Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS PW po sezonie: Wilki Bednaruka pokazały pazur

AZS PW po sezonie: Wilki Bednaruka pokazały pazur

fot. plusliga.pl

Tradycyjnie jak co roku siatkarze AZS-u Politechniki Warszawskiej zaskakiwali, w większości pozytywnie. Jedna z najmłodszych drużyn w lidze zaprezentowała się z dobrej strony, kończąc sezon na ósmym miejscu, co wydaje się być maksimum jej możliwości.

Po zajęciu w zeszłym roku przez AZS Politechnikę Warszawską szóstego miejsca, po zakończeniu rozgrywek tradycyjnie nastąpił exodus zawodników, którzy postanowili skorzystać z bardziej korzystnych finansowo ofert innych klubów. O jego skali niech najlepiej świadczy fakt, że ze starego składu zostało ich tylko trzech: Artur Szalpuk, Mateusz Sacharewicz i Maciej Olenderek. Przed sezonem głośno było o podpisaniu kontraktu z firmą 4 You Airlines i wydawało się, że dla klubowej siatkówki w Warszawie wreszcie zaświeciło słońce. Ale dosyć szybko okazało się, że firma popadła w kłopoty finansowe i klub pozostał bez głównego sponsora. Mając ograniczone środki finansowe, skład oparto na utalentowanej młodzieży, stając się w pewnym sensie filią Asseco Resovii Rzeszów, która wypożyczyła do stolicy aż pięciu zawodników: Aleksandra Śliwkę, Michała Filipa, Bartłomieja Lemańskiego, Bartłomieja Mordyla i Dominika Depowskiego. Zaciąg młodych i utalentowanych uzupełnił Krzysztof Bieńkowski, wychowanek Skry Bełchatów. Na środek siatki zakontraktowano grającego w poprzednim sezonie w Camperze Wyszków Waldemara Świrydowicza, a z ligi belgijskiej na atak sprowadzono Patryka Strzeżka. Na rozegraniu w tym roku występował Piotr Lipiński, który przeszedł z Effectora Kielce, a dodatkowo do klubu powróciło dwóch zawodników reprezentujących już w przeszłości barwy inżynierów: Jakub Radomski i Paweł Mikołajczak.

Wyniki przedsezonowych sparingów nie napawały kibiców zbytnim optymizmem, zresztą dla wielu pozostawało zagadką na co będzie stać tak młody i niedoświadczony zespół. Gdyby nie liczyć Piotra Lipińskiego, o którym jako jedynym można było powiedzieć, że jest doświadczony, to średnia wieku drużyny w momencie startu rozgrywek wynosiła niecałe 22 lata. A jakby mało było zmartwień, to przed samym rozpoczęciem ligi poważnej kontuzji barku doznał Paweł Mikołajczak i AZS został tylko z jednym atakującym. Awaryjnie na atak został przestawiony Michał Filip, co jak się potem miało okazać – było doskonałym pomysłem. Jednak już ostatni turniej przed startem PlusLigi, Memoriał Zdzisława Ambroziaka, pokazał, że może nie będzie tak tragicznie w tym sezonie i zespół powalczy o wyższe niż przedostatnie miejsce w tabeli. Akademicy wygrali dwa mecze, przegrali w finale z Resovią i zostawili po swojej grze dobre wrażenie. I faktycznie, jeszcze nigdy inżynierowie tak dobrze nie rozpoczęli sezonu, nawet wtedy, gdy w ich szeregach występowali Zbigniew Bartman i Michał Kubiak. Wygrali trzy pierwsze mecze, w tym bardzo dramatyczne spotkanie w Bydgoszczy i z miejsca stali się sensacją ligi, a media dość szybko podchwyciły nadaną im ksywkę „Wilki Bednaruka”, która na dobre przylgnęła do drużyny. Bo i też ta młodzież potrafiła pokazać pazur, a na objawienie pierwszej części sezonu wyrósł właśnie Michał Filip, który przez wiele tygodni prowadził w rankingu najlepiej punktujących, detronizując nawet samego Mariusza Włazłego. Jednak kolejne problemy nie ominęły drużyny i przed czwartą kolejką kontuzja mięśni brzucha wykluczyła z gry Artura Szalpuka, potem w dalszej części sezonu mniejsze lub większe urazy dotykały innych zawodników, co rzutowało też na grę zespołu. Druga część rundy zasadniczej nie była już tak udana w wykonaniu warszawian, co zaowocowało dziewiątym miejscem na jej koniec.

Młodzi podopieczni Jakuba Bednaruka na początku play-off pokazali jednak znowu charakter – najpierw pokonali w rywalizacji o rozstawienie na miejscach 9-10 AZS Olsztyn, a potem doszło do pamiętnej konfrontacji z Cerradem Czarni Radom. Po przegraniu 1:3 na własnym parkiecie, warszawianie na pewno nie jechali do Radomia w roli faworytów, jednak potrafili pokonać gospodarzy 3:0, a potem jeszcze wygrać złotego seta, nowinkę regulaminową, która zapewniła im walkę o miejsca 5-8. Wiktoria radomska jednak była ostatnim pozytywnym akcentem w wykonaniu warszawian w tym sezonie i tu można się przyczepić, że w konfrontacji z Transferem Bydgoszcz oraz Cuprum Lubin naprawdę można było ugrać więcej. Ostatecznie warszawianie uplasowali się na koniec na ósmej pozycji, czyli o dwie lokaty gorzej niż rok wcześniej.



Tyle o samych meczach, czas na podsumowanie postawy poszczególnych siatkarzy. Po raz kolejny, jak to właściwie ma miejsce co roku, udało się kilku z nich zaistnieć i pokazać z bardzo dobrej strony. Liderem drużyny, zwłaszcza co do liczby zdobytych punktów, był niewątpliwie Michał Filip, który miał przecież grać na przyjęciu. Jednak przestawiony na atak radził sobie wyśmienicie, gorsza druga część sezonu nieco zamazała dobry obraz z pierwszych miesięcy ligi, ale i tak dziewiąte miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących z dorobkiem 457 punktów jest bardzo dobrym rezultatem, na tym samym miejscu Filip uplasował się też w rankingu najlepiej atakujących, gdzie policzono mu 374 punkty zdobyte po samych atakach. Dodajmy do tego bardzo dobrą grę w bloku tego zawodnika, która dała mu 15. miejsce w klasyfikacji najlepiej blokujących z dorobkiem 61 skutecznych „czap”. Poza tym atakujący akademików zdobył najwięcej w swojej drużynie statuetek MVP, bo aż pięć. Natomiast graczem, który pokazał się z najlepszej strony był Aleksander Śliwka, co oprócz powołania do reprezentacji poskutkowało tym, że Resovia zdecydowała się zakończyć jego wypożyczenie i sama skorzystać z jego usług. Młody przyjmujący imponował niezwykle jak na swój wiek dojrzałymi zagraniami i chłodną głową. W klasyfikacji najlepiej atakujących uplasował się za Michałem Filipem, zajmując 17. lokatę. Dodatkowo był najbardziej obciążonym w przyjęciu zawodnikiem Politechniki – przyjmował aż 755 razy, notując średnio 21,79% perfekcyjnego przyjęcia, co dało w sumie 36. lokatę. Drugi z pary podstawowych przyjmujących, Artur Szalpuk, nie grał może tak spektakularnie jak w zeszłym roku, co na pewno częściowo spowodowane było dosyć dotkliwą kontuzją mięśni brzucha, jednak mimo wahań formy prezentował się dobrze i również dostał powołanie do kadry A.

Za rozegranie w tym sezonie odpowiedzialny był Piotr Lipiński, który dobre mecze przeplatał naprawdę słabymi, w których zdarzały mu się proste błędy. Jako najbardziej doświadczony i ograny zawodnik w drużynie powinien był wprowadzać do gry drużyny spokój, tego momentami brakowało. Z czasem w sezonie więcej szans na grę dostawał drugi rozgrywający, Krzysztof Bieńkowski, dla którego był to debiut w seniorskiej siatkówce. Wicemistrz Europy juniorów pokazywał się z dobrej strony, zwłaszcza w pamięci kibiców pozostanie spotkanie na warszawskim Torwarze z Jastrzębskim Węglem. Na środku siatki miało okazję prezentować swoje możliwości aż czterech zawodników i zdecydowanie najwięcej mówiło się, i słusznie, o Bartłomieju Lemańskim. Tegoroczny maturzysta, obdarzony niesamowitymi warunkami fizycznymi („drobne” 215 cm wzrostu) miał lepsze i gorsze momenty, ale w paru meczach pokazał ogromny potencjał i przede wszystkim czucie w bloku – w tym sezonie „upolował” rywali aż 68 razy, co dało mu ósme miejsce w klasyfikacji, a przypomnijmy, że w końcówce sezonu nie grał, po tym, jak doznał groźnie wyglądającej kontuzji z meczu z Czarnymi Radom. Z tego też powodu ominie go gra w kadrze, bo na występy z juniorską reprezentacją na pewno zasłużył. Mateusz Sacharewicz i Waldemar Świrydowicz też grali nie do końca równo, mieli dobre momenty. Sacharewicz lepiej niż w ataku radził sobie w bloku i z dorobkiem 63 skutecznych bloków zajął 11. miejsce w klasyfikacji najlepiej blokujących. Zdecydowanie mniej grał Bartłomiej Mordyl, który najczęściej wchodził na zagrywkę, niejednokrotnie w decydujących momentach seta. On także ma potencjał na zostanie naprawdę wartościowym zawodnikiem.

Po odejściu do AZS-u Olsztyn Michała Potery, główna odpowiedzialność za grę w drugiej linii spadła na Macieja Olenderka, który – trzeba przyznać – wywiązał się dobrze ze swojej roli. W przyjęciu bardziej od niego był obciążony tylko Śliwka – libero AZS-u przyjmował 597 razy, mając średnio 29,82% perfekcyjnego przyjęcia i to dało mu w rankingu najlepiej przyjmujących 15. pozycję. Występujący czasami w drugiej linii Szymon Gregorowicz grał za mało, by go oceniać. W przyjęciu zobaczyliśmy także MVP zeszłorocznych mistrzostw Polski juniorów, Dominika Depowskiego, który swój chrzest bojowy przeżył w meczu w Olsztynie w połowie listopada i zaprezentował się tam całkiem nieźle. Atutem młodego przyjmującego jest zagrywka, ale nie zawsze to, co na treningach, pokazywał na meczach. Komplet warszawskich przyjmujących uzupełniał Jakub Radomski, który prezentował swój przeciętny poziom, czyli bez rewelacji zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Nie zachwycał też swoją grą Patryk Strzeżek, który po powrocie do gry Pawła Mikołajczaka stracił miejsce w meczowej dwunastce. Skoro już o Mikołajczaku mowa, to gdy wrócił do gry po czteromiesięcznej przerwie, to nie dość, że „wygryzł” Strzeżka ze składu, to jeszcze grał coraz więcej, czasem zaczynał mecz w wyjściowej szóstce. Pochodzący z Warszawy zawodnik zagrał kilka naprawdę dobrych spotkań w tym sezonie, a to w Radomiu, gdzie praktycznie w pojedynkę zapewnił warszawianom wygraną, było zdecydowanie najlepsze.

Patrząc na ogólne statystyki drużyny, widać od razu, jakie elementy kulały u warszawian – że przyjęcie, to przy tak młodym składzie nie jest niczym dziwnym. Cała drużyna z przyjęciem perfekcyjnym rzędu 25% plasowała się w niższej połówce tabeli (tylko 3 zespoły miały gorszy rezultat). Nie brylowali też akademicy w zagrywce, bo średnio jeden as na set to najgorszy wynik w całej lidze. Nieźle natomiast było w ataku, bo średnia efektywność wynosząca 38% to rezultat lepszy niż pięciu innych drużyn. Za to zdecydowanie akademicy rozbili stawkę, jeżeli chodzi o grę w bloku – 2,8 punktowego bloku na set to wynik najlepszy w całej lidze, tu AZS wyprzedził takie tuzy jak Resovia, Trefl czy Skra.

Podsumowując cały sezon w wykonaniu inżynierów, trzeba podkreślić, że Jakub Bednaruk znowu potrafił przy bardzo ograniczonych zasobach zbudować zespół, który momentami zachwycał i potrafił namieszać nieco w lidze. Okazało się, że nie tylko z doświadczonymi zawodnikami potrafi się dogadać, ale także z „młodzieżą”, będąc im także trochę ojcem i nauczycielem. Dzięki jego dobrej pracy, przy wsparciu zresztą całego sztabu, mogły rozkwitnąć talenty Śliwki, Filipa czy Lemańskiego, a powołanie na stanowisko trenera juniorskiej reprezentacji jest tylko logiczną tego konsekwencją. Malkontenci zaraz powiedzą, że ósme miejsce wcale nie jest dobre, że to słaby wynik, skoro rok i dwa lata temu było szóste. Tylko że wtedy Bednaruk miał do dyspozycji sporo doświadczonych graczy, niekiedy byłych kadrowiczów, a teraz miał praktycznie samych juniorów. Cieniem na ocenie sezonu kładzie się na pewno trochę sama jego końcówka i seria czterech porażek, jednak wygląda na to, że ósme miejsce faktycznie jest maksimum tego, co ten zespół mógł ugrać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved