Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Vital Heynen: Nie cieszy mnie perspektywa odejścia

Vital Heynen: Nie cieszy mnie perspektywa odejścia

fot. Jacek Cholewa

- Będę tęsknił za tym, że tak wspaniale jest odczuwać i przeżywać siatkówkę w Polsce. Małym zwycięstwem można uszczęśliwić wiele osób, bo dla nich takie rzeczy są ważne - przyznał Vital Heynen, żegnając się z Transferem i polską siatkówką.

Jak dobrym trenerem trzeba być, żeby sprawić, że jednym z największych rozczarowań sezonu dla graczy będzie to, że ich szkoleniowiec nie zajmie się nimi w kolejnym sezonie?

Vital Heynen:Nie wiem, co odpowiedzieć na to pytanie. Spowodowanie, że ktoś będzie czymś rozczarowany, nigdy nie jest dobrą rzeczą, nie podoba mi się to. Wydaje mi się jednak, że w miarę upływu sezonu coraz bardziej jednoczyliśmy się z moimi graczami i będzie mi niezmiernie trudno pożegnać się z nimi. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że niektórym z nich także będzie ciężko powiedzieć mi „do widzenia”. Taka jest prawda, ale wydaje mi się, że miłe jest to, że ludzie zaczynają się lubić i kiedy przychodzi czas rozstania, to jest to dla nich bardzo trudne. Patrząc w ten sposób, jest to bardzo pozytywna rzecz, aczkolwiek wcale nie cieszy mnie perspektywa odejścia.

Który mecz pokazał w najlepszy sposób charakter Transferu w tym sezonie?



– Wydaje mi się, że ten ostatni z kędzierzynianami. Przez cały sezon mówiłem do moich graczy, że może i nie jesteśmy najlepsi, ale jesteśmy drużyną, która ciągle idzie do przodu, nie ustaje, trenuje, daje z siebie wszystko. Porównałem nas nawet do żółwia, bohatera historyjki, który mógł tylko obserwować pędzącego na początku zająca, ale nie ustawał. Temu żółwiowi udało się zająć piąte miejsce w PlusLidze w tym sezonie w bardzo trudnych zmaganiach. Uważam, że jest to naprawdę bardzo dobry rezultat. To, co pokazaliśmy w sobotnim meczu, to fakt, że nie zwalniamy, cały czas gramy do ostatniej piłki, mimo tego, że sytuacja może być bardzo niekomfortowa. Akcja trwa do momentu, w którym piłka nie wpadnie jednoznacznie w boisko. Przegrywaliśmy przecież 8:10 w tie-breaku, kiedy Dawid Murek fantastycznie obronił piłkę i dzięki temu wyszliśmy na prostą.

Co było dla ciebie największym zaskoczeniem w czasie tego sezonu?

– Nigdy nie lubię wyróżniać nikogo przed innymi. Powiem więc, że nie było dla mnie wielkiego zaskoczenia w tym sezonie.

Kto w takim razie zrobił największy progres dla ciebie w tym sezonie?

– To dla mnie negatywne pytanie. Prawda była taka, że przegapiłem pierwsze sześć tygodni przygotowań do sezonu, ponieważ byłem wtedy z reprezentacją Niemiec. Przez to w jakimś stopniu cały czas goniliśmy resztę i progres nie przyszedł wystarczająco szybko. Widać było jednak, że graliśmy lepiej i lepiej z każdym krokiem, a szczególnie uwidoczniło się to w ostatnich tygodniach. Żałuję, ponieważ powinniśmy się tak prezentować od samego początku. Największym naszym progresem była gra bez błędów – zaczęliśmy je eliminować w każdym aspekcie siatkarskiego rzemiosła. To nie była jakaś olbrzymia różnica, ale mocno zauważalna.

Powiedziałeś, że twoją największą porażką sezonu było to, że mimo pięciu szans ani razu nie pokonaliście Trefla Gdańsk, co poskutkowało tym, że nie graliście o medale. Czy to ci pokazało, że nie wszystko jest możliwe w sporcie i jednak istnieją pewne granice, których nie przeskoczysz, choćbyś bardzo tego pragnął?

– Dobre pytanie. Mimo tego, o czym wspomniałaś, uważam, że wszystko jest możliwe! Tak jak powiedziałem – bardzo wierzyłem w tę drużynę i jeśli mielibyśmy sześć tygodni więcej przygotowań przed sezonem, to wszystko mogło wyglądać inaczej. Każdy bardzo mocno wierzył w potencjał Transferu i nasza porażka w tamtym momencie nie zmienia faktu, że nie ma dla mnie bariery, której nie da się przeskoczyć. Jeżeli ty wierzysz w nienaruszalne granice, to wiedz, że ja w nie nie wierzę. Uważam, że zawsze można osiągnąć to, co się chce. Bariery można narzucić samemu sobie, ale trzeba mieć tę świadomość, że powinno się wyjść poza nie. Ja w swoim życiu ich nie widzę, nie wiem gdzie są.

Któregoś razu przyznałeś także, że jeśli już przegrywasz, to chcesz to robić na swój sposób. Czy porażki z Treflem, które miały największy wpływ na twoją ocenę sezonu, przebiegły tak, jak im na to pozwoliłeś?

– Oczywiście, że porażka z gdańszczanami była „moją” przegraną, ponieważ ja cały czas wierzyłem, że możemy wejść do najlepszej „czwórki” sezonu. Zawsze powtarzam, że trzeba stawiać sobie cele, które powinny sięgać jak najwyżej. Byłem bardzo zawiedziony, kiedy nie udało nam się tego wywalczyć. Myślę jednak, że pokazałem, że dostosowuję się do zmieniających się okoliczności. W chwili, kiedy przegraliśmy z Treflem poszedłem do szatni moich chłopaków i powiedziałem im: „Słuchajcie, jeżeli nie jesteśmy w najlepszej czwórce, to musimy zająć piątą lokatę”. Życie jest bardzo proste i tak też podeszliśmy do naszej zmiany planu – po prostu skupiliśmy się na najwyższym możliwym osiągnięciu, które nam jeszcze pozostało w tym sezonie. Oczywiście, że jeżeli spojrzy się na tamtą sytuację to była to dla mnie olbrzymia porażka. Nienawidzę przegrywać.

Co było największym osiągnięciem dla ciebie i Transferu w ciągu twojego pobytu na polskich boiskach?

– Myślę, że największym osiągnięciem było to, co zdarzyło się w zeszłym sezonie, ponieważ nie ma nic trudniejszego, niż dokonanie zmiany w drużynie, która wcale nie gra dobrze. Kiedy zespół spada, to największym wyzwaniem jest odwrócenie tego i sprowadzenie go na właściwą drogę rozwoju. Kiedy się już na niej znajduje, to przynajmniej wiadomo dokąd zmierza. W ubiegłych rozgrywkach udało nam się wyciągnąć zespół z kłopotów i z powrotem przywrócić mu dobre imię. Jeszcze wcześniej najlepszym rezultatem, który osiągnął ten klub, było czwarte miejsce, a teraz jest na piątym, więc wróciliśmy na lokatę, na której chcieliśmy być.

Jeśli mógłbyś coś poprawić w swoim szkoleniu zawodników Transferu, to co by to było?

– Oj, byłoby tego wiele! Wiem, że wszystko mogę poprawić i spisywać się lepiej. Każdego dnia myślę sobie dlaczego postąpiłem tak, a nie inaczej w momencie, kiedy mogłem zrobić coś bardziej adekwatnie. To jest ciągłe pytanie odnoszące się do tego, co mogę w sobie zmienić i polepszyć. Całe mnóstwo spraw mogłem rozwiązać inaczej, czasem były to małe rzeczy, a innym razem nie zauważyłem problemu wtedy, kiedy zaistniał. Jeżeli spojrzymy ogólnie, to mogę z całą pewnością stwierdzić, że cieszę się ze współpracy, którą miałem z Transferem Bydgoszcz. Zrealizowaliśmy nasz plan, więc jest ok. Myślę, że miło jest być krytycznym w stosunku do siebie samego i zobaczyć, co można było zrobić lepiej.

Co było największą lekcją, którą dała ci twoja pierwsza współpraca z polskim klubem, ligą i zawodnikami?

– Przez wszystkim przekonałem się, że polska liga jest fantastyczna i bardzo miło się tu gra. W miniony piątek graliśmy „tylko” o piąte miejsce, a robiliśmy to na oczach trzech i pół tysiąca widzów, którzy wspierali nas w Łuczniczce. Nie było łatwo „zaznajomić się” z polskimi rozgrywkami, ale w drugim meczu z ZAKSĄ poczułem się częścią tego wszystkiego – klubu, widowiska… Czuję, że ludzie mnie tu lubią. Rano przed meczem poszedłem do sklepu, a tam podeszły do mnie osoby, żeby się przywitać, uścisnąć dłoń, podziękować za to, co udało mi się zrobić z bydgoską drużyną. To było niezmiernie miłe. Co do klubów i zawodników, to myślę, że oni są skazani na wielki sukces, ale muszą jeszcze trochę nad nim popracować. Wydaje mi się, że to dobrze, że do PlusLigi przychodzą zagraniczni trenerzy, szczególnie ci z Włoch, bo oni mogą pomóc polepszyć poziom szkolenia i rozgrywek, ponieważ są nieco bardziej obiektywni. Ich obecność może wzmocnić polską siatkówkę.

Jak bardzo zmieniła się twoja wizja szkolenia podczas pobytu w Polsce i jak oceniasz progres, który dokonałeś jako trener?

– Każdy zawsze myśli o sobie, że się nie zmienia, więc ja też uważam, że nie zmieniłem się jakoś szczególnie, choć bardziej prawdopodobne jest to, że bardzo dużo rzeczy na mnie wpłynęło. Uwielbiam się zmieniać. Przede wszystkim przekonałem się jak dużo frajdy sprawia mi ciągłe bycie w rywalizacji.

A za czym będziesz najbardziej tęsknił?

– Powtórzę się – za tym, że tak wspaniale jest odczuwać i przeżywać siatkówkę w Polsce. Ludzie chcą tu grać, widzowie przychodzą na mecze… Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować także dziennikarzom za to, że mnie wspierali, chociaż czasem nie byłem dla nich miły. Wszystko to sprawia, że ta dyscyplina stała się tu wielkim sportem. Będę tęsknił też za tym, że w Polsce jest tak, że małym zwycięstwem można uszczęśliwić wiele osób, ponieważ dla nich takie rzeczy są ważne.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-04-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved