Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Mariusz Schamlewski: Fajnie byłoby spotkać się z Camperem w finale

Mariusz Schamlewski: Fajnie byłoby spotkać się z Camperem w finale

fot. archiwum

- Nie wiem skąd wzięło się to, że chcemy przegrać mecz, aby uniknąć Espadonu w play-off. Na ostatnie 19 meczów wygraliśmy 18, więc nie rozumiem, dlaczego kogokolwiek mielibyśmy się obawiać - mówi środkowy Ślepska Suwałki, Mariusz Schamlewski.

Dobiegła końca faza zasadnicza Krispol I Ligi. Co ciebie w niej zaskoczyło, a co rozczarowało?

Mariusz Schamlewski: – Na pewno rozczarował mnie tragiczny start w naszym wykonaniu. Dostaliśmy od prezesów cel poprawienia wyniku z poprzedniego sezonu, ale z każdym przegranym meczem presja stawała się coraz większa. Natomiast jeśli chodzi o moją osobę – to była to na pewno moja kontuzja. Zerwałem łydkę podczas okresu przygotowawczego, wróciłem po jakichś trzech tygodniach rehabilitacji i kontuzja się odnowiła. Łącznie ominął mnie cały okres przygotowawczy i pierwszych kilka meczów w lidze. Był to ciężki czas, ale to już za mną i za zespołem. Zarówno zespół, jak i ja wróciliśmy mocniejsi.



Ślepsk zakończył fazę zasadniczą na drugim miejscu, najwyższym w historii klubu. Czyli można powiedzieć, że zaczyna przynosić efekty systematyczna praca i konsekwentne budowanie zespołu przez suwalskich działaczy?

– Fajnie, że obecna ekipa tworzy jakąś historię w Ślepsku Suwałki, ale prawda jest taka, że teraz zacznie się prawdziwa siatkówka. Jeśli przegramy pierwszą rundę play-off, nikt nie będzie pamiętał o tym, czy Ślepsk zajął po rundzie zasadniczej pierwsze, drugie czy trzecie miejsce. Pamięta się tylko zwycięzców. Systematycznie pracowaliśmy zawsze, nawet jak przegraliśmy sześć czy siedem meczów z rzędu, a efektów naszej pracy nie było widać. W lidze nie dostaje się punktów za systematyczne i dobre treningi. Było kilka spotkań, przed którymi wszystko na treningach nam wychodziło, a mecz był przegrany. Bywały też tygodnie, w których nic nam nie wychodziło, a pojedynki ligowe wygrywaliśmy z uśmiechem na ustach. A to, czy działacze dobrze zbudowali zespół, najlepiej zweryfikuje boisko i to, na jakim miejscu zakończymy ten sezon.

Wspomniałeś, że początek sezonu nie był dla was udany. Dopiero później graliście jak z nut. W czym upatrywałbyś takiej metamorfozy w waszej dyspozycji?

– Szczerze mówiąc, nie wiem skąd wzięła się nagle taka metamorfoza. Nic spektakularnego w zespole się nie stało. Padło może parę mocnych słów, do ekipy dołączyli Łukasz Makowski i Dima Skorij. Dima na pewno wspomógł nas mentalnie, dał wsparcie sztabowi szkoleniowemu. A dzięki Łukaszowi w końcu mogliśmy normalnie potrenować jakieś fragmenty, bo warto przypomnieć, że Kacper Gonciarz większość okresu przygotowawczego oraz początek ligi przepracował sam z powodu kontuzji Kamila Obrębskiego. Łukasz, przychodząc do nas, na pewno zwiększył rywalizację na rozegraniu, co przełożyło się na to, że kiedy on nas prowadził od zwycięstwa do zwycięstwa i doznał kontuzji, zastąpił go Kacper i nasza gra zupełnie się nie zmieniła.

Mieliście szansę nawet na wygranie fazy zasadniczej, ale w ostatnim meczu zagraliście rezerwami i przegraliście z Wartą. Była obawa, że w przypadku wygranej w play-off zmierzycie się z nieobliczalnym Espadonem?

– To nie były żadne rezerwy, tylko chłopaki, którzy do tej pory mniej grali. Oni tak samo pracują na treningach i zasługują na to, żeby grać. Ten mecz był do wygrania, wyszło jak wyszło. Można się jedynie przyczepić do tego, że wpadło nam w boisko kilka frajerskich piłek, które nie powinny wpaść. Nie wiem skąd wzięło się to, że chcemy przegrać mecz, aby uniknąć Espadonu w play-off. Na ostatnie 19 meczów wygraliśmy 18, więc nie rozumiem, dlaczego kogokolwiek mielibyśmy się obawiać.

W play-off trafiliście ostatecznie na Pekpol Ostrołęka. To wymarzony rywal?

– Rywal jak rywal. Szanujemy go jak wszystkie inne zespoły w lidze. Pasuje nam jego styl gry. Poza tym mamy do niego najbliżej, więc wszyscy są zadowoleni. Nie trzeba jechać 600 czy 700 km, tylko 180 km. A nikt nie powie, że taki długi wyjazd – nawet dzień przed meczem – nie odbija się na grze.

Spodziewasz się niespodzianek w play-off? A może w finale zagrają dwie najlepsze drużyny po rundzie zasadniczej, czyli wy i Camper?

– Nie zastanawiałem się nad niespodziankami. Raczej jestem ciekaw wyników konfrontacji Espadonu Szczecin i Campera Wyszków oraz Krispolu Września i Victorii Wałbrzych. Fajnie byłoby spotkać się z Camperem w finale. Jest to solidny zespół z nazwiskami, do tego obrońca tytułu. Ale wszystko zweryfikuje boisko.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-04-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved