dało to nadzieję na zakończenie sezonu w nie najgorszych nastrojach. Jednak rywalizacja z Delectą Bydgoszcz oraz Skrą Bełchatów rozstrzygnęła się szybko na korzyść rywali, co po raz kolejny dało słaby wynik, więc w klubie ponownie przeprowadzono małą rewolucję w składzie. Ona również nie przyniosła rezultatu – poprzedni sezon gdańszczanie zakończyli na 10. miejscu. Z tego względu z Lotosem Treflem Gdańsk pożegnał się kapitan drużyny – Grzegorz Łomacz, który odszedł do beniaminka z Lubina. Na nim ruchy kadrowe się nie skończyły… Podziękowano większości zawodnikom, a w Gdańsku pozostali jedynie: Bartosz Gawryszewski, Krzysztof Wierzbowski, Przemysław Stępień, Artur Ratajczak, Sławomir Stolc oraz Mustafa M’Baye. Radosława Panasa zastąpił na stanowisku szkoleniowca dobrze znany w Polsce Andrea Anastasi, który prowadząc męską reprezentację biało-czerwonych, zdobył złoto Ligi Światowej oraz brązowy medal mistrzostw Europy. Pomimo niewielkiego budżetu klubu Włoch podjął się niezwykle trudnego wyzwania podniesienia marki gdańskiej siatkówki. Na jego życzenie do zespołu dołączyli bardzo doświadczeni zawodnicy, jak Wojciech Grzyb oraz Piotr Gacek. Gdański klub zrobił też tzw. „interes życia” – po zakończeniu ligi zakontraktował Mateusza Mikę. Później ten zawodnik pokazał się ze znakomitej strony w mistrzostwach świata i był liderem drużyny narodowej, która zdobyła złoty medal. Do Lotosu Trefla Gdańsk dołączył również brązowy medalista wspomnianej imprezy – Niemiec Sebastian Schwarz. Nie można nie wspomnieć o Murphym Troyu – Amerykaninie, który został ściągnięty z ligi francuskiej, oraz włoskim rozgrywającym Marco Falaschim. Być może nazwiska te nie były gwarantem sukcesu i nikt z gdańskiego środowiska nie liczył od razu na medale, ale przyszłość okazała się dla gdańszczan bardzo łaskawa…

Początek sezonu ligowego był w wykonaniu Lotosu Trefla Gdańsk wręcz oszałamiający. Zespół, który w poprzednim sezonie nie zagrał nawet w fazie play-off, teraz przez osiem pierwszych kolejek był niepokonany i stracił zaledwie jeden punkt w starciu z Cerrad Czarnymi Radom na boisku rywala (3. kolejka PlusLigi, wygrana gdańskiego Trefla 3:2). W międzyczasie żółto-czarni pokonali 3:1 ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle oraz Transfer Bydgoszcz, czyli zespoły stawiane przed sezonem w czołówce tabeli. Już wtedy dało się słyszeć, że Lotos Trefl może być „czarnym koniem” całych rozgrywek, a to był dopiero początek. Gdańszczanie grali radosną siatkówkę i z meczu na mecz byli coraz bardziej pewni siebie. Nagle bańka mydlana prysła, żółto-czarni przegrali w 9. kolejce 0:3 po słabym meczu z zespołem z Lubina. Od razu wśród sympatyków siatkówki pojawiły się pytania, czy to koniec wojaży i dobrych występów drużyny z Pomorza w najwyższej klasie rozgrywkowej… Porażka z Cuprum Lubin przytrafiła się gdańszczanom w najgorszym z możliwych momentów, bo tuż przed małym maratonem meczowym z czołowymi drużynami PlusLigi. Mogła mentalnie podłamać zawodników, a okazała się jeszcze większą motywacją. Zespół pokazał w Bełchatowie prawdziwy charakter i postawił wielki opór ówczesnemu mistrzowi Polski, przegrywając zaledwie 2:3, przez co do Trójmiasta mógł wracać z podniesioną głową. Kolejne trzy spotkania również zakończyły się po tie-breaku, tym razem na korzyść żółto-czarnych, a były to bardzo cenne zwycięstwa z Asseco Resovią Rzeszów czy Jastrzębskim Węglem. Tym sposobem Lotos Trefl Gdańsk zakończył pierwszą rundę fazy zasadniczej na najniższym stopniu podium, sprawiając małą niespodziankę. Drugą część sezonu zasadniczego gdańszczanie rozpoczęli sześcioma wygranymi z rzędu, po raz kolejny bijąc kędzierzyńską ZAKSĘ oraz Cerrad Czarnych Radom. Jednak wszystkie te zwycięstwa nie były odniesione w dobrym stylu, jak to było w pierwszej rundzie. Coraz bardziej widoczne było zmęczenie zawodników. Sami nie chcieli się do tego przyznać, jednak porażka z AZS-em Częstochowa, a następnie ze Skrą Bełchatów i Asseco Resovią Rzeszów mogły być tylko potwierdzeniem spadku formy. Nie można za to było odmówić gdańszczanom walki, w każdym meczu dawali z siebie wszystko. – Ja nie mogę przegrać bez walki. Każda porażka musi być w części zakończona też z uśmiechem na twarzy, że zrobiło się wszystko, aby wygrać. To jest mentalność zwycięzców, którą próbuję przekazać mojej drużynie. W tym sezonie pokazujemy, że to działa – mówił Strefie Siatkówki trener Anastasi. Problemem w końcówce fazy zasadniczej zdecydowanie był brak zmienników w zespole. Lotos Trefl Gdańsk przez pierwszą część sezonu grał praktycznie jedną szóstką, w której dokonywane były jedynie kosmetyczne zmiany na jedno ustawienie bądź na zagrywkę. Przegrana na zakończenie pierwszej części sezonu z AZS-em Politechniką Warszawską 1:3 uplasowała gdańską drużynę na trzecim miejscu w tabeli. To był najlepszy wynik w historii klubu.

Niezwykle ważne w kontekście rywalizacji w Pucharze Polski było dla gdańszczan zajęcie miejsca w najlepszej czwórce po pierwszej rundzie fazy zasadniczej. Oznaczało to, że rozpoczną grę o Puchar Polski dopiero od VII rundy. Jedyne co im pozostało, to czekać na rywala. Okazał się nim BBTS Bielsko-Biała. Mecz, który nietypowo został rozegrany w Elblągu, przypominał coroczne występy żółto-czarnych w tych rozgrywkach – bez zaangażowania, jakby nie były ważne dla klubu. Po ciężkich męczarniach gdańska drużyna ostatecznie wygrała po tie-breaku. Kolejnym rywalem Lotosu Trefla był Transfer Bydgoszcz. W rozgrywkach ligowych drużyna z Gdańska straciła przeciwko bydgoszczanom jedynie jedno oczko. W Pucharze Polski ponownie okazała się lepsza, wygrywając 3:1. Po tym spotkaniu trener bydgoskiej ekipy wyraził nadzieję, że jego zespół nie spotka się z tym przeciwnikiem w fazie play-off PlusLigi. Gdańszczanie po raz pierwszy w historii awansowali do Final Four Pucharu Polski, a po kilku tygodniach ogłoszono, że będą gospodarzem tego turnieju. Świetny występ przeciwko Skrze Bełchatów dał im awans do ścisłego finału, w którym zmierzyli się z Asseco Resovią Rzeszów. Mecz pełen emocji i zwrotów akcji padł po czterech setach łupem Lotosu Trefla Gdańsk, po czym gdańscy zawodnicy mogli z dumą wznieść w górę wywalczony puchar.



Nadzieje Vitala Heynena, trenera Transferu Bydgoszcz, się nie ziściły, bowiem już w pierwszej rundzie play-off jego zespół musiał rywalizować z gdańskim Treflem. Żółto-czarni podtrzymali zwycięską passę z poprzednich spotkań i zameldowali się w półfinale mistrzostw Polski. Tam po raz kolejny musieli zmierzyć się ze bełchatowską Skrą, która była w trakcie przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu, czyli do Final Four Ligi Mistrzów. Gdańszczanie nie przestraszyli się rywala, który ostatecznie poniósł porażkę na arenie międzynarodowej, trzymali się zasady „bij mistrza” i po czterech emocjonujących meczach awansowali do finału PlusLigi, co oznaczało, że na pewno zakończą ligowe rozgrywki na podium. W finale już czekała na nich Asseco Resovia Rzeszów. Pojedynek z Pucharu Polski był przedsmakiem tej rywalizacji. Okazało się jednak, że nic dwa razy się nie zdarza. Lotos Trefl Gdańsk przegrał pierwsze spotkanie w Rzeszowie w trzech setach. W drugim meczu przegrywał już w Ergo Arenie 1:2, ale udało mu się doprowadzić do tie-breaka, czym po raz kolejny dowiódł, że pomimo zmęczenia wciąż tworzy drużynę i nie zejdzie z boiska bez walki. Tym razem ta waleczność nie przyniosła pozytywnego skutku, bowiem rzeszowianie wygrali 15:13 i byli o krok od mistrzostwa Polski. W hali Podpromie trzeci pojedynek rozpoczął się dla żółto-czarnych bardzo dobrze. Jednak trzecia partia przegrana na przewagi 25:27 okazała się gwoździem do trumny gdańszczan. Więcej Lotos Trefl Gdańsk już nie ugrał, a złoty medal mistrzostw Polski powędrował do zawodników Asseco Resovii Rzeszów. Mimo wszystko zawodnicy gdańskiego Trefla zakończyli sezon z uśmiechami na ustach. Nikt bowiem nie spodziewał się, że zespół bez wielkiego budżetu i wielkich gwiazd w składzie będzie potrafił namieszać nie tylko w PlusLidze, ale także w Pucharze Polski. W meczach finałowych zabrakło szerokiego składu, jakim mogła pochwalić się ekipa z Rzeszowa. Nie można jednak odmówić walki oraz charakteru siatkarzom klubu z Pomorza. Kluczową rolę odegrał z pewnością trener Andrea Anastasi, który wpoił swoją filozofię zespołowi. Tak też powstało hasło marketingowe gdańskiej drużyny – „róbmy swoje!”.

Świetny sezon Lotosu Trefla Gdańsk widoczny jest również w statystykach indywidualnych. Najlepszym zawodnikiem punktującym oraz atakującym ligi został Murphy Troy. Amerykanin był też drugim najlepszym zagrywającym całych rozgrywek (52 punkty serwisem), natomiast Bartosz Gawryszewski zajął najniższy stopień podium wśród najlepiej blokujących (82 punkty blokiem). W statystykach wysoko znaleźli się także Mateusz Mika, Wojciech Grzyb oraz Marco Falaschi. Fenomenem był brak poważniejszych kontuzji w drużynie, a przecież natężenie gier było ogromne. Poza tym Lotos Trefl Gdańsk może się pochwalić świetną atmosferą na każdym meczu oraz najwyższą średnią frekwencją w PlusLidze. Kibice z pewnością zapamiętają nie tylko śpiewającego po polsku trenera Anastasiego, ale także spadające spod dachu Ergo Areny balony i koszulki ze spadochronami oraz akcję wielkanocną z twarzami zawodników zespołu.

Jak może wyglądać przyszły sezon w wykonaniu Lotosu Trefla Gdańsk? Zajmując drugie miejsce w lidze, gdańszczanie mają zapewniony występ w prestiżowej Lidze Mistrzów. Oznacza to, że będą mieli więcej spotkań i wyjazdów. Jeśli chcą dobrze zaprezentować się w tych rozgrywkach, będą musieli zdecydowanie wzmocnić skład. Może być to trudne zadanie, bowiem budżet klubu będzie podobny do tego, jakim dysponował w minionym sezonie. Z tego względu kluczowe jest zatrzymanie podstawowych zawodników. Wiadomo, że w zespole pozostaną na pewno Mika, Troy, Falaschi, Grzyb, Gacek, Gawryszewski, Ratajczak, Stępień, Schulz i Czunkiewicz. Oficjalnie odszedł z gdańskiej drużyny Krzysztof Wierzbowski, prawdopodobnie jego śladami pójdzie również brązowy medalista mistrzostw świata, Sebastian Schwarz. Z zespołu odejdzie również Stolc i M’Baye. Mówi się, że z Lotosem Treflem Gdańsk po słowie jest już Miłosz Hebda z MKS-u Banimexu Będzin. Pozostałe nazwiska potencjalnych zawodników gdańskiego Trefla wciąż są nieznane. Wydaje się, że taki skład nie będzie gwarantem sukcesu w europejskich rozgrywkach. Jednak trener Anastasi, który przedłużył swoją umowę na dwa kolejne lata, może po raz kolejny wszystkich zaskoczyć. Pewne jest jedno, o medale w nadchodzącym sezonie będzie bardzo trudno.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved