Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > LM: O czwarty Final Four, zamknięcie ust krytykom i polski półfinał

LM: O czwarty Final Four, zamknięcie ust krytykom i polski półfinał

fot. Tomasz Szwajkowski / szwajkowski.info

Skra Bełchatów w środę stanie przed szansą na czwarty w historii występ w Final Four Ligi Mistrzów. Musi wygrać 3:1 lub 3:0 z Sir Safety Perugia, a w przypadku wygranej w tie-breaku okazać się lepsza w złotym secie. Zadanie to jest wykonalne, ale niełatwe.

PGE Skra Bełchatów pomimo porażki w pierwszym meczu II rundy play-off z Sir Safety Perugia, nadal stoi przed szansą na wywalczenie sobie prawa gry w Final Four Ligi Mistrzów. W turniejach finałowych tych najważniejszych europejskich pucharów bełchatowianie występowali już wprawdzie trzykrotnie: w roku 2008, 2010 i 2012, ale za każdym razem jako gospodarz, co oznaczało, że nie musieli grać w najtrudniejszej fazie, w play-off, gdzie raczej słabych drużyn już nie ma. Za każdym więc razem odzywały się głosy, że to nie jest żaden wyczyn grać w finałowym turnieju Ligi Mistrzów, skoro nie trzeba było przebijać się przez najtrudniejszą fazę, że miejsce w tym turnieju sobie „kupowali”. Teraz siatkarze z województwa łódzkiego mają ogromną szansę udowodnić, że także drogą sportową, poprzez pokonanie dwóch bardzo mocnych zespołów, mogą wywalczyć miejsce w turnieju, który wyłoni najlepszą drużynę klubową na Starym Kontynencie. Ale to nie będzie takie proste, bowiem podopieczni Miguela Falaski przegrali pierwsze spotkanie, rozgrywane na wyjeździe we Włoszech i teraz muszą wygrać w środowym meczu, by myśleć jeszcze o wyjeździe do Berlina. Na szczęście dla nich, jeżeli można mówić o szczęściu w przypadku porażki, przegrali 2:3, co oznacza, że aby awansować, muszą wygrać za trzy punkty, albo dwa i wygrać dodatkowo złotego seta. W tym roku bowiem liczą się punkty zdobyte w meczach i w przypadku równej ich liczby o losach konfrontacji zadecyduje właśnie złoty set. Jak pokazuje historia tego regulaminowego wynalazku, wprowadzonego po raz pierwszy w sezonie 2010/2011 dla rozstrzygnięcia rywalizacji, gdy oba zespoły miały po jednej wygranej na koncie, a nie tak, jak teraz po jednakowej liczbie punktów, jest możliwe odrobienie strat i wygranie go. W poprzednich sezonach na 12 przypadków w Lidze Mistrzów, kiedy konieczne było rozgrywanie złotego seta, aż w 8 drużyna, która wygrywała drugie spotkanie, wygrywała też złotego seta. Ale po co złoty set, bełchatowianom wystarczy przecież wygrana 3:1 lub 3:0…

Tym razem aktualni mistrzowie Polski powinni przystąpić do meczu z włoską ekipą bardziej wypoczęci, nie po długiej podróży, w której by mogli zagubić bagaż i mieć takie problemy ze strojami meczowymi, jakie miał w Perugii Facundo Conte. Jeżeli ktoś jeszcze nie zna historii jego koszulki, która w serwisach społecznościowych zaczęła żyć własnym życiem, powinien wiedzieć, że w pierwszym secie Argentyńczyk nie mógł zagrać, bo nie miał własnej koszulki, a ta naprędce przyszykowana, pożyczona od Macieja Muzaja, z naklejonym numerem nie spodobała się komisarzowi. Szybka interwencja m.in. obecnego na trybunach ojca zawodnika spowodowała, że argentyński przyjmujący od drugiego seta mógł zagrać i pomóc w ugraniu punktu na wyjeździe. Po meczu we Włoszech Skra odbyła niezwykle długą podróż powrotną, w której zepsuł się autokar i musiała wracać do Polski okrężną drogą. A jak już wróciła, to dwa dni później czekał ją u siebie pierwszy mecz półfinałowy z Lotosem Trefl Gdańsk, którzy przegrała. Czy to oznaka kryzysu, czy raczej pokłosie włoskiej wyprawy z przygodami, przekonamy się w środowy wieczór. – Nie patrzymy już w tym wypadku na zmęczenie. W Łodzi wyjdziemy na boisko, by walczyć do samego końca, wygrać i awansować. Nie jest ważne czy jesteśmy zmęczeni, czy nie. Wykorzystamy ostatnie pokłady naszych sił, by tego dokonać, tym bardziej że uda nam się odrobinę odpocząć przed samym pojedynkiem – zapowiedział Facundo Conte.

O ile PGE Skra Bełchatów jest już zespołem ogranym na europejskich parkietach, o tyle jej rywal w tej dziedzinie jest żółtodziobem. Klub powstał w 2001 roku i dopiero po zeszłorocznym sukcesie, jakim było zdobycie wicemistrzostwa Włoch, wywalczył sobie prawo do gry w Lidze Mistrzów. Podopieczni Nikoli Grbicia wygrali swoją grupę i przypomnijmy, że to właśnie oni w I rundzie play-off wyeliminowali Jastrzębski Węgiel. W lidze włoskiej siatkarze z Umbrii radzą sobie nieźle, wygrywają z zespołami niżej klasyfikowanymi, z potentatami już nie, ale zawsze wygrywają przynajmniej seta. Po ostatnim weekendzie mają na pewno dobry humor, bo zwyciężyli 3:0 z Revivre Milano, a serbski szkoleniowiec dał pograć tym zawodnikom, którzy mają zazwyczaj mniej okazji do pokazania swoich umiejętności. Nie ma jednak wątpliwości, że w meczu rewanżowym ze Skrą zobaczymy w Atlas Arenie najmocniejszą szóstkę Perugii w akcji, z Atanasijeviciem i Frommem w roli głównych zdobywców punktów, z Berettą i Butim na środku siatki, w przyjęciu z Vujeviciem i Giovim na libero, a grą całej tej grupy kierować będzie Luciano de Cecco. Włosi będą na pewno zmotywowani, gdyż jako ostatni przedstawiciel Serie A w Lidze Mistrzów na tym etapie bronią jej honoru. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego występu, ale pamiętamy, że w środę czeka nas kolejny mecz. Musimy zacząć tak, jakbyśmy grali od zera i potwierdzić, że to, co wywalczyliśmy w tym meczu, nie było przypadkowe – powiedział po pierwszym spotkaniu Goran Vujević, przyjmujący zespołu z Umbrii.



Jeżeli on i jego koledzy wygrają w środowy wieczór ze Skrą, zapewnią sobie miejsce w historii jako jeden z nielicznych debiutantów, którzy w pierwszym sezonie występów w Lidze Mistrzów awansowali do turnieju finałowego. Są w stanie tego dokonać, bowiem Skrę już raz w tym sezonie pokonali, wyeliminowali też Jastrzębski Węgiel, ale też nie są pozbawieni słabych stron. Jeżeli podopieczni Miguela Falaski zagrają na poziomie, do którego przyzwyczaili swoich kibiców oraz ominą ich kłopoty z garderobą, to mogą z powodzeniem odrobić straty i zameldować się w Berlinie. A wtedy miałoby miejsce wydarzenie bez precedensu w historii polskiej siatkówki – dwa nasze zespoły zagrałyby w półfinale Ligi Mistrzów. Przypomnijmy bowiem, że potencjalnym rywalem Skry byłaby Asseco Resovia Rzeszów, która również ma szansę na występ w Final Four. Jedno jest pewne – bez względu na to, co się wydarzy w Atlas Arenie w środę wieczorem, emocji na pewno nie zabraknie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved