Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Play-off czas zacząć

PlusLiga: Play-off czas zacząć

fot. archiwum

Po długiej rundzie zasadniczej PlusLiga wkracza w decydującą fazę. Tegoroczne rozgrywki są bardzo wyrównane, słabsze drużyny wygrywają z teoretycznie mocniejszymi, a obowiązujący system sprzyja sprawianiu niespodzianek.

Najlepszą drużyną rundy zasadniczej okazała się Asseco Resovia Rzeszów. Siatkarze z Podkarpacia w decydującym o prymacie meczu pokonali we własnej hali PGE Skrę Bełchatów i z dorobkiem 67 punktów zakończyli pierwszą część sezonu na fotelu lidera. Wicemistrzowie Polski zwyciężyli w 22 spotkaniach, natomiast czterokrotnie schodzili z boiska pokonani – w starciach z Cuprum Lubin, Treflem Gdańsk, Skrą Bełchatów i AZS-em Olsztyn. W I fazie play-off podopiecznym Andrzeja Kowala przyjdzie zmierzyć się z Cerrard Czarnymi Radom, którzy zajęli 8. miejsce. Oczywistym jest, że w takiej rywalizacji faworytem jest zawsze zespół, który zajął pierwszą lokatę, jednak radomianie wcale nie stoją na straconej pozycji. Chociaż u siebie przegrali z resoviakami 1:3, to na Podpromiu walczyli bardzo dzielnie, lecz ostatecznie ulegli 2:3. – Z zespołem z Rzeszowa zagraliśmy dobre spotkania, dwa mecze, gdzie wynik był na styku, więc nie boimy się go, powalczymy o wygraną – zapowiada Jacek Ratajczak, środkowy Czarnych. Głównym atutem rzeszowian w tym starciu może być zagrywka, która w ostatnich meczach bardzo pomogła „pasom” w ustawianiu swoich akcji, które perfekcyjnie wykańczali skrzydłowi. Natomiast forma podopiecznych Roberta Prygla faluje – po dobrym początku sezonu przyszedł okres słabszej gry w jego środkowej części, a w ostatnich kolejkach rundy zasadniczej zanotowali porażki z AZS-em Politechniką Warszawską i Transferem Bydgoszcz, lecz siatkarze z województwa mazowieckiego mają w swoich szeregach bardzo doświadczonych graczy, jak chociażby Daniel Pliński, Lukas Kampa czy Mikko Oivanen, którzy pokuszą się o dobry wynik.

Arcyciekawie zapowiada się rywalizacja PGE Skry Bełchatów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Sam fakt, że ekipom tym przyjdzie się ze sobą mierzyć już w I rundzie fazy play-off, może wydawać się zaskakujący, bowiem w poprzednich latach drużyny te były w ścisłej czołówce i rozgrywała się między nimi walka o medale. Niestety, kędzierzynian na potęgę trapiły kontuzje, trener Sebastian Świderski nie mógł korzystać z usług wielu swoich graczy, co w konsekwencji przyniosło jedenaście przegranych spotkań. Zespół z Opolszczyzny ostatecznie uplasował się na 7. lokacie, jednak nie jest to pozycja adekwatna do potencjału i przede wszystkim aspiracji teamu z Kędzierzyna-Koźla. Paweł Zagumny i spółka z pewnością podejmą rękawicę, jednak po drugiej stronie siatki stanie bardzo wymagający rywal. Skra prezentuje się w tym sezonie bardzo dobrze, gra kombinacyjną i urozmaiconą siatkówkę. Wydaje się, że podczas starcia w Rzeszowie z miejscową Resovią bełchatowianom zabrakło świeżości, jednak nie zmienia to faktu, że przegrana 1:3 kosztowała ich spadek na 2. miejsce. – Nie ma co ukrywać, że trafiliśmy na trudnego przeciwnika. Jesteśmy jednak dobrze przygotowani i jedziemy do Kędzierzyna-Koźla po zwycięstwo. Znam tych chłopaków i wiem, że ich ambicja sięga dużo wyżej niż siódme miejsce w lidze. Na pewno zrobią wszystko, żeby sprawić niespodziankę, bo w tych kategoriach należałoby patrzeć na awans do najlepszej czwórki z siódmego miejsca – mówił Andrzej Wrona na łamach portalu skra.pl. Na własnym boisku mistrzowie Polski ograli ZAKSĘ 3:0, by w takim samym stosunku ulec rywalowi w Kędzierzynie-Koźlu.

LOTOS Trefl Gdańsk jednogłośnie został okrzyknięty rewelacją tegorocznych rozgrywek. W rundzie zasadniczej prezentował bardzo stabilną i poukładaną siatkówkę, co wyraźnie było zasługą trenera Andrei Anastasiego. Dobra dyspozycja przełożyła się na wyniki – gdańszczanie po pierwszej części rozgrywek uplasowali się na 3. miejscu i w I fazie play-off zmierzą się z Transferem Bydgoszcz. Także zespół znad Brdy spisuje się w tym sezonie nadzwyczaj przyzwoicie. Podopieczni Vitala Heynena na finiszu fazy zasadniczej zanotowali porażki z drużynami z tzw. „wielkiej czwórki”, co kosztowało ich spadek na 6. miejsce, jednak nadal dysponują oni dużym potencjałem, lecz należy przyznać, że Trefl wydaje się dla nich niewygodnym przeciwnikiem. Bydgoszczanie w tym sezonie trzykrotnie przegrali z siatkarzami z Gdańska: dwa razy po 1:3 i raz 2:3. – Niestety nie wygraliśmy z nimi ani razu, to oni też stanęli na naszej drodze w rywalizacji o Puchar Polski i z niej nas wykluczyli. Trzy mecze przegrane, teraz kolejne spotkania przed nami, także miejmy nadzieję, że to my będziemy w czwórce, a nie Lotos – zwrócił uwagę na tę kwestię młody środkowy bydgoszczan Jan Nowakowski. Interesująco zapowiada się rywalizacja indywidualna tych zespołów, szczególnie na pozycjach skrzydłowych. Duety Mateusz Mika/Murphy Troy w Treflu i Jakub Jarosz/Konstantin Cupković w Bydgoszczy wydają się machinami do zdobywania punktów. Którzy okażą się górą, dowiemy się wkrótce. Pierwszy mecz tych drużyn zostanie rozegrany w sobotę, 28 lutego.



Nie mniej pasjonujące mecze czekają kibiców Cuprum Lubin i Jastrzębskiego Węgla. To właśnie te zespoły, według ligowej tabeli, dzieli najmniejsza różnica. Jastrzębianie ostatecznie uplasowali się na 4. miejscu z dorobkiem 52 punktów, natomiast lubinianie zajęli 5. pozycję ze stratą dwóch oczek. W pierwszym meczu tych drużyn lepszy okazał się team z Jastrzębia-Zdroju, który wygrał 3:1, jednak w rewanżu górą okazali się „miedziowi”, zwyciężając 3:2, lecz należy zaznaczyć, że było to ostatnie spotkanie rundy zasadniczej i trenerzy mocno rotowali składem. W drużynie „pomarańczowych” wyraźnie widać oznaki zmęczenia, szczególnie po najbardziej eksploatowanych Michale Łasko i Krzysztofie Gierczyńskim. W dodatku kłopoty kadrowe na pozycji przyjmującego wyraźnie rzutują na nieco słabszą dyspozycję podopiecznych Roberto Piazzy, ale w kluczowej części sezonu drużyna zapowiada walkę i z optymizmem podchodzi do czekającej rywalizacji, równocześnie doceniając siłę przeciwnika. – Myślę, że Cuprum jest dobrą drużyną. Zawodnicy są doświadczeni, zwłaszcza rozgrywający i środkowi. Mają dwóch atakujących: Gromadowskiego i Romacia, więc mogą nimi rotować, ale my także mamy mocny zespół. Jestem zadowolony, że mamy wyższe miejsce w tej rywalizacji. Teraz musimy wyjść na boisko i zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby przejść tę fazę play-off. To nie będzie proste, ale mamy sporo szans, aby awansować dalej – stwierdził w wypowiedzi umieszczonej na oficjalnej stronie klubu szkoleniowiec JW, Roberto Piazza. Lubinianie, myśląc o zwycięstwie, muszą swoją zagrywką maksymalnie utrudnić przeciwnikowi przyjęcie, bowiem przy dokładnym dograniu jastrzębianie są bardzo skuteczni w pierwszej akcji, głównie za sprawą znakomitego rozegrania Michała Masnego.

Zgodnie z obowiązującym w tym sezonie regulaminem, zespoły z miejsc 9. i 10. w pierwszym etapie walki o miejsca 5-12 rozegrają ze sobą dwumecz. Zwycięzca dwumeczu zagra z przegranym w rywalizacji I rundy fazy play-off z miejsc (1-8), natomiast przegrany dwumeczu zagra z przegranym w rywalizacji I rundy fazy play-off z miejsc (2-7). W ten sposób będziemy świadkami akademickich derbów, bowiem AZS Politechnika Warszawska zmierzy się z Indykpolem AZS Olsztyn. Warszawianie mogą czuć niedosyt, ponieważ zabrakło im niewiele, bo niespełna dwóch punktów do awansu do najlepszej ósemki sezonu. „Młode Wilki” trenera Jakuba Bednaruka bardzo dzielnie walczyły z potencjalnie nawet wyżej notowanymi rywalami i mogą się wydawać pretendentami do zwycięstwa w zmaganiach z akademikami z Olsztyna. Świadczy o tym chociażby różnica, jaka dzieli obie ekipy w tabeli – olsztynianie zajęli 10. miejsce ze stratą jedenastu punktów do „inżynierów”. W dodatku podbudowani ostatnim ligowym zwycięstwem z Treflem Gdańsk siatkarze ze stolicy mogą być groźni. – Tak się trochę złożyło, że bez presji grało nam się zdecydowanie lepiej. Dopiero teraz będzie dla nas prawdziwy sprawdzian z AZS-em Olsztyn, bo bielszczanie przegrali swój mecz za trzy punkty, i to właśnie z olsztynianami zagramy kolejny pojedynek. Koncentrujemy wszystkie nasze myśli na tym spotkaniu, bo to będzie prawdziwa weryfikacja naszych umiejętności. Zobaczymy jak to wyjdzie – stwierdził przyjmujący AZS-u, Aleksander Śliwka. Gracze Andrei Gardiniego w tym sezonie spisują się poniżej oczekiwań swoich kibiców, ale w kluczowej części rozgrywek z pewnością pokażą maksimum swoich umiejętności i postarają się o poprawienie swojej pozycji.

Zespoły, które po zakończeniu fazy zasadniczej zajęły w tabeli rozgrywek miejsca 11-14, zagrają dwumecze o udział w rywalizacji o pozycje 5-12. Zwycięzcy zagrają o miejsca 5-12, pokonani o lokaty 13-14. Zgodnie z tymi zapisami regulaminu BBTS Bielsko-Biała zmierzy się z MKS-em Banimex Będzin. Wydaje się, że podopieczni Piotra Gruszki liczyli na wyższą lokatę przed fazą play-off, jednak gładka porażka z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w ostatniej kolejce rundy zasadniczej przekreśliła ich szanse na lepsze miejsce w tabeli. Ostatecznie bielszczanie z bilansem 8 wygranych i 18 przegranych uplasowali się na 11. pozycji. – Ustaliliśmy sobie sami przed sezonem, że będziemy walczyli o to, aby znaleźć się w pierwszej ósemce. Pierwsze mecze w kolejnej fazie rozgrywek będziemy grali z MKS-em Będzin. Jeżeli wygramy, w co gorąco wierzę, to będziemy walczyli o miejsca 5-12. Nadal jest szansa, że nasz cel zostanie realizowany. Zrobimy wszystko, żeby tak było, bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy w połowie marca skończyli ligę, i to jeszcze z tak niekorzystnym wynikiem dla nas – wyznał rozgrywający BBTS-u, Grzegorz Pilarz. W jeszcze gorszej sytuacji są będzinianie. MKS przegrał swój ostatni mecz 2:3 z Effectorem Kielce i pozostał na dnie ligowej klasyfikacji generalnej, dodatkowo nadal nie spełnia wymogów (5 wygranych spotkań), które uprawniałyby go do pozostania w najwyższej klasie rozgrywek. Nie można odmówić podopiecznym Roberto Santillego umiejętności czy woli walki, jednak beniaminkowi brakuje zimnej krwi, aby w końcówkach przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę. Poprzednie pojedynki tych ekip kończyły się pewnymi zwycięstwami po 3:0 BBTS-u, ale siatkarze z Zagłębia będą chcieli się zrewanżować, a ich głównym atutem może być dobra dyspozycja Miłosza Hebdy.

Ostatnią już parę I rundy fazy play-off będą stanowiły zespoły Effectora Kielce i AZS-u Częstochowa. Dzięki zwycięstwu w 26. serii spotkań nad MKS-em Będzin kielczanie rzutem na taśmę wskoczyli na 12. pozycję. – Ja się ogólnie bardzo cieszę, że trafiliśmy na AZS Częstochowa, bo to moje rodzinne strony. Wolę Częstochowę niż Olsztyn dlatego też, że ominą nas dalekie, męczące podróżechociaż ostatnio podopieczni Bąkiewicza spisują się całkiem przyzwoicie. Co do naszej pozycji po rundzie zasadniczej, to patrząc na pierwszą część sezonu, jest ona niezła, ale wydaje mi się, że stać nas było na zdecydowanie więcej. Teraz czas na play-off, w których wszystko jeszcze może się zdarzyć. Każdy wie, jaki to jest system i dopiero teraz zaczyna się gra – wyznał w rozmowie z oficjalną stroną klubową środkowy Effectora, Mateusz Bieniek. Młody zawodnik wyrasta na bardzo ważną postać w swoje drużynie. On, a także Adrian Buchowski i Adrian Staszewski stanowią o sile w ofensywie zespołu z województwa świętokrzyskiego. Mniej optymistyczne nastroje panują w drużynie spod Jasnej Góry. Siatkarze Michała Bąkiewicza w minionym spotkaniu ulegli 2:3 AZS-owi Olsztyn i rundę zasadniczą zakończyli na 13. miejscu. Czy okaże się ono dla nich pechowe, dowiemy się już w pierwszym meczu tych ekip, który zostanie rozegrany 27 lutego. Jeśli chodzi o dotychczasową rywalizację tych zespołów, to panuje w niej remis. Na wyjeździe częstochowianie zwyciężyli 3:0, natomiast u siebie przegrali 1:3. Prowadzeni przez doświadczony duet Miguel de Amo/Guillaume Samica młodzi akademicy pokuszą się o przełamanie rywali i rozstrzygnięcie zmagań na swoją korzyść.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved