Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Kamil Skrzypkowski: Każdy sezon ma swoją historię

Kamil Skrzypkowski: Każdy sezon ma swoją historię

fot. Piotr Kochanowski

Siatkarze Ślepska Suwałki po raz drugi w swojej historii znaleźli się w strefie medalowej I ligi. - W tej sytuacji, jaka jest, realizujemy swoje własne ambicje - mówi przed meczami półfinałowymi przyjmujący Ślepska, Kamil Skrzypkowski.

Jesteś jednym z dwóch zawodników Ślepska, który zaliczył wszystkie dotychczasowe wzloty i upadki… Który z tych dotychczasowych wzlotów wspominasz najmilej, a który z upadków był najboleśniejszy?

Kamil Skrzypkowski: – W każdym sezonie zmieniały się cele, ale wszystkie mecze play-off i play-out były trudne. W drugim sezonie w I lidze nikt nie zakładał, że będziemy w czwórce, a byliśmy. Rok później walczyliśmy o utrzymanie. Trzy lata temu też miała być czwórka, a rzutem na taśmę załapaliśmy się do play-off. W poprzednim sezonie nie powiodło się nam w ćwierćfinałach, teraz ten etap mamy za sobą i jesteśmy w czwórce. Każdy sezon ma swoją historię, każdy był na swój sposób trudny.

Ten pierwszy był chyba najtrudniejszy i to z kilku powodów.  W play-out wygrana pięciosetówka z Morzem Bałtykiem Szczecin, ale to nie był koniec emocji, bowiem wówczas zwycięzcy play-out grali jeszcze baraże z dwoma najlepszymi zespołami z II ligi. W pierwszym meczu baraży w Kamiennej Górze trafiliście ponownie na… Energetyka.



– I ponownie z nim wygraliśmy. Generalnie był to dziwny sezon, bo chcieliśmy zagrać go z kosmetycznymi zmianami w składzie, jakim awansowaliśmy z II do I ligi. Okazało się, że potrzebujemy wzmocnień i takie w przerwie pomiędzy rundami nastąpiły. Na stanowisko drugiego trenera doszedł Piotr Poskrobko, aktualnie nasz pierwszy. Przyszli też Kamil Łyczko i Jonas Rakickas. Zwiększyliśmy ilość treningów i obciążenie, co przyniosło efekty. Walkę o play-off przegraliśmy w ostatniej kolejce, w której my wygraliśmy 3:0 z GTPS-em Gorzów, a w Kielcach wicelider Fart przegrał 2:3, chociaż prowadził 2:0 ze Stalą Nysa. Kielczanie utrzymali dzięki temu drugie miejsce, a Nysa zajęła ósme, o punkt wyprzedzając nas. Play-out zaczęliśmy od dwóch zwycięstw u siebie i do Szczecina pojechaliśmy po trzecie. Byliśmy blisko w pierwszym wyjazdowym meczu, który przegraliśmy 2:3. W rewanżu dostaliśmy baty i o tym, kto zagra w barażach, decydował piąty mecz. W Suwałkach ponownie byliśmy górą, co jednak nie zapewniało utrzymania w I lidze. O to musieliśmy walczyć w turnieju barażowym w Kamiennej Górze. Zaczęliśmy rywalizację od wygranej z Energetykiem Jaworzno, a po drugim meczu, wygranym 3:1 z gospodarzami – Sudetami, byliśmy już pewni utrzymania na zapleczu PlusLigi. W ostatnim spotkaniu z AZS-em UAM Poznań zagrała druga szóstka, ale wynik nie miał dla nas znaczenia. Co jeszcze zostało w pamięci z tego turnieju? Za krótkie łóżka w schronisku młodzieżowym, wspinaczka na szczyt skoczni narciarskiej, wyjazd do Czech na zakupy i szampan otwierany na rynku, niemal o północy, po wygranym meczu z gospodarzami.

Jak wyglądał drugi sezon?

– Drugi sezon był diametralnie inny. Zaczęliśmy w mocno zmienionym składzie. Odeszli zawodnicy, którzy musieli łączyć pracę z grą. Ja też musiałem ograniczyć się do połówki etatu. Doszli do nas Tomek Łuczka, Sebastian Wójcik, Łukasz Kaczorowski i Łukasz Jurkojć, a po miesiącu jeszcze Andrew Pink, reprezentant Anglii posiadający także amerykański paszport. Graliśmy bardzo dobrze, o czym świadczy seria ośmiu zwycięstw w pierwszych ośmiu meczach, a po wygranej 3:0 w Pile z Jokerem rundę zasadniczą zakończyliśmy na czwartym miejscu. I właśnie Joker był naszym pierwszym rywalem w play-off. Wygraliśmy pewnie 3:0. W strefie medalowej przegraliśmy 0:3 z Jadarem Radom, chociaż w drugim meczu w Radomiu byliśmy blisko wygranej. W setach prowadziliśmy 2:1 i czwartego przegraliśmy na przewagi. Może gdybyśmy z Radomia wywieźli remis… Mieliśmy fajny zespół, chociaż czasami obcokrajowcy mieli pretensje, że za mało grają.

Zdaniem wielu obserwatorów to dwa lata temu Ślepsk miał najmocniejszy kadrowo zespół…

– Być może rzeczywiście był to wówczas najmocniejszy zespół kadrowo, ale miał słabego sternika. Zabrakło człowieka, który ten okręt wyprowadziłby na głębię, a nie wprowadzał na mielizny. Mieliśmy szeroką i mocną kadrę, ale niestety… Tyle o tym sezonie…

Ubiegłoroczny piąty sezon i piąte miejsce. Smutny finisz, bo w ćwierćfinale play-off gładko przegraliście 0:3 z KPS-em Siedlce.

– Właśnie… W Siedlcach zagraliśmy dobry mecz i nie wiem, co się z nami stało przez dwa tygodnie, jakie dzieliły to spotkanie od play-off. Być może byliśmy zbyt pewni siebie i to spętało nam ręce i nogi, a siedlczanie zagrali na luzie i „powieźli nas”. Walczyliśmy, czego dowodem są dwa mecze zakończone wynikami 3:2, niestety dla naszych rywali. Ojcem tego triumfu KPS-u był Damian Schulz, który dziś gra w PlusLidze. Szkoda, bo był to dobry sezon w naszym wydaniu i mogliśmy powalczyć z zespołami, które znalazły się wyżej w końcowej klasyfikacji. Nie wyszło, ale spokojnie – mamy nowy sezon…

Teraz w najgorszym przypadku cały sezon możecie zakończyć na czwartym miejscu.

– Mam nadzieję, że będzie lepiej. Mamy taki sztab szkoleniowy, że rozpracuje każdego rywala, a zatem i Victorię Wałbrzych. Wygraliśmy z nimi na ich parkiecie 3:2, dlaczego nie mamy tego powtórzyć i teraz. Co może być naszym atutem? Gramy podobnie z dobrego przyjęcia i szybkich piłek, ale możemy być lepsi na wysokich piłkach.

Zamknięto PlusLigę i pozbawiono was premii, jakie były przed dwoma laty: 150 tysięcy za pierwsze miejsce, 100 tysięcy za drugie i 50 za trzecią lokatę. To był znaczący zastrzyk finansowy dla I-ligowych klubów nie mających takich budżetów jak ekstraklasa. Czy w tej sytuacji macie o co walczyć, macie motywację do gry na najwyższych obrotach?

– Po zamknięciu PlusLigi dla I-ligowców bodźcem były właśnie premie finansowe, których w ubiegłym sezonie już nie wypłacono. Moim zdaniem przy kwalifikacji do PlusLigi należy odejść od kryterium wielkości hali, a utrzymać i konsekwentnie przestrzegać gwarancji budżetowych. W tej sytuacji, jaka jest, realizujemy swoje własne ambicje. Chcemy być najlepsi, chcemy wygrywać i będziemy walczyli do upadłego. Nawet jeśli przegramy, to chcemy być w porządku wobec siebie, sponsorów, władz klubu, kibiców. Chcemy powiedzieć sobie i im, że zrobiliśmy wszystko, na co nas w danej chwili było stać. Inna sprawa to premie, w sumie 300 tysięcy złotych… co to za pieniądze dla tak bogatego związku jak PZPS? A dla naszego klubu, dla nas to olbrzymie pieniądze, które przydałyby się w klubowej kasie. Ale o to powinni walczyć działacze nie jednego, a wszystkich klubów I ligi. Jeśli nie zaczną mówić jednym głosem, I liga będzie dalej „niechcianym dzieckiem” władz polskiej siatkówki. Wracając do naszych najbliższych spotkań, zrobiliśmy krok w drodze po mistrzostwo I ligi, przed nami drugi i trzeci. Chcemy je zrobić, chcemy wygrać ligę, a co z tego wyjdzie – zobaczymy. My wierzymy, że się uda i liczymy na wsparcie naszych kibiców. Bądźcie z nami…

*więcej w serwisie suwalki24.pl

źródło: suwalki24.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-04-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved