Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Marcin Kozioł: Piszemy nowy rozdział historii katowickiej siatkówki

Marcin Kozioł: Piszemy nowy rozdział historii katowickiej siatkówki

fot. Jacek Cholewa

Dla katowickich Czarnych awans do I ligi to wydarzenie przełomowe. Zespół na tym poziomie rozgrywkowym zagra po raz pierwszy w swojej historii, co wiąże się z kolejnymi wyzwaniami. - Nikt nie może teraz spocząć na laurach - przyznał atakujący Czarnych, Marcin Kozioł.

TKKF Czarni Katowice mają za sobą historyczny sezon zakończony awansem do I ligi. Doznaliście w trakcie całych rozgrywek tylko jednej porażki, straciliście bardzo małą ilość setów. Dla ciebie był to udany sezon pod względem sportowym?

Marcin Kozioł: – Pod względem sportowym na pewno tak. Mieliśmy postawiony jasny cel przed startem rozgrywek i go zrealizowaliśmy. Nie liczy się styl tego awansu, lecz końcowy efekt, bo z tego jesteśmy rozliczani. Przyszliśmy do Katowic po to, by ten awans wywalczyć, udało się to zrobić i chwała nam za to. Piszemy nowy rozdział w historii katowickiej siatkówki i cieszymy się, że jesteśmy jego bohaterami.

Wasza droga do awansu nie była na pewno łatwa, ale w dwóch turniejach waszym atutem była katowicka hala w Szopienicach. Uważasz, że był to ważny czynnik działający na waszą korzyść?



– Nie lubię „gdybania”, dlatego nie zastanawiam się, co by było, gdybyśmy te turnieje grali gdziekolwiek indziej. Graliśmy oba turnieje u siebie, w obu wygraliśmy i najwyraźniej tak miało być. Myślę jednak, że sportowo jesteśmy na tyle mocni, że gdziekolwiek byśmy nie pojechali, ten awans wywalczylibyśmy tak samo.

Zespół Hutnika Kraków znaliście już z półfinałów, natomiast Centrum Augustów był dla was całkiem nowym rywalem. Po wyniku widać, że was niczym nie zaskoczyli.

– Zaskoczyć chyba nikt nas już na tym etapie rozgrywek nie mógł. Patrzyliśmy głównie na to, jak my sami gramy w siatkówkę i wiedzieliśmy, że jak zagramy na swoim poziomie, to nikt nie jest w stanie nam zagrozić. Mieliśmy przez cały sezon świetną ekipę, świetnych zawodników, którzy stworzyli ze sobą fajną grupę, dobrze czuliśmy się ze sobą nie tylko na boisku, ale też i poza nim. Nie było problemów z tym, żeby dwudziestoletni „gówniarz” zwrócił uwagę starszemu trzydziestodwuletniemu „dziadkowi”, gdy ten coś źle robił. Charakterologicznie byliśmy dobrani znakomicie. W słabszych momentach każdy każdego wspierał, klepał po plecach i wspólnie szliśmy do przodu. Nie chcę oceniać innych zespołów, bo to nie moja rola. Na dzień dzisiejszy to my jesteśmy lepsi, ale w przyszłości może być oczywiście inaczej.

W bezpośrednim spotkaniu o awans zmierzyliście się z gorzowianami. Po pierwszych dwóch setach chyba wszyscy w hali myśleli, że będzie szybkie 3:0 i świętowanie awansu, ale boisko to zweryfikowało. W trzecim secie myślami byliście już lekko poza parkietem?

– Dwa pierwsze sety z GTPS-em Gorzów Wielkopolski były najlepszymi setami, jakie zagraliśmy w całym sezonie. To był popis i koncert w naszym wykonaniu. Przede wszystkim dobrze rozpoczynaliśmy te sety – Maciek Naliwajko wykonywał kapitalną robotę w polu serwisowym i dzięki temu udawało się obejmować prowadzenie pięcioma czy sześcioma punktami już na starcie. Później grało się dużo łatwiej. W trzecim secie graliśmy inaczej, bo punkt za punkt. Taka walka zawsze może się odwrócić w jedną albo w drugą stronę, nie gra się tak swobodnie i jest większa nerwowość w poszczególnych akcjach. W czwartym secie wróciliśmy na właściwe tory, wygraliśmy i to my cieszymy się z awansu. Muszę też powiedzieć kilka słów o Rafale Sobańskim. To on zrobił różnicę w decydujących meczach. Końcówka sezonu należała do niego, za co należą mu się oddzielne brawa.

Oprócz tych przyjemnych i dobrych momentów były też kłopoty. Największe chyba przed turniejem półfinałowym, kiedy ze składu wypadł Kamil Pache, a w trybie awaryjnym do zespołu wrócić musiał Łukasz Roch. To był chyba trudny moment, mając w głowie myśl, że zostało się z jednym nominalnym środkowym?

– Faktycznie były też problemy i kłopoty, w pewnym momencie największe właśnie z pozycją środkowego. W trakcie sezonu odszedł od nas Łukasz Roch, na dwa czy trzy dni przed turniejem półfinałowym poważnie staw skokowy skręcił Kamil Pache i zostaliśmy z jednym zdrowym zawodnikiem na tej pozycji. Trzeba było kombinować. Na szczęście Łukasz o nas nie zapomniał, zrezygnował ze swoich obowiązków, wrócił do nas na finały i bardzo nam w nich pomógł.

Dla ciebie indywidualnie ten sezon nie był łatwy. Przez dużą jego część byłeś jedynym atakującym w zespole, bo Peter Diviš został powołany na stanowisko drugiego trenera i spełniał się w roli szkoleniowca. Pod względem fizycznym to było na pewno bardzo wymagające.

– Nie ukrywam, że sezon do najłatwiejszych nie należał. Mimo tego, że od pewnego momentu każdy sparing i mecz ligowy rozgrywałem od pierwszego do ostatniego gwizdka, fizycznie czułem się bardzo dobrze. Gorzej było z psychiką. Momentami miałem dość grania, dość siatkówki, a w takich momentach ciężko o koncentrację. Jednak taka była decyzja trenera, musiałem zacisnąć zęby i ją zaakceptować. Suma summarum było to dla mnie nowe doświadczenie, podołałem i ten awans smakuje jeszcze lepiej.

Podsumowując ten sezon, nie można zapomnieć o trenerze Przemysławie Halapaczu, który był waszym szkoleniowcem przez połowę sezonu i poprowadził zespół do kilkunastu zwycięstw z rzędu. Awans to także jego dzieło.

– Na pewno to, co działo się w pierwszej części sezonu, czyli ta długa seria zwycięstw, to także zasługa Przemka. Podziękowania ze strony zawodników i klubu zdecydowanie mu się należą, bo to też jest jego sukces.

Co prawda na razie jeszcze nie zdołaliście się do końca nacieszyć awansem do I ligi, ale już jakiś czas temu pojawiły się słowa o plusligowych planach w Katowicach. W perspektywie 2-3 lat klub chciałby grać w ekstraklasie. Czy myślisz, że w takim czasie promocja do najwyższej serii rozgrywek w Polsce jest możliwa?

– Na pewno miasto Katowice zasługuje na zespół siatkarski na najwyższym poziomie. Myślę, że to oczywiście jest możliwe, jednak na wszystko potrzeba czasu. Przede wszystkim hobbistyczne uprawianie siatkówki trzeba zamienić na profesjonalizm. Trzeba wyeliminować organizacyjne niedociągnięcia, które na niższych poziomach rozgrywkowych są rzeczą normalną, lecz na wyższym poziomie nie mają racji bytu. Trzeba jeszcze bardziej podnieść poziom sportowy i poziom szkolenia. W żadnym wypadku nikt nie może spocząć teraz na laurach. Non-stop trzeba gnać do przodu, bo jeśli każdy z nas będzie się cały czas rozwijał, zrobi jeden krok do przodu, to wspólnie zrobimy jeszcze większy. A przy takim zapale do pracy, który jest obecnie w Katowicach, to wszystko jest jak najbardziej możliwe. Fajnie byłoby, gdyby w klubie pojawił się również ktoś, kto wie, z czym się to wszystko je i tym profesjonalizmem zarażałby wszystkich na każdym kroku. Sam jestem ciekaw, jak to wszystko się potoczy. Trzymam kciuki za to, żeby PlusLiga zagościła do katowickiego Spodka i to jak najszybciej!

Marcin Kozioł i jego przyszłość sportowa?

– Na razie chcę chwilę odpocząć po trudnym sezonie. Czy zostanę w Katowicach? Nie wiem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie umówimy się na kawę z prezesem i porozmawiamy. Poznam jego wizję na najbliższy sezon, dowiem się, kto będzie trenerem i przede wszystkim czy w przyszłym sezonie Czarni Katowice są w dalszym ciągu zainteresowani moimi usługami. Sam również muszę sobie odpowiedzieć na parę pytań. Jednak póki co w głowie mam tylko słońce, plaże i polskie morze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn, II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-05-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved