Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Transfer Bydgoszcz po sezonie: Nie wszystko jest możliwe?

Transfer Bydgoszcz po sezonie: Nie wszystko jest możliwe?

fot. plusliga.pl

Duże plany, dobry wynik - czy to wystarczyło? Mimo zajęcia 5. lokaty PlusLigi apetyty w klubie znad Brdy były nieco większe. Poprawienie pozycji sprzed roku to spory sukces, ale drużyna czuła, że stać ją było na jeszcze jeden krok naprzód w klasyfikacji końcowej.

Belgijska wizja od podstaw

Po tym jak w połowie sezonu 2013/2014 stery w bydgoskim klubie przejął Vital Heynen (który finalnie uratował drużynę przed zajęciem ostatniego miejsca w lidze) mówiło się, że w momencie, gdy będzie miał on większą swobodę w komponowaniu zespołu, wynik będzie jeszcze lepszy niż poprzednio zajęta 9. lokata. Przyszedł czas na zmiany, które dotknęły przede wszystkim zagranicznych ogniw teamu znad Brdy – Garretta Muagututii (przeszedł do Fuijan Volleyball), Carsona Clarka, który zasilił szeregi Olympiakosu Pireus oraz pary Kubańczyków – Yassera Portuondo i Maikela Salasa (PV Lugano). Za współpracę podziękowano również Marcinowi Wice, Miłoszowi Zniszczołowi (AZS Olsztyn), Tomaszowi Wieczorkowi, Bartoszowi Filipiakowi (Victoria Wałbrzych), Piotrowi Sieńko oraz Bartoszowi Janeczkowi (AZS Częstochowa). Po wietrzeniu szatni nastąpił czas uzupełnienia braków kadrowych. Nie ulegało wątpliwości, że charyzmatyczny Belg obierze specyficzny sposób doboru nowych zawodników. Tak jak się można było spodziewać, sięgnął on po siatkarzy, którzy byli obdarzeni wyjątkowym potencjałem, ale w ostatnich sezonach nie błyszczeli aż tak bardzo, jak można było się tego oczekiwać. Szkoleniowiec za naczelne zadanie nadchodzących miesięcy postawił sobie skomponowanie pewnej siebie drużyny i rozwój w dyspozycji jej członków, tak aby nikt z jego podopiecznych nie powiedział, że uważa czas spędzony w ekipie z Bydgoszczy za stracony. Jednym z pierwszych wzmocnień był doskonale znany w Polsce Jakub Jarosz, który trafił do Transferu po nieudanym czasie w barwach Trefla Gdańsk (mimo tego, że w klasyfikacji najczęściej atakujących zajął 7. pozycję, to lokata, którą wypracował jego team, skutecznie przekreśliła wartość wyróżnień indywidualnych). Sporo do zmiany było na przyjęciu – do klubu dołączyli Konstantin Cupković (który w ostatnim czasie nie grał za wiele, nawet jeśli jego drużyna wygrywała), Andrew Nally (Evivo Düren) oraz Steven Marshall (jego transfer zakończył budowanie składu). Ponadto na rozegranie trafił zdolny Nikodem Wolański z Effectora Kielce, a na środek Dawid Gunia (AZS Politechnika Warszawska) oraz kolejny Kanadyjczyk, Justin Duff (poprzedni sezon spędził w szerzej nieznanej indonezyjskiej Dżakarta Energi). W klubie na kolejny sezon pozostali Marcin Waliński, Jan Nowakowski, Łukasz Wiese, Paweł Woicki, Tomasz Bonisławski, Paweł Stysiał oraz kapitan, Wojciech Jurkiewicz. Ta kompilacja osobowości i chęci odegrania się za wcześniejsze niepowodzenia miała zagwarantować bydgoszczanom walkę o medale PlusLigi.

Jeżeli nie ma siły przebicia, trzeba wygrać sprytem



Mimo optymizmu już pierwsza kolejka siatkarskiej ekstraklasy pokazała, że bydgoszczanom nie będzie łatwo w tym sezonie, bowiem na własnym terenie Transfer uległ w tie-breaku wilkom Jakuba Bednaruka. W tym starciu najbardziej niestabilnym elementem gry miejscowych okazało się przyjęcie, z którym problemy (jak się potem okazało) towarzyszyły im do końca zmagań (40 procent efektywności gospodarzy do 54 AZS-u). Tydzień później było niewiele lepiej, gdyż na wyjeździe zespół znad Brdy wprawdzie pokonał olsztynian, ale również potrzebował na to aż pięciu setów (ponownie przegrali z rywalami w defensywie – 45 do 51 procent). Z meczu na mecz było jednak lepiej i za trzy punkty wygrywali z Effectorem, tygrysami, częstochowianami i BBTS-em (po drodze przydarzyła się im „wpadka” w boju z Treflem, która była pierwszą z kilku z tym rywalem w sezonie 2014/2015, chociaż od strony defensywnej team z Bydgoszczy spisał się bardzo dobrze). Podopieczni Vitala Heynena mieli już teoretycznie łatwe pojedynki za sobą i przyszedł czas na zmierzenie się z ligowymi potentatami. Niestety, w meczach ze Skrą i Resovią wypadli słabo nawet pomimo dołączenia do składu Dawida Murka. W pierwszym spotkaniu bełchatowianie dosłownie zablokowali ich ofensywę (16 bloków po stronie przyjezdnych, 5 w szeregach gospodarzy), natomiast rzeszowianie spisywali się lepiej w polu serwisowym, czym podporządkowali sobie rywali na Podpromiu. Światełkiem w tunelu okazało się być jednak zwycięstwo Transferu z Jastrzębskim Węglem 3:1, kiedy to Jarosz miał „dzień konia” w polu serwisowym i pięciokrotnie zagrał asa serwisowego. Po tie-breaku z ZAKSĄ i łatwej wygranej z radomianami po pierwszej części rundy zasadniczej bydgoszczanie zajmowali 6. lokatę, a do trzecich gdańszczan tracili w ligowej tabeli sześć oczek.

Imponujący początek i sportowa zadyszka na mecie

Trzeba przyznać, że bilans pierwszych ośmiu spotkań drugiej części sezonu zasadniczego robił spore wrażenie – po wygranej 3:1 z warszawianami, Cuprum i drużyną z Częstochowy, 3:0 z olsztynianami, Effectorem, MKS-em i BBTS-em i jednej porażce w tie-breaku z gdańszczanami Transfer znajdował się na 4. miejscu w tabeli i tracił dwa oczka do zespołu Andrei Anastasiego. Przed zawodnikami znad Brdy były jednak trudne kolejki, w których mieli się zmierzyć z bezpośrednimi rywalami. Wydaje się, że w tym właśnie momencie zapadły kluczowe rozstrzygnięcia, które zaważyły na finalnym rezultacie ekipy Vitala Heynena. Wszystko zaczęło się od spotkania z ówczesnymi mistrzami Polski, z którymi nie tylko przegrali 0:3, ale styl, w którym to zrobili, był wyjątkowo nieprzystający do przedsezonowych założeń klubu. W żadnym z setów bydgoszczanom nie udało się wywalczyć więcej niż 16 (!) oczek, Skra ponownie dużo częściej blokowała (11:2), przy czym zapisała na swoim koncie 12 asów serwisowych – już te dwa czynniki wystarczyły, żeby całkowicie podporządkować sobie rywali. Jakby tego było mało, skuteczność ofensywy i defensywy przyjezdnych była bardzo niska, co okazało się dla nich gwoździem do trumny (37 procent w ataku, 32 w przyjęciu).

Trudno było się spodziewać, że 5 dni później Transfer zdoła odłożyć te przeżycia na bok i powalczyć jak równy z równym z Resovią. U siebie udało im się jednak ugrać seta, a większe załamanie przyszło po meczu na Śląsku z jastrzębianami, którzy w trzech partiach wykorzystali wszystkie słabości przeciwnika. Mimo wszystko wynik nie odzwierciedlał faktycznego stanu rywalizacji, bowiem pojedynek był wyjątkowo zacięty i sportowe szczęście zdecydowało o finalnym rezultacie. Sytuacja ekipy znad Brdy się jednak skomplikowała, bowiem lubinianie i podopieczni Roberto Piazzy wyprzedzili ich w tabeli, co w świetle zbliżającej się fazy play-off nie było dobrą wróżbą. Po kolejnym tie-breaku z ZAKSĄ i wygranej z radomianami bydgoszczanie z 50 oczkami na koncie zajęli szóstą lokatę zaraz za Cuprum, które z taką samą ilością punktów wyprzedziło ich korzystniejszym bilansem setów. Oznaczało to, że w pierwszej części fazy play-off zespół z Łuczniczki zmierzy się z gdańszczanami.

Play-off pod znakiem Trefla Gdańsk

Jak się okazało, dwie porażki z ekipą Andrei Anastasiego nie uleciały z głów siatkarzy Transferu przed kolejnymi zmaganiami. W ciągu czterech dni zespół trenera Heynena zaprzepaścił swoje szanse na walkę o medale, dwukrotnie przegrywając w czterech setach z Treflem, co było piątą porażką z tym zespołem w trwającym sezonie (wliczając bój w Pucharze Polski). – Oni po prostu generalnie byli lepsi. W poprzednich meczach często głównym czynnikiem, który przesądzał o wyniku, był Mateusz Mika, ale w ostatnim spotkaniu bardziej decydowali Murphy Troy oraz Sebastian Schwarz, więc to pokazało, że ekipa z Gdańska ma więcej rodzajów broni, która pozwala im nas pokonać. Mogę tylko powiedzieć, że gratuluję przeciwnikom tego, że zagrali lepiej – nie można nic więcej skonkludować, kiedy z jednym zespołem przegrywa się piąty raz z rzędu – powiedział po rywalizacji szkoleniowiec znad Brdy. Jego podopiecznym pozostała więc walka o 5. miejsce siatkarskiej ekstraklasy, w której na pierwszy ogień przyszło im się zmierzyć z będzinianami. – Zdajemy sobie sprawę z tego, jaką wagą obarczone jest to, żebyśmy w sezonie zajęli jak najlepszą lokatę, nie tylko dla nas samych, ale także dla klubu – powiedział Konstantin Cupković po wygranym spotkaniu w Sosnowcu, a wtórował mu Justin Duff. – Byłoby niesamowicie, gdybyśmy znaleźli się w czołowej „czwórce”, ale wszystkie zespoły, które walczą w tej chwili o mistrzostwo, udowodniły nam, że w ciągu całego sezonu były lepiej dysponowane – przyznał Kanadyjczyk. Tym, co pomogło jego drużynie w rywalizacji z ekipą Roberto Santillego, była przede wszystkim większa skuteczność ofensywy (52 procent efektowność w pierwszym boju, 47 w drugim), co pozwoliło zespołowi na kontynuację marzeń o walce w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

Ich kolejnymi rywalami byli warszawianie, będący blisko sprawienia sensacji w pierwszej potyczce (wygrana 3:2 przez Transfer), ale w kolejnym boju w Łuczniczce z wilków Bednaruka „uleciało powietrze”, co poskutkowało dziewięćdziesięcioma minutami jednostronnego widowiska, którego najbardziej wartościowym graczem okazał się Paweł Woicki. Gra o 5. miejsce nabrała rumieńców w III rundzie zmagań, kiedy bydgoszczanom przyszło się zmierzyć z zespołem, z którym dotychczas dwukrotnie przegrali 2:3, czyli kędzierzynianami. Dla klubu z Opolszczyzny finalna lokata miała spore znaczenie, ponieważ w jakiś sposób mogła uratować sezon jednego z najbogatszych klubów PlusLigi. W inaugurującym boju nie mieli sobie równych – w trzech setach wygrali do 22, a tylko w jednym na przewagi ulegli przyjezdnym. Prezentowali się znacznie lepiej w przyjęciu (68 procent do 43) i zdobyli 6 asów. W dobrych humorach zawitali więc nad Brdę, ale tam czekała ich niespodzianka – tak grającego Transferu jeszcze w tym sezonie kibice nie widzieli, bowiem gospodarze popełniali mniej błędów, byli skuteczniejsi w ataku (50 procent do 41) i w defensywie (48 do 40). Niekwestionowanym bohaterem po ich stronie był Cupković, który wywalczył aż 23 oczka, co przy dziesięciu Dicka Kooya robiło sporą różnicę. Nie mających nic do stracenia miejscowych nie zatrzymała nawet konieczność gry w „złotym secie”, w którym finalnie zwyciężyli 15:12. – Po pierwszym pojedynku trener powiedział, że może mentalnie nie byliśmy tak dobrze przygotowani, jak powinniśmy, ale nie martwi się o to, jak podejdziemy do spotkania na własnym terenie w Bydgoszczy. Może to gdzieś zaważyło? – zastanawiał się Jakub Jarosz. Co prawda na bydgoszczan nie czekały medale, ale smerfne szarfy przygotowane przez wolontariuszy – Papą Smerfem został Vital Heynen, Marzycielem Justin Duff, Zgrywusem popularny „Cupko”, a Pracusiem Paweł Woicki.

Nie wszystko jest możliwe?

Wszystko jest możliwe! Nasza porażka z gdańszczanami nie zmienia faktu, że nie ma dla mnie bariery, której nie da się przeskoczyć. Uważam, że zawsze można osiągnąć to, co się chce. Bariery można narzucić samemu sobie, ja w swoim życiu ich nie widzę – powiedział Vital Heynen. Co zatem zawiodło i nie pozwoliło zespołowi znad Brdy walczyć o medale? Wydaje się, że kluczem było przyjęcie, z którego niestabilnością gracze mierzyli się cały sezon. Ma ono bezpośrednie przełożenie na ofensywę, której siła w meczach z drużyną Murphy’ego Troya była koniecznym elementem potencjalnej wygranej. Widać było, że zawodnicy często silili się na zagrania taktyczne, a w momencie, kiedy lekkie zwątpienie wdarło się w grę Cupkovicia, częstokroć nie mieli ani jednego zdecydowanego na siatce zawodnika. To właśnie Serb „pchał” swoich kolegów w stronę zagrań energiczniejszych, a bez jego motywacji nie zawsze znalazł się gracz, który byłby w stanie go zastąpić, na co Vital Heynen nie znalazł recepty. W nowym sezonie charyzmatyczny szkoleniowiec nie będzie prowadził bydgoszczan – zastąpi go Piotr Makowski. Trzeba przyznać, że jest to spora starta nie tylko dla drużyny, ale i także polskiej siatkówki, bowiem nie można powiedzieć, że osobowość Belga jest przeciętna. O jego wyjątkowym postrzeganiu sportu świadczy fakt, w jaki sposób komponuje on swoje zespoły – nie mając wielkiego budżetu, potrafi stworzyć drużynę, która pokona w walce o 5. miejsce ligowego potentata, a co więcej sprawi, że wszyscy jego podopieczni określą rozstanie z nim jako jedno z najgorszych wydarzeń sezonu. Gratulacje należą się także Marianowi Kardasowi, który podczas nieobecności trenera Heynena samodzielnie prowadził Transfer przez pierwsze sześć tygodni okresu przygotowawczego. To właśnie oni spowodowali, że w gronie 5. najczęściej punktujących siatkarzy PlusLigi znalazło się aż dwóch przedstawicieli ich ekipy (Jarosz 3. – 532 punkty, Cupković 5. – 509 oczek). Świetny rok ma za sobą także Woicki, czyli numer 4 wśród najlepiej rozgrywających zawodników (47,13 procent efektywności zagrań). Z pewnością właśnie tych trzech graczy może zaliczyć minione rozgrywki do wyjątkowo udanych, co miało swój wyraz także w powołaniach do reprezentacji narodowych. Poza nimi w kadrach zagrają między innymi Marshall, Duff i Waliński.

Co więcej, nie wolno zapomnieć o Dawidzie Murku, który dołączył do zespołu w trakcie sezonu i od razu wpasował się w jego styl. Występował na pozycji przyjmującego i libero, jednak jego prawdziwą wartość i to, że mimo dość zaawansowanego jak na sportowca wieku jest w doskonałej dyspozycji, pokazały boje, gdzie grał także w ofensywie. Jakość jego zmian można było zobaczyć w „złotym secie” z ZAKSĄ o 5. miejsce – to była jego partia i to właśnie on w końcówce posłał kilka siatkarskich gwoździ w boisko rywali, które przesądziły o wyniku meczu.

Są jednak zawodnicy, którzy dostali mniej szans na walkę o plusligowe oczka. W ich gronie znaleźli się Paweł Stysiał (1 rozegrany set), Łukasz Wiese (8 rozdań, 13 oczek), Jan Nowakowski (18 punktów, 31 partii) czy też Tomasz Bonisławski, który spisywał się słabiej przez problemy zdrowotne. Z tego grona tylko młody środkowy dostał powołanie do gry w Lidze Europejskiej, co z pewnością zrekompensowało mu gorycz stania w kwadracie dla rezerwowych. Resztę tej grupy można zaliczyć do zdecydowanie słabszych ogniw Transferu.

Mimo wszystko to od obcokrajowców wymaga się najwięcej. Niewątpliwie „Cupko” był motorem napędowym bydgoszczan, lecz nie można tego samego powiedzieć o wszystkich bydgoszczanach. Średni sezon ma za sobą Marshall, który zdobywał nieco ponad jeden punkt na set i atakował z 41-procentową skutecznością. Z pewnością oczekiwano od niego więcej, tak samo jak i od 7. wśród najlepiej blokujących zawodników, czyli Duffa. Kanadyjczykowi przydarzały się zarówno bardzo słabe spotkania (tak jak pierwszy mecz z warszawianami, gdzie zagrał w 4 setach i atakował przy 0-procentowej skuteczności), jak i świetne (pojedynek z lubinianami, 14 punktów, 80 procent efektywności). Nie zmienia to jednak faktu, że siatkarz ten w klubie z Bydgoszczy się odbudował i teraz jest pewnym ogniwem Glenna Hoaga podczas Ligi Światowej.

Jedynym Amerykaninem w składzie był Andrew John Nally, którego należy docenić przede wszystkim za umiejętność adaptowania się do sytuacji – grywał naprzemiennie jako libero i przyjmujący, a na dodatek robił to z dobrym skutkiem. W meczach, w których go brakowało (m.in. w Bielsku-Białej czy przedostatnim pojedynku sezonu) jego kolegom z zespołu grało się zdecydowanie gorzej w przyjęciu, co świadczy o tym, jak nieodzownym elementem sportowej układanki się stał.

Co dalej?

Wiadomo, że szeregi bydgoszczan opuszczą Vital Heynen, Paweł Woicki (AZS Olsztyn), Marcin Waliński (AZS Olsztyn), Justin Duff (spekulacje o dołączeniu do olsztynian), Konstantin Cupković (Tours VB) i Dawid Gunia (Cuprum Lubin). Mówi się także o odejściu Stevena Marshalla i możliwym transferze Andrew Nally’ego. Ważne kontrakty lub przedłużone mają: Jakub Jarosz, Jan Nowakowski, Łukasz Wiese, Dawid Murek, Tomasz Bonisławski i Wojciech Jurkiewicz. Umowę z klubem podpisał brazylijski rozgrywający Murilo Radke, spekuluje się także o przejściu Wojciecha Ferensa z BBTS-u Bielsko-Biała.

Najczęściej atakujący zawodnik: Jakub Jarosz (2. miejsce, 462 ataki)
Najczęściej blokujący zawodnik: Justin Duff (7. miejsce, 70 bloków)
Najlepiej rozgrywający zawodnik: Paweł Woicki (4. miejsce, 47,13% skuteczności)
Najczęściej punktujący zawodnik: Jakub Jarosz (3. miejsce, 532 punkty)
Najlepiej serwujący zawodnik: Konstantin Cupković (9. miejsce, 42 asy)
Najlepiej przyjmujący zawodnik: Andrew Nally (27. miejsce, 26,86% efektywności zagrań)
Najwięcej setów na boisku: Paweł Woicki i Jakub Jarosz (126 partii)
Najwięcej nagród MVP: Paweł Woicki (7 wyróżnień)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved