Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > ZAKSA Kędzierzyn-Koźle po sezonie: To nie miało tak wyglądać…

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle po sezonie: To nie miało tak wyglądać…

fot. Mateusz Siwiec

Sezon 2014/2015 przez sympatyków ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nie będzie miło wspominany. Kędzierzynianie zakończyli rozgrywki z pustymi rękoma, a dodatkowo nie uzyskali kwalifikacji do europejskich pucharów w przyszłym roku. Taki wynik to ogromne rozczarowanie.

Choć sezon 2013/2014 nie był dla ZAKSY nad wyraz udany, to podopiecznym Sebastiana Świderskiego udało się obronić Puchar Polski i zająć czwartą lokatę w PlusLidze gwarantującą grę w Pucharze CEV. Klubowi działacze w rozgrywkach 2014/2015 oczekiwali więc lepszego startu – obrony krajowego pucharu, medalu w ekstraklasie i włączenia się do walki o europejskie trofeum. Jak pokazały minione miesiące, były to zbyt wygórowane wymagania w stosunku do zespołu z Opolszczyzny. ZAKSA na krajowym froncie nie zdołała wykonać żadnego z zadań i może być zadowolona jedynie z występów w rozgrywkach kontynentalnych. Nie tak wyobrażano sobie w Kędzierzynie-Koźlu ten niedawno zakończony sezon.

Kłopoty ZAKSY rozpoczęły się praktycznie wraz z premierowymi pojedynkami klubowych rozgrywek. Pierwszym poważnym ciosem dla drużyny była kontuzja Michała Ruciaka, która wykluczyła przyjmującego z gry na kilka długich tygodni. Kolejny cios przyszedł chwilę później, kiedy to Grzegorz Bociek ogłosił, iż jest zmuszony zawiesić swoją karierę z powodu poważnej choroby. Jakby tego było mało, po jednym meczu ligowym i spotkaniu o Superpuchar Polski skład niebiesko-biało-czerwonych opuścił mistrz świata, Marcin Możdżonek. Środkowy reprezentacji Polski został skuszony przez Halkbank Ankara, który „montował” skład na miarę zwycięstwa w Lidze Mistrzów. O ile na powrót Ruciaka do pełnej dyspozycji trzeba było po prostu poczekać, o tyle brak Boćka i Możdżonka stworzył dwa wakaty. W trybie nagłym klubowi działacze zaczęli się rozglądać za następcami tej dwójki. Wybór padł na atakującego z Holandii Kaya van Dijka oraz dobrze znanego w Kędzierzynie-Koźlu środkowego Wojciecha Kaźmierczaka. Z taką kadrą ZAKSA miała wypełnić przedsezonowe postanowienia. Już pierwsze ligowe spotkania pokazały, że będzie o to niezwykle trudno. Wygrana z AZS-em Częstochowa i ładny bój o Superpuchar wlały kibicom nadzieję w serca, jednak późniejsza seria pięciu porażek błyskawicznie zburzyła ten bajkowy obrazek. O ile porażki ze Skrą, Resovią czy Jastrzębskim Węglem można było zaakceptować, o tyle przegrane z Treflem i Cuprum były dla kędzierzyńskiego środowiska zaskakujące i bolesne. W kolejnych kilku kolejkach ZAKSA zaliczyła serię zwycięstw z ekipami dolnej połowy tabeli, a mecze rewanżowe z wyżej wymienioną piątką po raz kolejny zakończyły się festiwalem porażek przeciętym efektowną wygraną 3:0 nad Skrą. Nastroje kibiców jeszcze bardziej pognębiły kolejne dwie „wtopy” – 2:3 z Banimeksem Będzin oraz 1:3 z AZS-em Olsztyn. Już wtedy wiadomym było, iż ZAKSA w czołowej czwórce na pewno się nie znajdzie i w pierwszej rundzie play-off trafi na bardzo wymagającego rywala. Medalowe plany zaczęły być coraz mniej realne. Fazę pucharową kędzierzynianie rozpoczęli od starć z bełchatowianami i po dwóch porażkach 0:3 po raz pierwszy od 7 lat wypadli poza czołową czwórkę ligi. W walce o udział w europejskich pucharach ZAKSA pokonała AZS Olsztyn i Cuprum Lubin, jednak w bezpośrednim starciu o miejsce piąte przegrała z Transferem Bydgoszcz i musiała zadowolić się odległą 6. pozycją.

Przygoda z Pucharem Polski była dla siatkarzy z Opolszczyzny krótka, gorzka i deprymująca. Tuż przed Bożym Narodzeniem, po ligowej klęsce 0:3 z Cuprum Lubin, ekipa trenera Świderskiego udała się na mecz VII rundy rozgrywek do Jastrzębia-Zdroju. Gracze trenera Piazzy nie okazali litości i w trzech setach zakończyli marzenia ZAKSY o kolejnej obronie tego trofeum. Najbardziej pozytywnie siatkarze z województwa opolskiego będą wspominać swój udział w Pucharze CEV, gdzie zawędrowali aż do półfinału. Oczywiście także i w tych rozgrywkach nie uniknęli oni słabych spotkań, jakimi na pewno można nazwać wyjazdowe porażki 2:3 z fińskimi Tiikeritem Kokkola i VaLePa Sastamala, jednakże trafiały się też mecze bardzo udane, a wręcz dramatyczne. Na pewno tym mianem można określić rywalizację z ćwierćfinale CEV Cup, gdzie przed własną publicznością ZAKSA do zera ograła turecki Arkas, by polec 0:3 na wyjeździe, lecz przy znakomitej grze Lucasa Loha zwyciężyć w złotym secie. Przeszkodą nie do przejścia i zarazem barierą uniemożliwiającą wejście do finału okazała się już nie tak potężna jak kilka lat temu ekipa Trentino Volley. Włosi w Polsce wygrali po tie-breaku u siebie 3:1 i uzyskali prawo do gry o końcowy triumf. Taki rezultat w rozgrywkach europejskich na pewno nie jest powodem do wstydu, choć trzeba przyznać, że szansa na ogranie Kazijskiego i spółki była.



Mówiąc o wynikach zespołu, trzeba bacznie przyjrzeć się tym, którzy o te wyniki bezpośrednio walczyli. Wypadnięcie ze składu Boćka i Możdżonka wywarło duży wpływ na końcowy kształt zespołu. ZAKSA zmuszona do natychmiastowego zakontraktowania zastępców dla tej dwójki nie miała zbyt wiele czasu do namysłu i zbyt wielkiego pola manewru. Być może zamiast Kaźmierczaka i van Dijka można było sprowadzić graczy lepszych i bardziej pasujących do drużyny, jednak działaczy po części można rozgrzeszyć. Rozgrzeszyć za to nie można tych dwóch zawodników, którzy, nie owijając w bawełnę, zaliczyli mizerne sezony. Wielkolud van Dijk przez większą część sezonu szukał formy i walczył z blokiem rywali, a swoje najlepsze oblicze pokazał w 3-4 ostatnich pojedynkach. Wojciech Kaźmierczak nie okazał się istotnym uzupełnieniem składu i raczej stanowił tło dla swoich kolegów na pozycji środkowego. Gdy tylko para Gladyr – Wiśniewski była zdrowa, on zajmował miejsce w kwadracie rezerwowych, a w końcówce sezonu w wyścigu o miejsce w składzie wyprzedził go także młody i niedoświadczony Krzysztof Rejno. Dużym ograniczeniem dla trenera Sebastiana Świderskiego okazała się też absencja Michała Ruciaka. Do niedawna etatowy reprezentant Polski dwukrotnie wypadł ze składu na dłuższy okres czasu z powodu kontuzji, a jego miejsce zajmował Lucas Loh. Choć Brazylijczyk dysponuje ogromnym potencjałem i po raz kolejny znalazł się w szerokiej kadrze Brazylii na sezon reprezentacyjny, to wyraźnie nie odnalazł się poza granicami ojczyzny. Jeden wybitny mecz przeciwko Arkasowi i kilka bardzo przyzwoitych spotkań to zbyt mało, by zatrzeć złe wrażenie ze startu rozgrywek, kiedy to rywale niemiłosiernie obstrzeliwali go zagrywką. Dodatkowo nad jego głową wisiała „klątwa Fontelesa” – starszego kolegi, który w Kędzierzynie-Koźlu stał się niemal legendą. Niestety, Lohowi do tego poziomu dużo zabrakło. Na środku siatki w ZAKSIE niemal standardowo mieliśmy do czynienia ze szpitalem. Kilkukrotnie podczas rozgrywek ze składu wypadał Łukasz Wiśniewski, który co roku trapiony jest przez kontuzje, natomiast Jurij Gladyr tym razem lepiej wytrzymał trudy sezonu i pauzował mniej niż w poprzednich rozgrywkach. Dużo słabszy sezon zanotował też najlepszy joker w PlusLidze – Dominik Witczak. Atakujący ZAKSY w zeszłym roku zapracował na powołanie do szerokiej kadry biało-czerwonych, natomiast w bieżącym sezonie kapitalne wejścia przeplatał z mocno przeciętnymi występami. Ciężko jakkolwiek ocenić wkład w wyniki zespołu Krzysztofa Zapłackiego, który na boisku pojawiał się od wielkiego dzwonu oraz Pawła Gryca leczącego poważną kontuzję. Obaj panowie byli filarami Młodej ZAKSY, która zdobyła srebrny medal Młodej Ligi, za co na pewno należą im się brawa. Na dużego plusa zasłużył Krzysztof Rejno. Nowy środkowy ZAKSY na starcie sezonu był niepozornym Krzysiem, a pod koniec rozgrywek stał się jednym z ciekawszych graczy na swojej pozycji, co nie umknęło oczom Andrzeja Kowala, który do Rejno wysłał powołanie do kadry B. Za mało szans na pokazanie się w ważnych meczach PlusLigi otrzymał chyba Nimir Abdel-Aziz, który dysponuje świetnymi parametrami fizycznymi i był pomocny nie tylko w zagrywce, ale także bloku, ataku i obronie. Z dwójki mistrzów świata lepiej prezentował się Paweł Zatorski, który przez całe rozgrywki nie zszedł poniżej swojego wysokiego poziomu i starał się jak mógł, by zabezpieczyć „tyły” ZAKSY. Paweł Zagumny pokazał swoją klasę w wielu spotkaniach, jednak coraz częściej przytrafiały mu się gorsze wybory i nie do końca dokładne piłki. Najjaśniejszym punktem kędzierzynian w minionym sezonie był bez wątpienia Dick Kooy. Holenderski bombardier praktycznie w każdym meczu był najlepiej punktującym siatkarzem zespołu, stwarzał największe niebezpieczeństwo i został naturalnym liderem drużyny. Jego dobra gra nie była jednak wystarczająca, by sezon zakończyć z medalem bądź jednym z pucharów.

Fani zespołu z Opolszczyzny z utęsknieniem wypatrują kolejnego sezonu ligowego. Patrząc na roszady dokonywane przez działaczy z Kędzierzyna-Koźla, a mianowicie zatrudnienie nowego szkoleniowca oraz zachęcenie do gry w niebiesko-biało-czerwonych barwach m.in. mistrzów świata Buszka i Konarskiego, można być dobrej myśli. Jaki będzie ten kolejny sezon w wykonaniu ZAKSY? Ciężko sobie wyobrazić, by był gorszy od tego, który dopiero co się zakończył. Jedno jest pewne – rozgrywki 2014/2015 w historii kędzierzyńskiej siatkówki nie zapisały się złotymi zgłoskami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved