Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Jan Król: Priorytetem jest dla mnie gra w Polsce

Jan Król: Priorytetem jest dla mnie gra w Polsce

fot. archiwum

Jan Król miniony sezon spędził w Chemie Volley Mitteldeutschland. Jego zespół odpadł w ćwierćfinale fazy play-off. Jak przyznaje w rozmowie ze Strefą Siatkówki, ten wyjazd był pozytywnym doświadczeniem, ale priorytetem jednak jest gra w ojczyźnie.

„Piraci” sezon zakończyli porażką w 1/4 finału z – jak się potem okazało – mistrzem Niemiec, VfB Friedrichshafen. Czy jest to rezultat, który w dużym stopniu odzwierciedla potencjał zespołu?

Jan Król: – Niestety ten rezultat dokładnie odzwierciedla to, gdzie w tej lidze byliśmy. Może gdyby nie kontuzje, to można by było coś delikatnie więcej ugrać. Niestety zajmując miejsca 7-10 w fazie zasadniczej, jest się przy wygranej rundzie pre play-off skazanym w ćwierćfinale na Berlin Recycling Volleys albo VfB Friedrichshafen i wtedy się odpada. Mieliśmy szansę w wielu meczach, aby wygrać z teoretycznie lepszymi drużynami, ale nie skorzystaliśmy z nich.

Czego twoim zdaniem zabrakło, aby fazę zasadniczą zakończyć na wyższej pozycji niż dziewiąta?



– Zwycięstw. Niestety z żadnym mocnym przeciwnikiem nie robiliśmy punktów, a bez tego ciężko jest, aby podskoczyć w tabeli. Zabrakło też zwycięstw z ligowymi średniakami, było ich zdecydowanie za mało. Przede wszystkim jednak zabrakło zdrowia, prawie cały czas mieliśmy jakieś kontuzje, czasami zawodnicy grali mimo urazów, Odbijało to się na treningach, a potem miało przełożenie na mecze. Ciężko było trenować ustawienia w dziewięciu.

Ostatecznie w fazie pre play-off z czołowej ósemki wyrzuciliście TSV Herrsching, wygrywając z nimi dwa razy po 3:1. To były według ciebie wasze najlepsze mecze w sezonie?

– Zdecydowanie tak. To był moment, gdzie prawie wszyscy byli gotowi do gry. Miało się wrażenie, że cały zespół mówi jednym językiem i idzie w jednym kierunku. Każdy wierzył, że wygramy to dla ś.p. Dennisa Heftera. Ta tragedia bardzo nas zjednoczyła.

Dla ciebie osobiście było to pierwsze zagraniczne doświadczenie. Jak z perspektywy czasu oceniłbyś ten wyjazd?

– Jeżeli o chodzi o klubowe granie, to było rzeczywiście moje pierwsze zagraniczne doświadczenie, pierwszy wyjazd z kraju. A jak je oceniam? Myślę, że zdecydowanie pozytywnie – nowi ludzie, inny język, trochę inna filozofia siatkówki. Jedyne, czego zabrakło, to sukcesu. Wtedy powiedziałbym, że było ekstra.

Nie byłeś jednak sam w zespole, w Chemie Volley występowałeś wraz z Arturem Augustynem i Marcinem Brzezińskim. To w pewnym stopniu ułatwiało jakoś zaaklimatyzowanie się w drużynie?

– Tak. To dzięki Arturowi trafiłem do „Piratów” i to on bardzo pomagał przez cały sezon i mnie, i Cinkowi (Marcinowi Brzezińskiemu – przyp.red.). Mieszkaliśmy osobno, ale bardzo często się spotykaliśmy, wspólnie oglądaliśmy całą masę plusligowych zmagań, jak i również mecze europejskich pucharów. Trzech „muszkieterów” z Polski zdecydowanie robiło tam dobrą robotę, nie tylko siatkarską, ale też jeżeli chodzi o atmosferę w drużynie.

Dla ciebie jako zawodnika był to udany sezon, byłeś czołowym punktującym ligi. Osobiście jesteś zadowolony ze swojej postawy?

– Skończyłem na trzecim miejscu w tej klasyfikacji i to był chyba jedyny mój sukces tego sezonu. Może jeszcze to, że zablokowałem Roberta Kromma, ale on mnie chyba z pięć razy, więc to się nie liczy (uśmiech). Dostawałem dużo piłek i przez to robiłem dużo punktów. Łatwiej by było, gdybym miał wszystko na pojedynczym bloku, ale walka na podwójnym, a czasami potrójnym bloku to dla atakującego chleb powszedni i musiałem sobie z tym radzić, raz było lepiej, raz gorzej. Czy jestem zadowolony? Nigdy nie można być z siebie zadowolonym, gdyż można spocząć na laurach. Wiem, gdzie robiłem błędy i wiem nad czym muszę pracować w nowym sezonie. Zadowolony jestem natomiast z czapeczek (w Bundeslidze zawodnicy nagrodzeni tytułem MVP – po jednym z każdej drużyny – otrzymują pamiątkowe czapki z daszkiem i napisem MVP – przyp. red.).

Jak układała się współpraca z Ulfem Quellem? Co możesz powiedzieć o tym szkoleniowcu?

– Myślę, że Ulf to dobry trener, z fajnym indywidualnym podejściem do zawodnika, potrafił zostawać z zawodnikami po treningach i poprawiać ustawienia rąk, nóg, pracował nad techniką indywidualną. Potrafił także krzyknąć, ale czasami musiał. Na meczach natomiast bardziej chyba pracowałem z drugim trenerem – Janem Kahlenbachem, który swoją drogą jest w sztabie szkoleniowym reprezentacji Niemiec. On przekazywał mi wskazówki dotyczące bloku czy ustawień przeciwnika pod mój atak.

Rozkręca się sezon transferowy, więc nie mogę nie zapytać, co dalej. Myślisz o powrocie do Polski?

– Priorytetem jest dla mnie gra w Polsce. Wciąż jednak nie mam nic pewnego i czekam na propozycje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved