Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > BBTS po sezonie: Rok dużych nadziei i słabych wyników

BBTS po sezonie: Rok dużych nadziei i słabych wyników

fot. plusliga.pl

Po nieudanym powrocie do PlusLigi kibice BBTS-u liczyli na lepsze rezultaty w sezonie 2014/2015. Nie pomogły transfery ani zmiana trenera - bielszczanie znów znaleźli się na dnie tabeli, choć minione rozgrywki zakończyli w nieco lepszych humorach niż rok temu.

Zapowiedź sporych zmian

Mówi się, że każdy beniaminek musi zapłacić frycowe za awans na wyższy szczebel rozgrywek – tak stało się również w przypadku BBTS-u Bielsko-Biała, który w sezonie 2013/2014 zamknął ligową tabelę na 12. miejscu. Włodarze, mądrzejsi o pierwsze doświadczenia z PlusLigi, zaczęli kompletować nowy zespół zaraz po zakończeniu gier. Budowanie składu rozpoczęto od poszukiwań kandydata na stanowisko trenera siatkarzy ze stolicy Podbeskidzia, który miałby objąć tę posadę po Januszu Bułkowskim i Wiktorze Kreboku. Po długich rozmowach okazało się, że nowym szkoleniowcem drużyny zostanie MVP mistrzostw Europy z 2009 roku Piotr Gruszka. Nadzieje związane z pozyskaniem jednej z jaśniejszych gwiazd polskiego sportu były ogromne – miał on wnieść świeżość w grę bielszczan, a za jego największy atut brano doświadczenie zawodnicze, z którego winni korzystać jego nowi podopieczni. „Drugi start” BBTS-u w PlusLigę wiązał się ze sporym wietrzeniem szatni, które dotknęło Tomasza Kalembki (odszedł do AZS-u Stali Nysa), Macieja Fijałka (Victoria Wałbrzych), Martina Vlka (przeniósł się do słowackiego VK Prievidza), Maksima Akimienkę, Grzegorza Kokocińskiego, Adama Swaczynę (z powodu kontuzji zakończył karierę jako zawodnik) oraz Miloša Stojkovica, o którym słuch zaginął w połowie sezonu. W zamian do stolicy Podbeskidzia trafili tacy siatkarze, jak Sergiej Kapelus, który ostatni sezon spędził w Lokomotiwie Charków, Wojciech Ferens (wypożyczenie z ZAKSY Kędzierzyn-Koźle), Wojciech Sobala (AZS Olsztyn), Grzegorz Pilarz (ZAKSA), Bartłomiej Neroj (Czarni Radom), Michał Dębiec (Krispol Września) oraz Łukasz Polański, który wcześniej grał w Effectorze Kielce. Przygodę z BBTS-em zdecydowało się kontynuować siedmiu zawodników: Kamil Kwasowski, Przemysław Czauderna, Jose Luis Gonzalez, Bartosz Bućko, Michał Błoński, Bartosz Buniak oraz Wojciech Siek. Tak skompletowany skład miał zagwarantować bielszczanom walkę w fazie play-off siatkarskiej ekstraklasy.

Słabe dobrego początki



Po udziale w paru przedsezonowych turniejach (m.in. Beskidy 2014 i IX Memoriał im. Zdzisława Ambroziaka) bielszczanie 4 października przystąpili do rozgrywek na parkietach PlusLigi. Ich pierwsza batalia miała miejsce w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie w niecałe 80 minut ulegli miejscowemu zespołowi 0:3. Tym samym w kontekście pierwszej części rundy zasadniczej sprawdziło się powiedzenie „jaki początek sezonu, taka i jego większość” – po kolejnych dotkliwych porażkach z Resovią, radomianami, Transferem, Treflem, częstochowianami, Cuprum, Skrą i ZAKSĄ na półmetku tej fazy gier podopieczni Piotra Gruszki znajdowali się na 12. miejscu w tabeli z dorobkiem ośmiu punktów, które zdobyli w pojedynkach z olsztynianami, Effectorem, wilkami Jakuba Bednaruka oraz będzinianami. O ile przegrane z początku sezonu można było jeszcze usprawiedliwiać brakiem zgrania w czasie spotkań o stawkę, o tyle z każdym kolejnym starciem wymówek dla BBTS-u było coraz mniej. Wydaje się, że już wtedy było widać mankamenty, które dawały o sobie znać w dalszej części rozgrywek – szwankował bielski blok, a górale mieli też problem z utrzymaniem stabilnego przyjęcia, które zagwarantowałoby im swobodę gry na siatce. Najlepiej widać to na przykładzie meczów z bełchatowianami (10 bloków Skry do 2 bielszczan, 61 procent efektywności w przyjęciu do 32 procent u przyjezdnych), zawodnikami Sebastiana Świderskiego (11 do 3 na siatce oraz 72 procent do 44 procent w defensywie), ale także przy okazji zwycięstwa z MKS-em (remis w blokach po 6, lecz 49 procent skuteczności przyjęcia będzinian do 33 BBTS-u). Taki bilans sprawił, że kibice pomarańczowo-zielonych z coraz większym lękiem patrzyli na to, co uda się wywalczyć ich ulubieńcom w sezonie 2014/2015 i czy komfort bycia trzecim wśród najsłabszych zespołów PlusLigi nie jest złudny. – Wierzę, że w drugiej części sezonu zasadniczego, mądrzejsi o doświadczenie, będziemy osiągać lepsze wyniki. Trzeba pamiętać, że w Bielsku-Białej powstał nowy zespół, potrzeba też czasu, żeby w drużynie zaiskrzyło i żeby wspięła się ona na wyżyny swoich możliwości. Musimy walczyć i oddać serducho na boisku – jeżeli tego nie zrobimy, to nasze indywidualne umiejętności nie przydadzą się do niczego. Po prostu powinniśmy walczyć, a na razie wychodzi to nam dość średnio – taką diagnozę słabych występów swojego teamu dał kapitan bielszczan, Grzegorz Pilarz.

Zwrot o kilkadziesiąt stopni

Dość nieoczekiwanie BBTS przywitał grudzień w odmiennych humorach, niż zakończył listopad – w drugim spotkaniu z Jastrzębskim Węglem siatkarze z Podbeskidzia pokazali się od zupełnie innej strony i stali przed bardzo dużą szansą na pokonanie bardziej doświadczonych rywali. Prowadzili już 2:0 w setach, lecz przez spadek efektywności przyjęcia w trzeciej partii, który pociągnął za sobą niższą skuteczność ofensywy, przegrali dwa kolejne rozdania i przyjezdni doprowadzili do wyjątkowo zaciętego tie-breaka. Jego rezultat zapadł po grze na przewagi, lecz tę porażkę podopieczni Piotra Gruszki z pewnością zapamiętali jako „szczęśliwą przegraną” – wydaje się, że po niej ponownie uwierzyli, że mogą powalczyć w tym sezonie o lepsze lokaty niż te z dna tabeli i nastroje w drużynie bardzo się poprawiły. – Potrzebne nam były jakiekolwiek punkty i przekonanie się, że umiemy wygrywać w walce piłka za piłką, a już szczególnie kiedy graliśmy z przeciwnikiem z najwyższej ligowej półki. To pokazuje, że umiemy postawić na swoim – powiedział po pojedynku Łukasz Polański. Nowy duch na tyle skutecznie wszedł w szeregi bielszczan, że tydzień później ugrali seta w pojedynku z Resovią, u siebie zwyciężyli 3:0 z olsztynianami, a na terenie rywala pokonali kielczan. Największym sukcesem tamtego okresu wydaje się jednak victoria w pojedynku z brylującym na parkietach PlusLigi Lotosem Treflem Gdańsk, który na własnym boisku w tie-breaku musiał uznać wyższość ekipy z południa Polski. Co więcej, było to zasłużone zwycięstwo, bowiem przyjezdni popełnili mniej błędów w polu serwisowym i byli skuteczniejsi w ataku i przyjęciu niż zespół Andrei Anastasiego, który w tamtym czasie myślał już o rozgrywkach o Puchar Polski. Na fali tej wygranej BBTS pokonał u siebie AZS Częstochowa i MKS Będzin, co dało drużynie 10. miejsce w tabeli i perspektywę wyprzedzenia warszawian, do których bielszczanie tracili zaledwie dwa punkty. Niestety, w samej końcówce rundy zasadniczej brakło im odrobiny szczęścia i nie tylko nie awansowali na 9. pozycję, ale spadli na 11., gdyż na ostatniej prostej wyprzedzili ich olsztynianie, wygrywając z drużyną Michała Bąkiewicza 3:2. Fakt ten okazał się na tyle istotny, że drużyna prowadzona przez duet Gruszka-Mielnik skazała się na walkę o „wszystko” z teamem Roberto Santillego – miała być to rywalizacja o prawo do gry o miejsca 5-12 w PlusLidze. Jak się później okazało, niewykorzystane okazje siatkarzy z Podbeskidzia w meczach z jastrzębianami czy Czarnymi, które mogły dodać im cenne oczka do tabeli, okazały się wyjątkowo brzemienne w skutkach na finiszu rozgrywek.

Górale rozszarpani przez tygrysy

Paradoksalnie najwięcej problemów wyżej notowanym zespołom może sprawić gra ze słabszymi drużynami – o tym najboleśniej w tym sezonie przekonała się chyba właśnie bielska ekipa. Bielszczanie przystępowali do walki o prawo do gry o miejsca 5-12 z przekonaniem, że należy im się miejsce w najlepszej „dwunastce” PlusLigi, jednak na ich drodze stanęła sportowa trema, co poskutkowało pierwszą porażką w sezonie z beniaminkiem z Będzina. Wróciły stare demony BBTS-u – słabe przyjęcie i jego następstwo, czyli falująca gra na siatce. Co ciekawe, o ile górale w trzech pierwszych setach meczu walczyli z rywalem jak równy z równym, o tyle czwarta partia wydaje się tą, która rozstrzygnęła o wyniku obu gier w tej parze – goście uzyskali 28 procent skuteczności w przyjęciu i 40 w ofensywie, ich blok nie istniał, podobnie jak i wymagająca zagrywka. Będzinianie wykorzystali to błyskawicznie, zmotywowani dzięki osiągnięciu pięciu zwycięstw w sezonie. Bielszczanie przegrali w tie-breaku, choć najgorsze było jeszcze przed nimi – w drugim meczu ulegli we własnej hali 0:3 i to w stylu, którego powstydziłaby się drużyna z dolnej części tabeli I ligi (21:25, 19:25, 13:25). – Myślę, że kluczowa dla rezultatu była presja samego wyniku oraz strach, że to spotkanie możemy przegrać i potem walczyć z innym rywalem o przedostatnie miejsce w PlusLidze. Czas zacząć myśleć o przyszłym sezonie, wyciągnąć wnioski odnośnie do ciągle trwających rozgrywek, sztabu szkoleniowego, jeżeli chodzi o pracę w klubie, sam klub i siatkówkę w Bielsku-Białej. Czy ja zostanę, czy nie – to nie jest temat na dziś – powiedział Piotr Gruszka po bardzo słabym spotkaniu w sercu Podbeskidzia. Tym samym Roberto Santilli uratował sezon MKS-u, a górale skazali się na walkę o 13. miejsce z częstochowianami. W tej rywalizacji po gładko wygranym pierwszym boju 3:1, w drugim ponownie nie było różowo – w regularnym czasie gry BBTS prezentował siatkówkę porównywalną do tej z ostatniego meczu z beniaminkiem – głównie przez nieskuteczność w ataku (29 procent efektowności) i nieszczelny blok. Jedynymi ogniwami, które poderwały gospodarzy do walki, byli Wojciech Ferens i Sergiej Kapelus, dzięki którym ich zespół uratował honor poprzez wygranie „złotego seta”. Siatkarze z Bielska-Białej zakończyli regularny sezon 2014/2015 z 9 wygranymi i 21 przegranymi meczami i styczniową porażką z gdańszczanami w Pucharze Polski (2:3).

Sezon wielkich nadziei i słabych wyników

Jakie są główne przyczyny porażki bielszczan? Wydaje się, że jest ich więcej niż jedna. Główną odpowiedzialność za wynik sportowy drużyny ponosi sztab szkoleniowy, czyli Piotr Gruszka i Mateusz Mielnik, których zadaniem było przygotowanie podopiecznych do walki z ligowymi potentatami. Patrząc na 13. pozycję BBTS-u w tym sezonie, wniosek jest prosty – nie wyszło im to w stu procentach. Wydaje się, że zespół obdarzony dużym potencjałem zarówno siłowym (Ferens, Kapelus), jak i technicznym (Kwasowski, Pilarz) będzie w stanie spokojnie powalczyć o miejsca 8-10. Brakło spokoju na parkiecie, silnej psychiki i pewności siebie, której słabość pokazały ostatnie cztery batalie rozgrywek w ich wykonaniu. Kibice teamu liczyli na to, że pod wodzą tak znakomitej postaci polskiej siatkówki stanie się cud i ich klub odmieni losy bielskiego sportu – to się nie wydarzyło, a zawód jest tym większy, im większe były oczekiwania względem początkującego trenera. Przytoczony epitet ma tu duże znaczenie – MVP mistrzostw Europy 2009 zaczął swoją przygodę ze szkoleniem zawodników właśnie w sezonie 2014/2015 i to bez żadnego doświadczenia na tym polu, o czym wiedzieli włodarze klubu. Postawili jednak na wartość marketingową Gruszki, co okazało się ryzykownym posunięciem. Może gdyby najpierw był drugim szkoleniowcem, to wtedy po roku jego awans wydałby inne owoce? O tym nie przekona się już nikt. Nie ulega jednak wątpliwości, że dostał on srogą lekcję i (znając jego postawę z boiska) wyciągnie z niej odpowiednie wnioski, które w najbliższym czasie pozwolą mu stać się wyjątkowym trenerem.
Odpowiedzialność spoczywała jednak nie tylko na nim – największym zawodem bielskiej ofensywy okazał się Jose Luis Gonzalez, który znalazł się na 23. miejscu wśród najlepiej atakujących graczy, co w porównaniu z wynikiem z sezonu 2013/2014 jest słabym rezultatem (10. lokata). Wydaje się, że tylko w dwóch pojedynkach spełnił pokładane w nim nadzieje – w wyjazdowych meczach w Kielcach i Gdańsku. Rozgrywek do udanych nie zaliczą także Kamil Kwasowski i Bartosz Bućko, ale ich powód leży gdzie indziej – w czasie gier nabawili się kontuzji, które na jakiś czas wyeliminowały ich z walki o punkty PlusLigi. Czasu spędzonego w kwadracie dla rezerwowych miło nie będzie wspominał także Michał Błoński, czyli zawodnik, który rok wcześniej stanowił mocną podporę bielskiej defensywy. W minionym sezonie trener Gruszka korzystał z jego usług rzadko, co poskutkowało tym, że w 30 meczach BBTS-u punktował tylko 30 razy.
Skoro się gani, trzeba też pochwalić – dwoma motorami napędowymi bielszczan okazali się Sergiej Kapelus (297 punktów, 85 rozegranych setów) oraz Wojciech Ferens (358 oczek, 111 partii na boisku). Niewątpliwie to właśnie oni wiedli prym w zwycięstwach zespołu z Podbeskidzia w tym sezonie, a także byli najjaśniejszymi ogniwami jego porażek. Cichym bohaterem okazał się także Bartłomiej Neroj, czyli zawodnik, na którego nikt nie stawiał na początku rozgrywek, a który okazał się doskonałym zmiennikiem dla Pilarza i dzięki swojej postawie (szczególnie zdobywaniu punktów z drugiej piłki czy zza linii dziewiątego metra) wielokrotnie wzbudził oklaski kibiców, a także zyskał uznanie w oczach komentatorów PlusLigi.

Co dalej?

Tego nie wie chyba nikt. Jedno jest pewne – tylko Grzegorz Pilarz ma ważny kontrakt, reszta nie jest pewna swojej przyszłości w klubie. Niewątpliwie bielszczanom zależeć powinno na zatrzymaniu Ferensa, choć jego umowa z ZAKSĄ wciąż obowiązuje i w grze o przyjmującego liczyć się będą aspekty finansowe, które mogą zadecydować o jego miejscu pracy w następnym sezonie – nie wydaje się, by bielski klub mógł sprostać wymaganiom w tej mierze. Jak podają lokalne media, kwestia Kapelusa wciąż jest otwarta, bowiem zawodnik sam przyznał, że powrót na Ukrainę nie wchodzi w grę, a częste wyjazdy z dwoma synami utrudniają życie całej rodzinie. Ponoć obu stronom zależy na przedłużeniu umowy – tak samo jest w przypadku Piotra Gruszki. Spekuluje się także o sporych zmianach na środku i w ataku, w tym o przejściu Polańskiego do klubu z Częstochowy – jego transfer do akademików może nie być jedynym, który zajdzie na linii AZS-BBTS. Jak pokazał sezon 2013/2014, włodarze BBTS-u nie boją się gwałtownych zmian, więc trudno jest przewidzieć, kto bielski klub opuści, a kto w nim zostanie.

Najczęściej atakujący zawodnik: Wojciech Ferens (21. miejsce w lidze, 288 punktów)
Najlepiej blokujący zawodnik: Wojciech Sobala (20. miejsce w lidze, 53 bloki)
Najlepiej rozgrywający zawodnik: Grzegorz Pilarz (14. miejsce w lidze, 40,44% efektywności)
Najlepiej punktujący zawodnik: Wojciech Ferens (21. miejsce w lidze, 358 punktów)
Najlepiej serwujący zawodnik: Wojciech Ferens (21. miejsce w lidze, 31 asów)
Najlepiej przyjmujący zawodnik: Kamil Kwasowski (32,08% perfekcyjnego przyjęcia)
Najwięcej nagród MVP: Bartłomiej Neroj (5 wyróżnień)
Najwięcej setów na boisku: Wojciech Ferens (111 partii)

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved