Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacje młodzieżowe > Kamil Droszyński: Wiedzieliśmy, że jesteśmy mocni

Kamil Droszyński: Wiedzieliśmy, że jesteśmy mocni

fot. CEV

- Przed nami daleka droga do ustabilizowania poziomu gry i pełnego panowania nad emocjami, ale z każdym turniejem rangi mistrzowskiej będzie do tego coraz bliżej - mówi po zdobyciu mistrzostwa Europy Kamil Droszyński, rozgrywający kadry Polski kadetów.

Przed wylotem do Turcji trener Pawlik mówił, że interesuje go wasza dobra gra i miejsce w szóstce. Uważasz, że były to asekuracyjne słowa czy faktycznie nieco obawialiście się rywali, na których trafiliście w grupie, nie znając ich potencjału?

Kamil Droszyński: – Przed turniejem finałowym mistrzostw Europy wszyscy marzyliśmy o tym, żeby zająć jak najwyższą lokatę. Wydaje mi się, że trener nie chciał wywierać na nas presji. Wiedzieliśmy, że każdy mecz będzie bardzo trudny i wymagający od nas maksymalnego zaangażowania zarówno z przeciwnikami, których znaliśmy, jak i tymi, o których wiedzieliśmy mniej.



Najwięcej problemów z odniesieniem zwycięstwa mieliście w meczu otwierającym turniej. Włosi wówczas zaprezentowali się tak dobrze, czy to wy mieliście problem z odnalezieniem odpowiedniego rytmu gry?

– W pierwszym meczu turnieju byliśmy trochę zestresowani, dla wielu z nas była to pierwsza tak ważna impreza reprezentacyjna. W naszej grze pojawiło się wiele błędów. Mecz ten w wykonaniu Włochów także nie był najlepszy, ale mimo nerwowej gry z obu stron to my cieszyliśmy się ze zwycięstwa.

Zgodzisz się z opinią, że kluczowe było spotkanie z Rosjanami? W jego czwartym secie przegrywaliście już 11:20, a jednak przechyliliście szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

– Mecz z Rosjanami był dla nas bardzo ważny, graliśmy z tym przeciwnikiem kilka sparingów, w których to my byliśmy górą, ale wiadomo, że sparingi i oficjalne mecze to dwie różne sprawy. Byliśmy bardzo zmobilizowani, ponieważ zawodnicy z Rosji byli bardzo dobrze przygotowani do turnieju. Przegrywaliśmy w czwartym secie bardzo wysoko, ale udało nam się wygrać go przede wszystkim walką o każdą piłkę do samego końca.

Ogranie Sbornej to był taki moment, w którym uwierzyliście, że możecie powalczyć o medal, a może nawet ten z najcenniejszego kruszcu?

Po wygranej nad Rosją wiedzieliśmy, że jesteśmy mocni i możemy wygrać z każdym, tym bardziej że Rosjanie także byli faworytami do zdobycia medalu. Zwycięstwo to cieszyło nas podwójnie, bo udowodniliśmy sobie, że potrafimy wyjść z opresji. Właśnie w takich meczach ujawnia się prawdziwy charakter i potencjał drużyny, który my właśnie wtedy pokazaliśmy.

Przez kolejne mecze szliście jak burza, sięgając po złoto. Uważasz, że trudniejszy dla was był półfinał z gospodarzami czy finał z Italią, która też się rozkręcała z meczu na mecz?

– Jak wspomniałem, po meczu z Rosją poczuliśmy pewność i złapaliśmy swój rytm gry, właśnie dlatego dalsze mecze grupowe kończyły się takimi wynikami. Zarówno półfinał z Turcją, jak i finał z Włochami były bardzo ciężkie. Gospodarze w swoich szeregach mieli kilku bardzo dobrych zawodników. Napędzali oni grę tureckiego zespołu, który był bardzo nieobliczalny. Natomiast włoska drużyna była bardzo wyrównana, a jej gra była coraz lepsza z meczu na mecz. Wydaje mi się jednak, że finał był trudniejszy ze względu na presję i wagę wydarzenia, w jakim braliśmy udział.

W czym tkwiła wasza przewaga nad rywalami i jakie znaczenie dla wywalczenia tego medalu ma fakt, że na co dzień gracie w Krispol I Lidze?

– Nasza drużyna nie miała słabych punktów. Jeśli ktoś z nas miał gorsze chwile, wtedy inny zawodnik na boisku brał ciężar gry na siebie. Bardzo dobrze uzupełnialiśmy się nawzajem. Atmosfera w naszej ekipie też była świetna zarówno między zawodnikami, jak i sztabem szkoleniowym. Myślę, że te czynniki w głównej mierze zaważyły na naszym sukcesie. Natomiast w Krispol I Lidze nauczyliśmy się grać z potencjalnie lepszymi przeciwnikami, musieliśmy nauczyć się gry o każdy punkt, ponieważ w tej bardzo wymagającej lidze każde oczko było niewiarygodnie ważne.

Dla ciebie był to już kolejny udział w tak znaczącym turnieju. Wcześniej znajdowałeś się w składzie reprezentacji juniorów, która sięgnęła po srebro ME. Czy w związku z tym łatwiej było ci opanować emocje?

– Zebrałem już znaczące doświadczenie na mistrzostwach Europy juniorów, które według mnie zaprocentowało w tym turnieju. W kluczowych meczach najważniejsze było zachowanie zimnej głowy i pewności gry. Przed nami jeszcze daleka droga do ustabilizowania poziomu gry i pełnego panowania nad emocjami, ale myślę, że z każdym turniejem rangi mistrzowskiej będzie do tego coraz bliżej.

Zostałeś wybrany najlepszym rozgrywającym turnieju. Jaką wagę przykładasz do wyróżnień indywidualnych i czy stanowi ono dla ciebie dodatkowy bodziec do pracy?

– Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Każda nagroda indywidualna to impuls do dalszej pracy i dowód na to, że marzenia się spełniają oraz potwierdzenie, że trud i poświęcenie w pełni się opłaca.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved