Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > MKS Będzin po sezonie: Santilli kołem ratunkowym tygrysów

MKS Będzin po sezonie: Santilli kołem ratunkowym tygrysów

fot. plusliga.pl

Zły początek i świetna końcówka - tak można podsumować miniony sezon w wykonaniu tygrysów z Będzina. Przez rok zespół ten pokazał swoje dwa oblicza i trzeba przyznać, że to właśnie dzięki wkomponowaniu go we włoski plan finalnie uplasował się na 11. pozycji.

Wzmocnienia przed debiutem

Sezon 2014/2015 miał być czasem wielkich zmian w będzińskiej siatkówce – po latach starań miejscowej męskiej drużynie udało się spełnić warunki i wejść do siatkarskiej ekstraklasy, dzięki zajęciu 4. miejsca w rozgrywkach I ligi. Awansowi nie przeszkodziły ani niski budżet klubu, ani brak należycie dużej hali w zagłębiowskim mieście – problem rozwiązano poprzez przeniesienie plusligowych rozgrywek z „Łagiszy” do ośrodka sportowego w Sosnowcu. Po znalezieniu nowego miejsca do grania włodarze zaczęli kompletować skład, który miał zagwarantować ich drużynie dobrą pozycję w debiutanckim sezonie. Roszad w sztabie nie było, ponieważ trenerem zespołu pozostał były środkowy polskiej reprezentacji Damian Dacewicz, który przy asyście Andrzeja Stelmacha wprowadził team na najwyższe pozycje I ligi. W szeregi drużyny wstąpili natomiast tacy gracze jak Tomasz Kowalski, który przyszedł z KPS-u Siedlece, Mikołaj Sarnecki (Chemes Humenne) czy postacie bardzo dobrze znane z wcześniejszych sezonów PlusLigi – Robert Milczarek (Trefl Gdańsk), Maciej Pawliński (AZS Politechnika Warszawska) oraz Miłosz Hebda (AZS Częstochowa). To właśnie tych pięciu zawodników zastąpiło Jana Króla, Mateusza Urbanowicza, Macieja Wołosza, Michała Kocyłowskiego oraz właśnie Stelmacha, który w pełni poświęcił się szkoleniu drużyny. Wzmocnienia te miały stworzyć zgrany kolektyw z siatkarzami, którzy wcześniej reprezentowali będziński klub, czyli Jakubem Oczko, Tomaszem Tomczykiem, Marcinem Mierzejewskim, Mariuszem Gacą, Adrianem Hunkiem, Michałem Żukiem, Sebastianem Wardą oraz Grzegorzem Wójtowiczem. Tak skompletowany skład stanął u progu stworzenia nowego rozdziału w historii zagłębiowskiego sportu.

Długo oczekiwane zwycięstwo w PlusLidze



Niestety, złaknionym wiktorii kibicom z Będzina przyszło bardzo długo czekać na pierwsze zwycięstwo ich ulubieńców w siatkarskiej ekstraklasie. Sezon 2014/2015 MKS otworzył aż siedmioma porażkami z rzędu, w których udało mu się zapisać na swoim koncie tylko cztery sety. Po pięciu kolejkach podopieczni trenera Dacewicza znajdowali się w trudnej sytuacji, ale jeszcze nie beznadziejnej, bowiem w meczach z takimi potentatami jak Skra, Resovia czy Jastrzębski Węgiel byli w stanie choć w jednym z rozdań nawiązać walkę z przeciwnikami. Ich sytuacja pogorszyła się jednak po wyjazdowych meczach z Lotosem Treflem Gdańsk oraz ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, gdyż oba spotkania przyjezdni przegrali w nieco ponad 80 minut, tym samym jasno dając do zrozumienia, że oponenci postawili im zdecydowanie zbyt wysokie wymagania, co szczególnie było widać w spotkaniu z zespołem Sebastiana Świderskiego (64% skuteczności przyjęcia kędzierzynian do 46% będzinian, a także 59% w ofensywie do 44%).

Początek listopada przyniósł jednak upragnione pierwsze zwycięstwo w PlusLidze – ofiarą tygrysów padł AZS Częstochowa, który w dość niechlubny sposób, bowiem przez błędy własne, uległ w sosnowieckiej hali 1:3. Na fali tej wygranej będzinianie rozegrali długie pięć setów w Olsztynie, które akademicy zapisali na swoim koncie dzięki skuteczniejszej zagrywce w ostatniej partii. Dalej było już tylko gorzej – MKS przegrywał zarówno z dużo wyżej notowanymi przeciwnikami, jak i rywalami w swoim zasięgu. Po porażkach z BBTS-em, warszawianami, Cuprum i Effectorem wydawało się, że zespół znalazł się na równi pochyłej. Zdarzył się jednak „siatkarski cud” i w mikołajki w hali „Energia” przyjezdni pokonali ówczesnych mistrzów Polski. Trzeba jednak dodać, że w tamtym czasie podopieczni Miguela Falaski chyba przegraliby z każdym, bowiem zadyszkę złapali gracze biorący udział w mundialu w Polsce i bełchatowianie przez własne niedociągnięcia tracili punkty. Wydawało się jednak, że ta wiktoria pomoże zespołowi z Będzina wstać z kolan i go uskrzydli – skrzydeł starczyło tylko na pojedynek w 15. kolejce z Cerradem Czarnymi Radom, gdzie miejscowi przegrali 2:3, a kolejne dwa stracone boje z Resovią i bydgoszczanami (28.12.2014) zmusiły włodarzy zagłębiowskiego klubu do podjęcia zdecydowanych kroków.

Włoskie koło ratunkowe

Krokiem w kierunku zmian w prezencji MKS-u okazał się jeden człowiek – Włoch, znany z wcześniejszej współpracy z Jastrzębskim Węglem i rosyjską Iskrą. Roberto Santilli, bo o nim mowa, podjął się trudnego zadania wyprowadzenia tygrysów z głębokiego „dołka” formy i odbudowania drużyny od podstaw. – To grupa bardzo dobrych graczy. Wydaje mi się, że nie zasłużyli na ostatnie miejsce w rankingu. Kiedy tu przyjechałem, natrafiłem na bardzo trudną sytuację – po siedemnastu spotkaniach mieli na swoim koncie piętnaście porażek. Jeżeli w takiej chwili jest się zawodnikiem, to w głowie ma się całkowicie namotane. Ciągłe porażki nie są dobre dla psychicznej strony sportowca, ponieważ zatrzymuje się złe doświadczenia w głowie i nie potrafi się od nich odciąć. W takim momencie trzeba dokonać radykalnej zmiany myślenia – powiedział nowy szkoleniowiec z Zagłębia. Trzeba przyznać, że co sobie założył, to osiągnął, bowiem już po dwóch tygodniach wspólnej pracy będzinianie zdołali zrewanżować się kędzierzynianom 3:2, następnie po tie-breaku przegrać z zespołem z Częstochowy, wygrać u siebie 3:0 z olsztynianami, a potem zyskać po punkcie w rywalizacji z lubinianami i kielczanami. W oczy rzuciło się przede wszystkim to, co udało mu się zrobić z Miłoszem Hebdą, który na przełomie dwóch faz rundy zasadniczej coraz częściej okupował kwadrat dla rezerwowych i gdy dostawał szansę na granie, nie potrafił wykorzystać swoich możliwości. Podobnie działo się z Maciejem Pawlińskim, który z meczu na mecz coraz rzadziej wspierał kolegów na boisku. To się jednak zmieniło i różnica, która stała się widoczna na twarzach będzinian, była bardzo duża. – Nie było tu współczucia, współpracy, walki jeden o drugiego – była po prostu zbieranina indywidualności, gdzie każdy walczył sam o siebie. Codzienna praca, scalanie grupy to serce szkolenia sportowców i na tym się skupiłem – przyznał Włoch. Dzięki jego pracy z zawodnikami po 26. kolejkach PlusLigi tygrysy z czterema zwycięstwami zamykały tabelę, ale w o wiele lepszych humorach szykowały się do fazy play-off, w której zmierzyć się miały z bielszczanami. Stawką była walka o miejsca 5-12 rozgrywek. – Na kolejnym szczeblu chcemy powalczyć o jak najwyższe miejsce, ponieważ nowy system nam to umożliwia. Jeszcze spora praca i droga przed nami, więc myślę, że zagramy o coś więcej niż te tyły tabeli – powiedział kapitan zagłębiowskiego teamu, Pawliński. Jak się później okazało, miał on całkowitą rację.

Beniaminek powstrzymał bielszczan

Cztery dni po zakończeniu rundy zasadniczej siatkarze MKS-u przystąpili do rywalizacji o awans z dołu tabeli. Trzeba przyznać, że pierwszy pojedynek obu teamów dostarczył wielu emocji kibicom zgromadzonym w sosnowieckiej hali – grany był w pięciu setach, był to mecz walki zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Będzinianie po raz pierwszy w sezonie pokonali ekipę Piotra Gruszki dzięki większej skuteczności w ofensywie (46% do 39%) oraz przyjęciu (55% efektowności dla miejscowych do 33% przyjezdnych). Swoje trzy grosze do wyniku serwisem dołożył także Hebda, co całkowicie pogrążyło BBTS. Dla gospodarzy ta wygrana była nie tylko ważna ze względu na zbliżenie się do awansu w tabeli, ale przede wszystkim dlatego, że tym samym klub osiągnął wymagane pięć zwycięstw, które były gwarantem gry w PlusLidze w następnym sezonie. Trzeba przyznać, że euforia po osiągnięciu planu minimum była ogromna – pozwoliła ona dać bielszczanom srogą lekcję siatkówki w drugim starciu i zapewniła tygrysom grę o miejsca 5-12. Tym samym zespół zapracował sobie na kolejne sześć meczów w sezonie.

Na pierwszy ogień poszedł Transfer Bydgoszcz, jednak oba wyczerpujące energetycznie widowiska trafiły na konto podopiecznych Vitala Heynena (warto dodać, że były to emocjonujące mecze nie tylko ze względu na aspekt sportowy, ale przede wszystkim przez zachowanie obu trenerów). Teamowi Roberto Santillego pozostała walka o 9. lokatę PlusLigi. Po pierwszej batalii w Sosnowcu bliżsi osiągnięcia tego wyniku byli właśnie będzinianie, którzy w tie-breaku pokonali ekipę Roberta Prygla, dzięki 30-procentowej różnicy w defensywie. Na terenie rywala nie było jednak aż tak kolorowo, bowiem radomianie pod dowództwem Wojciecha Żalińskiego i Bartłomieja Bołądzia (obaj po 17 punktów w meczu) wygrali gładko 3:1 i kontynuowali batalię o wyższe miejsca. Po dwumeczu bez historii z Effectorem MKS finalnie uplasował się na pozycji numer jedenaście. – Dla nas zawodników, dla całego klubu i naszych kibiców bardzo duże znaczenie ma to, które miejsce zajmiemy. Jesteśmy beniaminkiem, który długi czas był na dnie tabeli, więc możliwość zakończenia sezonu nieco powyżej tego, co prezentowaliśmy po sezonie zasadniczym, jest dla nas szczególnie ważna – tak batalię w całym sezonie podsumowało jedno z ogniw plusligowych debiutantów, Maciej Pawliński.

Oddech dla zagłębiowskiej siatkówki

Wiadomo już, że to nie koniec przygody MKS-u Będzin z PlusLigą. Był to trudny sezon dla wszystkich członków drużyny i sztabu, którzy musieli znaleźć wspólny język w sytuacjach kryzysowych i zacząć nowy rozdział w życiu zespołu w połowie rozgrywek. Wyszło im to jednak na dobre, a bohaterów tego sukcesu jest kilku. Wydaje się, że największym z nich jest trener Santilli, który na płaszczyźnie taktycznej i technicznej zbudował nowy team złożony ze „starych” zawodników. Miał on o tyle trudne zadanie, że przyszedł ratować sytuację klubu, nie mając żadnej możliwości manewru i zmian. Naprawiał cudze błędy i korzystał z owoców wyboru Damiana Dacewicza. 11. miejsce w rozgrywkach nie byłoby jednak możliwe bez graczy, w gronie których najbardziej wyróżniającą się postacią zdecydowanie był Miłosz Hebda. 24-latek zasilił szeregi tygrysów po przygodach m.in. ze Skrą i częstochowianami, a w gronie komentatorów siatkarskich oceniano tę roszadę jako spory regres dla tego gracza. Finalnie zajął 11. pozycję wśród najczęściej punktujących zawodników rozgrywek (446 oczek), co było najlepszym wynikiem w jego zespole. Sezon do udanych zaliczyć może także Robert Milczarek, który wypracował jeden z wyższych wyników efektywności przyjęcia w PlusLidze (32,14 procent – 5. lokata). W końcówce sezonu z dobrej strony pokazywał się też Sebastian Warda, będący postrachem rywali na siatce oraz Michał Żuk, który brylował na skrzydłach.

Mało okazji do popisania się swoimi umiejętnościami dostali Tomasz Tomczyk i Grzegorz Wojtowicz, których styl gry nie przypadł do gustu żadnemu ze szkoleniowców tygrysów. Poniżej oczekiwań spisał się także Mikołaj Sarnecki – zawodnik na początku sezonu wiódł prym w szeregach będzinian, ale z każdym meczem prezentował się mniej stabilnie. Finalnie wystąpił w 88 setach i grał z 31-procentową skutecznością w ataku.

Wiadomo już, że po sezonie MKS opuści Hebda, o którego transferze do Trefla Gdańsk mówi się od kilku tygodni. Za współpracę podziękowano także Sarneckiemu, Hunkowi, Wójtowiczowi oraz Tomczykowi. Z drużyną pożegnał się także Roberto Santilli, bowiem Włoch uznał, że skupi się wyłącznie na obowiązkach szkoleniowca reprezentacji Australii. Przyszłość reszty tygrysiej ekipy jest niepewna.

Najczęściej atakujący: Miłosz Hebda (12. miejsce w lidze, 349 punktów)
Najlepiej blokujący: Miłosz Hebda (12. miejsce w lidze, 63 bloki)
Najlepiej rozgrywający: Jakub Oczko (17. miejsce w lidze, 37,87% efektywności)
Najlepiej punktujący: Miłosz Hebda (11. miejsce w lidze, 446 punktów)
Najlepiej serwujący: Miłosz Hebda (16. miejsce w lidze, 34 asy)
Najlepiej przyjmujący: Robert Milczarek (5. miejsce w lidze, 32,14% perfekcyjnego przyjęcia)
Najwięcej nagród MVP: Miłosz Hebda (4 wyróżnienia)
Najwięcej setów na boisku: Robert Milczarek (130 partii)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved