Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Agnieszka Kąkolewska: Muszynianka nas niczym nie zaskoczyła

Agnieszka Kąkolewska: Muszynianka nas niczym nie zaskoczyła

fot. Łukasz Krzywański

Wrocławianki nie są w najlepszej sytuacji w rywalizacji o brązowy medal Orlen Ligi, bowiem przegrywają już zespołem z Muszyny 0:2. - Wszystko jest w naszych rękach - mówi przed meczami we własnej hali środkowa Impelu Wrocław.

Cieszysz się z powołania do reprezentacji Polski?

Agnieszka Kąkolewska: Oczywiście. To zawsze jest wyróżnienie, tym bardziej że jest nowy trener i mógł podjąć inne decyzje. To miłe, że kolejny szkoleniowiec widzi mnie w reprezentacji.

To ma dla ciebie znaczenie, że Jacek Nawrocki nie pracował wcześniej z kobietami?

– Jestem pozytywnie nastawiona. Praca z kolejnym trenerem niesie ze sobą coś nowego. 17 maja jedziemy na zgrupowanie przed igrzyskami europejskimi w Baku, a potem zobaczymy, jakie będą dla nas plany na ten sezon.



Masz duży apetyt na jakiś sukces z reprezentacją?

– Fajnie byłoby coś osiągnąć. To dla mnie będzie już trzeci sezon w reprezentacji. Jasne, że sama gra w kadrze to już jest sukces, ale chciałoby się też zdobyć medal.

Jak ocenisz tegoroczne powołania?

– Uważam, że kadra jest skonstruowana z pomysłem. Nie ma samych młodych siatkarek, ale też nie ma tylko tych bardzo doświadczonych. Mam koleżankę do pokoju – Olę Wójcik – więc jestem zadowolona. (śmiech)

Przy twoim wzroście (199 cm) od zawsze byłaś skazana na siatkówkę?

– Zawsze chciałam uprawiać tę dyscyplinę, chociaż na początku podstawówki myślałem o gimnastyce artystycznej. No ale później, właśnie ze względu na moje warunki, gimnastyka poszła w odstawkę i zostałam przy siatkówce. Były też propozycje z koszykówki.

Z rodzinnego Poznania do SMS-u w Sosnowcu wyjechałaś, gdy byłaś bardzo młoda. To była trudna decyzja? Rodzice nie mieli nic przeciwko?

– Miałam propozycję, żeby wyjechać już po drugiej klasie gimnazjum, ale stwierdziłam, że jednak skończę tę szkołę w Poznaniu. Może jeszcze nie byłam na to gotowa. W Sosnowcu spędziłam trzy lata – czas liceum. Rodzice zawsze akceptują moje decyzje i mnie popierają. Ufają mi, mogę na nich liczyć.

Kiedy wybierałaś Wrocław, miałaś jeszcze jakieś inne propozycje?

– Tak – były inne opcje, ale Wrocław z wielu przyczyn był tą najlepszą. Uznałam, że tu są dobre warunki do dalszego, sportowego rozwoju. Podejmując decyzję o klubie, raczej nie patrzy się, jakie to miasto – Muszyna, Police czy Wrocław. Nie o to przecież chodzi, by przyjemnie spędzać wolny czas, ale o to, żeby się rozwijać. Patrzy się na zespół, trenera, koleżanki z drużyny. Pewnie jakieś znaczenie mają studia, bo w tej chwili jestem na drugim roku. Oczywiście Wrocław bardzo mi się podoba i mogłabym tu mieszkać kiedyś na stałe. Teraz jednak nie jest to najważniejsze.

We Wrocławiu zajmuje cię jeszcze studiowanie. W poniedziałek – po powrocie z Muszyny – pisałaś rano kolokwium. Co studiujesz?

– Coach Fitness & Wellness na Wyższej Szkole Zarządzania i Coachingu. To szkoła, która pozwala na łączenie nauki i grania na najwyższym poziomie, dlatego wszystkim ją polecam. Rok temu wyjechałam w maju na kadrę, a wtedy przecież trwała sesja. Na szczęście mogłam to zaliczyć później.

Kierunek studiów jest związany z tym, co chciałabyś robić w przyszłości, czy jeszcze o tym nie myślisz?

Chciałabym iść w stronę sportu, ale w tej chwili skupiam się na graniu. To jest dla mnie najważniejsze.

W Orlen Lidze w tej chwili nie ma żadnej kobiety-trenera. Jak myślisz – czym to jest spowodowane? Może to jest dobra droga dla ciebie?

A właśnie ostatnio rozmawiałam z kimś, kto mnie nakłaniał, żebym zmieniła ten stereotyp. (śmiech) Nie wiem jednak, czy kobieta dogadałoby się z kobietami. To leży gdzieś w psychice. (śmiech) To byłoby duże wyzwanie.

Wciąż masz szanse, by w drugim roku swojej gry we Wrocławiu wywalczyć drugi medal. Jak oceniasz szanse na to, by w weekend odrobić straty z Muszyny?

– Wszystko jest w naszych rękach. Muszyna nas niczym nie zaskoczyła. Bardziej my byłyśmy dla siebie niespodzianką (uśmiech). Niewiele trzeba, żeby wygrać, bo są potrzebne naprawdę małe zmiany, by to zaskoczyło i byśmy grały tak jak przeciwko Chemikowi czy z Bielskiem. Gdybyśmy tak grały w Muszynie, to spokojnie zanotowałybyśmy tam zwycięstwa. Sytuacja jest taka, że albo wygrywamy wszystko, albo nie wygrywamy nic.

Atmosfera we Wrocławiu wam pomaga, czy to tylko kwestia dyspozycji dnia?

– Wiadomo, że my na boisku skupiamy się na grze, ale gdy atmosfera w Orbicie jest taka jak w meczach z Aluprofem czy Policami, to my to wszystko czujemy. Pomaga nam taki hałas.

Gdybyś miała porównać Orbitę do pozostałych hal w Polsce, to jak to wygląda z perspektywy siatkarki?

– W Muszynie jest bardzo mała hala i mi się tam gra dość trudno. Zwłaszcza na zagrywce, kiedy kibice uderzają w bębny. Z drugiej strony miasto mniejsze i nie ma też tak dużo fanów na meczach. Łódź i Sopot mają duże hale, ale nie gra się tam tak dobrze, jak we Wrocławiu. Orbita ma taką pojemność, że można ją wypełnić do tego stopnia, iż ma się wrażenie, że brakuje już miejsc.

źródło: impelwroclaw.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved