Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Alan Wasilewski: To był dla mnie zakręcony sezon

Alan Wasilewski: To był dla mnie zakręcony sezon

fot. Eckhard Herfet

- Zawsze chciałem trafić do profesjonalnego klubu, takiego jakim jest VfB Friedrichshafen - mówi Alan Wasilewski, który sezon rozpoczął w klubie z Drezna, a po jego wycofaniu z ligi wrócił do MOS-u Wola. Ostatecznie zakończył go mistrzostwem Niemiec z VfB.

Rywalizacja z Berlin Recycling Volleys mogłaby posłużyć za scenariusz niejednego filmu. Zgodzisz się z opinią, że były to mecze rzeczywiście godne finału?

Alan Wasilewski: – W stu procentach się z nią zgadzam. W tym finale było wszystko, co powinno się wydarzyć w najważniejszych meczach sezonu. Były wzloty i upadki, pokaz siły i niemocy oraz dla nas ostateczny happy end.

Wygrana w czwartym spotkaniu w Max Schmelling Halle była kluczowym momentem rywalizacji? Można w ogóle taki moment wskazać?



Dużo osób skreśliło nas już po porażce we Friedrichshafen 0:3, w trzecim spotkaniu. Nawet polskie kluby przekonały się o tym, że Berlin Recycling Volleys jest bardzo groźny na swoim boisku. Wygraliśmy ten czwarty mecz w tie-breaku i zrobiliśmy to, o co poprosił nas trener przed spotkaniem. Powiedział tylko: „panowie, zróbcie wszystko, aby uciszyć tę dziewięciotysięczną publiczność w hali”. I to zrobiliśmy, był to kluczowy moment finału.

Gdyby ktoś przed sezonem powiedział ci: „Alan, zakończysz go w VfB i na dodatek zostaniesz mistrzem kraju”, uwierzyłbyś?

– Oj, nie. To był dla mnie zakręcony sezon. Zawsze chciałem trafić do profesjonalnego klubu, takiego jakim jest VfB Friedrichshafen. Chciałem, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik i można było się skupić wyłącznie na siatkówce i nie martwić o sprawy pozaboiskowe. Teraz jestem zawodnikiem od upadłości po mistrza.

W składzie byłeś trzecim środkowym, przy takiej formie „dwóch Maxów” – Gauny i Günthöra – szans na grę miałeś niewiele, pomagałeś wchodząc na zagrywkę. Trzeba jednak przyznać, że to złoto zdobyliście grą zespołową, każdy dołożył swoje trzy grosze.

– Obaj trafili z formą idealnie. Jeden super blokował, a drugi robił dosłownie wszystko, co chciał w ataku. Ja się cieszę, że mogłem pomóc drużynie swoją zagrywką. Stworzyliśmy bardzo zgraną ekipę, nawet Benjamin Toniutti i ja, którzy trafiliśmy do zespołu najpóźniej, szybko staliśmy się częścią teamu. To wszystko zaprocentowało w finale.

Można powiedzieć, że to najpiękniejszy jak dotąd moment w twojej karierze?

– Moja kariera nie jest jeszcze zbyt długa i dużo razy słyszałem, że grając na środku, nic większego nie osiągnę przez to, że jestem niskim graczem jak na środkowego. Jednak się mylili, zdobyłem mistrzostwo Niemiec z VfB i tak – jest to mój największy sukces.

Sezon transferowy w pełni, nasuwa się więc pytanie – co dalej? Chciałbyś zostać w klubie, jeżeli zostanie ci przedstawiona taka propozycja, czego chyba mogę ci życzyć, czy jednak poszukasz innego zespołu?

Bardzo chciałbym tam zostać, ale zobaczymy, marzy mi się także gra w PlusLidze. Tutaj największym problemem jest mój niski wzrost. Może się uda.

Nie jest tajemnicą, że marzy ci się rola przyjmującego. To właśnie pod kątem tej pozycji szukałbyś ewentualnego nowego pracodawcy?

– Wszystko zależy od tego, czy znajdę klub, który zechce mnie na środku. Może nie zagrałem zbyt dużo spotkań na przyjęciu, ale sprawiło mi to ogromną przyjemność. Muszę poprawić tylko swój „dyszel” i na tej pozycji także mogę grać.

Na koniec zapytam, co tobie dały te dotychczasowe miesiące współpracy z takim trenerem, jak Stelian Moculescu?

– Na pewno poprawiłem wszystkie swoje umiejętności siatkarskie. W każdym elemencie robiłem drobne błędy, o których nikt wcześniej mi nie powiedział. To były dla mnie naprawdę udane trzy miesiące pod okiem Steliana.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved