Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Cuprum Lubin po sezonie: Mogło być pięknie, skończyło się… dobrze

Cuprum Lubin po sezonie: Mogło być pięknie, skończyło się… dobrze

fot. Tomasz Szwajkowski / szwajkowski.info

Był długi moment, w którym Cuprum Lubin zaskakiwało w PlusLidze wszystkich i - co ważne - zaskakiwało pozytywnie, urastając do rangi "niespodzianki sezonu". Ostatecznie zespół z Lubina zakończył swój inauguracyjny w ekstraklasie sezon na 7. miejscu.

Po wywalczeniu trzeciej lokaty na zapleczu ekstraklasy siatkarskiej, otrzymanie zielonego światła od władz PlusLigi dla Cuprum Lubin oznaczało walkę w nowej rzeczywistości ligowej, dlatego w klubie z województwa dolnośląskiego mocno przyłożono się do budowania składu. Lubińscy działacze sięgnęli nie tylko po te znane na arenie siatkarskiej nazwiska, ale jak się okazało – mieli też przysłowiowego „nosa” także do tych, o których słyszano mniej. Na czele teamu stanął Gheorghe Cretu – dobrze znany w PlusLidze rumuński trener. Umiejętnie dobrany zespół, w którym charakternych i przebojowych graczy uzupełnili spokojni, zdystansowani i niewojowniczy zawodnicy, okazał się dobrym kierunkiem, jaki obrał klub z województwa dolnośląskiego. I tak do beniaminka rozgrywek trafili: niezwykle solidny libero – Paweł Rusek, powracający po wojażach na zagranicznych parkietach – Marcel Gromadowski, przenoszący się z Pomorza – Grzegorz Łomacz. Stawkę nowo pozyskanych uzupełnili gracze zagraniczni – Ivan Borovnjak, Jeroen Trommel oraz Dmytro Paszycki. W zespole, który awansował do PlusLigi, byli m.in. Łukasz Kadziewicz i Szymon Romać. Jak się okazało w trakcie sezonu, jedni i drudzy byli ważnym elementem drużyny. Już w momencie, gdy zespół przygotowywał się do rozgrywek ligowych, wiadome było, że Cuprum nie będzie zespołem do bicia. Od pierwszych chwil, gdy do Polski zawitał ukraiński środkowy, pewne było, że będzie on ważnym punktem drużyny. Gdy na treningach zawodnicy kolejno odbijali się od bloku Paszyckiego, każdy tylko z podziwem kręcił głową. Sezon pokazał, że nie tylko popularny „Dima” był ostoją zespołu. Doświadczenie Trommela i Kadziewicza było na wagę złota i niejednokrotnie dawało o sobie znać, wspomagając grę całego zespołu. Cenny był zwłaszcza holenderski przyjmujący, na którym wiele razy w trudnych momentach opierała się gra całej drużyny. Choć co prawda Borovnjak zaliczył również słabsze spotkania, to jednak tych na najwyższym poziomie było dużo więcej. Cały sezon jednak wśród lubinian wykreował jedną gwiazdę – Szymona Romacia. Młody, miejscowy atakujący miał być zmiennikiem Marcela Gromadowskiego, ten jednak już na początku sezonu nabawił się urazu, który wyłączył go z gry na niemal cały sezon. Ta sytuacja sprawiła, że szansę otrzymał właśnie Romać. Ten 23-letni zawodnik okazał się armatą nie do zatrzymania, a o jego sile i skuteczności przekonywali się wszyscy – także rywale z czołówki PlusLigi. Mimo że na koniec nie znalazł się w czołówkach indywidualnych statystyk, to plasował się niedaleko za nimi. To jest jednak mało ważne – jego świetna, stabilna forma została dostrzeżona i obecnie Szymon Romać trenuje z reprezentacją Polski, a powołanie otrzymał jak najbardziej zasłużenie. Transferowym strzałem w dziesiątkę można nazwać wcześniej wspomnianego Dmytro Paszyckiego. Zawodnik okazał się najlepszym środkowym PlusLigi i wiódł prym zarówno w ataku, jak i w bloku. Nic więc dziwnego, że po sezonie zanotował znaczny sportowy, jak i finansowy awans i w kolejnych rozgrywkach będzie walczył o najwyższe cele w Polsce i Europie z Resovią Rzeszów.

Okazało się, że taka kompilacja w drużynie mogła lubinian zaprowadzić bardzo wysoko, mimo niższych oczekiwań przed sezonem. Początkowo klub miał poznawać realia ligi, uczyć się i zdobywać doświadczenie, z w miarę solidnym składem miał wypracować sobie stabilną pozycję w lidze. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy Cuprum zaczęło wygrywać mecz za meczem, a ekipy z Lubina zaczęli obawiać się także ci najsilniejsi. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i w momencie, gdy zespół zaczął zaskakiwać, prezentując siatkówkę na najwyższym poziomie, cele klubu z Lubina również zaczęły rosnąć. Ostatecznie zakończyło się na siódmym miejscu, choć był moment, że Cuprum miało szansę nawet na strefę medalową. Przejdźmy jednak do początku. Start przygody z PlusLigą wcale nie był kolorowy, ale to tylko dlatego, że w pierwszych dwóch meczach podopieczni Gheorghe’a Cretu walczyli z finalistami poprzedniego sezonu. Ekipa z Dolnego Śląsku zaskoczyła już w trzeciej kolejce, kiedy to pokonała 3:2 ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. W kolejnych pojedynkach rundy zasadniczej bywało różnie, choć tak naprawdę częściej lubinianie schodzili z boiska z uśmiechami na twarzach. Na 26 spotkań beniaminek rozgrywek wygrał aż 17 pojedynków i zasłużenie zajął piąte miejsce po fazie zasadniczej. W meczach z drużynami spoza czołówki lubinianie zazwyczaj triumfowali, najgłośniej jednak o drużynie z Lubina zrobiło się, gdy ta pokonała 3:2 Resovię, w następnej kolejce napsuła dużo krwi ówczesnym mistrzom Polski – PGE Skrze, a następnie w trzech odsłonach rozprawiła się z kędzierzyńską ZAKSĄ.

Lekkie załamanie przyszło nawet nie w pierwszym pojedynku I rundy play-off, a w drugim. Pierwszy mecz w walce o półfinał PlusLigi podopieczni Gheorghe’a Cretu wygrali w swojej hali 3:0, sytuacja była więc naprawdę bardzo ciekawa. Wszystko wróciło do ligowej normy, gdy rywalizacja przeniosła się na Śląsk. Lubinianie w jastrzębskiej hali byli bliscy objęcia prowadzenia 2:0 w pierwszym starciu, jednak drugiego seta wyciągnęli rywale, a wtedy gra Cuprum „siadła”. Tym samym przeciwnicy wyrównali stan rywalizacji. Choć w decydującym pojedynku drużyna beniaminka walczyła, nie ustrzegła się falowania grą i to zaważyło na całym wyniku. W okresie, gdy Cuprum grało swoją najlepszą siatkówkę, charakteryzowała je stabilna dyspozycja. Czego więc zabrakło, by zaskoczyć PlusLigę tak do końca i powalczyć w swoim pierwszym sezonie o medale polskiej ekstraklasy siatkarskiej? Właśnie tej stabilności w grze. Brakło też iskry, która w ważnym momencie pobudziłaby drużynę i pomogła zerwać się do walki. Wydaje się, że również w dużej mierze zaważyła sfera mentalna. Lubinianie już byli w ogródku, już witali się z gąską, niespodzianka była blisko, ale zespół nie odnalazł się w tej sytuacji w pełni, co położyło kres myślom o medalu. Przegrana rywalizacja z Jastrzębskim Węglem jakby podcięła skrzydła ekipie z Lubina i na początku walki o piątą lokatę zespół nie zaprezentował się tak, jak potrafił. To sprawiło, że dwie porażki z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle pozwoliły jej walczyć „tylko” o siódmą pozycję. W tych ostatnich starciach Cuprum wyszło zwycięsko z rywalizacji z AZS-em Politechniką Warszawską i w miarę pozytywnym akcentem zakończyło sezon debiutancki w PlusLidze. Drużyna stworzona przed startem ekstraklasy miała potencjał, rozwinęła go jeszcze w trakcie rozgrywek, brakło natomiast tej „kropki nad i”, o której tyle się mówi w kontekście rywalizacji sportowej. Tak dobre wejście Cuprum Lubin w szeregi ekstraklasy powoduje, że poprzeczka została zawieszona wysoko i dużo więcej będzie wymagało się od klubu w sezonie następnym. W końcu lubiński zespół nie będzie już beniaminkiem – na potknięcia, które jeszcze dla debiutanta są możliwe, nie może sobie już pozwolić.

Trwa okres transferowy i jest to moment, w którym to nie siatkarze, a władze klubu muszą skutecznie popracować. W przyszłym sezonie każde miejsce poniżej siódmego dla Cuprum będzie porażką. By tego uniknąć, należy po raz kolejny stworzyć odpowiedni team, a ten niestety trochę po sezonie ucierpiał. Wspomniana Resovia podebrała lubinianom Paszyckiego, karierę zawodniczą zakończył Łukasz Kadziewicz. Z klubem pożegnali się też Ivan Borovnjak oraz Jeroen Trommel. Zwłaszcza trójkę obcokrajowców będzie dość trudno zastąpić. Do tej pory sternicy Cuprum wykonali kilka ważnych i wydaje się dobrych ruchów – w klubie pozostali Paweł Rusek i najcenniejszy obecnie element drużyny, reprezentant Polski – Szymon Romać. Na przyjęcie Cuprum pozyskało natomiast Wojciecha Włodarczyka, który już przed ubiegłym sezonem był przymierzany do lubińskiej drużyny i wreszcie po zdobyciu brązu ze Skrą do niej dołączył. Wsparciem w ataku dla Romacia ma być utalentowany gracz młodego pokolenia, ale mający już sporo doświadczenia – Mateusz Malinowski. Do zespołu dołączył także spory znak zapytania – młody reprezentant Estonii – Robert Täht, który trenuje pod okiem Cretu w kadrze narodowej. Kolejnych kroków w wykonaniu władz klubu nie będzie już więc dużo, tym bardziej muszą być one wyważone i przemyślane.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved