Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > K. Cupković: Czasem krzyczymy na siebie z Vitalem Heynenem

K. Cupković: Czasem krzyczymy na siebie z Vitalem Heynenem

fot. plusliga.pl

- Można było zauważyć różnicę, jeśli chodzi o jakość gry pomiędzy zespołami - przyznał po meczu z będzinianami Konstantin Cupković. W poniedziałek gracze Transferu pewnie pokonali MKS 3:1 i w lepszych nastrojach oczekują na mecz w Bydgoszczy.

Poza początkami dwóch pierwszych setów zagraliście z głowami wolnymi od widma dwóch porażek z Treflem, z którym w sumie w tym sezonie przegraliście pięć razy. Zapewne uspokojenie myśli nie było łatwe…

Konstantin Cupković: – To było bardzo trudne, ponieważ wiedzieliśmy, że drużyna z Będzina nie będzie miała nic do stracenia. Uważam, że rozkład rozgrywek PlusLigi jest okropny i wszyscy zawodnicy się z tym zgodzą. Drużyny takie jak MKS, które w ciągu sezonu przegrały prawie wszystko i były ostatnie dzięki dwóm meczom, mają szansę rywalizowania o piąte miejsce w lidze. Myślę, że gdyby zaistniała sytuacja, że my mielibyśmy na przykład czternaście oczek, a oni dziesięć, to tylko wtedy zasadnym byłoby walczenie z nimi o piątą lokatę. To nie jest dobry system, bo jest niesprawiedliwy. Powracając do twojego pytania, to muszę przyznać, że było bardzo ciężko się oderwać od dwóch spotkań z gdańszczanami, bo ciągle gdzieś tam w naszych głowach siedziało to, że mieliśmy w starciach z nimi swoje szanse. Byli jednak lepsi i pokazali to aż pięciokrotnie, więc nie pozostawili nam żadnych wątpliwości. Wiesz, wszyscy w drużynie jesteśmy zmotywowani sportowo – Transfer to naprawdę fantastyczna grupa i muszę przyznać, że jesteśmy jak jedna wielka rodzina ciągle rozmawiająca ze sobą na wszystkie możliwe tematy. Zdajemy sobie sprawę z tego, jaką wagą obarczone jest to, żebyśmy w sezonie zajęli jak najlepszą lokatę, nie tylko dla nas samych, ale także dla klubu.

To w takim razie co jest kluczem w rywalizacji z drużyną, która może wszystko wygrać, jednocześnie nie przegrywając niczego?



– Jeżeli gra się tego rodzaju spotkania, to nie ma innego wyjścia, jak zmobilizować się tak, jak przeciwnicy. Myślę, że byliśmy dziś wyjątkowo zmotywowani – można było zauważyć różnicę, jeśli chodzi o jakość gry pomiędzy zespołami. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeżeli zagramy w naszym stylu, to nie będziemy mieli problemu z będzinianami i to okazało się prawdą. To pierwszy krok na drodze do dalszej rywalizacji.

Mimo wszystko szczególnie w trzecim secie różnica ta nie wydawała się tak duża. Czym był spowodowany rezultat tej partii? Za szybko uwierzyliście w wygraną?

– Wiesz, trzeci set jest bardzo sławny w siatkówce… (śmiech) Większość plusligowych drużyn ma z nim sporo problemów, a my nie jesteśmy wyjątkiem. To, co się w nim stało, ciągnie się za nami przez cały sezon – po pierwszym rozdaniu, które w naszym wykonaniu było idealne, drugie wygrywamy na styk, czujemy się nieco bardziej rozluźnieni i wtedy dzieje się to, co się dzieje. Całe szczęście powróciliśmy do naszego normalnego grania i bardzo pewnie zakończyliśmy ten mecz na naszą korzyść.

Dwa poprzednie spotkania z będzinianami pokazały, że wygrywacie z nimi blokiem. Dziś także ten właśnie czynnik odegrał dużą rolę w waszej grze. To jest ta recepta na MKS?

– Muszę przyznać, że ponad to, o czym wspomniałaś, mieliśmy także przygotowaną idealną taktykę – tak zresztą jak przeciwko każdej z drużyn w tym sezonie. Nie chcę powiedzieć, że będzinianie to zła drużyna, ponieważ szanuję ich jako zespół, ale zawsze grało nam się z nimi łatwo. To oni nie potrafią znaleźć klucza do gry z nami – to jest oczywiste. My z kolei mamy taką sytuację z gdańszczanami, więc wiemy, jak to jest. Czasami po prostu zdarzają się takie mecze – można próbować wszystkiego, ale po prostu nie idzie…

To w takim razie widzisz progres, którego dokonali pod okiem Roberto Santilliego czy nie?

– Oczywiście! O wiele lepiej radzą sobie, jeżeli chodzi o aspekt taktyczny, a także w ofensywie. Zagrają o ósmą pozycję, jeżeli mi wygramy z nimi w Bydgoszczy, a uważam, że mają spore szanse na zajęcie tego miejsca.

W ciągu całej swojej kariery grałeś o medale i puchary. Teraz walczysz o piąte miejsce w lidze. Czy to wystarczy, żeby usatysfakcjonować Konstantina Cupkovicia?

– Czuję się bardzo dziwnie, ponieważ jest to mój drugi sezon z rzędu, kiedy nie gram z zespołem w Lidze Mistrzów. To jest też mój pierwszy rok, w którym, tak jak powiedziałaś, nie walczę o puchary czy medale. Ciągle jednak widzę w sobie tę motywację, żeby wywalczyć piąte miejsce w rozgrywkach – zajęcie szóstej, ósmej, dziewiątej nie będzie tym samym.

Vital Heynen przekonał cię do gry w Transferze w pięć minut. Mimo braku walki o medale z perspektywy czasu chyba tego nie żałujesz…

– Oczywiście, że nie! To najzupełniej normalne, że w relacji trener-zawodnik jest zarówno lepszy, jak i gorszy czas. Wiem, czego Vital ode mnie oczekuje i to jest najważniejsze – nie ma w tym tak zwanej „złej krwi”. Niczego nie żałujemy, czasami krzyczymy na siebie. (śmiech) Bywa też tak, że mamy problemy, ale on robi wszystko, co jest dobre dla mnie i zdaję sobie z tego sprawę.

Na początku sezonu oznajmiłeś, że kibice w Polsce będą mieli szansę zobaczyć zupełnie nowego Konstantina Cupkovicia. Transformacja się dokonała?

– Myślę, że mimo wszystko przez całą moją karierę jestem taki, jaki jestem. Miewałem problemy z nieszczęśliwymi sytuacjami, kontuzjami, złym doborem klubów, w których grałem – nawet jeżeli walczyłem o puchary, to niezbyt często występowałem w barwach tych drużyn. Zauważyłem jednak, że wszystko wraca – jeśli wierzy się we własną wartość, to ona stanie się widoczna dla wszystkich. Po prostu trzeba być cierpliwym i bardzo ciężko pracować, żeby zmienić to, co nie obfitowało w sukcesy, w coś, co jest ich pełne. Teraz wraca do mnie wszystko, co dobre, ale sądzę, że to dopiero początek mojej przemiany.

Mimo wszystko jest to chyba czas, w którym błyszczysz – jesteś w czołowej ósemce najczęściej punktujących zawodników PlusLigi, a Jakub Jarosz określa cię mianem prawdziwego lidera drużyny…

– Po pierwsze, jestem wdzięczny Kubie za to, co powiedział. Myślę, że wszystko to, co widać, jest owocem mojej psychiki – lubię błyszczeć wtedy, kiedy przychodzi ciężki czas dla drużyny i staram się ze wszystkich sił, żeby jej pomóc. Po tym rozpoznają mnie fani i trenerzy. Nie zmiana to faktu, że wszystko, co dzieje się na boisku, wypływa ze wspólnej gry drużyny. Według mnie w tym sezonie Skra jest absolutnie najlepszym zespołem w rozgrywkach – teraz co prawda przeżywa słabszy czas, ale jest on spowodowany wyłącznie ciągłymi podróżami i dużą intensywnością spotkań. Facundo Conte pokazuje, że jest niesamowitym graczem, tak samo jak Mariusz Wlazły i inni… Ich wyniki są jednak zbiorem zagrań także ich kolegów z drużyny, nie robią tego sami – tak to działa w siatkarskich zespołach. Jeżeli mi się coś udaje, to jest to pokłosiem pracy również moich współgraczy – tylko dlatego znajduję się w najlepszej „ósemce” rozgrywek.

Dziś miałeś sporo okazji do pokazania, jak bardzo ekspresywnym zawodnikiem jesteś. Pomaga ci to w grze czy po prostu, tak jak mówią niektórzy, jesteś dobrym showmanem?

– Wszystko, co robię na boisku, jest bardzo spontaniczne. Nie jestem tego typu zawodnikiem, który będzie stał na parkiecie i zastanawiał się, który moment do wybuchu radości wybrać. To jest część mnie i muszę przyznać, że lubię mieć w ten sposób kontakt z fanami niezależnie od tego, czy idzie nam dobrze, czy źle. Jak skończy się sezon, to będę normalny jak każdy inny człowiek. (śmiech) To nie jest jakieś Hollywood – można rozpoznać, czy zachowanie zawodnika następuje pod wpływem chwili, czy nie.

Czy w twojej opinii będzinianie będą jeszcze w stanie czymś was zaskoczyć w Bydgoszczy czy po tak wyraźnej porażce już nie?

– Myślę, że będzie to bardzo trudny mecz – oni nadal nie będą mieli nic do stracenia. Musimy być skoncentrowani, żeby zwyciężyć w dwóch setach, a potem zobaczymy, co się stanie. Zrobimy wszystko, żeby tego dokonać.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-03-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved