Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Katarzyna Zaroślińska: Będę mieć wiele miłych wspomnień

Katarzyna Zaroślińska: Będę mieć wiele miłych wspomnień

fot. 058sport.pl / atomtrefl.pl

Sezon ligowy zakończył się dla sopocianek srebrnym medalem. - Kocham siatkówkę, to jest moja pasja i życie, ale sezon faktycznie dał mi w kość - analizowała rozgrywki dla Strefy Siatkówki Katarzyna Zaroślińska, atakująca Atomu Trefla Sopot.

Jak możesz podsumować ten cały sezon?

Katarzyna Zaroślińska: Uważam, że sezon możemy uznać za udany. Zdobyłyśmy Puchar Polski, który był pierwszym takim trofeum wywalczonym przez Atom Trefl Sopot, więc to na pewno fajny sukces. Jeżeli chodzi o finał Pucharu CEV, to mało zabrakło, żeby go zdobyć. Do tego dodajmy udział w finale mistrzostw Polski. Myślę, że wszystko poszło zgodnie z planem. Mimo wszystko złoto było bardzo blisko, ale srebro też jest cennym krążkiem. Ja osobiście może mam lekki niedosyt, bo przed sezonem podkreślałam, jak bardzo chcę z tym zespołem zdobyć ligowe złoto, którego mi brakuje w kolekcji. Będę musiała poczekać z tym do następnego sezonu. Natomiast miałyśmy bardzo dobry zespół, pokazałyśmy to – może nie w pierwszych dwóch setach ostatniego meczu finałowego z Chemikiem Police, ale w pozostałych trzech – że jesteśmy naprawdę waleczną drużyną, z pazurem i super się rozumiemy.

Poczułyście, że po czwartym secie możecie łatwo wygrać z Chemikiem Police, wkradło się rozprężenie, zlekceważyłyście słabo grającego w tej partii przeciwnika – od czego zależał końcowy wynik spotkania?



Nie ma mowy o żadnym lekceważeniu przeciwnika. Zawsze skupiamy się danym secie – trener nam to wbijał do głów, same też tak uważamy, że tylko to, co jest teraz, jest ważne. Przyszedł tie-break, więc myślałyśmy tylko o nim. Nie jesteśmy na tyle głupie, żeby myśleć, że po jednym wygranym secie wynik odwróci się łatwo na naszą korzyść. Naprzeciwko nas nie stał słaby zespół, to był Chemik Police i zdawałyśmy sobie sprawę, że będzie bardzo ciężko, bo to utytułowany klub z samymi gwiazdami. Troszeczkę zabrakło w końcówce meczu. Chciałam, żebyśmy powalczyły w tym spotkaniu, żeby to nie było kolejne 3:0, tak jak to się zapowiadało po pierwszych dwóch setach, tylko żebyśmy pozostawiły po sobie dobre wrażenie. Pomimo tego, że te dwie partie były tragiczne, później pokazałyśmy charakter. Zabrakło niewiele.

Który moment w tej rywalizacji był kluczowy?

Sobotnie spotkanie kompletnie nam nie wyszło. Ciężko mi powiedzieć, co było tego przyczyną. Jak się gra w finale, trzeba wygrać trzy spotkania, żeby zdobyć mistrzostwo Polski. Wygrały je dziewczyny z Polic. My walczyłyśmy. Może to wina tak długiego i wyczerpującego sezonu.

Wydaje się, że wasza najlepsza forma przyszła na finały Pucharu Polski.

Miałyśmy w tym sezonie mnóstwo spotkań. Tak się mówi, że łatwo jest grać, ale tak naprawdę nikt nie wie, jak ciężkie są podróże, jak dużo trenujemy i nie pamięta, że jesteśmy tylko ludźmi. To jest bardzo ciężka praca, żeby zdobyć i utrzymać formę, grać na wysokim poziomie. Osobiście jestem zadowolona, że mogłam grać w Atomie Treflu Sopot przez ten sezon. Uważam, że się bardzo dużo nauczyłam i pracowałam ze świetnymi ludźmi. Pomimo przegranego mistrzostwa Polski to był udany dla mnie rok.

Zabrzmiało to trochę tak, jakbyś miała zakończyć swoją przygodę z zespołem z Sopotu.

Naprawdę? Nie, nie mówię, że odchodzę. Na pewno bardzo bym chciała zostać w Atomie Treflu. Pracowało mi się tutaj bardzo dobrze z całym sztabem i z dziewczynami. Na razie jest za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało, że odchodzę. Może po prostu się wzruszyłam…

Co najlepiej będziesz wspominać z tego sezonu?

Chyba Puchar Polski. Pomimo, że to już czwarte takie trofeum w mojej karierze, to smakowało zupełnie inaczej niż poprzednie. Nikt nie zakładał, że wygramy z Chemikiem Police, ale udało się, czym pokazałyśmy, co drzemie w naszym zespole, jak dobrze jesteśmy zgrane. Poza tym jestem zadowolona z tego, jak trenowałam przy trenerze Micellim, który nauczył mnie bardzo dużo. Te sukcesy wiążą się z tym, że miałyśmy dobry zespół, każda wnosiła coś świeżego, coś nowego, przez co się uzupełniałyśmy. Nie było żadnych zgrzytów. Nieraz jest fajnie na boisku, ale poza nim jest gorzej. U nas było super w każdej sferze, rozumiałyśmy się bez słów. Praca w Atomie Treflu była fajnym doświadczeniem. Nawet ludzie stojący nad nami – prezesi, świetnie się w to wszystko wpasowali, nie nakładali na nas żadnej presji. Dlatego z tego sezonu będę mieć wiele miłych wspomnień.

Trochę można was porównać do Asseco Resovii Rzeszów, która dysponowała dwunastką równych zawodników. Każda z zawodniczek nie była nieprzydatna.

Dokładnie tak. My jesteśmy tylko ludźmi i normalnością były wahania formy. Może faktycznie były teoretycznie podstawowe zawodniczki, na które trener postawił, ale takie są zasady gry, że może grać sześć zawodniczek plus libero. Dlatego na kogoś trzeba postawić. Natomiast w tych momentach, kiedy dziewczyny były potrzebne, każda dała z siebie maksimum i często potrafiła odwrócić losy meczu. Poza tym treningi wyglądały bardzo dobrze, bo mogły grać ze sobą dwa zespoły o podobnym poziomie i to później przenosiło się również na oficjalne spotkania.

Podkreślasz, że to był bardzo ciężki sezon, a za chwilę rozpoczyna się kadra…

Kocham siatkówkę, to jest moja pasja, życie i wszystko, ale sezon faktycznie dał mi w kość. Mnie najbardziej stresowały wyjazdy na mecze, ja strasznie nie lubię latać samolotem. Każdy lot, przesiadki były dla mnie ogromnym stresem, a to były czasami dalekie podróże. To nie jest tak, że my tylko podróżujemy, ale również trenujemy. Wiadomo, że w ostatnim czasie tych treningów było mniej, ale okres przygotowawczy i później sam sezon bardzo wyczerpały nasze siły. Szczególnie druga połowa sezonu była męcząca, bo grałyśmy praktycznie mecz za meczem. Najważniejsze, że skończyłyśmy ten sezon bez żadnych kontuzji i w zdrowiu.

To jakiś fenomen trójmiejskiej siatkówki w tym sezonie, bo zarówno u was, jak i u chłopaków z Lotosu Trefla Gdańsk obyło się bez większych urazów.

Myślę, że to zasługa super opieki medycznej, którą mamy. Wielokrotnie to podkreślałam, że to wszystko się ze sobą wiąże. To, co się dzieje poza treningami, jaką mamy opiekę medyczną, odnowę biologiczną, daje właśnie takie rezultaty. W Atomie Treflu wszystko jest naprawdę profesjonalne. To, że na niektóre mecze leciałyśmy samolotem, również odbiło się pozytywnie na naszym zdrowiu. Jak się jedzie autokarem dziesięć godzin, a później wychodzi się na boisko, wielokrotnie tak bywało, że można było doznać jakiejś kontuzji. Wszystko u nas było świetnie zorganizowane i zapięte na ostatni guzik. Grałam w wielu klubach i dlatego bardzo chcę podkreślić profesjonalizm, jaki spotkał mnie w Atomie Treflu Sopot.

Czego można oczekiwać po reprezentacji? To po raz kolejny mieszanka młodości z doświadczeniem, więc co z tego wyjdzie?

Nie mam pojęcia. Do tej pory skupiałam się tylko na grze w klubie. Nie wybiegałam za daleko w przyszłość. Nie wiem, czy będę grała, czy nie. Otrzymałam powołanie, z czego się bardzo cieszę. Natomiast kadra była dla mnie na drugim miejscu na razie, głównym celem była walka o złoto w Orlen Lidze. Teraz mam tydzień wolnego… Potem wracam do Szczyrku. Na pewno trener Nawrocki ma pomysł na tę naszą drużynę. Mam nadzieję, że sklei coś dobrego. Ważne, żeby każda z dziewczyn dała z siebie wszystko, bo tylko wtedy można myśleć o dobrych wynikach.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved