Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Piotr Pluszyński: Była to lepsza drużyna, choć niespełnionych nadziei

Piotr Pluszyński: Była to lepsza drużyna, choć niespełnionych nadziei

fot. plusliga.pl

- Żaden system nie pozwoliłby na to, żeby bielski klub przy takiej grze jak w stolicy Podbeskidzia z MKS-em Będzin zajął wyższe miejsce w rozgrywkach - ocenił prezes BBTS-u Bielsko-Biała Piotr Pluszyński po tym, jak jego zespół uplasował się na 13. lokacie PlusLigi.

Tuż przed finałami Pucharu Polski kobiet miało miejsce zgromadzenie akcjonariuszy PlusLigi i Orlen Ligi. Jak przyznał prezes BBTS Bielsko-Biała, Piotr Pluszyński, nie zapadły na nim żadne decyzje dotyczące przyszłości poszczególnych drużyn. – Nie padły żadne ustalenia odnośnie do klubów, ponieważ nie były one konieczne. Spotkanie mimo wszystko było poświęcone przyszłości rozgrywek, ale w kontekście proponowanego terminarza. Pojawiały się różne głosy, szczególnie ze strony reprezentantów tych zespołów, które biorą udział w europejskich pucharach. Wynikło z tego, że CEV rządzi się swoimi, niekoniecznie najlepszymi prawami – przedstawiciele chcą wszędzie bywać, więc finały trzech najważniejszych turniejów nie odbywają się w ten sam weekend, co skutkuje tym, że część ekip wyłącza się z rywalizacji na krajowych boiskach w różnym czasie w ciągu trzech tygodni – przyznał prezes, dodając, że rozkład przyszłosezonowych batalii wciąż budzi emocje. – Nic się nie zmienia, jeżeli chodzi o uczestników rozgrywek i nie rozumiem co chciał osiągnąć dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który napisał w połowie sezonu, że ligę męską trzeba będzie zmniejszyć. Nie po to się ją powiększało, żeby to teraz zmieniać, a już na pewno nie po pierwszym pełnym sprawdzianie zasadności wprowadzonej reformy. Rzecz jasna, może dojść do degradacji klubu, ale tylko wtedy, kiedy nie spełni warunków zapisanych w umowie. Nasz przykład pokazuje, że nie od razu tak się dzieje – niewypełnienie założeń daje podstawę do zastanowienia się nad przyszłością klubu, nie eliminując go od razu z rozgrywek w siatkarskiej ekstraklasie – zaznaczył Piotr Pluszyński. Nie zmienia to faktu, że kluby z pierwszej ligi wciąż mają prawo do wniesienia podania o przyjęcie na poczet drużyn z najwyższego szczebla rozgrywek. – Mogą złożyć one aplikację, ale muszą spełniać warunki, między innymi ten, by zająć miejsce w czołowej czwórce na koniec sezonu i mieć odpowiednią halę, a z tym mogą być problemy. Nie wiem, co trzeba by było zrobić, gdyby chociażby zespół ze Szczecina zgłosił akces, spełniając warunki. Wtedy przed Radą Nadzorczą byłby twardy orzech do zgryzienia – zaznaczył prezes BBTS-u. Dyskutowano także na temat ilości obcokrajowców, którzy mogą w jednym czasie występować na parkiecie w meczu PlusLigi, a także tego, jak traktować siatkarzy z podwójnym obywatelstwem. – Po upływie trzech lat od ostatniego występu w danej reprezentacji zawodnik może być brany pod uwagę w drugiej kadrze. Jeżeli tą drugą będzie Polska, to w tej sytuacji będzie traktowany jak pełnoprawny Polak na ligowych parkietach – zaznaczył (kwestia ta dotyczyła między innymi Michała Łasko). Prezes dodał także, że dyskusja o klubach w PlusLidze i o terminarzu może być kontynuowana na kolejnym posiedzeniu Rady Nadzorczej, które prawdopodobnie odbędzie się pod koniec maja.

W świetle dużej krytyki systemu play-off Piotr Pluszyński stwierdził, że niekoniecznie jest ona słuszna. – Niektórzy uważają, że w tej fazie można zmarnować cały dorobek rundy zasadniczej. Myślę, że na tym cała rzecz polega – ten etap ma weryfikować. Nie grajmy play-off, jeśli nam to nie odpowiada. Jeżeli ktoś chce potwierdzić swoją dominację w sezonie w tej fazie, to niech tak się przygotuje na ten etap, żeby to zrobić. Przez to, że BBTS-owi się nie powiodło, nie mogę zdewaluować systemu rozgrywek, bo wszystko było w naszych rękach i głowach. Żaden system nie pozwoliłby na to, żeby bielski klub przy takiej grze jak w stolicy Podbeskidzia z MKS-em zajął wyższe miejsce – zaznaczył przedstawiciel górali, dodając, że jeszcze nie ma sporządzonej oceny całego sezonu. – Nie będzie ona taka prosta. Nie można przekreślać całego sezonu jednym meczem. Spotkanie w Sosnowcu było pojedynkiem walki i nawet jeśli byśmy go wygrali, to przy takiej grze u nas nic by to nie zmieniło. Nasze gorsze miejsce jest winą braku szczęścia, pecha, dekoncentracji… Nie potrafię wytłumaczyć tego, co w rywalizacji z będzinianami stało się z drużyną. Po wynikach innych spotkań natomiast widać, że mieliśmy zespół zdecydowanie mocniejszy, niż wskazuje na to nasza lokata. Był to lepszy sezon i lepsza drużyna, choć niespełnionych nadziei – ocenił prezes Pluszyński. Nie był on jednak w stanie jednoznacznie się wypowiedzieć w kwestii odpowiedzialności za postawę bielszczan w końcówce sezonu. – W drugim meczu z MKS-em nie było zawodnika prócz Sergieja Kapelusa, który byłby w stanie pociągnąć za sobą całą drużynę – przyznał przedstawiciel BBTS-u. Po słabym finiszu siatkarzy z Podbeskidzia pojawiły się głosy, że klub opierający się w dużej mierze na pieniądzach pochodzących z miejskiej kasy niepotrzebnie je dostaje, bo w siatkarskiej ekstraklasie zajmuje słabe pozycje. – Sport jest najlepszą promocją miast, regionów – w żadnej innej dziedzinie życia społecznego nie ma takiego zasięgu reklamy, promowania. Jeżeli mieszkańcy będą wysnuwać takie poglądy, to nie zazdroszczę miastu, które wiele z siebie daje, żeby utrzymać cztery bielskie kluby w najwyższych szczeblach rozgrywek i jeszcze musi użerać się na prawo i lewo z takimi głosami pseudo-zatroskanych dyskutantów. Samo uczestnictwo w ekstraklasie jest dużym zaszczytem, wyróżnieniem – powiedział Piotr Pluszyński. Bielski klub wciąż zmaga się z brakiem sponsora tytularnego, który mógłby zatroszczyć się o finanse drużyny. Prezes pytany o powody przyznał, że nie wie, dlaczego są aż takie problemy ze znalezieniem chętnych. – Kiedyś BKS utrzymywały przedsiębiorstwa elektromaszynowe, a BBTS włókiennicze – stąd „Włókniarz” – i drobny przemysł. Teraz firm włókienniczych w Bielsku-Białej nie ma. Tutaj nie ma wielkich korporacji, są tylko filie, a włodarze ze stolicy nie są zainteresowani bielskim sportem. Jeśli BBTS byłby mistrzem Polski, to może wtedy ktoś by się tym zajął, ale nie jest, więc jest trudno. Kisimy się we własnym sosie i gdyby nie miasto, to nie byłoby szans na to, żebyśmy grali w PlusLidze. Była kiedyś propozycja lansowana nawet przez prezydenta Jacka Krywulta, żeby drobne firmy razem się zjednoczyły i wspomogły miejski sport, ale została ona spalona na panewce. Jak kogoś nie obchodzi aktywność na tym polu, to i tak prędzej wspomoże kulturę – oznajmił pytany.

Przed bielską drużyną kolejne rewolucje – sezon dla BBTS-u już się skończył i przyszedł czas na podsumowania. Ważny kontrakt ma jedynie Grzegorz Pilarz, co stawia dużo znaków zapytania w kontekście przyszłości zespołu. – Po analizie przebiegu rozgrywek, statystyk ocenimy zawodników, zastanowimy się, kto się sprawdził, a kto, mimo tego, że stać go było na więcej, nie dał z siebie wszystkiego i swoją postawą rozczarował. Później będziemy rozmawiać z siatkarzami o ich planach, bo nie jest powiedziane, że ktoś, kogo byśmy widzieli w przyszłym sezonie w zespole, będzie chciał z nami dalej współpracować. Można sobie zakładać różne rzeczy, ale wszystko potem weryfikuje życie – zakończył prezes Pluszyński.

 



źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-03-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved