Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > AZS Olsztyn po sezonie: Nic dwa razy się nie zdarza

AZS Olsztyn po sezonie: Nic dwa razy się nie zdarza

fot. plusliga.pl

O tym, jak trudno jest powtórzyć w kolejnym sezonie dobry wynik, przekonali się boleśnie siatkarze AZS-u Olsztyn. Po tym, jak rok temu stali się rewelacją PlusLigi i zakończyli rozgrywki na 5. miejscu, dwanaście miesięcy później, pomimo wzmocnień, zajęli dopiero 10. miejsce.

„Nic dwa razy się nie zdarza” mogliby razem z grupą Maanam zaśpiewać kibice i działacze olsztyńskiego klubu. Po tym, jak w sezonie 2013/2014 po raz pierwszy od trzech lat zespół nie walczył o przedostatnie miejsce w tabeli, tylko osiągnął piątą lokatę – najlepszy wynik od roku 2008, kiedy zdobył brązowy medal, w ekipie z Warmii postanowiono dokonać wzmocnień, aby w następnym roku walczyć o jak najwyższe cele. Z klubem pożegnali się Michał Żurek, Pablo Bangolea, Grzegorz Pająk, Bartosz Krzysiek, Matti Oivanen, Piotr Łukasik, Wojciech Sobala, Jakub Macyra oraz Patryk Napiórkowski. Jednak największą stratą wydaje się odejście Rafała Buszka, który po znakomitym sezonie wrócił z wypożyczenia do Asseco Resovii Rzeszów. To on był jednym z głównych motorów napędowych i ojców sukcesu drużyny z północno-wschodniej Polski. Jednak władze klubu zakontraktowały, jak się wydawało, siatkarzy, którzy mieli zapewnić przynajmniej taki sam poziom sportowy. Na przyjęcie sprowadzono jednego z czołowych zawodników ligi francuskiej, Léviego Alvesa Cabrala oraz bardzo doświadczonego Słowaka, mającego za sobą występy we włoskiej Serie A, Františka Ogurčáka. Z Warszawy w komplecie ściągnięto wyróżniających się zawodników: Pawła Adamajtisa, Michała Poterę i Juraja Zat’ko. Na środek siatki z Trefla Gdańsk przyszedł Maciej Zajder, z Transferu Bydgoszcz – Miłosz Zniszczoł. Skład uzupełnił młody, ale utalentowany przyjmujący, Bartosz Bednorz, który poprzedni sezon spędził w Częstochowie. Miało być dobrze, ale wyszło dokładnie na odwrót.

Już początek sezonu zwiastował, że różowo nie będzie. Po porażkach z Treflem i Transferem, swoją pierwszą wygraną olsztynianie odnieśli dopiero w trzeciej kolejce, pokonując w bólach po tie-breaku BBTS Bielsko-Biała. Potem przyszła seria pięciu porażek, a w jednym z tych przegranych meczów siatkarze z Warmii ustanowili niechlubny rekord sezonu, pobijając przy tym wynik nieosiągnięty od paru lat przez nikogo – w meczu z Jastrzębskim Węglem zanotowali najwyższą porażkę (nie licząc tie-breaków), przegrywając seta 7:25. Po tym meczu trener Krzysztof Stelmach powiedział: – Myślałem, że jednej rzeczy w życiu nie będę musiał robić. Pierwszy raz mówię przepraszam, bo jest mi wstyd za przegrane sety, a szczególnie ten do 7. Dopiero w 9. kolejce udało się jego siatkarzom przerwać złą passę i wygrać z czerwoną latarnią ligi z Będzina, ale tylko 3:2. Kiedy więc w następnej kolejce akademicy przegrali z inżynierami ze stolicy, czara goryczy się przelała. Zespół dostał ultimatum od Rady Nadzorczej, że ma w następnych meczach zdobyć punkty i udało się częściowo te żądania spełnić. Bo chociaż olsztynianie przegrali zaraz potem z Czarnymi Radom, to potem triumfowali w dwóch kolejnych spotkaniach. To tylko na chwilę odsunęło w czasie to, co było nieuchronne. Po porażce w 16. kolejce 0:3 z BBTS-em, władze klubu nie wytrzymały i podziękowały Krzysztofowi Stelmachowi za współpracę. Zresztą on sam zdawał się być zmęczony i zdołowany takim obrotem wydarzeń. Zespół miał fatalny bilans 4 zwycięstw i 12 porażek, co dawało mu dalekie 10. miejsce w klasyfikacji. Nowym trenerem został Andrea Gardini i wydawało się początkowo, że tchnął w zespół nowego ducha. Zespół z Warmii potrafił wygrać i z Resovią Rzeszów, i z ZAKSĄ. Ale dosyć szybko stare grzechy dały o sobie znać – po dobrym meczu z kędzierzynianami podopieczni włoskiego trenera grali bardzo słabe spotkanie z Banimexem Będzin, gdzie przegrywali bez ugrania seta, a potem jechali do Warszawy, by z kolei tam triumfować 3:0. Ostatecznie AZS zakończył rundę zasadniczą na 10. miejscu, mając na koncie osiem wygranych na 26 rozegranych meczów. Ale nadal mógł się powtórzyć wynik z poprzedniego roku, bo w zmienionym systemie rozgrywek taka lokata przed play-off pozwała grać o 5. miejsce. Jednak dwumecz z ZAKSĄ zakończył marzenia o chociażby powtórzeniu zeszłorocznego rezultatu – po wygraniu u siebie 3:2 olsztynianie przegrali w Kędzierzynie-Koźlu 1:3 i pozostała walka o 9. miejsce. Warmiakom starczyło jeszcze sił i motywacji na dwukrotne ogranie Effectora Kielce, ale w starciu z Czarnymi Radom ugrali zaledwie seta i musieli zadowolić się zaledwie 10. lokatą na koniec sezonu. To oczywiście zaowocowało rewolucją kadrową w zespole, bo już wiadomo, że większości graczy nie zobaczymy w szeregach AZS-u. Klub w mało wyszukany sposób pożegnał się z większością zawodników i teraz buduje skład na nowy sezon. Warto jednak zastanowić się, co zawiodło, by nie powtórzyła się historia z zakończonych właśnie rozgrywek.

Przede wszystkim okazało się, że niezwykle trudno jest powtórzyć sukces, jeśli nie dysponuje się budżetem pozwalającym sprowadzać jak najlepszych zawodników. Akademikom zeszły sezon wyszedł, bo większość z nich miała ogromną motywację, by udowodnić, że potrafią jeszcze grać. Przecież większość nabytków sprzed dwóch lat to byli gracze, którym podziękowano w innych klubach, albo mało grali i chcieli dostać więcej szans na pokazanie swoich umiejętności. Ta motywacja doprowadziła ich do piątej lokaty. A teraz nie było takiej sytuacji. Po raz kolejny okazało się, że przeszczepy w siatkówce na ogół się nie sprawdzają. Ten warszawski, olsztyński pacjent zupełnie odrzucił. Juraj Zat’ko w ogóle nie przypominał tego gracza, jakim był w Warszawie, dość powiedzieć, że głównie grał Maciej Dobrowolski, zwłaszcza w dalszej części sezonu. Paweł Adamajtis i w poprzednim klubie grał nierówno, ale jednak dobre mecze przeważały nad słabymi. Tutaj dobre spotkania można było policzyć na palcach rąk. Michał Potera również nie czarował tak jak rok wcześniej. Zupełnym niewypałem okazała się dwójka zagranicznych przyjmujących – Levi Cabral to może i potrafi zaatakować, zresztą w końcówce sezonu w obliczu problemów kadrowych Gardini wystawiał go po przekątnej z rozgrywającym i radził sobie nieźle, ale w przyjęciu było bardzo słabo. Nie były wcale rzadkością mecze, kiedy przyjęcie perfekcyjne Brazylijczyka miało wartość jednocyfrową. Zawiódł również Słowak, który o ile jeszcze jako tako przyjmował, o tyle już w ataku dosłownie w kilku meczach miał skuteczność wyższą niż 40%. A do tego doszły jeszcze problemy zdrowotne zawodnika. W takiej sytuacji dziury na przyjęciu często łatał Piotr Łuka, a w dalszej części sezonu Bartosz Bednorz. I to chyba jedyny jasny punkt w olsztyńskim zespole w mijającym sezonie. Młody przyjmujący przyszedł do Olsztyna z Częstochowy i na początku w ogóle nie grał, bo przed startem sezonu odezwały się jego problemy z kolanem. Potem jednak jak dostał szansę, zwłaszcza było to już za kadencji Gardiniego, to okazało się, że potrafi i przyjmować, i atakować. Dobra postawa zaowocowała powołaniem do kadry B i nic dziwnego. Nie był to natomiast sezon Grzegorza Szymańskiego, który jeszcze w pierwszej połowie potrafił zagrać niezłe mecze, ale potem zaczęły się jego problemy zdrowotne, które od końca stycznia wykluczyły go zupełnie z gry. Co do postawy olsztyńskich środkowych, to jeszcze w miarę nieźle spisywał się Piotr Hain, kończąc sezon na czwartym miejscu w klasyfikacji najlepiej blokujących. Ale w czołówce próżno szukać jego kolegów, a cała trójka nie napracowała się też wiele w ataku. Ogólnie cały zespół, jeżeli chodzi o liczbę punktowych bloków i skuteczność w ataku, na tle innych zespołów plasował się na końcu stawki. Średnia skuteczność ataku wyniosła bowiem 43% i gorszy wynik (42%) miały tylko dwie drużyny. Z kolei średnio 2,3 punktowego bloku na set było lepszym wynikiem tylko od statystyk ekip z Częstochowy i Bielska-Białej.



Pytanie na nadchodzący sezon pozostaje: co dalej? Na razie wydaje się, że po warszawskim przeszczepie czas na bydgoską transplantację, bo już dwóch zawodników Transferu przeniosło się nad warmińskie jeziora. Ciekawe też jak poradzi sobie Andrea Gardini, dla którego AZS jest pierwszym klubem, w którym pracuje jako pierwszy trener. Teraz będzie miał komfort pracy z drużyną od początku przedsezonowych przygotowań. Jednak na te pytania poznamy odpowiedź dopiero za rok, a kibicom w Olsztynie już teraz życzymy, by znowu mogli się cieszyć z gry swoich ulubieńców.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved